Przedstawiamy Państwu historię oddziału partyzanckiego Obwodu Kielce Mariana Sołtysiaka „Barabasz”, który od czerwca 1943r. posługiwał się nazwą własną „Wybranieccy”. W tej części przedstawiamy jego działalność od utworzenia do końca lipca 1944r. Nie unikamy trudnych tematów, które opisujemy bez zbędnych emocji.


     Materiał powstał dzięki wsparciu finansowemu Starostwa Powiatowego w Kielcach w ramach realizacji w 2015r. zadania publicznego z zakresu kultury pod nazwą: ARMIA KRAJOWA – strona internetowa poświęcona Obwodowi Kielce AK oraz oddziałowi partyzanckiemu Mariana Sołtysiaka „Barabasz”.

Geneza oddziału

Powstanie oddziału nierozerwalnie jest związane z sekcją dywersyjną Podobwodu Bodzentyn i zabiegami Mariana Sołtysiaka „Barabasz”, które doprowadziły do utworzenia oddziału partyzanckiego właśnie na bazie tej sekcji.

     W 1941r., prawdopodobnie za sprawą kontaktów Henryka Pawelca „Jędrek” z Henrykiem Jaworskim „Witold” (od połowy 1941r. do początku 1942r.  Komendant Związku Odwetu Okręgu Kielce) został utworzony patrol dywersyjny Związku Odwetu, którego dowódcą został Pawelec. Patrol składa się z konspiratorów mieszkających głównie we Wzdole Rządowym na terenie Placówki Bodzentyn w Obwodzie Kielce. 

     W lipcu 1942 roku „Jędrek” został oddelegowany do dyspozycji Komendanta Okręgu, Stanisław Dworzak ”Daniel”. Jego zadaniem było prowadzenie inwigilacji środowisk lewicowych w Górach Świętokrzyskich (w tym bojówki GL Ignacego Robba właściwe nazwisko Ignacy Rosenfarb „Narbutt”). Podobne zadanie otrzymał Władysław Łubek „Orlicz”.
     W tym czasie patrolem dywersyjnym dowodził Stefan Fąfara „Dan” (do grudzień 1942r.). Z działań zbrojnych patrolu prowadzonych w tym okresie możemy wymienić: zastrzelenie dwóch konfidentów oraz próbę likwidacji Franciszka Wittka, którą w listopadzie 1942r. przeprowadził na zlecenie Komendy Obwodu H. Pawelec „Jędrek”.
     Na przełomie 1942/43 nastąpiła reorganizacja struktur Związku Odwetu, na bazie których utworzono Kierownictwo Dywersji - Kedyw. Patrol dywersyjny został jednocześnie przekazany do Podobwodu Bodzentyn, którego komendantem był Jan Kosiński „Jacek”. Patrol podlegał bezpośrednio pod rozkazy Franciszka Sadzy „Bej”, Komendant Placówki Bodzentyn.

Henryk Pawelec "Jędrek", "Andrzej"

     Od tej pory grupa funkcjonuje jako sekcja dywersyjna, a jej dowódcą był w dalszym ciągu Henryk Pawelec „Jędrek”. O działalności sekcji możemy powiedzieć niewiele, ale z całą pewnością na jej „konto” możemy zaliczyć kilka akcji przeprowadzonych w pierwszych miesiącach 1943r.:
-opanowanie Gminy Świętomarz gdzie zniszczono dokumenty meldunkowe i kontyngentowe oraz zlikwidowano agenta gajowego.
-rozbicie mleczarni w Bodzentynie, z której zabrano masło.
-Zniszczenie młyna w gminie Dąbrowa.
-13 marzec 1943r. nieudany zamach w Kielcach na Franciszka Wittka, który przeprowadził Henryk Pawelec „Jędrek”.
-13/14 marzec 1943r. udział sekcji w ochronie zrzutu lotniczego, który miał miejsce w okolicach wsi Kranów na terenie Placówki Daleszyce. Przyjęto wtedy czterech skoczków oraz uzbrojenie (2 km, 18 pm, 25 pistoletów, 24 granaty ręczne i 50 kg plastiku) które załadowano na dwa wozy i przewieziono do Kranowa. Podczas transportu jedna paczka spadła w lesie z wozu i rozsypała się. Ochrona transportu (sekcja dywersyjna i kilku ludzi z plutonu 147) zabierają rozsypaną broń. Uzbrojenie sekcji oddziału „Barabasza” powiększyło się odtąd o siedem Coltów oraz dwa pistolety maszynowe Sten. Pośrednio potwierdza to skąd na wyposażeniu sekcji dywersyjnej znalazł się jeden sten i jeden colt (być może pozostała część „zdobyczy” została w zasobach Podobwodu Bodzentyn).

W skład sekcji wchodzili w 1943r. następujący żołnierze:
-Henryk Pawelec „Jędrek”, dowódca,
-Stefan Fąfara ”Dan”, zastępca,
-Tadeusz Matla „Florian”,
-Stanisław Kozera ”Bogdan”,
-Stanisław Lutek ”Roch”,
-Jan Śniowski „Madej”,
-Bolesław Boczarski ”Roman” - „Jurand”,
-Stanisław Strachowski ”Pistolet”,
-Józef Biela z Michniowa,
-Władysław Łubek „Orlicz”.
Być może lista nie jest pełna, trudno także ustalić dokładny czas w którym kolejni żołnierze dołączali do patrolu czy później sekcji dywersyjnej.

20 marzec 1943r. - powstanie oddziału

W lutym 1943r. Marian Sołtysiak „Barabasz” rozpoczął starania o uzyskanie zgody na sformowanie leśnego oddziału partyzanckiego. Przeprowadził w tym celu rozmowę z Józefem Włodarczykiem "Wyrwa" Komendantem Obwodu Kielce.  "Barabaszowi" udało się uzyskać zgodę na utworzenie oddziału. Otrzymał także kontakty do Podobwodu Bodzentyn skąd mieli mu zostać przekazani pierwsi żołnierze. Komendant Podobwodu Bodzentyn Jan Kosiński "Jacek" niechętnie pozbywał się swoich żołnierzy, ale ostatecznie skierował „Barabasza” do Jana Sadzy „Bej”, Komendant Placówki Bodzentyn. Ten, 20 marca 1943r., przekazał do dyspozycji „Barabasza” sekcję dywersyjną Henryka Pawelca „Jędrek”.

Marzec 1943r.

W tym miesiącu jesteśmy w stanie podać jedynie termin pierwszej zbiórki oddziału. Pozostały czas upłynął zapewne na załatwianiu spraw organizacyjnych.

22 marzec 1943r.

     Rozpoczyna się pierwsze kilkudniowe zgrupowanie członków sekcji z „Barabaszem” w lesie nad Wilkowem na wysokości zabudowań Sity. Do pierwszych żołnierzy oddziału należą: Boczarski Bolesław „Jurand”, Fąfara Stefan „Dan”, Kozera Stanisław „Bogdan”, Lutek Stanisław „Roch”, Łubek Stanisław „Orlicz”, Pawelec Henryk „Andrzej”, Strachowski Stanisław „Pistolet”, Śniowski Jan „Madej”.
     Na początkowe uzbrojenie składały się: 2 karabiny  Mauzer i 15 sztuk amunicji, , 1 pistolet Steyer z dwiema sztukami amunicji, 1 stary pistolet FN kal. 7,65 bez amunicji, 1 pistolet Colt kal. 9 i 40 sztuk amunicji oraz jeden sten pochodzenia zrzutowego z trzema magazynkami amunicji (te dwie ostatnie sztuki broni prawdopodobnie pochodziły ze zrzutu lotniczego odebranego koło Kranowa o którym już pisaliśmy).

     Po kilku dniach wspólnego pobytu „Barabasz” pozostawił oddział i udał się prawdopodobnie do Suchedniowa. Świeżo upieczeni partyzanci postanowili sprawdzić broń, a głównie pistolet maszynowy, który otrzymał „Roch”. Postanowiono ostrzelać Niemców konwojujących wagony z rudą pirytu przewożone kolejką wąskotorową Nowa Słupia - Zagnańsk. Faktycznie oddano jedynie kilka serii ze stena. Wśród Niemców zapanowała panika. W popłochu zaczęli zeskakiwać z wagoników. Jadąca razem z nimi polska ludność również rzuciła się do ucieczki, mieszając się w biegu z Niemcami. Okupanci szybko zorientowali się, że mają przed sobą nielicznego przeciwnika i zaczęli ostrzeliwać las co zmusiło partyzantów do wycofania. W swoich wspomnieniach „Barabasz” i „Jurand” podają, że podczas walki poległo pięciu Niemców.

Kwiecień 1943r.

W tym miesiącu miały miejsce pierwsze „poważne” akcje: opanowanie Chęcin, dwa zamachy (podczas jednego oddział miał rannego)  oraz nieudana próba rozbrojenia strażników kolejowych. Mimo niedociągnięć organizacyjnych premiera działań zbrojnych wypadła pozytywnie.

10/11 kwiecień 1943r. - Chęciny

     9 kwietnia oddział kwaterujący pod Bukową Górą u Ignacego Chrząszczyka „Stolarz” (wieś Zagórze), otrzymał przez łącznika rozkaz od „Barabasza” marszu na koncentrację w Gałęzicach. W wyprawie nie bierze udziału Bolesław Boczarski „Jurand”, który nie przekazał jeszcze wszystkich swoich obowiązków w Placówce Bodzentyn i chwilowo pozostaje na swoim terenie.
     Po całonocnym marszu oddział przeszedł do miejscowości Szewce i zajął kwaterę w leśniczówce. Następnie partyzanci dotarli do Gałęzic, gdzie spotkali swojego dowódcę i kolejne grupy zmobilizowane do akcji. Sekcję z Suchedniowa przyprowadził plutonowy Władysław Krogulec „Wiktor” (dowódca plutonu AK w Michniowie). Razem z nim przyszli: Władysław Szumielewicz „Mietek” – elew konspiracyjnej szkoły podchorążych i Marian Materek „Komar”. Z Kielc dotarli: Tadeusz Sitarski „Tadek”, Henryk Giżycki „Heniek” i Sławomir Werens „Sławek”.

Marian Sołtysiak "Barabasz" (lipiec 1943r.))

     Był także „Barabasz”, który udał się do Chęcin i w towarzystwie Mariana Wilczyńskiego „Grom” (miejscowy żołnierz AK) zapoznał się z sytuacją. Celem akcji miało być opanowanie w celach propagandowych miasteczka i likwidacja burmistrza Józefa Barana. Zajmował tą funkcję od listopada 1940 roku z niemieckiego nadania. Bardzo gorliwie wykonywał niemieckie polecenia. Ponadto, to prawdopodobnie on, posiadając na usługach kilku konfidentów, sporządzał listy Polaków przeznaczonych do wysyłki na przymusowe roboty do Rzeszy oraz osób szczególnie niebezpiecznych, czyli takich, które przewidziane były do aresztowania.
     Nocą z 10 na 11 kwietnia nastąpił wymarsz do akcji. Po dwugodzinnym marszu partyzanci dotarli do miasteczka. Zgodnie z wcześniejszym planem oddział został podzielony na sekcje. Stefan Fąfara „Dan” wystawił ubezpieczenie, które spełniało raczej funkcję posterunków alarmowych. „Barabasz” z kilkoma żołnierzami podszedł pod budynek urzędu pocztowego i nożycami poprzecinał wszystkie druty telefoniczne. Henryk Pawelec „Andrzej” z dwoma ludźmi wszedł na wartownię strażacką i po sterroryzowaniu wartowników zamknął ich. Z remizy straży pożarnej zabrano dwie drabiny, parę toporków oraz trąbkę sygnałówkę.
     Celem oddziału był magistrat w którym mieszkał burmistrz. Po drabinie (zabranej ze strażnicy) i przystawionej teraz do okna na pierwszym piętrze najpierw wszedł Stanisław Lutek „Roch”. Zaraz za nim wskoczyli: Henryk Giżycki „Heniek” i Sławomir Werens „Sławek”. Mimo dokładnego przeszukania domu burmistrza Barana nie znaleziono. Zdążył się ukryć lub w tym czasie nie było go w domu. Z góry budynku partyzanci zeszli wewnętrznymi schodami. Na parterze otworzyli areszt miejski, uwalniając kilku chłopów, przetrzymywanych za nieoddanie kontyngentu oraz młodego chłopaka, aresztowanego na polecenie Gestapo z Kielc.

     Wreszcie „Barabasz” zarządził odwrót. Zanim oddział uformowany w zwartą kolumnę wyszedł z Chęcin „Dan” elew orkiestry wojskowej, na zabranej wcześniej strażakom trąbce sygnałowej gra sygnał Wojska Polskiego, który na długo zostaje w pamięci mieszkańców miasteczka i okolicy.
     Po tej akcji „Barabasz” opuszcza oddział i udaje się do Kielc, a partyzanci pod dowództwem „Andrzeja” odskakują nad Wierną Rzekę. W ciągu kilku kolejnych dni przeprowadzają kolejne akcje: rozbijają Urząd Gminy w Zajączkowie, likwidują Volksdeutscha w Piekoszowie i wreszcie rozbijają Urząd Gminy w Samsonowie. Po tej serii akcji sekcje suchedniowska i kielecka odchodzą do domów, a pozostali partyzanci powracają do dotychczasowego miejsca zakwaterowania w okolicach Klonowa i Wzdołu.

25 kwiecień 1943r.

     Okres między 15, a 25 kwietnia był okresem wypoczynku oddziału który kwaterował w rejonie Gór Świętokrzyskich. „Barabasz” przebywał w tym czasie w Kielcach, gdzie otrzymał nowe zadania do wykonania. W dniu 24 kwietnia 1943r. do oddziału dotarły nowe rozkazy przyniesione przez łącznika. Całość sił podzielono na dwie grupki. Komendę nad nimi obejmują: kpr. „Jędrek” i kpr. „Dan”. Grupy otrzymują do wykonania samodzielne zadana:

-Zamach na Kirę Sason

     Sekcja Stefana Fąfary „Dan” w składzie:  Stanisław Kozera, „Bogdan”, Władysław Łubek „Orlicz” i Jan Śniowski „Madej” otrzymuje zadanie likwidacji w Kielcach w dniu 25 kwietnia agentki Gestapo - Kirę Sason (niektóre źródła podają, że wykradła ona w 1940r. spis członków AK w Kielcach) . Pod pozorem doręczenia listu w zamkniętej kopercie, w której  znajdował się wyrok, „Dan” i „Madej” mieli wtargnąć do mieszkania i ją zastrzelić. „Bogdan” i „Orlicz” stanowili ubezpieczenie. Po wykonaniu zadania mieli się wycofać pojedynczo różnymi trasami. Punkt zborny wyznaczono na dzisiejszej ulicy Warszawskiej w mieszkaniu Jakóbka – funkcjonariusz Policji Granatowej działający w wywiadzie AK.

     Po zajęciu stanowisk przez ubezpieczających akcję „Dan” i „Madej„ zapukali do mieszczącego się na piętrze mieszkania Kiry. List miał wręczyć „Madej”. Na zapytanie: „ Kto tam?„ w języku niemieckim – odpowiedział: „Listonosz z telegramem”. Drzwi zamykane od wewnątrz na łańcuch uchyliły się i „Madej” zobaczył w nich dwóch gestapowców z pistoletami, skierowanymi w ich kierunku. Pospiesznie oddał trzymany w ręku list i szybko zaczęli obaj wycofywać się na ulicę, uprzedzając kolegów o grożącym niebezpieczeństwie. Grupka rozbiegła się w różnych kierunkach. „Dan” i „Madej” szczęśliwie dotarli na punkt zborny. Uciekający „Bogdan” natknął się przypadkiem na patrolujących żandarmów. Wezwany do zatrzymania się zaczął uciekać. Posypały się strzały. Jedna z kul trafiła go w prawe ramię. Mimo odniesionej rany – na szczęście niegroźnej – udało mu się szczęśliwie zbiec za miasto i po kilku godzinach błądzenia dotrzeć na punkt zborny oddziału.
     Uciekając w stronę dzisiejszej ulicy Jana Pawła II “Orlicz”, gdy zorientował się, że nie jest ścigany, skręcił nagle do parku miejskiego zapominając o tym, iż wstęp do niego mieli tylko Niemcy. “Orlicz” był odważnym partyzantem, lecz przy tym bardzo ostrożnym. Idąc przez park trzymał przewieszony przez prawą rękę płaszcz, w którego fałdach mocno ściskał pistolet gotowy do strzału. Co krok na swej drodze napotykał spacerujących po parku Niemców. Sam nie wzbudzał podejrzeń, gdyż był elegancko ubrany, z odkrytą głową, ze swą jasną czupryną wyglądał rzeczywiście na Niemca. Nie czuł sie jednak dobrze w takim otoczeniu. Oglądając sie niespokojnie potrącił jakiegoś oficera policji kolejowej, prowadzącego psa na smyczy. Nieopatrznie powiedział “Przepraszam”. Niemiec zdziwiony zapytał go w języku niemieckim, czy nie jest Niemcem ? - “Orlicz”, aczkolwiek nieźle znał język niemiecki, zaczął się jakoś jąkać i przepraszać. Szwab nieznacznie zaczął sięgać do kabury. W tej sytuacji “Orlicz” - trzymający jak wiadomo, pistolet w ręku – ostrzelał go. Ładując mu kilka kul w brzuch i piersi, Niemiec zwalił się na ziemię. “Orlicz” wznowił swój bieg kierując się do furtki dzielącej park od ul. Chęcińskiej. Już przy furtce napotkał kolejnego Niemca do którego odruchowo strzelił. Nie sprawdzając efektów pobiegł dalej ulicą Chęcińską w stronę ulicy Krakowskiej. Skręcił nagle w prawo, przeskoczył tor kolejowy, gubiąc za sobą pogoń. Wylądował gdzieś za Czarnowem i dopiero nazajutrz dotarł na punkt zborny.

     W późniejszym czasie wywiad potwierdził fakt zastrzelenia przez „Orlicza” dwóch Niemców. Rana „Bogdana” nie była groźna, ale na skutek późnego jej opatrzenia i znacznego upływu krwi został on wyłączony z walki. Skierowano go do Woli Kopcowej, Później ukrywał się także w okolicy i dopiero 9 lipca, jeszcze z ręką na temblaku, dołączył do oddziału obozującego już w lasach Cisowskich.

Pierwsi żołnierze oddziału ze swoim dowódcą.

-Zamach na Piroga i Chmielnik

     Sekcja pod dowództwem Henryka Pawelca „Andrzej” otrzymała zadanie likwidacji w Białogonie koło Kielc Jana Piroga, funkcjonariusza „Bahnschutzpolizei” (policja kolejowa) , który wydał Niemcom kilkunastu Polaków. W skład sekcji wchodzili: Bolesław Boczarski „Jurand” - zastępca, Stanisław Lutek „Roch” i Stanisław Strachocki „Pistolet”. Nie chcąc ryzykować przejścia przez Kielce obeszli miasto od północnej strony przez Brzezinki, Dąbrowę i Czarnów. Do Białogonu dotarli w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, gdy ludzie wybierali się właśnie na rezurekcję.

     Po dotarciu na miejsce akcji czwórka konspiratorów orientuje się, że dostarczony im plan albo nie jest dokładny, albo oni nie mogą znaleźć właściwego domu. Pytają więc mieszkańców o dom pana Wieczorka, który zajmował się handlem, a u którego mieszkał Piróg. Teraz trafiają wreszcie we właściwe miejsce do domu znajdującego się między drogą, a torami.
     „Roch” i „Pistolet” zostają na ubezpieczeniu. „Jurand” i „Andrzej” wchodzą do środka gdzie zastają Piroga. Nie chcą wykonać wyroku przy znajdujących się w domu i postanawiają zabrać skazanego do lasu. Prawdopodobnie w tym czasie z domu wybiegł mały chłopiec, który krzykiem zaalarmował przypadkowo przejeżdżających Niemców. Zbliżali się oni do obejścia w chwili gdy Piróg był wyprowadzany z domu i widząc grupę otworzyli ogień.
     Partyzanci podejmują decyzję o natychmiastowej likwidacji zdrajcy. Niestety sten „Rocha” zaciął się. Już pod niemieckim ostrzałem do Piroga strzela „Jurand”. Jest pewny, że zabił zdrajcę czego nie może sprawdzić bowiem Niemcy strzelają coraz gęstszym ogniem. Konspiratorzy chowają się do środka i prowadzą walkę, ale zdają sobie sprawę, że jej przedłużanie działa na ich niekorzyść, bowiem Niemcy zaczynają obchodzić dom ze wszystkich stron.
Najpierw wypędzają z domu pozostających tam cywilów i korzystając z mniejszego ostrzału jeden z konspiratorów rzuca granat („Jurand” podaje, że swój granat podał „Andrzejowi”). Pod osłoną wybuchu i własnej broni przeskakują przez tory i wybiegają do lasu. Niemcy nie są skorzy do pościgu tym bardziej, że po walce mają rannych. Partyzanci długo jeszcze uciekali z miejsca akcji. Wreszcie kiedy się zatrzymali na odpoczynek dziękowali Bogu za ocalenie. Tylko cudem wyszli z akcji bez najmniejszej rany.
     Wróćmy jeszcze do Piroga. Zdrajca jak się okazało nie zginął tego dnia. Troskliwie leczony przez Niemców wylizał się z ran. Dalej pracował dla okupanta. Kilka miesięcy potem dosięgły go kule podziemia. Z godnie z późniejszymi informacjami przekazanymi przez wywiad straty niemieckie wynosiły: 3 zabitych, 1 ranny.

     Sekcja „Andrzeja” poza likwidacją zdrajcy miała jeszcze jedno zadanie. W Chmielniku miała uwolnić przetrzymywanego na posterunku policji granatowej żołnierza AK. Po dotarciu do miasteczka okazało się jednak, że został on już uwolniony przez współpracującego z podziemiem policjanta.
Partyzanci rozpoczęli drogę powrotną. Łącznie w ciągu dwóch dni pokonali ok. 100 kilometrów.

28 kwiecień 1943r.

     Prawdopodobnie tego dnia do oddziału dotarli z okolic Skarżyska: Edward Sieniewski „Przecinek”, NN “Wąchacz” i NN “Kropka”. Przynieśli ze sobą 3 karabiny i jeden pistolet (siódemka FN).  

28/29 kwiecień 1943r. – zasadzka pod Węglami

Mapa terenu akcji

     Oddział pod dowództwem „Barabasza” wychodzi na zasadzkę. Celem zasadzki są patrolujący tory strażnicy kolejowi z „Bahnschutzu”. „Barabasz” liczy na zdobycie broni i amunicji. Miejsce zasadzki ustalono między stacją Tumlin a Węglami (linia kolejowa Kielce – Skarżysko) na przykopie, gdzie oddział dotarł ok. północy. Według informacji przekazanych przez wywiad około godziny 1-szej powinien się tamtędy przechodzić patrol liczący zwykle 5-8 ludzi.
     Niestety tej nocy niemiecki patrol nie pojawił się . Oddział odskoczył kilka kilometrów i zajął kwaterę w leśniczówce Gruchawka blisko Kielc. Następnego dnia oddział powrócił na swój teren, a dowódca udał się prawdopodobnie do Kielc.

Maj 1943r.

Pierwsze dni miesiąca owocują kilkoma akcjami zbrojnymi w których oddział traci niestety jednego zabitego. Okazuje się także, że partyzanckie życie pełne niebezpieczeństw nie jest dla wszystkich. Maj to także pierwsze spotkanie „Barabasza” z „Ponurym” co niedługo będzie miało duże znaczenie dla oddziału.

1 maj 1943r.

M.Sołtysiak "Barabasz" i H.Pawelec "Andrzej"

     W oczekiwaniu na swego dowódcę, bez rozkazu, przeprowadzono dywersję na linii kolejki wąskotorowej, przez którą Niemcy masowo wywozili piryt (ruda żelaza), wydobywany w kopalni Rudki k. Nowej Słupi. Codziennie kilkanaście pociągów z rudą pirytu transportowano do stacji Zagnańsk, skąd koleją rozchodziło się do różnych zakładów hutniczych. Materiał wybuchowy: amonit (wykorzystywany w górnictwie) dostarczył Władysław Szumielewicz „Mietek”. Na miejsce akcji wybrano jeden z mostów na linii kolejki zbudowany na dość wysokim nasypie, w środku lasu. Ładunek przygotował Władysław Łubek “Orlicz”, jako pirotechnik z zawodu. Czas akcji wyznaczono na godziny popołudniowe. 

     Wykorzystując przerwę między pociągami, wykopano spory otwór w moście (most ten był murowany) i załadowano do niego porcję amonitu. Zamiast spłonki użyto zapalnika od granatu, jako detonatora, z umocowanym sznurkiem od zawleczki. W odległości kilkuset metrów za mostkiem w kierunku Zagnańska na tzw. posterunku-mijance zatrzymano cały skład. Pasażerom w liczbie około 40 osób i obsłudze polecono wysiąść i pod strażą czekać w lesie. Zaraz po tym “Orlicz” dokonał wysadzenia mostu w powietrze. Utworzyła się przez to na torze znaczna wyrwa. Odczepionym parowozem zepchnięto do tej przepaści wagoniki wypełnione pirytem, co spowodowało znaczne spiętrzenie. Po dokonaniu zwolniono zatrzymanych pasażerów, polecając maszyniście zabranie ich na parowóz i odwiezienie do Zagnańska. Żegnani okrzykami “Niech żyją partyzanci” pasażerowie oblepieni na węglarce parowozu odjechali w dalszą podróż. W czasie całej tej akcji Jan Śniowski “Madej”, jako były kolejarz, zabawiał maszynistów rozmową oraz odbierał telefony na bloku-posterunku. Po odjechaniu pasażerów zniszczono telefon i oddział udał się na miejsce kraksy.
W czasie odpoczynku usłyszano odgłos zbliżającego się drugiego z kolei pociągu od Nowej Słupi. Ponieważ maszynista musiał w porę zauważyć przeszkodę na torze w postaci spiętrzonych wagoników z pirytem, zatrzymał pociąg. Z zachowaniem wszelkich środków ostrożności partyzanci zbliżyli się do rumowiska. I znów, jak za pierwszym razem, załogę pociągu stanowili maszynista i pomocnik oraz kilkudziesięciu cywilnych pasażerów. Henryk Pawelec „Andrzej” wpadł na pomysł, aby pociąg ten wpakować w wyrwę po moście. Pociąg odjechał do tyłu na odległość około kilometra, a następnie polecono maszyniście włączyć w parowozie pełną parę i wyskoczyć. Pełny skład pociągu pędzący bez maszynisty i pasażerów wpadł na rumowisko, powodując spadek w jar parowozu i wykolejenie kilku wagoników.

2 maj 1943r. - Mąchocice

Od pierwszych dni maja 1943 r. oddział kwateruje w prowizorycznych szałasach na Bukowej Górze. Powracający do oddziału „Barabasz” przyprowadza kolejnych partyzantów: z Kielc powracają Henryk Giżycki “Heniek” i Sławomir Werens “Sławek”, (brali udział w wypadzie do Chęcin) oraz dwóch całkowicie nowych ludzi: pochodzący z Masłowa, gdzie ma małe gospodarstwo rolne, kapral Stanisław Jończyk „Chmiel” oraz żołnierz bojówki miejskiej w Kielcach kapral Józef Kruk „Cisowski”.
W dniu 2 maja patrol w składzie 4-ch ludzi właśnie pod dowództwem “Chmiela” dokonał rekwizycji pełnego wozu wełny owczej, uzyskanej z tzw. strzyży kontyngentowej we wsi Mąchocice. Wełnę tę przetransportowano do lasu obok wsi Wilków. Wieczorem z 2 na 3 maja “Barabasz” nakazał przewiezienie jej w bezpieczne miejsce. Do wykonania tego zadania wyznaczył „Dana”. W skład sekcji wchodzili następujący żołnierze: Józef Kruk „Cisowski”, kpr. „Chmiel”, kpr. „Orlicz”, szeregowcy: „Przecinek”, „Wąchacz” i „Kropka”. Reszta oddziału pozostała w gajówce Jana Gila koło Wilkowa.

Mapa terenu akcji

     Sekcja wyznaczona do transportu wełny posuwała się w następującym porządku: „Orlicz” i „Dan” szli przodem w odległości około 100 m przed furmanką jako tzw. “szperacze” przedni. „Wierny” z „Cisowskim” i „Przecinkiem” szli tuż za furmanką, której woźnicą był „Chmiel”. Tzw. ubezpieczenie tylne stanowili „Kropka” i „Wąchacz”. Uformowana w ten sposób kolumienka przesuwała się drogą od Ciekot w kierunku Mąchocic z zamiarem dotarcia do wsi Leszczyny a, później przez Radlin do Niestachowa koło Daleszyc.
     Marsz odbywał się spokojnie. Dopiero w miejscu przecięcia się drogi głównej (osi marszu) z przylegającą do niej prostopadle wsią Mąchocice-Zagórze, po przejściu tej drogi przez szperaczy, od pierwszych zabudowań wsi Mąchocice odezwały krzyki: “Hände hoch” i jednocześnie rozpoczęła się strzelanina z broni maszynowej. Już efektem pierwszej serii była śmierć „Chmiela”. Partyzanci znajdujący się obok furmanki przypadli do ziemi i rozpoczęli obronę. Niestety ubezpieczający marsz z tyłu „Kropka” i „Wąchacz” uciekli w popłochu nie przychodząc kolegom na pomoc. Po chwili pada ranny „Cisowski”. Ostrzeliwani partyzanci usłyszeli wreszcie detonacje granatów w miejscu gdzie znajdowali się hitlerowcy. Detonacje te pochodziły od „Orlicza” i „Dana”. Ci dwaj, którzy zostali celowo przepuszczeni przez zasadzkę, rehabilitując się za nieuwagę jako szperacze, podczołgali się pod stanowiska hitlerowców obrzucając ich ręcznymi granatami. Niemcy nie czekali na dalszy rozwój wypadków, ale wycofali się pod osłonę zabudowań wsi Mąchocice. Zanim to nastąpiło „Dan”, po rzuceniu swoich dwóch granatów, czołgał się do stanowisk kolegów. Osłaniał go „Orlicz”, który w dalszym ciągu obrzucał Niemców granatami, a miał ich osiem sztuk. „Dan” natknął na ciężko rannego „Cisowskiego”, którego wyniósł z pola walki. Ostatecznie partyzanci z rannym „Cisowskim” zaczęli się wycofywać. Niemcy nie ruszyli za partyzantami obawiając się zapewne starcia z większymi siłami. W ciemnościach nocy nie znaleźli także ciała „Chmiela”, które pozostało na placu walki.

Bolesław Boczarski "Jurand" w 1943r.

     Strzelanina zaalarmowała resztę oddziału, który kwaterował około 2 km od jej miejsca. Oddział podzielony na dwie grupy pod dowództwem „Barabasza” i „Juranda” pobiegł w kierunku strzałów. „Barabasz” ze swą grupką natknął się na uciekających „Wąchacza” i „Kropkę”, a następnie na „Dana” niosącego ciężko rannego „Cisowskiego”. Rannego odniesiono na gajówkę Gila, gdzie udzielono mu pierwszej pomocy. „Cisowski” był ciężko ranny w szyję i obojczyk. Podczas walki ranny został także „Orlicz”. Oddział odnalazł także ciało „Chmiela”. W czasie strzelaniny konie poniosły wóz i dopiero na następnej wsi zostały schwytane przez chłopów. Wełnę oczywiście rozgrabiono.
Ta walka patrolu wzbogaciła oddział o nowe doświadczenia, które okupione były jednak śmiercią jednego z partyzantów. Tej samej nocy oddział pochował „Chmiela” - tymczasowo w polu, aby za kilka dni przenieść jego zwłoki na cmentarz w Masłowie. Ciężko ranny „Cisowski” zastał przewieziony do wsi Psary-Stroiczka gdzie sprowadzono z Bodzentyna doktora Pabjana.

     Oddział w walce tej został poważnie osłabiony przez śmierć „Chmiela” i utratę rannego „Cisowskiego”, poza tym dwóch partyzantów: „Kropka” i „Wąchacz”, zostało z oddziału wydalonych za tchórzostwo. Również „Orlicz” musiał odejść z Oddziału, ponieważ w tejże samej walce otrzymał lekki postrzał w kolano i następnego dnia skierowany został na konspiracyjną kwaterę do wsi Kopcowa Wola.

     Poniesione straty uświadomiły wszystkim, że oddział musi mieć odpowiednie zabezpieczenie sanitarne. Staraniem „Barabasza” żołnierze zostali zaopatrzeni w opatrunki osobiste oraz apteczkę polową. Świeżo ,,upieczonym” sanitariuszem został “Madej”, najmłodszy z partyzantów.

Kierownictwo Dywersji

M.Sołtysiak "Barabasz" i S.Lutek "Roch"

     Kilka dni po opisanych wydarzeniach Marian Sołtysiak „Barabasz” w towarzystwie Bolesława Boczarskiego „Jurand” (nie mamy potwierdzenia czy w wyprawie brali udział inni partyzanci) udał się do wsi Ostrów-Zaskale (Placówka Suchedniów) gdzie w domu Kazimierza Starosza „Ludwik” spotkał się z oficerami tworzącymi struktury Kierownictwa Dywersji (Kedyw) w Okręgu Kielce.
     W spotkaniu, które miało charakter roboczej odprawy brali udział por. Waldemar Szwiec „Robot” i por. Eugeniusz Kaszyński „Nurt”. Po kilku godzinach dotarł na spotkanie także por. Hipolit Krogulec „Albiński”, który był wtedy jeszcze Komendantem Kedyw w Okręgu Kielce. Po odprawie partyzanci powrócili do oddziału kwaterującego w tym czasie w Klonowie.
     Niestety nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie czy w tym czasie „Barabasz” został już powołany na stanowisko Komendanta Kedyw w Obwodu Kielce. On sam podaje, że nastąpiło to w późniejszym czasie i nie ma powodów by mu nie wierzyć. Spotkanie potwierdza jednak fakt, że sam oddział partyzancki funkcjonował już w strukturach Kedyw.

Połowa maja 1943r.

     Oddział pod dowództwem „Barabasza” (zapewne jego część) przechodzi na teren Podobwodu Dyminy i rozbija mleczarnię w Morawicy. Żołnierze nocują w majątku Wydrzysz gdzie prawdopodobnie dołączył do grupy Edward Radomski „Modar”. 

Koniec maja 1943r.

     Przechodząc z Mąchocic Górnych do Dolnych Marian Sołtysiak „Barabasz” i Henryk Pawelec „Andrzej” przyłapali koło sklepu Bralaka dwóch żołnierzy Wehrmachtu, którzy przyjechali tam samochodem w celu zakupienia żywności u miejscowych chłopów. Gdy Niemcy zauważyli partyzantów schowali samochód do stodoły a sami schronili się do pobliskiego domu. Ostatecznie zostali przez partyzantów rozbrojeni z posiadanej broni krótkiej. Po wypytaniu o cel przybycia i jednostkę zostali wypuszczeni wolno.

Czerwiec 1943r.

Poza, mniej znanymi akcjami bojowymi (Wilków, Bęczków, likwidacja Barana), miesiąc przyniósł ważne decyzje organizacyjne: zmiana terenu operowania na lasy daleszyckie i nadanie nazwy. W związku z nowymi zadaniami do Kielc wyrusza także wydzielona „sekcja miejska”.

7 czerwiec 1943r. - zasadzka pod Wilkowem

     Oddział pod dowództwem Edwarda Skrobota „Wierny” (prawdopodobnie w akcji bierze udział ośmiu partyzantów) urządził zasadzkę na Niemców eskortujących transporty rudy pirytu kolejką wąskotorową. Na miejsce zasadzki na wysokości wsi Wilków w odległości około 2 km od wsi, na wewnętrznym łuku toru od strony Bukowej Góry. Tor w tym miejscu przebiegał w małym wykopie. Omówiono dokładnie wszelkie szczegóły, ustalając umowne sygnały na rozpoczęcie ognia, przerwanie ognia, komendy „naprzód” oraz ewentualnego wycofania. Stanowiska po lewej stronie toru w kierunku biegu pociągu zajęto  następującym porządku: prawe skrzydło „Roch”, lewe „Jurand”, uzbrojeni w automaty. Środek linii - dowódca „Wierny”, pozostali żołnierze co kilka do kilkunastu metrów. Dla zatrzymania pociągu ułożono na torowisku drewno (za lewym skrzydłem linii zasadzkowej po wyjściu toru z łuku na prostą). O godzinie 8.20 (według „Juranda”) nadciągnął oczekiwany pociąg.

M.Sołtysiak "Barabasz"

     Po zatrzymaniu się składu otwarto ogień, ale jego prowadzenie było utrudnione bowiem w pociągu znajdowali się także cywile. Dopiero kiedy na odgłos strzałów cywile zeskakują na ziemię wzmaga się partyzancki ogień. Niestety z pociągu wyskakują także Niemcy, którzy zajmują stanowiska po przeciwnej nieobsadzonej części torów. „Madej”, który ma 10 granatów konspiracyjnej produkcji, ma zadanie obrzucenia nimi Niemców. Niestety część granatów nie eksploduje co pozwala Niemcom zająć stanowiska po przeciwnej stronie torów. Wreszcie „Wierny” daje sygnał do przerwania ognia. Za chwilę partyzanci mają podejść do torów aby pozbierać broń i oporządzenie. Zanim do tego doszło partyzanci zostają ostrzelani przez odsiecz nadciągającą dla Niemców. Dowodzący akcją zarządził odwrót. Okazało się, że tuż za atakowanym pociągiem jechał drugi podobny skład z nie mniejszą grupą Niemców ubezpieczających. To właśnie ta grupa zaatakowała oddział partyzancki.
     Początkowo oddział wycofał się w stronę wsi Klonów do Bukowej Góry, ale około południa i ten teren został objęty niemiecką obławą. „Wierny” postanowił podzielić siły na dwie grupki, które miały próbować wydostać się z obławy na własną rękę. Jedną dowodził sam, a dowódcą drugiej został „Jurand”. Punkt zbiorczy ustalono u Ignacego Chrząszczyka „Stolarz” w Zagórzu, gdzie grupy szczęśliwie spotkały się wieczorem.
     Według danych przekazanych przez ludność cywilną Niemcy stracili 8 zabitych i kilku rannych. W pewnym sensie „straty” osobowe poniósł też oddział. Po przebytej walce i obławie załamał się całkowicie jeden z najstarszych stażem partyzantów: Jan Śniowski „Madej”. Oświadczył on „Wiernemu”, że jest tak wyczerpany nerwowo, iż musi dłużej odpocząć. „Wierny” zezwolił mu na udanie się do domu, zastrzegając, że ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie dowódca oddziału. O zwolnienie z oddziału poprosił także szeregowiec „Pistolet”, motywując chorobą płuc.

7 czerwiec 1943r. - likwidacja kierownika mleczarni w Bęczkowie

     W opisanej wyżej akcji nie bierze udziału Henryk Pawelec „Andrzej” i Edward Radomski „Modar”. Tuż przed wymarszem oddziału na akcję dotarła do nich informacja od Antoniego Rostkowskiego, że kierownik mleczarni w Bęczkowie sporządził listę miejscowych konspiratorów z którą zamierza udać się do żandarmów w Świętej Katarzynie. „Andrzej” i „Modar” udają się na miejsce celem likwidacji zdrajcy. Partyzanci dotarli do Bęczkowa tuż po odjeździe kierownika. „Modar” pożyczonym rowerem jedzie za nim i po dogonieniu prosi o powrót bowiem czekają na niego w Bęczkowie „ważne informacje”. Po powrocie zdrajcy zostaje on zastrzelony i następuje to w ostatniej chwili bowiem w okolicy pojawia się przypadkowy oddział Niemiecki. Partyzanci zdążyli jedynie przeszukać kieszenie zdrajcy i szybko odeszli w kierunku Radostowej. W zabranych z kieszeni zdrajcy dokumentach była lista sześćdziesięciu osób związanych z konspiracją, w tym wiele osób związanych z Komendą Podobwodu Bodzentyn.

12-13 czerwiec 1943r. – odprawa u „Ponurego”

     W dniach 12-13 czerwca 1943r. Marian Sołtysiak „Barabasz” bierze udział w naradzie która odbyła się na uroczysku Wykus. Zorganizował ją nowy Komendant Kedyw Okręgu Kielce por. Jan Piwnik „Ponury”. W naradzie brali udział komendanci Kedyw w Obwodach (jeżeli byli już powołani) oraz dowódcy okolicznych oddziałów partyzanckich AK. Zapewne w takiej roli występował podczas narady „Barabasz”. Wzięli w niej także udział Komendant Okręgu Kielce Stanisław Dworzak „Daniel” oraz Szef Sztabu Okręgu Jan Stenzel „Rawicz”.
     Podczas narady „Ponury” postulował podjęcie działań partyzanckich na szerszą skalę i zorganizowanie pod jego dowództwem oddziału partyzanckiego. Plan ten uzyskał ostatecznie akceptację Komendanta Okręgu. W związku z wyznaczeniem dla oddziału „Ponurego” terenu działania w Górach Świętokrzyskich zapadła decyzja, że oddział partyzancki „Barabasza” przeniesie się bardziej na południe – w lasy Cisowskie.

20 czerwiec 1943r. - przenosiny

Mapa pierwszego obozowiska

     Zgodnie z decyzją podjętą podczas narady na Wykusie oddział „Barabasza” przenosi się do lasów Cisowskich. Na pierwsze obozowisko wybrano zachodni stok góry Września niedaleko od strzelnicy. Przystąpiono do organizowania nowej kwatery.

21 czerwiec 1943r. – na nowym miejscu

     Prawdopodobnie 21 czerwca oddział został podzielony na grupy, które miały wykonać zadania związane z zakwaterowaniem na nowym miejscu.
-W obozowisku pozostał „Barabasz” z Bolesławem Boczarskim „Jurand” i Edwardem Sieniewskim „Przecinek”. Zbudowali dwa szałasy: proste konstrukcje okryte zostały gałęziami jedliny. Za „materace” służył zwykły mech.
-Druga grupa pod dowództwem Henryka Pawelca „Andrzej” udała się w Góry Świętokrzyskie z zadaniem zdobycia żywności i zaopatrzenia przyszłego obozu. Sam „Andrzej” z dwoma żołnierzami powraca już najbliższej nocy. Następnego dnia cała szóstka w dalszym ciągu zajmuje się urządzaniem obozowiska. Wieczorem nadciąga pozostała część żołnierzy „Andrzeja” którzy przeprowadzili rekwizycję w „Liegenschafcie„ w Masłowie. Przywieźli oni znaczną ilość żywności w postaci chleba, jaj, śmietany, przypraw oraz zabitego świniaka. Nie zapomniano również o narzędziach, jak siekiery, łopaty, piły, a nawet o przyborach do jedzenia jak łyżki, widelce, noże, talerze, kubki itd. Przedmioty te zostały zarekwirowane z konieczności w którejś wiejskiej spółdzielni.
-Trzecia grupa pod dowództwem Stefana Fąfary „Dan” udała się z zadaniem do Kielc co jest opisane niżej.

22 czerwiec 1943r. – likwidacja Józefowicza

     Prawdopodobnie 21 czerwca Stefan Fąfara  „Dan” z sekcją w składzie Henryk Giżycki „Heniek”, Sławomir Werens „Sławek”, Bronisław Sitarski „Tadek„ i Władysław Łubek „Orlicz” udaje się do Kielc rozpoznać i przygotować kolejny zamach na Wittka. Akcja przeprowadzana jest na zlecenie referatu II wywiad Komendy Obwodu. W czasie obserwacji ulic i poznawaniu różnych zakamarków jeden z konspiratorów „Tadek” został rozpoznany przez agenta policji kryminalnej Adamczyka – Polaka w służbie Kripo, współpracownika Wittka.  „Tadek” z obawy o swą rodzinę nalegał na „Dana”, aby go natychmiast zlikwidować, tym bardziej, że Adamczyk był już tropiony przez AK.

     „Tadek” wraz ze Sławomirem Weresem „Sławek” wychodząc z miasta spotkali na peryferiach miasta spacerującego z żoną innego niemieckiego agenta, Józefowicza, których uprowadzono. Odnośnie Józefowicza zbierano dowody współpracy z Niemcami, lecz wyroku na niego jeszcze nie było. Po spotkaniu z „Danem” i resztą grupy podjęto decyzję o przewieziono pojmanych do wsi Cisów, niedaleko od której miał swoją leśną kwaterę oddział.
     Wychodząc z Kielc partyzanci natknęli się na administratora Liegenschaftu Nowy Folwark, Gomola, który jechał bryczką z Kielc. „Tadek” znał go i postanowił teraz ukarać nawysługiwanie się Niemcom, a przy okazji zdobyć bryczkę. Zatrzymany na drodze i wezwany do podniesienia rąk niemiecki współpracownik nie usłuchał rozkazu, lecz podciął konie i zawrócił w stronę Kielc. W tej sytuacji poprzestano na napędzeniu mu strachu, oddając za nim kilka strzałów z broni krótkiej. Gomol został ranny, lecz udało mu się zbiec.
     Po dotarciu do obozowiska nastąpiło przesłuchanie Józefowicza podczas którego udowodniono mu wiele przestępstw przeciwko narodowi polskiemu i z tych też powodów zdecydowano się go rozstrzelać nie czekając na wyrok sądu AK. Przeciwko żonie nie posiadano dowodów i postanowiono ją uwolnić. Na skutek jej odmowy odejścia oboje zostali zlikwidowani w lesie koło Cisowa.

23 czerwiec 1943 r. - nadanie nazwy

     Obozowisko odwiedził major Józef Włodarczyk „Wyrwa”, Komendant Obwodu Kielce oraz Szef II Referatu Komendy Obwodu – por. Roman Zarębski „Zaw”, aby omówić sprawy organizacyjne, zadania stawiane oddziałowi i przekazać rozkazy. Przyprowadziła ich łączniczka oddziału Lucyna Wrońska „Ewa”.

     Przy okazji odczytano specjalny rozkaz „Wyrwy”:
„Tu gdzie jesteście, jest wolna Polska, ale za tym lasem jest Polska ciemiężona przez okrutnego wroga. Wy będziecie prowadzić czynną walkę z okupantem, chronić miejscową ludność, prowadzić działania dywersyjne i odwetowe. Jesteście oddziałem Dywersji Wojskowej Armii Krajowej. Kontynuatorami chlubnej tradycji powstańczej Ludu Święto-krzyskiego i Królewskiej Piechoty Łanowej. Będziecie walczyć z bronią w ręku o wyzwolenie Ojczyzny – zwycięstwo będzie Waszą nagrodą. Oddziałowi partyzanckiemu dowodzonemu przez podchorążego „Barabasza” Komenda Obwodu nadaje nazwę: Odział Partyzancki Gór Świętokrzyskich – „WYBRANIECCY”.

Rozkaz wydał także dowodzący oddziałem „Barabasz”:

 

Mp.23.VI. 1943 r. Rozkaz nr.1.
W dniu dzisiejszym rozpoczynamy życie obozowe. Ten nowy etap naszej pracy należy traktować jako przejściowy, spowodowany warunkami.
                                                                                        Dowódca „Wybranieckich”
                                                                                                  /Barabasz/

     Prawdopodobnie także podczas tej wizyty Komendant Obwodu Kielce powołuje „Barabasza” na stanowisko Komendanta Kierownictwa Dywersji Obwodu Kielce.
     Wiele wskazuje, że to po tych uroczystościach por. Roman Zarębski „Zaw” udał się z „Barabaszem” i Lucyną Wrońską „Ewa” do Daleszyc. Odwiedzili tam Marię Nachowską „Turek, która działała w wywiadzie AK. Po noclegu udali się do Cisowa do Jadwigi Żarnowskiej „Mira” (w strukturach referatu II wywiad opiekunka skrzynki kontaktowej w Cisowie). Osoby te działały w strukturach wywiadu Komendy Obwodu Kielce, ale z racji, że Kedyw nie posiadał na tym terenie własnych struktur miały one służyć pomocą oddziałowi.

     Zdjęcie wykonane prawdopodobnniew czerwcu bądź lipcu 1943r. W pierwszym rzędzie od lewej: Edward Skrobot "Wierny", Stefan Fąfara "Dan", Zygmunt Bokwa "Smutny", Roman Zarębski "Zaw" (stoi), Józef Drożniak "Kogut", Władysław Dziewiór "Burza", Eugeniusz Jakóbek "Wacek", Antoni Synowiec "Grom". W drugim rządzie od lewej: Henryk Pawelec "Andrzej", Stanisław Kozera "Dan", Bolesław Boczarski "Jurand", Adam Żarnowski "Adaś", Edward Radomski "Modar", Mieczysław Stachurski "Skoczek".

25 czerwiec 1943r. – organizacja oddziału

     Następnym rozkazem, wydanym w dniu 25 czerwca 1943 r. dowódca oddziału zniósł obowiązywanie w nim stopni wojskowych, wprowadzając tak zwane stopnie funkcyjne:
-partyzant,
-starszy partyzant,
-sekcyjny,
-drużynowy,
-komendant.
     Rozwiązanie to nie było posunięciem wojskowym, ale rozwiązywało pewien problem. Oto bowiem w oddziale zaczynają pojawiać się żołnierze, którzy mają wyższy stopień wojskowy niż Marian Sołtysiak „Barabasz”. Formalnie powinni obejmować dowództwo, ale dzięki przyjętemu rozwiązaniu uniknięto zamieszania co do podległości.

Stanisław Kozera "Bogdan"

     Skład kadry Oddziału „Wybranieccy” na ten dzień przedstawiał się następująco :
Komendant – Marian Sołtysiak „Barabasz”,
Zastępca Komendanta Sekcyjny – Edward Skrobot „Wierny”,
Sekcyjny Stefan Fąfara „Dan”,
Sekcyjny Stanisław Kozera „Bogdan” (chwilowo urlopowany),
Sekcyjny Henryk Pawelec „Andrzej”,
Sekcyjny Władysław Łubek „Orlicz”,
Sekcyjny Bolesław Boczarski „Jurand”.

Koniec czerwca 1943r. – likwidacja burmistrza Barana

     Prawdopodobnie w końcu czerwca „Barabasz” wysłał do Chęcin patrol, który miał wykonać wyrok na burmistrzu, Baranie.  W skład patrolu wchodzili: Sławomir Werens "Sławek", , Henryk Giżycki "Heniek" i Bronisław Sitarski "Tadek". Burmistrz Baran po pierwszej próbie zabicia wykonanej przez oddział „Barabasza” (kwiecień 1943r.) zachowywał szczególną ostrożność. Mimo to został zastrzelony przez patrol w biały dzień na rynku miasteczka (niektóre relacje podają, że wyrok został wykonany w mieszkaniu Jana Łątki, który musiał się od tej pory ukrywać). Zamachowcy wyszli z Chęcin i przez Kielce wracali do oddziału. Na ulicy Zagórskiej zostali zatrzymani przez patrol żandarmerii celem wylegitymowania. Wywiązała się strzelanina, w wyniku, której dwaj żandarmi zostali zabici. Zdobyto dwa krótkie pistolety Parabellum. Z miejsca walki musieli uciekać ścigani pościgiem. Do obozu przybyli nad ranem.

Lipiec 1943r.

Początek miesiąca upłynął na zagospodarowaniu się oddziału w nowej okolicy i zapewnieniu bezpieczeństwa (likwidacja agentów). Później miały miejsce dwa znaczące wydarzenia: zamach na Wittka i śmierć żołnierzy w Leszczynach.

Obozowisko na Kwarcie

     W pierwszych dniach lipca 1943r.  dotychczasowe miejsce zakwaterowania zostało częściowo zdekonspirowane przez robotników leśnych zajętych przy sprzątaniu siana na pobliskich polach. Zapada decyzja o przeniesieniu kwatery głębiej w las. Dzięki współpracy z Antonim Klimkiem (gajowy z Cisowa) na nowe miejsce wybrano uroczysko Kwarta, pomiędzy górami Września i Stołowa, gdzie w latach 1983/84 (Powstanie Styczniowe) kwaterował oddział Karola Kality Rębajły. Nowy obóz mieścił się w bardziej niedostępnej części lasu,  w odległości około 2 km od wsi Cisów i około 6 km od wsi Niwki Daleszyckie. Pod nadzorem Edwarda Skrobota „Wierny” rozpoczęto budowę solidnych szałasów. Pomocy przy budowie szałasów udzieli, żołnierze miejscowych struktur: Zdzisław Kotyniewicz „Żbik” i Henryk Michalczyk (zorganizowali i przewieźli do obozowiska deski, które służyły do zbudowania baraków mieszkalnych).

Szkolenie

     W lipcu do oddziału docierają: Franciszek Tokarski „Franciszek”, Antoni Synowiec „Grom”, NN „Szary”, Antoni Świtalski „Marian” i Zygmunt Bokwa „Smutny”. Rotmistrz „Franciszek” rozpoczynał służbę również od stopnia partyzanta, lecz po kilku dniach ze względów prestiżowych „awansował” na sekcyjnego. Podobne funkcje otrzymali również „Marian” i „Smutny”. Oddział w połowie lipca 1943r. osiągnął stan 25 ludzi.
     Rozpoczyna się teraz okres intensywnego szkolenia. W zakresie szkoły podoficerskiej zajęcia prowadzili: „Marian”, „Smutny” i „Bogdan”. „Wierny” i „Franciszek” prowadzili zaś szkolenie sekcyjnych w zakresie kursu podchorążych.

Agent Stęplewski

     Patrol w składzie Edward Skrobot „Wierny”, Edward Sieniewski „Przecinek” i Edward Radomski „Modar” udał się do wsi Celiny-Głuchów celem zastrzelenia tamtejszego konfidenta, sklepikarza Stęplewskiego, który miał na swym koncie kilkanaście ofiar. Dzięki pomocy miejscowej ludności, już następnego dnia Stęplewski został schwytany. W czasie badań przyznał się do zarzucanych mu zbrodni. Został zastrzelony na skraju lasu. 

Pierzchnica

     Także w lipcu do wykonania wyroków wysłany został patrol pod dowództwem Henryka Pawelca „Andrzej” w składzie: Sławomir Werens „Sławek” i Edward Radomski „Modar” („Barabasz” podaje, że w akcji brali udział „Bogdan” i „Mietek”). Pierwszym celem była likwidacja niemieckiego agenta w Pierzchnicy co nastąpiło bez problemów.
Następnie partyzanci udali się do Chmielnika. Tam, od miejscowego kierownika wywiadu AK – właściciel restauracji, dowiedzieli się, że mają wykonać wyrok na kierowniku Liegenschaftu w Śladkowie Dużym – Ochlast. Zanim partyzanci tam dotarli postanowili zdobyć fundusze na poczcie w Chmielniku co udało się bez problemów.

     Po dotarciu do Śladkowa w domu nie zastano Ochlasta, który przebywał w polu. Jeden z partyzantów pozostał w pomieszczeniach pilnując domowników. Dwaj pozostali udali się w pole gdzie zastali Ochlasta w towarzystwie jeszcze jednego mężczyzny. Zanim doszło do wykonania wyroku nieznajomy mężczyzna, a był to Gabriel Łuniewski, właściciel majątku Gnojno, poprosił „Andrzeja” o rozmowę. Wytłumaczył on, że Niemcy za likwidację Ochlasta przeprowadzą egzekucję niewinnych ludzi. „Andrzej” uległ tym tłumaczeniom i nie wykonał rozkazu. Przed odejściem ze Śladkowa partyzanci zabrali niemieckiemu współpracownikowi złoty zegarek, dwa konie ze stajni, a także konia Łuniewskiego. Wiele wskazuje, że zarekwirowane konie (szczególnie Łuniewskiego) stają się podstawą budowy zwiadu konnego przez „Andrzeja”.
Ostatnim etapem wyprawy była wizyta w Drugni gdzie zlikwidowano kobietę współpracującą z Niemcami.

Agent z Sierakowa

     Również wtedy przyprowadzono do obozu szpicla ze wsi Sieraków, który otrzymał od Niemców polecenie obserwowania wiosek, przylegających do lasu Cisowskiego. Po badaniach i przyznaniu się do winy szpicel został zabity.

6 lipiec 1943r. - zamach na Wittka

     Drugiego lipca z obozowiska wyszedł patrol pod dowództwem Stefana Fąfary „Dan” w składzie: Henryk Borkowski ,,Kanarek”, Henryk Giżycki ,,Heniek”, Tadeusz Sitarski ,,Tadek”, Henryk Żytkowski ,,Leszek”, Sławomir Werens ,,Sławek” i Stanisław Łubek „Orlicz”. Ich zadaniem była likwidacja Franza Wittka – szefa sieci niemieckich konfidentów.
     Początkowo mieli zakwaterować u Jana Kulika „Stary” przy ulicy Piotrkowskiej (konspiracyjny lokal Kedyw), ale okazało się, że na kwaterze są dwaj inni żołnierze. Ostatecznie „Dan” zamieszkał u Lucyny Wrońskiej „Ewa” – łączniczka „Wybranieckich”, a pozostali partyzanci w mieszkaniu Henryka Żytkowskiego „Leszek” przy ulicy Bodzentyńskiej 4.

Franz Wittek

     Po zakwaterowaniu nawiązali kontakt z Romanem Zarębskim „Zaw”, Kierownik Referatu II Wywiad Komendy Obwodu. Odprawy z jego udziałem odbywały się przy ulicy Bodzentyńskiej. Grupie zostało przydzielonych dwóch ludzi, którzy mieli zająć się obserwacją Wittka (jednym z nich był prawdopodobnie Stefan Gierowski „Hubert”, zastępca „Zawa”) . Podjęto także decyzję, że do grupy inwigilacyjnej dołączony został „Leszek” i przedstawiono plan akcji. Wszyscy członkowie grupy w ciągu trzech najbliższych dni przemierzali ulice na których miała się odbyć akcja w celu zaznajomienia z terenem. 5 lipca miała miejsce ostatnia odprawa podczas której uzgodniono, że akcja odbędzie się następnego dnia, w dzień targowy (większy ruch na ulicach pozwoli na odskok po akcji).
     Zgodnie z planem Wittek miał zostać zlikwidowany podczas drogi z mieszkania przy ulicy Małej na ulicę Poniatowskiego (dzisiejsza Seminaryjska) gdzie mieściło się Gestapo. Około godziny 9 grupa egzekucyjna została poinformowana, że agent wyszedł z domu i kieruje się przez Bazary (dzisiejszy Plac Wolności do Gestapo.

     Wszyscy natychmiast wyszli z domu i rozstawili się zgodnie z przyjętym wcześniej planem. „Orlicz” udający handlarza usadowił się na jednej z przygodnych chłopskich furmanek na Placu Wolności i ubezpieczał z tamtego kierunku. „Kanarek” i „Leszek” ulokowali się w bramie przy ulicy Śniadeckich. „Tadek” i „Heniek” zajęli miejsce w bramie przy ulicy Słowackiego. „Sławek” zajął miejsce na rogu ulic Wesołej i Bandurskiego (dzisiejsza Jana Pawła II, choć tam układ ulic był nieco inny niż dziś). „Dan” zajął stanowisko na ulicy Poniatowskiego.
     Okazało się, że Wittek przeszedł zanim zajęli stanowiska. Wobec czego postanowiono czekać. Ukryci w bramach żołnierze ukrywali broń. Najgorzej ma „Tadek” uzbrojony w Stena, pozostali posiadają pistolety i granaty. Ciężką sytuację miał także „Dan”, który obserwował budynek Gestapo i musiał znajdować się na ulicy narażony na rozpoznanie czy przypadkową kontrolę.
     Na krótko przed dziesiątą w drzwiach budynku Gestapo pokazał się Wittek i skierował się w dół ulicy Poniatowskiego. „Dan” ruszył za nim. Mijając ulicę Słowackiego dał znak „Tadkowi”, że idzie za agentem. „Tadek” wybiegł z bramy, za nim „Heniek”. Muszą się spieszyć bowiem agent obserwowany przez „Dana” jest już za zakrętem ulicy. Zaczynają biec. „Tadkowi” przeszkadza w biegu Sten, wyciąga go spod płaszcza i chowa pod pachą. Widzi to zapewne wartownik niemiecki stojący przed szkołą im. Królowej Jadwigi, ale nie wie co ma zrobić bowiem widok młodych ludzi z bronią sugeruje, że są to funkcjonariusze Gestapo.

     Wittek z Wesołej skręcił w podwórko obok dawnego seminarium duchownego gdzie podczas wojny znajdował się szpital. Chciał sobie skrócić drogę do ulicy Bandurskiego (dzisiejsza Jana Pawła II).
„Dan” podejmuje decyzję, że akcję należy przeprowadzić w tym miejscu. „Tadek” mija „Dana”, który pozostaje od Wesołej na ubezpieczeniu i z biegu rozpoczyna ogień do agenta. Po szybkim biegu pierwsze serie „Tadka” nie są zapewne zbyt celne mimo to Wittek wyciągnął pistolet i padł na ziemię.
     Trwająca wymiana ognia zwróciła uwagę wojskowych znajdujących się w szpitalu (dzisiejsze seminarium). Niezorientowani w sytuacji Niemcy strzelali i do „Tadka” i do leżącego Wittka wszak obaj obrani byli w cywilne ubrania i nie można było się zorientować kto jest kim. Problem został rozwiązany gdy „Tadek” posłał kilka serii w stronę okien. Dołączył zresztą do niego „Heniek”, ale strzały z jego pistoletu nie mogły uczynić Niemcom zbyt wiele szkody.
     W tym czasie do stanowiska „Dana” na ulicy Wesołej dołączył „Sławek”. Gdy „Tadkowi” skończył się trzeci magazynek, także on wraz z „Heńkiem” wycofywał się do „Dana”. Dowódca akcji uznał, że została ona wykonana i należy rozpocząć odwrót.

     Pomogła znajomość terenu. Żołnierze wbiegli w bramę domu przy ulicy Wesołej 53 skąd można było się przedostać na ulicę Słowackiego bądź Lipową (dziś Wojska Polskiego). Przeszkodą były jedynie płoty i mury. Kolejnej przeszkody nie mógł pokonać przemęczony już „Heniek”. Na szczęście pomogła mu, mieszkająca tam pani Knopf, która przeprowadziła go ogródkami w pobliże ulicy Prostej.
     „Dan”, „Tadek” i „Sławek” przez górę Telegraf dotarli do Daleszyc, gdzie zmęczeni zatrzymali się na odpoczynek w mieszkaniu Marii Nachowskiej „Turek”(wywiad Placówki Daleszyce). Po odpoczynku odeszli do obozu. Następnego dnia o świcie dotarli tam „Heniek”, „Kanarek” i „Leszek” (ci dwaj ostatni kiedy cichły strzały na własną rękę wycofali się z zajmowanego przez siebie stanowiska).
     Wszyscy z uczestników zamachu mieli po akcji spotkać się w konspiracyjnym mieszkaniu w Kielcach, ale przebieg akcji sprawił, że z tego zrezygnowali i wycofali się w opisany już sposób. Nie wiedział o tym „Orlicz”, który gdy cichła strzelanina, wycofał się właśnie do tego mieszkania i z niepokojem oczekiwał na kolegów nic nie wiedząc o ich losie. Następnego dnia także on dotarł do partyzanckiego obozowiska.
     Wszyscy wykonawcy akcji byli przekonani, że z powodzeniem przeprowadzili akcje. Niestety kilka dni później do oddziału dotarła informacja, że agent otrzymał 14 kul poniżej pasa, ale przeżył.

18 lipiec 1943r. – wyroki i Górno

     17 lipca do obozowiska dociera łączniczka z Kielc z rozkazem wykonania kolejnych akcji. Patrol pod dowództwem Edwarda Skrobota „Wierny” w składzie Bolesław Boczarski „Jurand”, Stefan Fąfara „Dan” i Jerzy Pietruszka „Włodek” i prawdopodobnie jeszcze jeden nierozpoznany z nazwiska ani pseudonimu partyzant otrzymał zadanie likwidacji niemieckich agentów w Górach Świętokrzyskich. Z obozowiska wyszli w dniu 18 lipca 1943r. Wykonali wyrok na leśniczym w Klonowie (Feliks Jańczo, były członek ZWZ, który przeszedł na służbę wroga) i sołtysie w Krajnie.
     Już powracając do obozowiska, w nocy z 18 na 19 lipca, patrol zniszczył Urząd Gminy w Górnie paląc dokumenty kontyngentowe i rozbijając sprzęt. Podczas tej akcji „Jurand” zabrał materiały piśmienne (bloki do pisania) i odtąd „awansował” na kronikarza oddziału.

19 lipiec 1943r. – Leszczyny

Łączniczka która do partyzanckiego obozowiska dotarła 17 lipca przekazała także rozkaz likwidacji w Kielcach niemieckiego agenta Adamczyka. Do tej akcji wyznaczony został patrol pod dowództwem Stanisława Łubka "Orlicz". Poza nim w akcji mieli wziąć udział: Sławomir Werens "Sławek", Stanisław Borkowski "Kanarek", Henryk Giżycki "Heniek" i Bronisław Sitarski "Tadek".
19 lipca, po południu, patrol wyszedł z obozowiska. Wraz z nim udali się do miasta Mieczysław Rojek „Kostek” (celem leczenia) i Henryk Żytkowski „Leszek”, który otrzymał dwa dni urlopu. Część materiałów podaje, że pojechała z nimi sanitariuszka, którą „Barabasz” odesłał z obozu, ale fakt ten nie znajduje potwierdzenia w innych dokumentach. Sekcja egzekucyjna do wykonania zadania, poza osobistą bronią krótką otrzymuje pistolet maszynowy Sten i dwa zrzutowe Colty. Rozłożony Sten przewożony był w teczce przez „Tadka”.
Cała grupa przechodząc przez tory kolejki wąskotorowej za Niwkami Daleszyckimi wsiadła na transportowane kloce drzewa. W ten sposób podróżowało już kilka cywilnych osób. Tuż za lokomotywą miejsce zajął „Kostek” (niektóre materiały podają, że razem z sanitariuszką). Sekcja egzekucyjna usadowiła się w środkowych wagonikach mieszając się z cywilami, a „Leszek” zajął miejsce na końcu kolejki. Takie ustawienie sprawiało, że obserwacją terenu zajmował się jedynie chory „Kostek”.

Cała grupa miała wysiąść na wysokości Woli Kopcowej i o zmroku miała wejść do Kielc. Historia tego dnia potoczyła się jednak inaczej. Gdy kolejka zbliżała się do Leszczyn (w miejscu gdzie tory przecinają drogę z Radlina) została zatrzymana przez żandarmów z posterunku w Bielinach pod dowództwem komendanta Schreibera. Robili to często kontrolując handlarzy i przypadkowe osoby.
Zagrożenie zostało zauważone w chwili gdy kolejka już się zatrzymywała. Siedzący z przodu „Kostek” (według niektórych był zajęty rozmową z sanitariuszką) dopiero wtedy krzyknął do tyłu „Niemcy”. Partyzanci z grupy „Orlicza” rzucili się do ucieczki. Biegli przez zżęte pole w stronę Leszczyn gdzie chcieli znaleźć schronienie w małym lasku. Kiedy byli już w połowie drogi niemieccy żandarmi zorientowali się w sytuacji i zaczęli strzelać. Pierwsze strzały ciężko raniły „Tadka”. Wrócił po niego „Orlicz”, a później pozostali żołnierze. Wycofywali się pod silnym, a co gorsze coraz celniejszym ogniem. Padli wszyscy. Ciężko rannego „Orlicza” i „Sławka” Niemcy dobili gdy podeszli do partyzantów. Podczas walki polegli: Stanisław Łubek "Orlicz", Sławomir Werens "Sławek", Stanisław Borkowski "Kanarek", Henryk Giżycki "Heniek" i Bronisław Sitarski "Tadek".

     W czasie gdy żandarmi byli zajęci walką z partyzantami „Kostek” niezauważony przez Niemców wycofał się do Leszczyn, a następnie przygodną furmanką został dowieziony do domu Kosińskich w Ciekotach. Stamtąd już w nocy przewieziono go na konspiracyjny punkt sanitarny w Masłowie. W tym samym czasie „Leszek” i sanitariuszka (jeżeli faktycznie brała udział w wyprawie) różnymi drogami docierają do Kielc.
     Po zakończeniu walki i dobiciu rannych niemieccy żandarmi zmusili miejscowych chłopów, aby pościągali zabitych i ułożyli ich w jednym miejscu. Zabrali oczywiście partyzantom broń, Schreiber paradował odtąd ze Stenem (pół roku później zastrzelony pod Widełkami przez „Wybranieckich”, a pistolet powraca do oddziału). Żandarmi nakazali zakopanie ciał w polu i wyrównanie terenu.

Do partyzanckiego obozowiska wiadomości o tragedii dotarły 20 lipca rano. „Barabasz” zarządził apel dla uczczenia pamięci poległych, a następnie wieczorem wysłał na miejsce potyczki patrol w składzie: Stefan Fąfara „Dan” – dowódca, Edward Radomski „Modar”, Adam Żarnowski „Adaś”, Stanisław Kozera „Bogdan”, Bolesław Boczarski „Jurand” i Władysław Szumielewicz „Mietek”.
Przy pomocy ludzi z miejscowej konspiracji patrol odnalazł miejsce pogrzebania poległych gdzie usypano mogiłę na której postawiono brzozowy krzyż. Złożono także przygotowany jeszcze w obozowisku wieniec i oddano salwę honorową. W okolicy patrol pozostawił także przygotowane także w obozowisku ulotki, skierowane do miejscowej ludności o treści:

„Do okolicznej ludności!
Z tym gdzie nam los wskaże grób, przestaliśmy się liczyć. Często w beznadziejnej walce zdajemy sobie sprawę, że tylko drogą krwawej ofiary z naszego życia wytyczamy drogę do wolności. Nie znamy zmęczenia ni trudu, przestaliśmy realizować na ból, ale ubytek któregokolwiek z nas wprowadza nas w stan bolesnego odrętwienia z którego tylko zemsta na wrogu wyrwać nas może.
W tych pięciu poległych na kolejce kolegach w dniu 19 lipca straciliśmy najlepszych kolegów, odważni do szaleństwa, nie lękający się żadnego niebezpieczeństwa, mający za sobą nie jedną akcję przeciwko znienawidzonemu wrogowi. Zginęli w dziwnych okolicznościach, których my dotąd nie możemy zrozumieć. Kiedyś Wasze dzieci będą czytały w historii o życiu i pracy tych pięciu: o sekcyjnym Orliczu, partyzantach: Heńku, Tadku, Kanarku i Słowiku. Dziś chcemy tylko od Was poszanowania tego świętego dla nas miejsca, grobu bohaterów. Grobu ni pomnika należnego im nie stawiamy, zwierzęcy wróg zniszczy. Czcimy ich pamięć salwą karabinową i wieńcem na który padały łzy pozostałych przy życiu kolegów. Nigdy nie powinno braknąć świeżych kwiatów polnych na ich grobie. Wierzymy w Waszą pomoc, w opiekę nad tym świętym dla nas miejscem. Wierzymy, że nie będzie wieczoru by nie przyszedł ktoś i nie rzucił na ich grób naręcza kwiatów z tej ziemi za której wolność padli. Pod kwiatem rzuconym ręką Polskiej dziewczyny lżej im będzie spać w tym ciemnym grobie, gdzie śnią snem wiecznym o Wolnej Polsce!
                                                                                                                Wybranieccy".

Następnego dnia żandarmi z Bielin zburzyli kopiec, a miejscowej ludności zapowiedzieli, że w wypadku ponownego usypania grobu zastrzelą zakładników. Wiosną 1945 roku ciała poległych partyzantów zostały ekshumowane na Cmentarz Partyzanckim w Kielcach, gdzie złożono je w jednym szeregu w kwaterze "Wybranieckich”. 

II połowa lipca

Do oddziału dołączyło kilku nowych partyzantów, wśród których dwaj żołnierze Armii Sowieckiej, zbiegli z niemieckiej niewoli: „Kola” i „Grisza”. Przybył również plutonowy Władysław Piechnik „Filipowicz” , zbiegły więzień obozu Oświęcimskiego. 

Wrzesień 1943r.

Miesiąc rozpoczęto akcją pod Maleszową. Poległ tam jeden żołnierz oddziału. Rozpoczęła się krwawa seria, w której w różnych okolicznościach, zginęło kilku partyzantów i współpracowników oddziału.

3 wrzesień 1943r. - Maleszowa

     2 września 1943r. wyłoniono drużynę pod dowództwem Henryk Pawelca „Andrzej” w składzie 11-tu ludzi („Barabasz” podaje, że 15) z zadaniem dokonania rekwizycji różnych towarów z majątku niemieckiego w Maleszowej koło Chmielnika. Zastępcą dowódcy był Bolesław Boczarski „Jurand”. Prawię połowę składu przeznaczonego do wykonania akcji stanowili partyzanci niedawno przybyli do oddziału. Na uzbrojenie oddziału składał się: rkm Bren, dwa Steny, 4 karabiny i broń krótka.
     Następnego dnia (3 września) oddział dotarł od strony Pierzchnicy w rejon Chmielnika i zatrzymał się w odległości 2 km od Maleszowej, we wsi Górki. Zakwaterowano grupę w jednej ze stodół. Już rankiem zatrzymano mężczyznę interesującego się wszystkim co działo się wokół. Podczas przesłuchania przyznał się on, że pracuje dla Niemców. Jego los został przesądzony, ale do tego wątku jeszcze powrócimy.

     Jeszcze w ciągu dnia dokonano rozpoznania terenu. Ustalono, że do majątku przyjeżdża codziennie na noc czterech żandarmów dla osłony go przed „bandytami”. Droga ich przejazdu przebiega przez mały zagajnik. Przyjazd żandarmów odbywa się tuż przed zachodem słońca. „Andrzej” wspólnie z „Jurandem” postanowili schwytać żandarmów w urządzonej w zagajniku zasadzce, przebrać się w ich mundury oraz na zdobytych rowerach jako „żandarmi” opanować majątek.
     W godzinach popołudniowych oddział przeniósł się z kwatery do wspomnianego zagajnika. To właśnie podczas oczekiwania na akcję NN „Kola” (żołnierz sowiecki) zlikwidował pojmanego wcześniej mężczyznę. Już podczas przygotowań do akcji popełniono błąd ustawiając partyzantów po obu stronach drogi. Liczono, że uda się żandarmów pojmać bez strzałów, ale nie przewidziano, że w przypadku rozpoczęcia walki partyzanci będą mogli razić się nawzajem. Władysław Piechnik „Filipowicz” jako celowniczy rkm zajął stanowisko nieco w przedzie z zadaniem ubezpieczenia akcji. W kierunku skąd mieli nadjechać Niemcy wystawiono obserwatora.

     Około godz. 20.00, tuż po zachodzie słońca, posterunek alarmowy dał znać o zbliżających się na rowerach żandarmach. Jechali rzędem w krótkich odległościach. Według wspomnień „Juranda” było ich czterech („Barabasz” podaje większą liczbę). Gdy wjechali w miejsce zasadzki „Andrzej” krzyknął: „Z rowerów i ręce do góry!”. Niemcy zeskakując z rowerów, ściągali karabiny z pleców, a jeden (uzbrojony w pistolet automatyczny) porzucił rower i wycofując się otworzył ogień. Akcja od początku nie przebiegała więc tak jak zaplanowano.
     Pozostali Niemcy początkowo podnieśli ręce do góry, ale widząc opór swojego dowódcy i oni podjęli walkę. Władysław Marasek „Brzózka”, Józef Drożniak „Kogut” i „Andrzej” zlikwidowali dwóch. „Jurand” jednego, ale zanim do tego doszło sam został lekko ranny w dłoń. Ostatni z Niemców zanim zginął zdążył jeszcze rzucić granat, który ciężko ranił „Filipowicza” zmieniającego właśnie stanowisko.
     Walka była skończona, choć nie według zaplanowanego porządku. Zdobyto cztery rowery, trzy karabiny i jeden pistolet. Z zabitych żandarmów ściągnięto także mundury.

     Zaniechano oczywiście przeprowadzenia rekwizycji w majątku i „Andrzej” podjął decyzję o pośpiesznym opuszczeniu miejsca walki obawiając się nadejścia sił niemieckich z pobliskiego Chmielnika. Po opatrzeniu postrzału „Juranda” oraz opatrunku ciężko rannego „Filipowicza” złożono tego ostatniego na zaimprowizowanych noszach z gałęzi na dwóch połączonych rowerach, przewożąc go w ten sposób do najbliższej wsi. Tam zarekwirowano dwie furmanki i oddział odjechał polnymi drogami w kierunku lasów Daleszyckich. Po doskoczeniu w bezpieczne miejsce postanowiono przetransportować „Filipowicza” w okolice Marzysza, gdzie miał otrzymać pomoc lekarską z Kielc. Zadanie to mieli wykonać Władysław Marasek  „Brzózka” i Mieczysław Stachurski „Skoczek”. Niestety w drodze na tę kwaterę „Filipowicz” zmarł. Został pochowany w przydrożnym lasku koło miejscowości Morawica, znacząc prowizorycznie to miejsce wyciętym na drzewie krzyżem. 

Pierwsza połowa września

     W oddziale przeprowadzono reorganizację. Sztab oddziału przedstawiał się następująco:
Komendant: Marian Sołtysiak „Barabasz”,
Zastępca komendanta: Edward Skrobot „Wierny”,
Kwatermistrz: Franciszek Tokarski „Franciszek”,
Adiutant komendanta i zastępca kwatermistrza: Bolesław Boczarski „Jurand”.
Partyzanci zostali podzieleni na dwie drużyny:
Drużyna I, dowódca Henryk Pawelec „Andrzej”,
Drużyna II, dowódca Stanisław Kozera „Bogdan”.
     Prawdopodobnie poza tymi drużynami istniała także sekcja miejska pod dowództwem Stefana Fąfary „Dan” oraz dwuosobowa grupa osobistej ochrony dowódcy oddziału.
     Stan oddziału w połowie września 1943r. wynosił 31 ludzi. Uzbrojenie stanowiło: 2 rkm (w tym jeden Bren), 3 pistolety automatyczne i 15 karabinów.

Walka z bandytyzmem

We wrześniu oddział zlikwidował bandę rabunkową Ciernika w Górach Świętokrzyskich. 

Koniec września – śmierć „Franciszka” i „Szarego”

     Kwatermistrz oddziału „Franciszek” udał się do Rakowa dla zlikwidowania własnych spraw osobistych. W kilka dni po jego odejściu odział otrzymał wiadomość, że został aresztowany przez tamtejszą placówkę AK i ma być sądzony za przestępstwa, popełnione przed przybyciem do oddziału. Decyzją „Barabasza” partyzanci udali się na teren Obwodu Opatów, nie chcąc dopuścić do wykonania wyroku. Przybyli za późno. Prawdopodobnie razem z „Franciszkiem” został zlikwidowany NN „Szary”, który razem z nim przyszedł do oddziału. Niestety nie są nam znane szczegóły sprawy i ewentualnych zarzutów.

29 wrzesień 1943r. – niepotrzebna śmierć

     Podczas nieostrożnego obchodzenia się z bronią Henryka Pawelca „Andrzej” zabity został na kwaterze Tadeusz Klimek „Słowik” (łącznik placówki wywiadowczej Cisów, syn gajowego z Cisowa).

Październik 1943r.

Oddział dokonał przemarszu w zachodnią część Obwodu Kielce, w celu przyjęcia zrzutu lotniczego. Kiedy do niego nie doszło przeprowadzono akcje w Rykoszynie i Chęcinach. W tym miesiącu podjęto także decyzję co do zimowych planów oddziału.

Pochwała z Komendy Obwodu

     W pierwszych dniach października oddział otrzymał pochwałę w rozkazie Komendy Obwodu oraz kilka awansów podoficerskich. Do stopnia plutonowego awansowali: Stanisław Kozera „Bogdan”,  Stefan Fąfara „Dan”, Henryk Pawelec „Andrzej” i Bolesław Boczarski „Jurand”. Kilku partyzantów otrzymało awanse do stopnia starszego szeregowego (między nimi Stanisław Lutek „Roch”).

Śmierć „Przecinka”

     W połowie października (niektóre źródła podają, że było to w czerwcu 1943r., ale to niemożliwe ze względu na wpis w pamiętniku Jerzego Kotlińskiego „Wojtek”) żołnierz oddziału, Edward Sieniewski „Przecinek”, został zastrzelony przez nieznanych osobników w okolicy Skarżyska.

Poczta w Morawicy

     Prawdopodobnie w październiku grupa partyzantów pod dowództwem Edwarda Radomskiego „Modar” w składzie: Stanisław Mazurczak „Kwiatek”, Ludwik Szarowski „Adolf”, Stanisław Kozera ”Bogdan” i inni, których danych nie znamy opanowali pocztę w Morawicy skąd zabrano gotówkę.

15 październik 1943r. Rykoszyn

     Prawdopodobnie 7 października  oddział wyruszył ze swojego obozowiska do zachodniej części obwodu. Miał osłaniać przyjęcie zrzutu na terenie Placówki Piekoszów. Oddział zakwaterował w wiosce Brynica. Na terenie wapienników w Jaworzni koło Piekoszowa  „Barabasz”, „Dan” i „Jurand” nawiązali kontakt z pracującym tam Czesławem Łętowskim „Górnik” dla omówienia zadań przy oczekiwanym zrzucie. Podczas wizyty partyzanci, choć byli w cywilnych ubraniach, zostali rozpoznani przez ochronę zakładu. Gorączkowe zachowanie Niemców ostrzegło jednak żołnierzy AK, którzy pod osłoną ognia wycofali się z miejscowości.

Edward Skrobot "Wierny"

     Po kilku dniach oczekiwania okazało się, że zrzut nie dojdzie do skutku. „Barabasz” przed odejściem na swój teren postanowił rozbić obóz Baundienstu w Rykoszynie. Przetrzymywano tam około 200 młodych chłopaków, których zmuszano do ciężkiej pracy w kamieniołomach.
     Wieczorem 15 października oddział podzielony na sekcje przystąpił do działania. Wystawiono ubezpieczenia. Sekcja pod dowództwem Edwarda Skrobota „Wierny” opanowała bez problemu wartownię rozbrajając strażników (zdobyto 1 pistolet, 7 karabinów oraz amunicję i granaty). Sekcje Bolesława Boczarskiego „Jurand” i Zygmunta Bokwy „Smutny” opanowały baraki wyganiając przetrzymywanych na alejkę wychodzącą z obozu. W tym czasie inni partyzanci rekwirowali z magazynów żywność, umundurowanie i koce. Na zakończenie „Barabasz” nakazał junakom wyjście z obozu w uformowanej kolumnie ze śpiewem „Polonii” na ustach. Baraki zostały podpalone, a oddział ze zdobyczą odszedł na kolejny nocleg do Gałęzic.

16 październik 1943r. – Chęciny

     Następnego dnia (w zasadzie w nocy) oddział ponownie opanował Chęcin. Miejscowy posterunek został zablokowany trzema karabinami maszynowymi, przerwano połączenia telefoniczne. Wydzielone wcześniej sekcje aresztowały trzech niemieckich agentów  (wójt, restaurator i sekretarz gminy), którzy zostali rozstrzelani na miejscowym cmentarzu (część relacji podaje, że jeden z agentów został zlikwidowany we własnym domu). W miasteczku oddział przebywał około 20 minut po czym odmaszerował na zachód i zajął kwatery w Bolminie. Dopiero następnej nocy ruszono w drogę powrotną do Cisowa, gdzie oddział dotarł 19 października.

Około 25 październik 1943r. – magazyny w Jędrzejowie

     Dzięki ustaleniom wywiadu Obwodu Jędrzejów AK oddział został poinformowany, że w Jędrzejowie, w magazynie wojskowym Niemcy zgromadzili duże zapasy żywności, które mają wkrótce wysłać na wschodni front. W porozumieniu z Komendantem Obwodu Kielce „Barabasz” podjął decyzję o zorganizowaniu wyprawy i zaopatrzeniu oddziału w zapasy żywności.
     Do Jędrzejowa wyszła drużyna Edwarda Skrobota „Wierny”. Dodatkowo dołączono do niej kilku ludzi (z całą pewnością był wśród nich Stanisław Kozera „Bogdan”) oraz ręczny karabin maszynowy Bren. Odległość do Jędrzejowa, wynoszącą 50 kilometrów, przebył „Wierny” w ciągu dwóch nocy zabierając ze sobą dwa wozy taborowe. Jednym powoził sam „Wierny”, a drugim Michał Ćwik „Czarny”. Droga była trudna bowiem wiodła przez odkryty, prawie całkowicie pozbawiony lasów. Dodatkowym problemem było pokonanie brodu na Nidzie w okolicach Sobkowa.

     Do miasta partyzanci zostali wprowadzeni przez dwóch miejscowych przewodników, którzy doprowadzili oddział do magazynów przetwórni mięsa mieszczących się niedaleko rynku.
     Mimo, że w mieście znajdował się dosyć liczny niemiecki garnizon akcja przeprowadzona była sprawnie choć niewiele wiemy o jej szczegółach. Prawdopodobnie partyzanci stanowili ubezpieczenie akcji. Z magazynu zabrano znaczne ilości wędlin, mięsa i kilka beczek smalcu, które załadowano na wozy. Prawdopodobnie było ich cztery (dwa drużyny „Wiernego” i dwa miejscowej konspiracji).
Akcja trwała około 20 minut po czym konspiratorzy opuścili miasto bez problemów. Powrót do Cisowa trwał dwa dni.

31 październik 1943r. - jesienna reorganizacja

     Oddział „Wybranieccy” zgodnie z opracowanym i przyjętym w Komendzie Obwodu planem nie podlegał demobilizacji. Dla przetrwania zimy podzielony został jednak na pięć pododdziałów: drużyn. Każda z nich miała przydzielony teren zimowania, pokrywający się w pewnym stopniu z terenami podobwodów w Obwodzie Kielce.

Dowódcami tych grup zostali mianowani:
Drużyna I – dowódca Bolesław Boczarski „Jurand”,
Drużyna II – dowódca Edward Skrobot „Wierny”,
Drużyna III – dowódca Henryk Pawelec „Andrzej”,

Drużyna IV – dowódca Mieczysław Szumielewicz „Mietek”,
Drużyna V – dowódca Stefan Fąfara „Dan” (określana nieraz jako sekcja miejska).

     W dniu 31 października „Barabasz” podczas specjalnej odprawy omówił zasady łączności z nim oraz Komendą Obwodu, a także pomiędzy poszczególnymi drużynami. Wieczorem cały oddział udał się pod krzyż upamiętniający powstańców 1863r. (niedaleko od obozowiska). Odmówiono modlitwę i przeprowadzono swoisty apel poległych. W nocy drużyny rozeszły się w wyznaczone im rejony działania.

Zima 1943/44r. - podział na drużyny

Dla przetrwania zimy oddział został podzielony na pięć pododdziałów: drużyn. Każda z nich miała przydzielony swój teren operowania.

Drużyna I

     W skład drużyny I wchodzili: Bolesław Boczarski „Jurand” (dowódca), Świtalski Antoni „Marian” (zastępca) oraz żołnierze: NN „Kola” (żołnierz sowiecki), Jerzy Pietruszka „Włodek”, Stanisław Lutek „Roch”, Stanisław Luterek „Maks” i Stanisław Litewka „Staszek”. Jako teren operacyjny wyznaczono drużynie Góry Świętokrzyskie (Placówki: Bodzentyn, Nowa Słupia, Dąbrowa, Górno, Bieliny oraz część Placówki Suchedniów).
     Punktem kontaktowym z „Barabaszem” wyznaczona została Przychodnia Przeciwgruźlicza przy ul. Moniuszki w Kielcach, gdzie pracowała łączniczka Halina Zielińska „Marta”.

Drużyna II

     Drużynie pod dowództwem Edwarda Skrobota „Wierny” przydzielono jako teren operacyjny zachodnią część Obwodu Kielce (Placówki Chęciny, Zajączków, Piekoszów). Prawdopodobnie drużyna założyła obozowisko między Mostami, a Korzeckiem (Placówka Chęciny) w wąwozie nazywanym Wotką. Był tam drewniany dom i ziemianki a w nich ulokowano punkt sanitarny, rusznikarnie, magazyny i pomieszczenia mieszkalne. W późniejszym czasie grupa kwaterowała m.in. w Bolminie, Mostach i Gałęzicach.

Drużyna III

Drużyna H.Pawelca "Andrzej"

Pod dowództwem Henryka Pawelca „Andrzej” znajdowało się nie więcej niż 10 ludzi. Jako teren działania wyznaczono im południową cześć Obwodu Kielce z prawem operowania w przylegających częściach Obwodów Jędrzejów i Stopnica. Drużyna w tym czasie organizowała się jako oddział konny stąd w okolicznych dworach łatwiej było utrzymać konie. Drużyna kwaterowała głównie na terenie Placówki Sobków (Obwód Jędrzejów). Oparcie dla grupy stanowiły następujące majątki:

-Dębska Wola, którego właścicielami byli Zygmunt i Anna Grabowieccy (od stycznia 1942r. majątek został przejęty przez Niemców, zarządcą zostaje Ludwik Wojciński),

-Łukowa, którego właścicielami  była rodzina Kuleszów (od stycznia 1942r. majątek został przejęty przez Niemców),

-Drochów Górny, właścicielem był kielecki sędzia Bronisław Biłowicki, a dobrami zarządzał Jan Bieńkowski ((od stycznia 1942r. majątek został przejęty przez Niemców, ale zarządcą nadal zostaje Jan Bieńkowski).

-Chmielowice należące do Heleny i Włodzimierza Lenartowiczów (od stycznia 1942r. majątek włączony przez Niemców, zarządcą zostaje Zygmunt Kasprzak

Od początku dobrze ułożyły się stosunki partyzantów z miejscowymi strukturami AK. Placówka Sobków wraz z Placówką Brzegi tworzyły Podobwód nr. I „Klin”, którego komendantem była właściciel majątku Dębska Wola por. rez. artylerii Zygmunt Grabowiecki „Sęp”. Ułatwiony był także kontakt z Komendantem Placówki Sobków, którym był ppor. Jakub Szelest „Wilk” także mieszkający w Dębskiej Woli.

Drużyna IV

     Pod dowództwem Władysława Szumielewicza „Mietek” miała operować w południowo-wschodniej części Obwodu Kielce. Na okres zimy główną kwaterą drużyny została wioska Orłowiny i leśniczówka Tadeusza Dunikowskiego. W lutym w drużynie byli następujący żołnierze: Jerzy Kotliński „Wojtek” (zastępca), Ludwik Szarowski „Adolf”, Józef Drożniak „Kogut”, Jakub Gonciarz „Kuba”, Władysław Marasek „Brzózka”, Wójcikowski Zygmunt „Zygmunt”, Zygmunt Pietrzak „Bekas”.

Drużyna V

     Ma charakter dywersyjno-likwidacyjny z terenem działania w Kielcach. Jej dowódcą zostaje Stefan Fąfara „Dan”. Kwateruje głównie w mieszkaniu Jakóbków (rodzice Eugeniusza Jakóbka „Wacek”) przy ul. Radomskiej (dziś Warszawska) i w mieszkaniu Stefana Dąbrowskiego „Stefan” przy ul. Pocieszki.
     „Danowi” podporządkowana zostaje grupa Wilhelma Sieprawskiego „Burian”, który zostaje zastępcą „Dana”. W skład grupy wchodzą Zbigniew Sieprawski „Zbyszek”, Mieczysław Micek „Mika”. Łącznie pod komendą „Dana” jest dziewięciu żołnierzy których w razie potrzeby mają zasilić Jan Ogrodnik „Jasiu” i Eugeniusz Jakóbek „Wacek”, z ochrony „Barabasza”, którzy często przebywają w Kielcach oraz Stefan Dąbrowski „Stefan” – rusznikarz oddziału przebywający podczas zimy w Kielcach.
     Członkowie sekcji dokonują licznych akcji rozbrojeniowych na pojedynczych Niemcach, likwidują szpicla na ulicy Piotrkowskiej, i drugiego w Domaszowicach oraz bandytę na Szydłówku. Wykonują kary chłosty na kolaborantach oraz strzyżenie kobiet zadających się z Niemcami.

Listopad 1943r.

Z pierwszego miesiąca samodzielnej działalności drużyn wiemy jedynie o rozbiciu jednej bandy oraz o pierwszej koncentracji oddziału.

Banda Zygmunta Waleńko

Na terenie operacyjnym drużyny Henryka Pawelca „Andrzej” działała bandycka grupa dowodzona przez Zygmunta Waleńko. Skargi okolicznych gospodarzy skłoniły partyzantów do podjęcia odpowiednich działań. Musimy jednak wyjaśnić skąd Waleńko znalazł się na tym terenie:
Latem 1943r. na styku Obwodów Opatów i Sandomierz oddziały AK oraz partyzancka grupa „Jędrusie” rozbroiła bandę dowodzoną przez Zygmunta Żelisławskiego „Złota Rączka”. Kilku żołnierzy zostało wcielonych do oddziału „Jędrusie”, ale inni rozpierzchli się po terenie.
Jedną z takich osób był prawdopodobnie Zygmunt Waleńko, który jesienią 1943r. kontynuował swój bandycki proceder na styku Obwodu Kielce i Jędrzejów, dobierając sobie kilka innych osób.

Drużyna "Andrzeja" na kwaterze u Ropelewskich

     Gdy w majątku Dębska Wola zakwaterowała drużyna Henryka Pawelca „Andrzej” mieszkańcy zwrócili się z prośbą o likwidację bandy. Przeprowadzono akcję zbroją podczas której Waleńko został pojmany. O jego losie zdecydował sąd partyzancki w składzie: Przewodniczący „Andrzej”, oskarżyciel Edward Radomski „Modar”, obrońca Stanisław Kozera „Bogdan”, ławnikami Stachurski Mieczysław „Skoczek” i Synowiec Antoni „Grom”. Biorąc pod uwagę stosunek do cywilów został uniewinniony (sądy podziemne przewidywały tylko dwie możliwości kara śmierci lub uniewinnienie, dopiero później wprowadzono w podziemnym sądownictwie wyrok „odroczenie do czasu ujawnienia nowych okoliczności”). Zygmunt Waleńko pozostał w oddziale i przyjął pseudonim „Daniel”, swoim zachowaniem podczas walki zrehabilitował się.
     To prawdopodobnie podczas pojmania Waleńki ranny został „Bogdan”. Początkowo uznano, że postrzał jest lekki, ale gdy okazało się, że zaczyna ropieć postanowiono zorganizować odpowiednie leczenie. Dzięki wsparciu miejscowych struktur AK zorganizowano lewe dokumenty na podstawie których „Bogdan” zostaje umieszczony w szpitalu w Jędrzejowie. Po zaleczeniu rany w szpitalu (rana nie zagoiła się i do końca życia „Bogdana” ślimaczyła się i ropiała), przebywał w Łabędziowie i Dębskiej Woli. Od stycznia 1944 roku dołączył ostatecznie do drużyny „Andrzeja” i przebywał w niej do marcowej koncentracji całego oddziału.

Pierwsza koncentracja - Cisów

Pierwsza koncentracja całego oddziału nastąpiła pod koniec listopada we wsi Cisów.  Trwała ona dwa dni. Dowódcy wymienili dotychczasowe doświadczenia, podali adresy skrzynek kontaktowych między drużynami oraz otrzymali dalsze rozkazy. 

Grudzień 1943r.

Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia przeprowadzone zostały akcje w Jaworzni, Kielcach oraz pod Miąsową. Niestety zakładane cele nie zostały osiągnięte, a oddział poniósł kolejne straty w ludziach. Dowódca oddziału musiał także podjąć radykalne decyzje w wyniku złej sytuacji w jednej z drużyn.

Daleszyce

Likwidacja Komendanta Posterunku Policji Granatowej w Daleszycach.

Nowi ludzie u "Andrzeja"

     Prawdopodobnie w grudniu do drużyny Henryka Pawelca „Andrzej” dołączają: Wiesław Wesołowski „Orzeł”, Leszek Wesołowski „Strzała”, Józef Przygodzki „Czarny” i Grzegorz Świerczyński „Grześ”. Wszyscy zostali skierowani do drużyny przez miejscowe dowództwo AK. Pochodzili oni z grup partyzanckich „Leszczyny” i „Piłata”, które formalnie były podporządkowane Armii Krajowej, ale niestety przeprowadzały także samowolne akcje rabunkowe w związku z czym zostały rozbrojone.

13 grudzień 1943r. - Jaworznia

     Drużyna Edwarda Skrobota „Wierny” kwaterowała w Podobwodzie Piekoszów (Placówki Chęciny, Zajączków, Piekoszów). W grudniu 1943r. żołnierze (przynajmniej ich część) przebywali w miejscowości Wierna Rzeka. 13 grudnia 1943 roku kwaterujący z oddziałem Stanisław Tatarowski „Kalif” (prawdopodobnie w tym czasie Kierownik Referatu II Wywiad Komendy Podobwodu Piekoszów) otrzymuje informację, że tego dnia przewożona będzie większa suma gotówki dla Gminy Piekoszów. Do przeprowadzenia akcji wyrusza grupa partyzantów pod dowództwem Zygmunta Bokwy „Smutny”.

     W czasie dojazdu furmanką do planowanego miejsca akcji grupa została zaskoczona, w okolicy miejscowości Jaworznia, przez żandarmów z Łopuszna jadących samochodem ciężarowym w ich kierunku. Cała grupa wycofuje się do pobliskiego lasu. W czasie odskoku pada ranny w nogi „Kalif” (oficer wywiadu podobwodu Piekoszów, który zarządził tą akcję). Wraca do niego Stanisław Klimontowicz „Cios”. Nie daje jednak rady unieść rannego, a po chwili i jego dosięga niemiecka seria. „Kalifa” dobijają Niemcy.
     Obaj partyzanci zostali pochowani w miejscu walki. W dniu 23.12.1943 roku członkowie miejscowej placówki przenoszą ciała w trumnach na cmentarz w Piekoszowie.

Druga koncentracja i pociąg w Miąsowej

Na początku grudnia 1943r. podczas odprawy u Komendanta Obwodu Kielce „Barabasz” otrzymał rozkaz wysadzenia niemieckiego pociągu urlopowego w okolicach Sobkowa na trasie kolejowej Kielce – Kraków.
W celu wykonania zadania, w połowie grudnia 1943r. (około 15) odbyła się druga koncentracja oddziału. Drużyny zebrały się prawdopodobnie w Dębskiej Woli, choć niektóre relacje podają, że miało to miejsce w Marzyszu czy w Mostach. We wszystkich drużynach zanotowano wzrost stanów osobowych tak, że oddział liczył już ponad 70 żołnierzy. Zakwaterowano ich także w sąsiedniej wiosce Zbrza.

Drużyna B.Boczarskiego "Jurand" w Dębskiej Woli

     Zgodnie z ustaleniami wywiadu przyjęto, że akcja odbędzie się za trzy dni obok miejscowości Brzeźno koło Sobkowa gdzie linia kolejowa przechodzi nad rzeką Nida. Już następnego dnia oddział przeniósł się w okolice planowanej akcji i zakwaterował we wsi Sokołów Górny. Tego samego dnia w majątku Wolica miała miejsce odprawa z Komendantem Obwodu Kielce podczas której zmieniono miejsce akcji. Z racji, że most był chroniony przez Niemców i likwidacja wartowników, w przypadku niepowodzenia, mogła zdekonspirować odstąpiono od wysadzania mostu (niewątpliwie znaczenie przy decyzji miał fakt, że w oddziale „Barabasza” nie było wtedy osób z przeszkoleniem minerskim. Ostatecznie akcja miała zostać przeprowadzona na wysokim nasypie między miejscowościami Brzeźno, a Osową koło Miąsowej (na południe od wcześniej planowanego miejsca).
     W dniu akcji, rankiem, „Barabasz” i Henryk Pawelec „Andrzej” udali się na miejsce akcji w celu rozpoznania. Po ich powrocie przygotowano dwa ładunki wybuchowe w których użyto plastiku (materiał wybuchowy pochodzącego ze zrzutów).
     Około godziny 22 oddział opuścił kwatery udając się na akcję. Pierwszy ładunek założył osobiście „Barabasz” z „Andrzejem”. Drugi: Antoni Synowiec „Grom” z Tadeuszem Soboniem „Smyk”, którzy prawdopodobnie przygotowali oba ładunki. Większość żołnierzy zostało rozmieszczonych po jednej stronie toru kolejowego. Po wysadzeniu składu mieli oni ostrzelać pociąg przewożący urlopowanych z frontu żołnierzy.
     Drużyna Bolesława Boczarskiego „Juranda” opanowała posterunek kolejowy i miała ewentualnie powstrzymać wartowników pilnujących niedalekiego mostu kolejowego. W oczekiwaniu na pociąg, który miał nadjechać około północy, partyzanci sami obsługiwali posterunek kolejowy odbierając telefony (kolejarz został związany aby zapewnić mu alibi).

Niedługo po północy nadjechał oczekiwany pociąg co zasygnalizował błyskami latarki partyzancki obserwator. Partyzanci odbezpieczają ładunki. Pierwszą minę odpala sam „Barabasz”, ale czyni to o ułamek sekundy za późno. Partyzanci otwierają ogień, ale po chwili okazuje się, że lokomotywa przeciąga wagony nad luką w szynie. Niemcy także zaczęli strzelać co uświadomiło dowódcy, że nie uda się zdobyć składu, choć ten zatrzymał się w niedalekiej odległości. Należy zakończyć akcję tym bardziej, że a pociągu strzelają czerwone rakiety – oznaczające wezwanie pomocy.
Odchodząc z miejsca walki oddział podzielił się na dwie grupy. „Barabasz” z drużynami „Wiernego”, „Andrzeja” i miejską sekcją „Dana” udał się w kierunku Chęcin. Nie szukając brodów żołnierze przeszli wpław Nidę. Przechodząc szosą koło Mostów, natknęli się na samochody z Niemcami, jadącymi w kierunku miejsca akcji. Wywiązała się krótka strzelanina bez strat po obu stronach. Ostatecznie ta część oddziału dotarła nad ranem do Gałęzic.
Drużyny „Juranda” i „Mietka” wycofały się w kierunku wschodnim. Nad ranem zajęły kwatery w miejscowości Łabędziów, gdzie w ciągu dnia rozbrojono patrol złożony z sześciu Forschutzów ze Słowika zdobywając jeden lkm i cztery karabiny.
Akcja wykonana w połowie. Nie wysadzono pociągu, ale zgodnie z danymi wywiadu w ostrzelanym składzie zabitych i rannych zostało ok. 50 Niemców.

Co do akcji narosło wiele nieprawdziwych informacji. Podstawowa dotyczy terminu akcji. Część materiałów podaje, że odbyła się ona pod koniec stycznia 1944r. (26 lub 31). Jest to nieprawda, ale błąd wynika zapewne z faktu, że 31 stycznia 1944r. przy torze kolejowym w Miąsowej rozstrzelano 24 zakładników co traktowane jest jako bezpośredni niemiecki odwet za przeprowadzenie akcji kolejowej przez oddział „Barabasza”.
Drugą kwestią jest fakt represji za przeprowadzenie akcji.
Faktem jest, że 30 stycznia Gestapo przeprowadziło w Jędrzejowie szeroką akcję aresztując wiele osób. Spośród nich cześć była członkami AK (min. Wacław Szwedowski szef Referatu IV Kwatermistrzostwa Wacław Szwedowski i Henryk Blicharski „Siwy” żołnierz patrolu likwidacyjnego Referatu II Wywiad). Duża część aresztowanych została przewieziona do Kielc i osadzona w więzieniu przy ulicy Zamkowej. Nie mamy żadnych dowodów świadczących, że aresztowania miały bezpośredni związek z akcją kolejową.
31 stycznia Niemcy wyselekcjonowali w więzieniu grupę 25 więźniów (w tym część aresztowanych w Jędrzejowie) których przewieźli do wsi Ossowa koło Miąsowej. 24 osoby zostały rozstrzelane i miało to być wyraźne ostrzeżenie, że siły okupacyjne mordami odpowiadać będą na ataki na transport.
Uważny czytelnik zada pytanie: co stało się z ostatnim więźniem? Niestety podczas przygotowań do egzekucji załamał się Henryk Blicharski „Siwy”, za obietnicę złożenia zeznań nie został zastrzelony (po przewiezieniu do Kielc faktycznie złożył zeznania, które były podstawą do kolejnych aresztowań w Jędrzejowie, ale to temat opisany w części poświęconej Obwodowi Jędrzejów).

Druga połowa grudnia 1943r. – rozprężenie w drużynie „Wiernego”

     Po rozwiązaniu ostatniej koncentracji Marian Sołtysiak „Barabasz” pozostał przy drużynie Edwarda Skrobota „Wierny” bowiem dotarły do niego informacje o panującym tam rozprężeniu (sytuacja dotyczyła kilku żołnierzy). Miały miejsce przypadki pijaństwa oraz nadużywania broni. Winą za ten fakt nie został obarczony „Wierny” bowiem w warunkach zimowych drużyna nie kwaterowała w jednym gospodarstwie, ale żołnierze rozdzieleni byli po kilku zagrodach. Nie pozwalało to dowódcy drużyny sprawować odpowiedniego nadzoru.
     Podczas kilkudniowego pobytu „Barabasz” podjął kilka decyzji z których najważniejszą było usunięcie z oddziału żołnierzy odpowiedzialnych za wybryki. Z całą pewnością wiemy, że z drużyny usunięci zostali wtedy: Władysław Dziewiór „Burza” i Zygmunt Bokwa „Smutny”.

22 grudzień 1943r. – zamach w Kielcach

Wywiad informuje Stefana Fąfarę „Dan” (dowódca drużyny miejskiej), że w mieście pojawił się komendant posterunku żandarmerii w Bielinach, Schreiber. Odpowiadał on za śmierć żołnierzy oddziału pod Leszczynami co dodatkowo przyspieszyło działania. „Dan” w trybie alarmowym zmobilizował swoich ludzi, których stawiło się pięciu. Byli to: Wilhelm Sieprawski „Burian”, Zbigniew Sieprawski „Zbyszek”, Mieczysław Micek „Mika”, Jan Ogrodnik „Jasiu” i Eugeniusz Jakóbek „Wacek”. Schreiber przyjechał z Bielin po zaprowiantowanie dla swego posterunku. Załatwiał najpierw formalności w budynku siedziby żandarmerii przy ulicy Leśniej, a następnie miał się udać do magazynu przy ulicy Piotrkowskiej.
„Dan” obstawił skrzyżowanie ulic Leśnej i Sienkiewicza. Schreiber po wyjściu z siedziby żandarmerii rozmawiał przez chwilę z innym żandarmem, a następnie przeszedł ulicą Leśną do Sienkiewicza i skręcił w lewo. „Dan” ustawił swoją piątkę w następujący sposób: „Burian” i „Mika” idą prawą stroną ulicy, wyprzedzając o kilka kroków Niemca, który jak sądził „Dan”, pójdzie ulicą Sienkiewicza do Focha, by w prawo dojść do Piotrkowskiej. „Dan” zakładał, że żandarm nie pójdzie bliższą drogą przez Planty, ponieważ ulica ta była zamknięta kozłami hiszpańskimi (nawet Niemcy omijali własne przeszkody uliczne). Za żandarmem szedł „Zbyszek”, a „Jasiu” i „Wacek” szli po lewej stronie ulicy, jako ubezpieczenie. „Dan” pozostał w tyle, by mieć wgląd w rozwój sytuacji.

Schreiber często zatrzymywał się przed sklepowymi wystawami co zmuszało także grupę likwidacyjną do ciągłych postojów. Sytuacja jeszcze bardziej skomplikowała się kiedy Schreiber zupełnie niespodziewanie skręcił w ulicę Planty, skracając drogę do Piotrkowskiej tą trasą. „Dana” nakazał wszystkim aby szli przez ulicę Focha do Piotrkowskiej.
W tym czasie zachowanie „Miki” zwróciło uwagę umundurowanego Gestapowca, który przypadkowo znalazł się na ulicy. Gdy wyciągał już pistolet z kabury zauważył to dywersant, który był szybszy i otworzył ogień. Niecelne strzały zmusiły Niemca do ukrycia się w bramie skąd odpowiadał ogniem. Jedna z kul ugodziła „Mikę” w nogę powyżej kolana. Na odgłos strzałów wraca na ulicę Sienkiewicza „Burian” (był już na ulicy Focha), który widząc sytuację wyciąga Stena i strzela po umundurowanych znajdujących się na ulicy. Do walki włącza się także „Zbyszek”. Pozostali żołnierze grupy likwidacyjnej nie biorą udziału w walce bowiem znajdują się zbyt daleko.
Kiedy „Zbyszkowi” kończy się amunicja dobiega on do leżącego „Miki” i mimo oporu wciąga go do bramy. Sam ponaglany przez rannego powraca na ulicę Sienkiewicza. Gdy „Burian” zauważył, że kończy mu się w magazynku amunicja, zaczął wycofywać się w ulicę Focha – za nim „Zbyszek” i „Jasiu”.

Wycofujący się „Zbyszek” usiłował dostać się na teren parku miejskiego, ale otrzymał śmiertelny postrzał gdy przeskakiwał płot. „Burian” z „Jasiem” biegli dalej. Przed ulicą Czarnowską zagrodziła im drogę tyraliera żandarmów, zmierzających w kierunku strzelaniny. Dywersanci zdążyli jednak wpaść w Czarnowską i dostać się do pierwszej bramy po prawej stronie. Przez podwórko chcieli biec dalej do Składowej, ale na przeszkodzie stanął im wysoki mur. Ucieczka dalej była niemożliwa bowiem Niemcy strzelali już wzdłuż ulicy Czarnowskiej. Wtedy „Burian” rzuca granat w stronę najbliższych Niemców, a „Jasiu”, pod osłoną wybuchu, wybiegł na ulicę i biegnąc w prawo wpadł na podwórko „Etylu” skąd mógł uciekać dalej. Nie wiemy dlaczego po wybuchu granatu ucieczki nie kontynuował „Burian”. Wszedł do czyjegoś mieszkania i ukrył się w szafie. Znaleźli go Niemcy i strzelali do niego przez deski. Ciężko rannego zabrali ze sobą, ale zmarł po kilku godzinach.
Pozostawiony w bramie „Mika” korzystając z tego, że cała uwaga Niemców została była w kierunku uciekających dywersantów doczołgał się do piwnicy. Przeleżał tam w ukryciu całą noc. Niestety i jego następnego dnia rano znaleźli Niemcy. Po przewiezieniu do Gestapo został tam w czasie przesłuchań zamordowany.
Z liczącej dziewięciu żołnierzy drużyny poległo trzech: Wilhelm Sieprawski „Burian”, Zbigniew Sieprawski „Zbyszek” i Mieczysław Micek „Mika”. Była to ostatnia akcja wykonana przez drużynę która formalnie przestała istnieć. Miesiąc później „Dan” został czasowo przydzielony do drużyny „Wiernego”.

Święta Bożego Narodzenia

     Poszczególne drużyny spędziły święta na swoim terenie, ale kadra dowódcza oddziała spotkała się w Ameliówce, w domu Korfoniów, którzy ze względu na swoją rolę w konspiracji, współpracowali z oddziałem.

Styczeń 1944r.

W styczniu miały miejsce mniej znane akcje oddziału: Skorzeszyce, Bardo, Zagnańsk, zajęcie Daleszyc i Nowej Słupi. Przed oddziałem stanął także problem konfliktu z NSZ.

Mleczarnie

Drużyna Władysława Szumielewicza „Mietek” rozbija mleczarnie w Skorzeszycach i Bardzie.

Banda w Psarach

Drużyna Bolesława Boczarskiego „Jurand” rozbraja bandę rabunkową w Psarach, a zrabowane mienie nakazuje oddać właścicielom.

Pierwsza połowa stycznia 1944r. – zatarg z NSZ

Stan drużyny Bolesława Boczarskiego „Juranda” wzrósł do siły niepełnego plutonu i wynosił na dzień 15 stycznia 1944r. ogółem 34 ludzi. Uzbrojenie stanowiły: 2 rkm, 2 pistolety automatyczne, 30 kbk oraz 25 rewolwerów różnego typu i kalibru.
Od początku samodzielnej działalności drużyna, przy pomocy miejscowych placówek AK, nastawiła się na likwidację bandytyzmu, który był plagą nie tylko w tej okolicy. Pomocą w rozpracowywaniu bandytów służyli współpracujący z wywiadem AK policjanci granatowi z posterunków w Bodzentynie i Wiśniówce.
W połowie stycznia doszło do likwidacji grupy Jerzy Wielowiejski „Tygrysa”. On sam był członkiem NSZ, ale prowadząc konfiskaty działał bez porozumienia ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego i oddział ten traktowany był jako zwykła grupa bandycka. Drużyna „Juranda” rozbroiła grupę, która łącznie liczyła ok. 30 osób. Dowódca oraz dwaj zastępcy zostali rozstrzelani, a członków grupy pouczono o nieodpowiednim zachowaniu i rozpuszczono.

Pierwsza połowa stycznia 1944r - Zagnańsk

Edward Skrobot „Wierny” przeniósł się ze swoja drużyną spod Bolmina w okolice Zagnańska. Zakwaterowano we wsi Siodła. „Wierny” otrzymał informację, że Niemcy w Inspekcji Leśnej posiadają wiele doskonałej broni. Postanowił skorzystać z okazji i przeprowadzić akcję rozbrojeniową. Po dokładnym rozpracowaniu miejsca planowanej akcji wysłał 4 partyzantów pod dowództwem Tadeusza Masio „Matrosa”.
Wyznaczona do akcji grupa bez trudu dostała się do budynku. Rozbroili Niemców i zabrali broń: pistolet maszynowy kal. 7,65, pięć karabinów, kilka pistoletów, granaty i wiele wojskowego oporządzenia. Zdobycz załadowano na zarekwirowaną wcześniej furmankę i obawiając się niemieckiego pościgu opuszczono miejsce. Pościg niemiecki faktycznie nastąpił błyskawicznie co zmusiło matrosa do wybrania innego niż planowano kierunku wycofania się. Mimo zmiany grupa szczęśliwie dostała się do lasu i zajęła pozycje obronne. Niemcy, obawiając się zasadzki, nie odważyli się jednak do niego wejść. Ograniczyli się jedynie do ostrzelania jego skraju.

Od 20 do 22 stycznia 1944r. – trzecia koncentracja

W dniach od 20 do 22 stycznia odbyła się trzecia koncentracja oddziału. Tym razem na jej miejsce wybrano wieś Cisów. Podczas przemarszu na koncentrację drużyna Bolesława Boczarskiego „Jurand” rozbroiła we wsi Krajno trzech Niemców we wsi Krajno. Zostali oni zaskoczeni w czasie wizyty u dwóch samotnie mieszkających „panienek” lekkiego prowadzenia się. Zabrano im broń i umundurowanie. „Panienki” zostały ostrzyżone prze partyzanta Tadeusz Kisiel „Tadek”.
Zebrany na koncentracji oddział liczył łącznie 97 żołnierzy w tym 15-osobowy zwiad konny.
Koncentracja trwała dwa dni i przeprowadzono podczas jej trwania nocne ćwiczenia, pozorując natarcie i obronę. Podczas koncentracji dokonano przesunięć żołnierzy pomiędzy pododdziałami. Do drużyny Edwarda Skrobota „Wierny” dołączył czasowo Stefan Fąfara „Dan” (bowiem drużyna miejska praktycznie przestała istnieć)

22 styczeń 1944r. – zajęcie Daleszyc

Na zakończenie koncentracji postanowiono przeprowadzić większą akcje. Jako cel wybrano Daleszyce.

Do osady oddział wszedł od strony Wójtostwa przy wzmagającej się śnieżycy. Przechodząc obok posterunku policji granatowej, zawieszono na budynku godło narodowe. Policjanci nie podjęli działań bowiem od czasu likwidacji w grudniu komendanta posterunku stracili zapał do aktywnej pomocy Niemcom. Od strony Słopca (z tego kierunku spodziewano się ewentualnej niemieckiej interwencji) wystawiono ubezpieczenie składające się z drużyny Edwarda Skrobota „Wierny”. Opanowano Urząd Gminy, a na placu przed rozpalono ognisko paląc urzędowe dokumenty.
Niemiecka ekspedycja faktycznie nadjechała od strony Borkowa, ale wyładowała się w odległości około półtora kilometra od osady. Rozpoczęto ostrzał miejscowości, który nie czynił żadnej szkody, ale okupanci nie odważyli się podejść bliżej.
Po dwóch godzinach „Barabasz” zarządził wymarsz z Daleszyc w kierunku Radlina. Marsz był trudny ze względu na szalejącą śnieżycę. W okolicach Radlina drużyny rozeszły się do swoich rejonów działania.

Reorganizacja w drużynie Bolesława Boczarskiego „Jurand”

Pod koniec stycznia w pododdziale Bolesława Boczarskiego „Jurand” dokonano podziału funkcji oraz rozdzielono żołnierzy na drużyny i sekcje, dowiem choć w strukturze oddziału grupa nadal stanowiła drużynę, to faktycznie osiągnęła już stan niepełnego plutonu.

Dowódca: Bolesław Boczarski „Jurand”
Zastępca dowódcy: Świtalski Antoni „Marian”,
Kwatermistrz: Stanisław Lutek „Roch”.
I drużyna, dowódca: Sowiński Stefan "Niedźwiedź",
1 sekcja, dowódca: Michał Basa ”Mściciel”,
2 sekcja, dowódca: Eugeniusz Kózka „Franek”,
II drużyna, dowódca: Wiesław Wesołowski „Orzeł”,
1 sekcja, dowódca: Stanisław Luterek „Maks”,
2 sekcja, dowódca: Tadeusz Sotkiewicz ”Pantera”,
3 sekcja (kolejowa), dowódca: NN „Czesiek”.

Banda „Albina”

Żołnierze z pododdziału Bolesława Boczarskiego „Jurand” rozbrajają w Dębnie bandę dowodzoną przez Stefana Pastuszyńskiego „Albin” (były żołnierz oddziału Euzebiusza Domoradzkiego „Grot”).

26 styczeń 1944r. – Nowa Słupia

Pododdział Bolesława Boczarskiego „Jurand” przeszedł na pogranicze obwodów kieleckiego i opatowskiego i zatrzymał się w rejonie Skoszyna, Wronowa, Jeleniowa i Słupi Starej (już na terenie opatowskiego). W ścisłej współpracy z Komendantem Placówki Nowa Słupia Franciszkiem Gajewskim „Groźny” przygotowywano kolejną akcję której celem były osoby podejrzane o współpracę z Niemcami z Nowej Słupi.
Wieczorem 26 stycznia 1944r. drużyna Bolesława Boczarskiego „Jurand” opanowała Nową Słupię. Budynek żandarmerii oraz droga do Rudek została obstawiona drużyną Stefana Sowińskiego „Niedźwiedź” wzmocnioną ręcznym karabinem maszynowym.

Dwuosobowe patrole z przydzielonymi miejscowymi przewodnikami aresztowały siedem osób podejrzanych o współpracę z Niemcami. Zostali oni sprowadzeni na rynek gdzie znajdował się punkt dowodzenia „Juranda”. Po wykonaniu zadania, nie alarmując załogi niemieckiej, oddział opuścił miasteczko zabierając aresztowanych.
Jeszcze tej samej nocy przesłuchano zatrzymanych. Spośród siedmiu zatrzymanych, dwom osobom udowodniono winę i rozstrzelaliśmy na miejscu. Pozostali zostali wypuszczeni. „Jurand” niezwłocznie przesłałem obszerny meldunek o wykonaniu akcji wraz z protokołami przesłuchań i innymi materiałami obciążającymi przedstawionych przez placówkę. Kilka dni później zostały one zatwierdzone przez Wojskowy Sąd Konspiracyjny Obwodu Kielce.

Luty 1944r.

Niestety nie mamy informacji o działaniach drużyn w tym miesiącu. W połowie lutego zaognił się jednak spór drużyny „Juranda” z oddziałami NSZ, który doprowadził do nadzwyczajnej koncentracji wszystkich pododdziałów.

„Jurand” szuka „Nurta”

     Zgodnie z rozkazami otrzymanymi na ostatniej koncentracji Bolesław Boczarski „Jurand”, już po akcji w Nowej Słupi, całym swoim pododdziałem udał się na teren Obwodu Opatów, gdzie miał nawiązać kontakt z kadrą dawnego Zgrupowania Jana Piwnika „Ponury” dowodzoną teraz przez Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurt”. Chodziło o uzgodnienie działań w okresie zbliżającej się wiosny oraz nawiązanie stałej łączności. Kontakt z żołnierzami „Nurta” nastąpił dopiero na początku lutego w Skoszynie. Kwaterując w Jeleniowie Jan Orłowski „Urban” źle obchodził się bronią i zranił dwóch partyzantów. Lekko ranny Feliks Oleszczuk „Felek” pozostał w oddziale natomiast ciężko ranny w pachwinę Jerzy Sowiński „Tarzan” został skierowany na leczenie na konspiracyjne kwatery.

Pierwsza połowa lutego – zatarg z NSZ

Kwaterujący we wsi Mąchocice-Zagórze Bolesław Boczarski „Jurand” otrzymał informację, że we wsi Klonów zakwaterowała nieznana grupa partyzantów. Na rozpoznanie wysłany został Stanisław Lutek „Roch” pochodzący właśnie z tej wioski. Powrócił rozbrojony. Stało się tak bowiem „Roch” w grupie partyzantów rozpoznał jednego z partyzantów oddziału. Nie wiedział, że Władysław Dziewiór „Burza” został w grudniu usunięty z drużyny Edwarda Skrobota „Wierny”. Nosił teraz pseudonim „Skazaniec” i wchodził w skład liczącej około 85 żołnierzy grupy NSZ (Bolesław Boczarski podaje, że dowodził tą grupą co wydaje się mało prawdopodobne) Oddział został zmobilizowany na terenie Zagnańska i Suchedniowa w celu likwidacji drużyny „Juranda” jako akcji odwetowej za likwidację „Tygrysa”. O przygotowaniach tych „Jurand” dowiedział się od jednego ze swoich informatorów.
„Roch” wróciwszy do oddziału bez broni przyniósł od dowódcy grupy NSZ list domagający się aby po odbiór broni stawił się „Jurand” ze swoim zastępcą. Dowódca grupy twierdził, że „Rocha” rozbrojono jako podejrzanego o bandytyzm i tylko osobiste zaręczenie „Juranda” o nim spowoduje zwrot broni. Boczarski uznał, że jest to przygotowanie do likwidacji jego drużyny i o sytuacji poinformował „Barabasza”, który w trybie natychmiastowym zarządził natychmiastową koncentrację wszystkich drużyn we wsi Mąchocice.
Rozkaz został wykonany sprawnie i w ciągu doby na miejscu stawiły się wszystkie drużyny oddziału „Wybranieccy”.

W tym czasie „Jurand” otrzymał kolejny list od dowódcy grupy NSZ z propozycją rozpoczęcia rozmów. Na list ten odpowiedziano pismem z żądaniem natychmiastowego zwrotu zabranej „Rochowi” broni i rozpuszczenia grupy NSZ, w przeciwnym razie będzie ona traktowana jako banda rabunkowa.
„Barabasz” podjął decyzję o rozbiciu grupy NSZ kwaterującej we wsi Klonów. Pododdziały wyruszyły do akcji, ale gdy dotarły na skraj lasu Bukowej Góry (od strony wsi Brzezinki) usłyszały strzały. Okazało się, że oddział NSZ przeprowadził nieudany atak na Niemców jadących kolejką wąskotorową Rudki – Zagnańsk. W wyniku walki grupa NSZ została rozproszona. Partyzanci „Wybranieckich” udzielili pomocy kilku rannym, ale organizowanie akcji rozbrojenia grupy straciła sens w wyniku jej rozproszenia.
Poszczególne drużyny „Wybranieckich” rozeszły się do swoich rejonów działania, a jak podaje „Jurand” jego żołnierze jeszcze przez kilka dni wyłapywali w okolicznych miejscowościach członków grupy NSZ. Po rozbrojeniu puszczano ich wolno.

Marzec 1944r.

W tym miesiącu miały miejsce dwie koncentracje całego oddziału. Z działań bojowych wymienić należy dwie nieudane akcje: w Bielinach i Niwkach Daleszyckich. Na szczególną uwagę jednak akcja w Widełkach, gdzie rozbito oddział żandarmów.

Śmierć „Orzełka”

Czesław Skóra „Orzełek” był żołnierzem drużyny Bolesława Boczarskiego „Jurand”. Prawdopodobnie miał przydział do sekcji kolejowej bowiem specjalizował się w skokach do jadących pociągów z których wyrzucał znajdowany tam materiał i sprzęt wojskowy. Nie jesteśmy w stanie podać dokładnej daty, ale według dostępnych relacji był to marzec 1944r. „Orzełek”, który był chory, otrzymał urlop. Żołnierz postanowił udać się do domu, aby spotkać się z matką i bratem, który był partyzantem w oddziale Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurt”.
Z Klonowa (kwatera oddziału) udał się do Skarżyska rowerem, ale jeszcze przed miastem natknął się na patrol żandarmerii. Nie wiemy dziś do końca w jakich okolicznościach wywiązała się walka, ale jedno jest pewne: Czesław Skóra „Orzełek” zginął.

Piaski po raz pierwszy

W początkach marca Bolesław Boczarski „Jurand” rozpoczął przygotowania do kolejnej akcji zaopatrzeniowej. Jej celem miał być zakład Tuczarni Drobiu na przedmieściach Kielc (Piaski). Informacje o zakładzie uzyskano od Władysława Bochniewskiego „Artur”, który w tym czasie kierował wywiadem w Obwodzie Kielce. Zakład był zarządzany przez Kowalskiego, agenta gestapo. Celem akcji było schwytanie Niemców często tam goszczących, zabranie broni znajdującej się w mieszkaniu Kowalskiego oraz zapasów żywnościowych w postaci konserw z drobiu, odsyłanych stąd masowo do Rzeszy. Dowódcą akcji został Stefan Sowiński "Niedźwiedź", który miał ją przeprowadzić siłami swojej drużyny zasilonej jeszcze jedną sekcją z drużyny Wiesława Wesołowskiego „Orzeł”. „Niedźwiedź” dobrze znał miejsce planowanej akcji, urodził się, bowiem w tej części miasta, a w zakładzie pracował przed wojną. Podczas odprawy ustalono, że akcja nie może trwać dłużej niż 30 minut, należy się, bowiem liczyć z bardzo szybką interwencją. Czas rozpoczęcia ustalono na godzinę 21. 

Drużyna „Niedźwiedzia” weszła na Piaski od strony Gruchawki. Na wysokości cmentarza została rozdzielona na mniejsze grupy, stosownie do wyznaczonych zadań. Wykorzystując zadrzewienie cmentarza, płoty i zagłębienia terenu, partyzanci obeszli zabudowania z dwóch stron. Przy bramie postawiono karabin maszynowy z obsługą. Jednocześnie przecięto połączenia telefoniczne. Aresztowano stróżów i zamknięto ich w baraku, zajęto magazyny. „Niedźwiedź” z kilkoma partyzantami wszedł do mieszkania Kowalskiego. Nie zastał Niemców. W mieszkaniu była jedynie kochanka Kowalskiego. Poszukiwania broni nie trwały długo. W szafie znaleziono jeden pistolet maszynowy (część relacji podaje, że był to sten), dwa karabiny i różne drobiazgi przydatne w partyzantce. Pozostali partyzanci zabrali 4 furmanki żywności przy ładowaniu których pomagali pracownicy (zakład pracował na 3 zmiany). Łącznie zabrano kilkanaście skrzyń gotowych wyrobów, jak pasztet z gęsi, konserwy z drobiu, kilka beczek smalcu gęsiego, jeden wóz papierosów, przeważnie „junaków”, kilkaset kilogramów cukru oraz kilkaset sztuk gęsi mrożonych. Zarekwirowano także konia wierzchowego z siodłem oraz maszynę do pisania. Już po akcji na zabranej maszynie „Jurand” z „Marianem” zaczęli wydawać własną gazetkę oddziałową pt. „Partyzant”. Natomiast koń z pięknym oporządzeniem został podarowany „Barabaszowi”.

7 marzec 1944r. - czwarta koncentracja

Marian Sołtysiak „Barabasz” zarządził kolejną koncentrację oddziału w Cisowie. Nadeszły wszystkie drużyny które rozrosły się do stanu plutonów. Oddział był wizytowany przez Komendanta Obwodu. Koncentracja miała na celu załatwienie szeregu drobnych spraw organizacyjnych. W czasie narady postanowiono także dokonać napadu na posterunek żandarmerii w Bielinach. Żandarmi byli odpowiedzialni za wiele morderstw w okolicy. Z ich ręki zginęło także kilku „Wybranieckich”.

8 marzec 1944r. - Bieliny

7 marca podczas zbiórki „Barabasz” ogłosił, że potrzebuje 30 ochotników do akcji w okolicach Bodzentyna. Wybieg ten został zastosowany aby do samego końca utrzymać w tajemnicy prawdziwy cel akcji: Bieliny. Zgłosili się wszyscy wobec czego „Barabasz” wybrał dwóch drużynowych, którym polecił wybrać sekcyjnych, a tym samym obsadę sekcji. Drużynowymi zostali: Antoni Synowiec „Grom” i Tadeusz Masio „Matros”, sekcyjni: Andrzej Borkowski „Sławek”, Stanisław Luterek „Maks”, Adam Żarnowski „Adaś”, Tadeusz Kuchta „Jurek” i Tadeusz Kościelski „Fala”. 

Wieczorem grupa dotarła do Sierakowa i nawiązano kontakt z informatorem z Bielin. Już w nocy z zabranym ze wsi przewodnikiem grupa przeszła lasem w kierunku wsi Skorzeszyce, a dalej do drogi Kielce – Łagów, by przeciąć ją w miejscu, gdzie najbliżej dochodzi do lasu w stronę Czaplowa. Następnie, cały czas posuwając się wzdłuż rzeczki, partyzanci doszli do małej wiejskiej kolonii Górki. Tu zatrzymano się aby przeczekać dzień choć warunki nie były najlepsze. Wieś składała się z kilku domów, które ledwo pomieściły trzydziestu partyzantów.
Teren nie należał do najbardziej bezpiecznych. Bieliny oddalone były zaledwie o dwa kilometry. Niedaleko znajdowała się ruchliwa droga Kielce – Łagów. W tej sytuacji zachowanie środków ostrożności posunięto do maksimum. Broń była cały czas naładowana. Karabiny maszynowe (dwa Breny i jeden Browning) ustawiono na stołach z lufami skierowanymi w okna.
Po południu przyszedł informator z najświeższymi wiadomościami. Ustalono, że atak nastąpi w czasie kiedy załoga posterunku siądzie do kolacji co następowało zawsze o 19.30. Na dwie godziny przed opuszczeniem kwater wszyscy byli gotowi do drogi. O godzinie 18.45 partyzanci wyruszyli z kwater i przeszli do lasu przed cegielnią Zofiówka. W parę minut po godzinie 19 otrzymali informację, że można przystępować do akcji.

Partyzanci biegiem puścili się w kierunku calu akcji. Przed budynkiem partyzanci rozdzielili się na dwie drużyny. „Matros” z jedną poszedł dalej pod frontowe drzwi, Antoni Synowiec „Grom” ze swoją skręcił w prawo i obok wysokiego parkanu wszedł na podwórko. Ręczne karabiny maszynowe skierowano w okna budynku.
Antoni Synowiec „Grom” wszedł już do budynku posterunku drzwiami od kuchni, gdy do „Barabasza” dobiegł informator z wiadomością, że przed chwilą dwóch żandarmów wyszło z budynku i przeszło do stajni. Obok dowódcy nie było nikogo z wolnych żołnierzy (jedynie posterunek rkm Józefa Molendy „Iskra”, którego nie można było zabrać).
Sołtysiak podejmuje decyzje, że zająć się żandarmami. Biegnie w kierunku stajni i widząc Niemców strzela do nich ze stena. Ogień jest jednak niecelny i żandarmi uciekli przez płot. Dowódca powrócił przed budynek posterunku i stwierdził, że sytuacja jest zła.

Co działo się w budynku? „Grom” wszedł do budynku razem ze „Sławkiem” i „Smykiem”. W kuchni zastali dwie kucharki. „Smyk” jednej z nich zatkał chusteczką usta, a drugą odwrócił twarzą do ściany i nakazał im milczenie. „Grom” podszedł do drzwi prowadzących do jadalni, uchylił je i widząc Niemców siedzących przy stole zaczął strzelać ze stena. Już po pierwszej serii gaśnie światło i partyzant strzela na wyczucie.
Wreszcie uznał, że wypełnił zadanie i wyszedł z budynku. W tej właśnie chwili spotkał powracającego „Barabasza”, który dopytywał dlaczego do pomieszczenia nie wrzucono granatów. Rozmowa staje się jednak bezcelowa bowiem z wieżyczki posterunku zaczynają strzelać ocaleni żandarmi. Dowódca oddziału daje natychmiastowy rozkaz odwrotu. Partyzanci wycofują się pod osłoną wybuchu granatu który rzucił Edward Duda „Młody”. Drużyna „Matrosa” w ogóle nie weszła do akcji.
Podczas akcji zabito pięciu Niemców, ale zadanie nie zostało wykonane ze względu na nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

Ok. 12 marzec 1944r. - Niwki Daleszyckie

Po nieudanej akcji na posterunek żandarmerii w Bielinach oddział nadal kwaterował w lasach Cisowskich. Nastroje żołnierzy nie były najlepsze stąd „Barabasz” podjął decyzję o przeprowadzeniu kolejnej akcji. Na jej cel obrano niemiecką załogę kwaterującą w Niwkach Daleszyckich, której zadaniem była ochrona tamtejszego tartaku. W pięciu barakach przystosowanych do obrony kwaterowało tam  48 żołnierzy Wehrmachtu. Na uzbrojenie ich składały się: 4 karabiny maszynowe dwa pistolety maszynowe karabiny, pistolety i granaty. Poza zdobyciem broni liczono na wypłoszenie Niemców z okolicy gdzie miał swoje kwatery oddział. Do akcji wyznaczone zostały drużyny: Edwarda Skrobota „Wierny” i Władysława Szumielewicza „Mietek”. Plan opracowany przez „Wiernego” przewidywał skryte podejście pod baraki, otoczenie ich półkolem i po silnym ostrzelaniu – wezwanie do poddania się. W zakończeniu akcji przewidywano spalenie baraków. 

„Wierny” podszedł od strony rzeki. Stanowiska rozłożył w odległości ok. 100 metrów za nasypem kolejki wąskotorowej. Był w dość dogodnej sytuacji. Na jego znak otwarto ogień ze wszystkiej broni. W czasie krótkiej przerwy ogniowej podniósł się po naszej stronie Aleksander Toruń „Alfred” i w języku niemieckim wezwał Niemców do poddania się, gwarantując im życie. Ze strony Niemców dłuższy czas nie było żadnej odpowiedzi. Ostatecznie partyzanci wznowili ostrzał. Niemcy odpowiedzieli tym samym, a dodatkowo zaczęli wystrzeliwać w górę czerwone rakiety, czym wzywali pomocy. „Wierny” polecił załadować magazynki amunicją zapalającą i kolejno ostrzelać wszystkie baraki. Pożaru jednak nie udało się wywołać, gdyż amunicja termiczna była przestarzała. Wówczas Tadeusz Kuchta „Jurek” postanowił podczołgać się pod zabudowania i podpalić je za pomocą szmat umoczonych w benzynie. Na skutek silnego ognia ze strony Niemców podjętego zadania nie mógł jednak wykonać i z trudem wycofał się na pozycję. Kończył się czas wyznaczony na przeprowadzenie akcji. Dodatkowo można się było spodziewać nadejścia odsieczy. „Wierny” zdawał sobie sprawę, że także skromne zapasy amunicji są na wykończeniu i nakazał odwrót.

19 marzec 1944r. – Widełki

Po nieudanym ataku na załogę w Niwkach Daleszyckich koncentracja oddziału została zakończona. Zwiad konny powrócił na swój teren działania, ale w rejonie wsi Widełki i Orłowiny pozostały jeszcze pododdziały Edwarda Skrobota „Wierny”, Władysława Szumielewicza „Mietek” i Bolesława Boczarskiego „Jurand” .

19 marca pododdziały kwaterowały obok siebie w Widełkach, w części wsi leżącej bliżej zeszłorocznego obozu. Wczesnym rankiem posterunek zaalarmował kwatery, że drogą przez las od strony Lechowa jedzie kilka furmanek z żandarmami. W domu położonym najbliżej lasu jedzono właśnie śniadanie. Na wiadomość o Niemcach wszyscy wybiegli z domu z bronią gotową do strzału. Jedna z niemieckich furmanek ukazała się już spoza drzew. Niemcy zeskoczyli z wozów i zaczęli strzelać do partyzantów. Stefan Sowiński „Niedźwiedź” ze swoją drużyną zdążył obiec zabudowania i znalazł się po lewej stronie Niemców w odległości około 70 metrów. Żołnierze jego drużyny ustawili ręczny karabin maszynowy za kopcem ziemi i otworzyli ogień. Po chwili zmieniono jednak stanowisko bardziej w lewo, zamykając przez to Niemcom drogę odwrotu. W tej sytuacji żandarmi rozpoczęli odwrót woląc nie ryzykować walki z nierozpoznanym przeciwnikiem. Tymczasem Edward Skrobot „Wierny” oddalony od „Niedźwiedzia” o kilkaset metrów  poderwał swoją drużynę i nie czekając aż wszyscy wybiegną za nim, puścił się biegiem w stronę drogi, którą przyjechali Niemcy. Drużynę ukrył w zaroślach i czekał aż „Niedźwiedź” napędzi Niemców w tę część lasu. Po kilku minutach żandarmi znaleźli się w polu ostrzału ludzi „Wiernego”. Już od pierwszych strzałów padło dwóch Niemców, reszta pozostawiając furmanki z przerażonymi woźnicami zaczęła uciekać w las. Rozbiegli się między drzewami, usiłując pojedynczo wyrwać się z okrążenia. Zaczęła się gonitwa między drzewami. Jeden z żołnierzy z drużyny „Niedźwiedzia”, Edward Duda „Młody”, wśród uciekających Niemców zauważył w pewnym momencie rosłego żandarma, lekko utykającego na nogę. Początkowo sądził, że ma przed sobą rannego, ale gdy ten schował się za pniem drzewa i pokazał twarz, rozpoznał w nim Schreibera. Ten podczas ucieczki doskonale wykorzystywał wszystkie nierówności terenu. „Młody” stwierdził, że Niemiec może mu umknąć i nie chcąc do tego dopuścić rzucił granat. Po wybuchu Schreiber usiłował poderwać się, ale już nie był w stanie. Odłamek granatu strzaskał mu nogę. Gdy „Młody” dobiegł do niego, zdążył jeszcze strzelić z Parabellum. Inni partyzanci także ścigali żandarmów którzy pojedynczo próbowali wyrwać się z okrążenia.

Podczas trwającej piętnaście minut walki padło pięciu Niemców. Jeden został wzięty do niewoli, ale po krótkim badaniu został rozstrzelany (inne relacje mówią, że został powieszony). Zdobyto 5 karabinów, 1 pistolet maszynowy Sten, którego numer zgadzał się z numerem stena zabranego przez Schreibera po zastrzeleniu pięciu żołnierzy oddziału na kolejce koło Leszczyn. 

29 – 31 marzec 1944r. – piąta koncentracja

W końcu marca „Barabasz” zarządził przeprowadzenie piątej koncentracji oddziału. Odbyła się ona we wsi Łączna-Zagórze gdzie wszystkie pododdziały dotarły nocą z 28 na 29 marca. Dowództwo oddziału kwaterowało w zabudowaniach Ignacego Chrząszczyka „Stolarz”. Wieczorem 29 marca  nastąpił w lesie na Bukowej Górze przegląd oddziału którego stan liczebny przedstawiał się wtedy następująco: oficerów – 3, podoficerów – 24, szeregowych - 100. Łącznie 127 żołnierzy.

     W Zagórzu oddział kwaterował jeszcze jeden dzień. Wiadomym już było, że odtąd oddział będzie już operował całością sił i powróci do starego obozowiska w lasach Cisowskich. Zanim do tego doszło miał jeszcze wykonać w dwóch miejscach zadanie ochrony zrzutów. W związku z tym czasowo został podzielony na dwie części:
     Pododdział I pod dowództwem Wiernego ( składał się z plutonów „Wiernego” i „Juranda” otrzymał zadanie ochrony zrzutu, mającego nastąpić na polach Wzdołu obok wsi Hucisko. W początkach Kwietnia „Jurand” zachorował. Początkowo zastępował go „Marian” a później „Niedźwiedź”.
     Pododdział II – składający się z pododdziałów „Andrzeja”, „Mieczysława” oraz sekcji Miejskiej –„Dana”.
31 marca nastąpiło zakończenie koncentracji i wymarsz do wykonania zadań.

Kwiecień 1944r.

Oddział zaczyna operować całością sił co wymusza jego reorganizację. Poza akcjami bojowymi „Wybranieccy” biorą udział w przyjęciu zrzutu, a wydarzenia, które po nim nastąpiły doprowadziły do śmierci jednego z żołnierzy. W kwietniu z oddziału wyłoniony został także osobny oddział partyzancki. 

5 kwiecień 1944r. – Piaski po raz drugi

Pododdział pod dowództwem Edwarda Skrobota „Wierny” ( grupy „Wiernego” i Bolesława Boczarskiego „Jurand”, którego ze względu na chorobę zastępuje Antoni Świtalski „Marian”) kwaterował w rejonie Gór Świętokrzyskich. Kiedy okazało się, że zrzut w tym rejonie nie nastąpi „Wierny” postanowił powtórzyć akcję opanowania zakładu Tuczenia Drobiu w Piaskach na przedmieściach Kielc. Wykonanie zadania ponownie powierzono Stefanowi Sowińskiemu „Niedźwiedź”. Akcję przeprowadzono bez problemów zabierając tym razem dwie furmanki żywności.

Interwencja niemiecka była jednak natychmiastowa. Niemcy podążali w ślad za wozami. „Wierny” chciał za wszelką cenę uniknąć potyczki blisko Kielc. Śpieszył się bardzo, ponaglał ludzi i popędzał konie. Za Masłowem wozy ugrzęzły w śniegu, konie odczepiono od jednego wozu i starano się przeciągać furmanki dwoma parami koni. Krzyki ludzi przy furmankach słychać było daleko, słyszeli je także Niemcy podążający w ślad za oddziałem. Nie wiedział o tym „Wierny”, który jako ubezpieczenie wystawił jedynie dwóch ludzi.
Niemcy cicho podeszli do stanowisk zajmowanych przez Antoniego Głowackiego „Ryś” i Edwarda Dudę „Młody”. Pierwsze kule niemieckie skierowane były na „Młodego”. Ten zdążył uskoczyć w bok za wysoką przykopę, spoza której długi czas ostrzeliwał się. „Ryś” dostał od razu kilka kul – został zabity na miejscu. Po strzałach Niemcy cofnęli się w stronę Kielc, bali się zapuszczać dalej. Cofnął się również „Wierny”, pozostawiając ciało „Rysia”. Rano następnego dnia „Wierny” wysłał paru ludzi z kwater na Brzezinkach w pobliże nocnej potyczki. Wozy stały tak jak je pozostawiono, obok leżał martwy „Ryś”. W miejscu gdzie stali Niemcy zauważyli ślady krwi. Według opowiadań miejscowej ludności Niemcy mieli dwóch zabitych i jednego rannego. „Ryś” pierwotnie został pochowany na cmentarzu w Masłowie.

7-8 kwiecień 1944r. – reorganizacja oddziału

Po wykonaniu ostatnich zadań oddział przeszedł w lasy Cisowskie, gdzie prawdopodobnie 7 kwietnia znalazły się wszystkie drużyny. To zapewne wtedy przeprowadzona została reorganizacja oddziału i jego podział na plutony.
Struktura oddziału przedstawiała się wtedy w następujący sposób, choć musimy zaznaczyć, że już w drugiej połowie kwietnia przeprowadzono kolejne, na mniejszą skalę, zmiany. Dosyć częstą praktyką było także przenoszenie żołnierzy pomiędzy drużynami co w dużym stopniu utrudnia dokładnie śledzenie ich służby w oddziale.

Dowódca oddziału: Marian Sołtysiak „Barabasz”
Zastępca dowódcy: Edward Skrobot „Wierny”,
Szef oddziału:
-Antoni Świtalski „Marian” – od pierwszej połowy kwietnia 1944r. do maj 1944r. (na własną prośbę przeniesiony do oddziału Antoniego Hedy „Szary”),
I pluton, dowódca: Stefan Fąfara „Dan” (utworzony na podstawie drużyny Edwarda Skrobota „Wiernego”, który nadal dowodzi podczas niektórych akcji stąd w niektórych materiałach określany jest jako pluton „Wiernego”),
-drużyna Tadeusza Masio „Matros”,
- drużyna Józefa Molendy „Iskra”,
-drużyna Tadeusza Kuchty „Jurek”
II pluton, dowódca:
-Bolesław Boczarski „Jurand” („Jurand” jest od początku kwietnia chory i zastępuje go do 7 kwietnia Antoni Świtalski „Marian”).
-Stanisław Kozera „Bogdan” – od 7 kwiecień 1944r. do 11 sierpień 1944r.
-drużyna Jerzego Matysiaka “Braszek”, - w połowie kwietnia już w III plutonie
-drużyna Andrzeja Borkowskiego „Sławek”,
-drużyna Tadeusza Sobonia „Smyk”

III pluton, dowódca ppor. Czesław Łętowski „Górnik”
-drużyna Stefana Sowińskiego „Niedźwiedzia”, później „Wicher”
-drużyna Stanisława Luterka „Maks”,
-drużyna Tadeusza Kościelskiego „Fala”
Dwa pododdziały mają charakter samodzielny. Są to”
- drużyna minierska, dowódca: Władysława Szumielewicza „Mietek”
-zwiad konny, dowódca: Henryk Pawelec „Andrzej” (liczy 18 żołnierzy), – sierż. „Andrzej”,

8/9 kwiecień 1944r. – zrzut lotniczy

W Wielką Sobotę 8 kwietnia 1944 roku wieczorem cały oddział „Wybranieccy” wyruszył na ochronę zrzutu lotniczego, który miał zostać przyjęty na placówkę zrzutową „Mirt” koło wsi Ociesęki (w kierunku na Wólkę Pokłonną) na terenie Placówki Cisów. Zamknięciem dróg dojazdowych zajął się Edward Skrobot „Wierny” zastępca dowódcy „Wybranieckich”. Jedynie żołnierze zwiadu konnego znajdowali się w grupie przyjmującej cichociemnych.

Zrzut nastąpił około północy. Przyjęto 4 skoczków: kpt. Bolesław Jackiewicz „Łabędź”, ppor. Edward Kiwer „Biegaj”, rtm. Stanisław Raczkowski „Bułany” i ppor. Ludwik Wiechuła „Jeleń”. Poza cichociemnymi w zrzucie przyjęto 4 km, 49 pm, 15 pistoletów, 130 granatów ręcznych, 5 granatów przeciwpancernych, 2 radiostacje, 2 odbiorniki, 2 paczki mundurowe i 109 kg plastiku. Sprzęt zapakowany był w 9 zasobnikach i 6 paczkach (cześć relacji podaje, że w trzech). Pieniądze otrzymane podczas zrzutu zostały ukryte w Widełkach. Sprzętu załadowano na furmanki, którymi dowodził Józef Wójcik „Soplica” i przewieziono do wcześniej przygotowanego magazynu w obrębie gospodarstwa Jana Fortuńskiego w Ociesękach. W przygotowanym schronie zabrakło miejsca na cały zrzutowy sprzęt i jeden z kontenerów został ukryty w ściółce na podwórzu.
Po przyjęciu zrzutu i skoczków odmaszerowano z powrotem w rejony swojego zakwaterowania. Drużyny Stanisława Luterka „Maks” i Tadeusza Kościelskiego „Fala” z III plutonu oraz zwiad konny Henryka Pawelca „Andrzej” stanowili ochronę cichociemnych, których odprowadzili do Widełek. Już nad ranem wszyscy dotarli do gajówki Zarobiny i tam sołtys Widełek wraz ze swoją żoną przyjęli wszystkich chlebem i solą. Cichociemny Bolesław Jackiewicz „Ryś” ze łzami w oczach przyjął dary, pochylił się i ucałował spracowane ręce żony sołtysa, to samo uczynili pozostali skoczkowie.

11-16 kwiecień 1944r. – na tropie skradzionego zrzutu

W nocy z 10 na 11 kwietnia 1944r. magazyn został okradziony. Pozostał jedynie kontener ukryty pod ściółką na podwórku. Dokonali tego ludzie z Batalionów Chłopskich, którzy nie respektowali rozkazu o połączeniu się z Armią Krajową. Pochodzili on w większości z placówek BCH: Oględów, Szydłów, Potok i Kurozwęki. Dowodził nimi Aleksander Liszaj „Tomczyk”, a jego zastępcą był Piotr Pawlina „Piotr”. Ta samowolna akcja została zorganizowana przez działaczy BCH, którzy domagali się broni dla swoich partyjnych bojówek podlegających pozostającemu w konspiracji Stronnictwu Ludowemu. Jak do tego doszło. W grupie żołnierzy z plutonu 169 z Placówki Cisów biorących udział w przyjmowaniu zrzutu znajdowali się bracia Jan Kopacz „Adek” i Mieczysław Kopacz „Chrobry” – obaj z Ociesęk. Wcześniej należeli oni do Batalionów Chłopskich, ale na terenie Placówki Cisów do podporządkowania się AK doszło już wcześniej. Niestety ci żołnierze ponad przysięgę postawili wierność partyjnym przywódcom i ujawnili ludowcom miejsce zmagazynowania broni. Po kradzieży broni ludowcy zatrzymali się w lesie mokrzańskim obok szosy z Chmielnika do Staszowa. Broń rozdzielono między placówki biorące udział w „akcji”. Większość zatrzymał jednak „Tomczyk”, który utworzył tego dnia oddział partyzancki nieuznawany nawet przez ludowców. Nie jest to tematem naszego opracowania, ale temat ten zakończymy taką informacją. 21 maja 1944r. „Tomczyk” (wtedy już oficjalnie uznany przez BCH jako dowódca oddziału partyzanckiego) został zastrzelony koło Stopnicy w nieznanych okolicznościach (prawdopodobnie przez swoich partyjnych towarzyszy walki).
Informacja o kradzieży broni nie mogła jednak pozostać bez odpowiedzi ze strony Armii Krajowej. Na terenie placówki zjawił się Mieczysław Drewicz „Warren”, wtedy kierownik referatu III Komendy Obwodu Kielce i z polecenia Komendanta Obwodu nakazał oddziałowi Mariana Sołtysiaka „Barabasz” odzyskanie za wszelką cenę broni.

Zapewne jeszcze 11 kwietnia Piotr Sarna „Wielki”, Komendant Placówki Daleszyce, przewiózł z grupą 14 żołnierzy ze swojej placówki ocalały kontener oraz pasy z pieniędzmi do schronu zlokalizowanego u Henryka Kozuba „Boleski” w Kranowie. Kilka dni później pieniądze odebrał Marian Sołtysiak „Barabasz”, który dostarczył je do Komendy Obwodu.

W tym czasie oddział „Barabasza” kierując się informacjami uzyskanymi od mieszkańców skierował się w kierunku Rakowa. We wsi Życiny natrafiono na część zrzutowej broni którą odebrano. Dalsze ślady prowadziły do Korytnicy i Oględowa. Procedura przyjęta przez oddział wyglądała następująco: zwiad konny otaczał wsie lub pojedyncze domy, a reszta oddziału przeprowadzała sprawdzanie domów co do których posiadano informacje, że ich właściciele mogli brać udział w kradzieży. 16 kwietnia 1944r. „Wybranieccy” dotarli do Oględowa między Kurozwękami, a Staszowem. Grzegorz Świerczyński „Grześ” ze zwiadu stał na ubezpieczeniu. Chciał zatrzymać człowieka który wydawał mu się podejrzany, ale ten strzelił do niego zabijając na miejscu. Oddział natychmiast zarekwirował podwodę i ciało partyzanta zostało przewiezione do Widełek. Zastrzelony partyzant został pochowany na cmentarzu w Cisowie. Podczas operacji odzyskano jedynie 9 stenów i 1 rkm.

Połowa kwietnia 1944r.

Pluton Czesława Łętowskiego „Górnik” na kwatery objął w rejonie Widełki - Makoszyn – Orłowiny. Z początkiem kwietnia 1944 roku dwie drużyny plutonu „Górnika” znalazły zakwaterowanie w Widełkach, a trzecia drużyna wraz z „Górnikiem” zakwaterowała w ostatnich zabudowaniach Orłowin – przy drodze do Widełek i leśniczówce Tadeusza Dunikowskiego. Nieco dalej, na północnym stoku Góry Perlikowej zbudowano prowizoryczny szałas, ale rzadko z niego korzystano. Prawdopodobnie po przyjęciu zrzutu „Górnik” wyznaczył grupę partyzantów pod dowództwem Stanisława Luterka „Maks” w składzie: : Mieczysław Kondera „Zbyszek”, Matysiak Konrad „Baran”, Marian Zubek „Bryła”. Grupa ta udała się w okolice Anielina po ciężki karabin maszynowy oddziału Henryka Dobrzańskiego „Hubal”, ukryty tam w młodniku w miejscu gdzie zginął „Hubal”. CKM przywieziono, ale okazał się on bezużyteczny i mógł służyć tylko do celów poglądowych. Dni mijały szybko, na kwaterach pozostawali tylko nie liczni, z reguły obsada posterunków obserwacyjnych i pomoc przy kuchni, większość brała udział w patrolach aprowizacyjnych i zdobywaniu broni. 

15 kwiecień 1944r. – wydzielenie oddziału „Juranda”

Decyzją Inspektora Kieleckiego powracający po chorobie do służby w oddziale Bolesław Boczarski „Jurand” (nominalny dowódca II plutonu) ma z wydzieloną z oddziału grupą żołnierzy utworzyć oddział ochrony radiostacji.
Dowódcą II plutonu zostaje Stanisław Kozera „Bogdan”. Zmiana następuje prawdopodobnie 17 kwietnia po powrocie plutonu z poszukiwań zrzutowej broni. Pluton zakłada obozowisko na północno-wschodnim stoku góry Włochy (na północ od Cisowa – Zakościela) na tzw. Grobelce.

Sowieci w oddziale

Nie znamy dokładnej daty, ale prawdopodobnie w drugiej połowie kwietnia mieszkający w Leszczynach krawiec Jan Krasikow „Madejkin” (pochodzący z Rosji, współpracownik oddziału) złożył meldunek „Barabaszowi”, że do lasu chce zdezerterować z niemieckiej służby, z koszar w Kielcach, grupa byłych jeńców sowieckich. Krasikow otrzymał od Sołtysiaka upoważnienie do prowadzenia dalszych rozmów.
Po kilku dniach od krawca nadeszła informacja, że sowieci przyjdą do lasu w okolicy wsi Mójcza. Rozkaz przejęcia zbiegów otrzymał Henryk Pawelec „Andrzej”, który dowodził zwiadem konnym. Sowieci dotarli w umówione miejsce z bronią krótką, po uprzednim zabiciu swojego dowódcy, niemieckiego podoficera.
Nie mamy informacji czy utworzyli oni w oddziale zwarty pododdział czy nie. Zapewne w następnych tygodniach do „Wybranieckich” dołączali także pojedynczy sowieci.

Około 20 kwietnia 1944r. – obozowisko III plutonu

W połowie kwietnia Czesław Łętowski „Górnik” podjął decyzję o budowie obozu dla III plutonu. Wspólnie z leśniczym Tadeuszem Dunikowskim i zrębowym Florianem wyszukują w lasach, na północnym stoku góry Słowiec, około 2 kilometry od wioski źródełko i niedaleko niego odpowiednie miejsce na obozowisko. 

Około 20 kwietnia do budowy obozu zostaje skierowana grupa pod dowództwem Tadeusza Kościelskiego „Fala”. W skład grupy wchodzili : Jerzy Matysiak „Braszek”, Marian Zubek „Bryła”, Jan Kózka „Dzięcioł”, Eugeniusz Kózka „Franek”, Józef Molenda „Iskra”, Adam Piotrowski „Miś”, Edward Duda „Młody”, Henryk Wciślik „Mruk”, Stefan Sowiński „Niedźwiedź”. Na stoku wzniesienia był spory obszar bez poszycia leśnego, tam właśnie z pni młodych drzew i desek dowiezionych przez Stefana Zemstę z Makoszyna zbudowano pierwszy barak o długości 12 metrów i szerokości 3,5 metra. Wewnątrz baraku z jednej strony zrobiono, z drobnych gałęzi, około 60 centymetrowe podwyższenie zabezpieczone zagrodą z desek – to było miejsce do spania na którym mieściło się około 15 ludzi. Z drugiej strony, na ścianie umieszczone były wieszaki na odzież i stojaki na broń, a przed nimi dość wygodne przejście. Ściany baraku i dach zamaskowano wplecionymi gałęziami, co w naturalnym półmroku tam panującym czyniło barak niewidocznym już z odległości paru metrów. Poniżej około 200 metrów od baraku, w pobliżu źródełka, które obłożono cembrowiną zbudowano palenisko wyłożone kamieniami z poziomymi kanałami umożliwiającymi rozchodzenie się dymu nisko przy ziemi. Na cembrowinie źródełka pozostawiono dla wygody wszystkich metalowy kubek, który przetrwał tam jeszcze jakiś czas po wojnie.

Maj 1944r.

Uroczystą Mszą Świętą i defiladą w Cisowie partyzanci rozpoczęli miesiąc. Niestety niewiele wiemy o innych działaniach w tym miesiącu. Z ważnych wydarzeń wymienić jednak trzeba wysadzenie słupa wysokiego napięcia. 

3 maj 1944r. - Msza w Cisowie

3 maja 1944 roku ranem wszystkie plutony „Wybranieckich” zbierają się w lesie pomiędzy Widełkami, a Cisowem. Zwartym szykiem udano się na uroczystą Mszę Świętą w Cisowskim kościele. Uczestniczy w niej także Komendant Obwodu Kielce Armii Krajowej, Delegat Rządu Londyńskiego i kilka osób z konspiracyjnego dowództwa Armii Krajowej. Na rękawach żołnierze mieli specjalne tarcze z orłami i nazwą oddziału, a niektórzy na piersiach małe ryngrafy z Matką Boską Częstochowską. Emblematy te to dar kobiet z Wojskowej Służby Kobiet z Kielc.

Po Mszy Św. miała miejsce defilada oddziału „Wybranieckich”, po której ksiądz zaprosił na plebanię gości i dowództwo, a wieś przygotowała dla partyzantów żołnierski obiad. O zmroku wszystkie plutony i drużyny wróciły w swoje rejony.

Fałszywe oskarżenie

Prawdopodobnie w maju Placówka Chęciny skierowała do oddziału dwóch ludzi Jan Wojtasiński „Lew” i Piotr Rzewuski „Kotwica”. Z relacji innych żołnierzy oddziału możemy się dowiedzieć, że przynieśli oni do dowódcy oddziału pismo w którym wywiad Placówki Chęciny zostali posądzeni o współpracę z Niemcami i zalecano ich natychmiastową likwidację. „Barabasz” znający wcześniej konspiratorów nie uwierzył w oskarżenia. Pozostawił obu pod obserwacją w  III plutonie Czesława Łętowskiego „Górnik” i rozpatrywał sprawę. Po tygodniu podejrzani zostali oczyszczeni z zarzutów i pozostali w oddziale.

Wysadzenie słupa koło Paprocic

W drugiej połowie maja 1944r. dowódca drużyny minierskiej Władysław Szumielewicz „Mietek” otrzymał rozkaz wysadzenia słupa wysokiego napięcia linii elektrycznej biegnącej z Rożnowa do Starachowic. Zasilała ona w energię elektryczną zakłady zbrojeniowe w Starachowicach.

Na rozpoznanie wybrał się „Mietek” wraz z następującymi żołnierzami swojej drużyny: Józef Drożniak „Kogut”, Ludwik Szarowski „Adolf” i Aleksander Nowak „Olek”. Ustalili, że wysadzą słup na odcinku Paprocice – Nowa Słupia w pobliżu lasu. Podczas rekonesansu sprawdzono konstrukcję słupa i dokonano niezbędnych pomiarów w celu określenia wielkości ładunków.
Do przeprowadzenia akcji wyznaczeni zostali: „Kogut”, „Adolf”, Stanisław Michnicki „Bielik”, Jerzy Kotliński „Wojtek” i Roman Kułan „Tatar”. Pod dowództwem „Mietka” i z przygotowanymi w obozie ładunkami wyruszyli na akcje. Do miejsca dotarli po czterech godzinach. Ok. godz. 23 przystąpili do mocowania ładunków wybuchowych. Wybuch zniszczył słup i zerwał linię, a jak podawał później raport wywiadu w zakładach zasilanych z tej linii przerwa w produkcji trwała około 36 godzin.

Czerwiec 1944r.

Ten miesiąc to cały ciąg zasadzek na niemieckie samochody oraz mniejszych potyczek. Z większych wydarzeń wspomnieć trzeba opanowanie Chmielnika. Poza działaniami zbrojnymi oddział nawiązuje kontakty ze zrzutkami sowieckimi, a z drugiej strony do obozowiska przybywa kolejny oficer AK co rodzi pogłoski, że zastąpi on „Barabasza”.

2 czerwiec 1944r. – zasadzka „Niedźwiedzia”

W zasadzce na szosie koło Słupi (część materiałów podaje, że koło Górna), Stefan Sowiński „Niedźwiedź” z przydzieloną mu drużyną z III plutonu Czesława Łętowskiego „Górnik” zdobywa samochód osobowy Mercedes, likwidując jego pasażerów, samochód przyprowadza do obozu i przez jakiś czas służył on w innych akcjach plutonu. Był to samochód 651 kompanii łączności, a podczas akcji zdobyto dwa pistolety maszynowe.

5 czerwiec 1944r. – zasadzka w Morawicy

Patrol dowodzony przez Stanisława Kozerę „Bogdan” wyjechał Mercedesem, zdobytym trzy dni wcześniej, na akcję a szosie Kielce –Chmielnik. W skład patrolu wchodzili: Edward Radomski „Modar”, Tadeusz Mazurczak „Lisek”, Antoni Majchrzyk „Heniek”, i Stefan Sowiński „Niedźwiedź”, jako szofer. Wszyscy byli przebrani za niemieckich żandarmów.

Przez Daleszyce, Borków, Pierzchnicę i Chmielnik dojechali do Lisowa. Jakiś czas kontrolowali ruch na drodze w tej wsi, po czym przenieśli się do Morawicy. Tu po krótkim oczekiwaniu nadjechał wojskowy samochód osobowy, w którym był jeden oficer Wehrmachtu i trzech podoficerów. „Lisek” stojąc na środku drogi „lizakiem” zatrzymał wóz. Oficer wychyliwszy się z wozu zapytał o powód zatrzymania. W czasie gdy „Lisek” (doskonale władał językiem niemieckim) tłumaczył, że prowadzą kontrolę dokumentów drogowych „Modar” krzyknął: „Ręce do góry!”. Zdumieni Niemcy posłusznie wykonali polecenie i bez oporu poddali się. Zdobyto broń i oporządzenie, a „Niedźwiedź” poinformował rozbrojonych, że samochód potrzebny jest partyzantom, a oni muszą wrócić do Kielc piechotą.
Według niemieckiego meldunku partyzanci zdobyli 1 lkm, 1 mp, 1 karabin i 2 pistolety.

5 czerwiec 1944r. – zasadzka koło Piotrkowic

Drużyna Jerzego Opalskiego „Wicher” z III plutonu „Górnika” przeprowadziła zasadzkę na trasie Kielce – Chmielnik koło Piotrkowic. Meldunek wywiadu dokładnie podawał czas przejazdu niemieckiej ciężarówki przewożącej żywność, a także numer rejestracyjny auta. Oczekiwana ciężarówka została zatrzymana przez jednego z partyzantów przebranego w niemiecki mundur. 

Na rozkaz „Wichra” żołnierze otoczyli auto i rozbroili znajdującego się w szoferce konwojenta (wiadomość wywiadu o tym nie wspominała). Kierowcą był Polak, który bez oporu odprowadził ciężarówkę do najbliższej wioski, gdzie żywność została przeładowana na podwody. Konwojent i kierowca zostali puszczeni wolno. 

6 czerwiec 1944r. – porwanie furgonetki w Kielcach

Stefan Fąfara „Dan” wraz z kilkoma żołnierzami dywersji miejskiej porywa w Kielcach furgonetkę pocztową. Jadąc w kierunku obozu, jeszcze na ulicach miasta porywają i wsadzają do niej dwóch żandarmów i jednego Niemca (cywilny pracownik Arbeitsamtu). W lesie (okolice Jabłonnej), gdy porwani usiłują uciec, zostali zastrzeleni, a samochód „Dan” doprowadził do obozu.

7 czerwiec 1944r. - nieudana zasadzka

Patrol dowodzony prawdopodobnie przez Stefana Sowińskiego „Niedźwiedź” wyjeżdża jednym ze zdobytych samochodów na kolejną zasadzkę tym razem na trasie między Suchowolą, a Chmielnikiem. Partyzanci tak jak poprzednio są ubrani w niemieckie mundury. Przepuszczają samochód ciężarowy z Niemcami jadącymi z Chmielnika, ale po chwili jedzie kolejny z którym wywiązuje się walka. Partyzanci porzucają własny samochód i pod osłona ognia wycofują się do lasu.

Ok. 10 czerwiec 1944r. – kolejny samochód

Około 10 czerwca patrol pod dowództwem Stefana Sowińskiego „Niedźwiedź”, tym razem na szosie Kielce – Łagów, zdobywa samochód ciężarowy z produktami żywnościowymi. Auto pozostaje w oddziale.

Początek czerwca 1944r.

Przeprowadzone w ostatnim czasie akcje uświadomiły Niemcom, że okolice Daleszyc są siedzibą grup partyzanckich. Postanowili urządzić na przechodzących zasadzki. Pierwsza nie doszła do skutku bowiem Niemcy zwinęli stanowiska zanim przechodzili żołnierze AK.
Kilka dni później miała miejsce podobna zasadzka. Wieczorem kilku „Wybranieckich” przechodziło przez Daleszyce w kierunku Brzechowa. Mieszkańcy chcieli ich częstować mlekiem, partyzanci odmówili, ale nieostrożnie ujawnili, że chętnie skorzystają kiedy będą wracali za trzy godziny. Wiadomość ta dotarła do policji, a że na posterunku przebywali także żandarmi z Bielin, okupanci postanowili zorganizować zasadzkę. Zajęli stanowiska na cmentarzu przy drodze prowadzącej do Brzechowa. Wśród nich był Józef Zarębski „Józef”, policjant granatowy, ale jednocześnie żołnierzy wywiadu AK, który nie mógł o niebezpieczeństwie poinformować zainteresowanych wcześniej.

Partyzanci, po wykonaniu swojego zadania, wsiedli w Brzechowie na wóz konny i jechali w kierunku Daleszyc. Było ich sześciu. Kiedy wóz zbliżył się na odległość 100 metrów od zasadzki, Zarębski strzelił z karabinu, choć obowiązywał zakaz otwierania ognia do czasu, aż partyzanci całkowicie znajdą się w zasadzce. Rozpętała się strzelanina, ale „Wybranieckim” udało się szczęśliwie opuścić zagrożony teren.
Zarębski o mało nie został rozstrzelany, ale ostatecznie przyjęto jego tłumaczenie: że znajdując się na najdalej wysuniętym stanowisku wydawało mu się, że podchodzi pod mur cmentarza.
Strzał ostrzegawczy uratował życie partyzantom i po raz kolejny potwierdził, że gadulstwo jest źródłem wielu nieszczęść. Była to pierwsza z zasadzek organizowanych przez Niemców na żołnierzy „Wybranieckich”. W kolejnych tygodniach organizowane były następne. O niektórych z nich jeszcze napiszemy.

Ok. 7 czerwiec 1944r. - Oddział „Wilk”

W pierwszych dniach czerwca oddział partyzancki Zbigniewa Kruszelnickiego „Wilk”, operujący na zachód od Kielc otrzymał od Komendanta Obwodu Kielce rozkaz stawienia się w lasach daleszyckich. 5 czerwca, podczas próby zatrzymania niemieckiej ciężarówki koło Miedzianej Góry, którą Kruszelnicki planował przerzucić oddział w nakazany teren, został on (oraz dwaj inni żołnierze) zabity.
Mimo straty dowódcy oddział wykonał rozkaz. Idąc przez Gruchawkę, Sieje, Dąbrowę i Cedzynę dotarł około 7 czerwca na skraj lasów daleszyckich, do Marzysza. Tu spotkano łączników „Wybranieckich” którzy przeprowadzili partyzantów do obozowiska oddziału Mariana Sołtysiaka „Barabasza”.

Już następnego dnia na specjalnej zbiórce oddziału Kruszelnickiego Komendant Obwodu Kielce Józef Włodarczyk „Wyrwa” nadał oddziałowi imię „Wilk”. Prawdopodobnie to właśnie podczas tej zbiórki Komendant Obwodu przedstawił żołnierzom nowego dowódcę oddziału. Na funkcję tą przeniesiony został z „Wybranieckich” Jerzy Kotliński, który obrał teraz pseudonim „Halny”. Razem z nim do oddziału „Wilk” przeniesieni zostali z oddziału „Barabasza”: Piotr Rzewuski „Kotwica” i Adam Żarnowski „Adaś”. Być może przeniesiono także innych żołnierzy, ale nie mamy o tym informacji.
Oddział pod nowym dowództwem przetransportował część otrzymanego w zrzucie uzbrojenia do Komendy Podobwodu Niewachlów i od tego czasu przebywał na tamtym terenie.
Miesiąc później (połowa lipca) oddział „Wilk” ponownie znalazł się w obozowisku „Wybranieckich”, ale o tym opowiemy w odpowiednim miejscu.

15/16 czerwiec 1944r. – zasadzka na zasadzkę

Zachęceni ostatnią zasadzką na partyzantów (współpracujący z AK policjant Józef Zarębski Józef” strzałem ostrzegł partyzantów) Niemcy postanowili zorganizować kolejną. Ich przygotowania zostały dostrzeżone przez placówkę ubezpieczeniowa pod Makoszynem. Nie wiedząc o tym Niemcy zajęli na noc stanowiska przy drodze z Widełek do Makoszyna. 

W tym czasie  dowódca III plutonu Czesław Łętowski „Górnik” zebrał dwudziestu ochotników i lasami, zachowując szczególną ostrożność, pomaszerował pod Górno, gdzie przy drodze w okolicy wzniesienia Józefka ustawił zasadzkę na powracających Niemców. Około 7 rano partyzanci spostrzegli wracających odkrytą ciężarówką Niemców. Gdy samochód znalazł się w odpowiednim miejscu partyzanci otworzyli ogień celując przede wszystkim w szoferkę i skrzynię samochodu. Pomimo huraganowego ognia, auto nie zatrzymuje się i jedzie dalej. Ze skrzyni wypada jedynie jeden ranny w pierś żandarm, a samochód znika za zakrętem. Następnego dnia do obozu dotarła wiadomość o 14 zabitych Niemcach, nie wiadomo było ilu było rannych. 

22 czerwiec 1944r. - Chmielnik

Prawdopodobnie 18 czerwca cały oddział, po zabezpieczeniu leśnych biwaków, wyruszył przez Korzenno i Głuchów do wsi Rudki koło Rakowa. Był to pierwszy przemarsz do celu akcji jakim miał być Chmielnik. Wieczorem „Barabasz” w obstawie zwiadu konnego udał się na rozpoznanie pod Chmielnik. Następnego dnia w gajówce koło Drugni doszło do spotkania dowódcy oddziału z dwoma konspiratorami z Chmielnika. Przekazali oni informacje o siłach niemieckich i ich rozmieszczeniu oraz o lokalizacji niemieckich magazynów, które były celem akcji. Wieczorem kolejnego dnia „Wybranieccy” przenieśli się do wsi Pożogi, odległej od Chmielnika 6 kilometrów. Tu na odprawie podzielono zadania i zabrano 18 furmanek do wywiezienia zdobyczy.

Wieczorem 22 czerwca oddział podszedł pod cmentarz na południowo-wschodnim krańcu miasteczka. Furmanki chwilowo pozostały w tyle, aby nie zdekonspirować akcji. Przerwano telefoniczne połączenia i poszczególne pododdziały w ciszy zajęły wyznaczone stanowiska. Czesław Łętowski „Górnik” ze swoim III plutonem udał się na szosę od strony Buska, lokując się w okolicach tartaku, miał zapewnić ochronę z tamtego kierunku. Stanisław Kozera „Bogdan” z II plutonem udał się na drogę od strony Kielc, zamykając ją trzema karabinami maszynowymi i jednym moździerzem (sowieci). W rejonie ubezpieczeń ścięto słupy telegraficzne i zrobiono z nich przeszkody na drogach dojazdowych. Drużyny Tadeusza Masio „Matros” i  Tadeusza Kuchty „Jurek” (obie z I plutonu) ubezpieczały kierunek od Jędrzejowa z dodatkowym zadaniem blokowania posterunku żandarmerii. Zwiad Henryka Pawelca „Andrzeja” do dyspozycji dowódcy. Pozostałą część oddziału pod dowództwem „Wiernego” przeznaczono do akcji wewnątrz samego miasteczka. 

O godzinie 23.30 miasteczko było opanowane. Sekcja minerska Władysława Szumielewicza „Mietek” pierwsza podeszła pod drzwi i przygotowanym uprzednio ładunkiem wysadziła je. Furmanki wprost z drogi podjeżdżały pod magazyny. Z domów przyprowadzono także szoferów dwóch samochodów stojących w magazynie. Systematycznie ładowano materiały ustawiając furmanki na ulicy w kierunku na Pierzchnicę.
Przed północą na stanowiska plutonu „Górnika” nadjechały pojazdy, jak się okazało niemiecka załoga z Chmielnika zdążyła poinformować posterunek w Busku zanim ścięto słupy telefoniczne. Partyzancki pluton znalazł się w trudnej sytuacji, bowiem zajmował stanowiska w otwartym terenie, a dodatkowo Niemcy zauważyli na drodze przeszkodę ze słupów. Po zatrzymaniu się ostrzelali stanowiska plutonu silnym ogniem. Ciężko ranny został w tym czasie Władysław Salwa „Mazur”, a inny partyzant lekko. Ogień partyzancki ostudził nieco zapędy niemieckiej ekspedycji, ale jej opancerzony samochód przedarł się przez pozycje i wjechał do Chmielnika. Pozostałe samochody pozostały na miejscu ostrzeliwane przez partyzantów.

Niemiecka tankietka wjechała najpierw na rynek, a następnie skierowała się w ulicę prowadzącą do posterunku. Zajmujące tam stanowiska drużyny „Jurka” i „Matrosa”, słysząc wcześniejszą szczekaninę, były przygotowane na pojawienie się odsieczy. Pojazd został ostrzelany i obrzucony zrzutowymi granatami przeciwpancernymi. To właśnie one dokonały w obsadzie auta największe spustoszenie. Ci Niemcy którzy ocaleli opuścili tankietkę i chcieli schronić się w posterunku żandarmerii, ale zostali zlikwidowani ogniem broni ręcznej. Łącznie zginęło ich siedmiu. Partyzanci zdobyli jeden karabin maszynowy, dwa pistolety maszynowe i 4 pistolety.
Nawet podczas likwidacji tankietki nie zaprzestano załadunku samochodów i furmanek. Dopiero gdy były pełne „Barabasz” zarządził zakończenie akcji. Odpalono żółtą flarę co było sygnałem dla wszystkich pododdziałów do wycofania ze stanowisk. Kilka minut później zebrał się cały oddział poza plutonem „Górnika”, który wycofywał się na inną trasą.
Podczas zbiórki nadjechała od strony Kielc większa liczba niemieckich samochodów, ale zatrzymały się one w oddali i odsiecz nie odważyła się wejść do miasteczka nie wiedząc jakie siły może napotkać.
Główne siły partyzanckie osłaniając zdobycz wycofały się przez Holendry, Pierzchnicę i Ujny do małej, śródleśnej wioski - Huta Szklana. A zdobycz była niemała: według różnych danych wywieziono od 10 do 16 ton cukru, papierosy, alkohol oraz większą ilość amunicji i sprzętu żołnierskiego. W Hucie Szklanej rozładowano wozy z cukru, dając każdemu furmanowi po metrze cukru. Odesłano także samochody.

Powróćmy jeszcze do plutonu „Górnika”. Po sygnale o zakończeniu akcji także on wycofał się z zajmowanych stanowisk zabierając rannych. Ciężko ranny „Mazur” obficie krwawił i wymagał natychmiastowej pomocy. W jednym z mijanych domów zabrano furmankę, którą przewieziono rannego do lasu w okolicy wsi Drugnia. Tam założono mu opatrunki, ale sprowadzono także księdza, który wyspowiadał partyzanta. Następny etap marszu prowadził do Huty Szklanej (nie było tam już sił głównych) gdzie ulokowano „Mazura” na kwaterze. Ostatecznie trafił on do partyzanckiego szpitalika w Marzyszu. Jego opieką zajął się Kurt Podleska „Nurkowiec”, a w późniejszym czasie sprowadzono także lekarza. Ostatecznie ranny partyzant został przewieziony do szpitala w Kielcach, w którym został wyleczony.

24 czerwiec 1944r. – pierwszy kontakt z berlingowcami

W nocy z 24 na 25 czerwca w okolicach Korzenna zrzucona została grupa 11 ludzi wyszkolonych przez Sowietów, a podlegająca pro moskiewskiemu Polskiemu Sztabowi Partyzanckiego. Dowódcą grupy był por. Tadeusz Rykowski „Rojko”. 

Na rozpoznanie sytuacji wysłana została grupa żołnierzy pod dowództwem Edwarda Skrobota  „Wierny”, który już następnego dnia nawiązał kontakt z berlingowcami, bo tak ich potocznie nazywano. Była to pierwsza grupa która miała tworzyć brygadę „Grunwald”, niedługo miała zostać zrzucona następna. Grupa przez kilka dni kwaterowała w sąsiedztwie „Wybranieckich”.

28 czerwiec 1944r. - zasadzka

Patrol pod dowództwem Eugeniusza Kózki „Franek” (z III plutonu Czesława Łętowskiego „Górnik”) na szosie Daleszyce – Górno przeprowadza zasadzkę w którą wpada samochód terenowy, na gąsienicach. Partyzanci dysponując tylko karabinami i stenem nie wyrządzają większych szkód pojazdowi, który jedzie dalej. Zabity został jednak jeden żołnierz Wehrmachtu, który wypadła z auta. Antoni Kaleta „Pogoda” zabrał mu zegarek i pistolet Parabellum. 

28/29 czerwiec 1944r. – niepotrzebna śmierć

Marian Sołtysiak „Barabasz” z częścią oddziału kwateruje we wsi Holendry. Do oddziału wybrał się z odwiedzinami dowódca oddziału partyzanckiego AK Podobwodu Szydłów ppor. Czesław Flagorowski „Kuna”. Furmanką jechali poza nim plutonowy Jan Banaś „Zbyszek” ubrany w mundur oficera Wehrmachtu z biało czerwoną opaską na przedramieniu, strzelec Tadeusz Kmiecik „Żmija” i strzelec NN „Wyka”.

Wjeżdżając o świcie do wsi przywitała ich seria z pistoletu maszynowego oddanego przez wartownika, który nic nie wiedział o wizycie, a na widocznym miejscu w furmance widział jedynie człowieka w niemieckim mundurze. Od pierwszej serii padł na miejscu zabity ppor. „Kuna”. Ranny w prawe ramię i lewe udo został także plutonowy „Zbyszek”. Po pierwszych strzałach ogniem odpowiedział strzelec „Żmija”, ale zaciął mu się sten, a po chwili sam został lekko ranny w lewe ramię.
Ranni zostali opatrzeni i razem z ciałem „Kuny” odtransportowani do macierzystego oddziału partyzanckiego kwaterującego w okolicy Huty Szklanej.

Koniec czerwca 1944r. – dyscyplina w oddziale

Z całą pewnością możemy stwierdzić, że po zdobyciu zaopatrzenia w magazynach w Chmielniku w oddziale doszło do kilku przypadków złamania dyscypliny. Zdobyte oporządzenie wojskowe zostało rozdzielone wśród żołnierzy, ale cukier i butelki ze spirytusem i wódką złożono w jednym z magazynów w obozowisku I plutonu.

Po pewnym czasie okazało się, że jeden z partyzantów ukradł pewną ilość cukru i sprzedał go okolicznym chłopom, a za uzyskane środki postanowił sobie urządzić popijawę. Po jego powrocie kradzież oczywiście się wydała, a złodziej został ukarany karą chłosty. Był to prawdopodobnie jedyny przypadek zastosowania kary cielesnej w oddziale.
Ze zdobyczą z Chmielnika związana jest także sprawa picia. Oto bowiem część żołnierzy, bez zgody i wiedzy dowództwa, wynosiła z magazynu zapasy alkoholu, który był potajemnie pity. Proceder ten odkrył Edward Skrobot „Wierny”, który o wszystkim poinformował „Barabasza”. Podjęto decyzję o zniszczeniu zapasów alkoholu. Rozkaz został wykonany.

Śmierć „Koli”

W czerwcu w nieznanych okolicznościach ginie pod Orłowinami partyzant sowieckiego pochodzenia NN „Kola”.

Koniec czerwca 1944r. – Maksymilian Lorenz „Katarzyna”

Pod koniec czerwca Inspektor Kielecki Józef Mularczyk „Żor” skierował do oddziału „Wybranieckich” Maksymiliana Lorenza „Katarzyna”. W ostatnich latach należał on do NSZ, ale w wyniku ostatniej umowy scaleniowej przeszedł do AK. Został skierowany do oddziału aby skontrolować jego przygotowania do realizacji akcji Burza.

W opinii Mariana Sołtysiaka „Barabasz” został on przysłany aby objąć dowodzenie oddziałem. Dobitnie opisywał to w swoich wspomnieniach. Opinię tą powielali kolejni „historycy”, tworząc historię której nie było. Jasno określił to Jerzy Kotliński „Halny” (pod koniec czerwca powrócił do oddziału i był oddelegowany do dyspozycji „Katarzyny”), który twierdzi, że objęcie przez Lorenza dowództwa oddziału było tylko plotką, a sam „Katarzyna” na temat oddziału zawsze wyrażał się pozytywnie.
Nie jesteśmy w stanie dokładnie określić daty (zapewne lipiec) wydarzenia, które tak opisał Marian Sołtysiak „Barabasz”: Gdy stwierdziłem, że łączniczka oddziału „Ewa” przywozi z Kielc podwójną pocztę – jedną dla mnie a drugą dla „Katarzyny”, zwolniłem ją z pracy tego samego dnia, odsyłając ją do dyspozycji „Żora”.

 Chodziło o Lucynę Wrońską „Ewa” łączniczkę Obwodu Kielce i Inspektoratu Kielce. Niestety sytuacja pokazuje, że „Barabasz” traktował Wrońską  jak „osobistą własność” i z nieznanych nam powodów nie pojmował, że tak ona jak i on i cały oddział jest częścią podziemnej armii. Wydarzenie to pociągnęło za sobą jeszcze jeden efekt o którym piszemy na końcu tej części historii oddziału.

Lipiec 1944r.

Dochodzi do walk w Niestachowie, Daleszycach, Słupcu Szlacheckim, Radkowicach i innych miejscowościach. Następują także kolejne zmiany organizacyjne. Odchodzą Rosjanie przebywający u „Wybranieckich”, ale powstaje pluton IV złożony z żołnierzy oddziału partyzanckiego „Wilk”. Trwają przygotowania do akcji Burza co przyniesie kres istnienia oddziału partyzanckiego.

1 lipiec 1944r. - berlingowcy

W lesie na wschód od wsi Szczecno, przy leśnym dukcie do wsi Holendry, wylądowała druga grupa prosowieckiego Polskiego Sztabu Partyzanckiego z majorem Józefem Sobiesiakiem „Maks”, dowódcą brygady „Grunwald”. Niedługo później doszło do spotkania przybyszy z „Barabaszem” i przedstawicielami Komendy Obwodu. „Maks” domagał się podporządkowania sobie  oddziałów AK. Tego samego ze strony „Maksa” oczekiwali oficerowie Armii Krajowej. Do porozumienia w tym zakresie nie doszło, ale porozumiano się co do współpracy bojowej. 

4 lipiec 1944r. – wyprawa do Mąchocic

Oddział przeszedł w okolice Mąchocic celem obrony tamtejszych wiosek przed pacyfikacją przygotowywaną przez własowców zakwaterowanych w Górnie. Dodatkowo ze schronu w Ameliówce zamierzano zabrać resztki zapasowej amunicji, pewną ilość „Młynarek” i zrzutowy materiał wybuchowy (plastik).

7 lipiec 1944r. – walka w Niestachowie

Oddział w okolicach Mąchocic przebywał trzy dni. Nie wiemy czy już wcześniej jego powrót ustalono na 7 lipca, ale dowiedzieli się o tym Niemcy. Pierwszą informację uzyskał współpracownik wywiadu AK, policjant granatowy, Józef Zarębski Józef”. Poinformował on około godz. 16 Marię Michalczyk „Wyrwicz” (kierownik wywiadu na Placówce Daleszyce), że daleszycki posterunek policji otrzymał od żandarmerii z Bielin polecenie zaatakowania oddziału który ma w nocy przechodzić przez Daleszyce. Obiecał, że po uzyskaniu kolejnych informacji przekaże te wiadomości.
Prawdopodobnie nie miał takiej możliwości (być może faktycznie załoga posterunku wyruszyła na akcję).Następna informacja została jednak przekazana do Kierownika wywiadu z innego źródła. Z Marią Fabiańską „Skiba” (wywiad Placówki Daleszyce) skontaktował się informator wywiadu z Niestachowa, nauczyciel Stanisław Kaczmarski. Informował on, że o godz. 17 przyjechały tam trzy samochody z Niemcami (niektóre relacje podają, że samochodów było cztery), którzy przygotowują zasadzkę w pobliżu szkoły, na skrzyżowaniu drogi wiodącej obok leśniczówki do Brzechowa.

Informacje te uświadomiły M. Michalczyk, że Niemcy planują kolejną zasadzkę na żołnierzy Wybranieckich. Kaczmarski otrzymał rozkaz powrotu do Niestachowa, a następnie miał się udać w kierunku Radlina i tam oczekiwać na powracający oddział, aby poinformować go o niebezpieczeństwie.
Niezależnie od tego konspiratorzy z Placówki Daleszyce także postanowili podjąć działania. Czasu było na tyle mało, że nie informowano o sytuacji Komendanta Placówki, który mieszkał w Niwkach, ale podczas przeprowadzonej narady (Franciszek Furmanek „Tęgi”, Bogdan Stachurski „Ząbek”, Fabiańska i Michalczyk) podjęto decyzje o działaniach, które miały odwrócić uwagę Niemców od planowanego kierunku nadejścia partyzantów.
„Tęgi” i „Ząbek” udali się rowerami przez Brzechów, aby z lasu obok leśniczówki rozpoznać możliwość zorganizowania ostrzału niemieckiej zasadzki. Michalczyk i Fabiańska dotarły natomiast do Kranowa i tam skontaktowały się z Henrykiem Kozubem „Boleski”, dowódca miejscowego plutonu. Podczas kolejnej narady został poinformowany o sytuacji. W alarmowym trybie Kozub zebrał kilku swoich żołnierzy, którzy ze skrytek wyciągnęli broń oraz rakietnice. Na wzgórzu za Brzechowem wystrzelili kilka rakiet, aby w ten sposób ostrzec oddział partyzantów przed niebezpieczeństwem. Z perspektywy lat wiemy, że Wybranieccy znaków tych nie widzieli bowiem byli jeszcze zbyt daleko.
Następnie konspiratorzy z Kranowa dołączyli do Furmanka i Stachurskiego. Wspólnie ostrzelali miejsce niemieckiej zasadzki po czym wycofali się bowiem ich siły były niewspółmierne do sił niemieckich. Cel akcji został jednak osiągnięty: Niemcy, których uwaga była dotychczas skierowana tylko na kierunek Radlin musieli zmienić swój szyk i ubezpieczać się także z przeciwnego kierunku.

Co w tym czasie działo się w oddziale partyzanckim?
Po trzydniowym pobycie w Kotlinie Wilkowskiej, oddział przeszedł 7 lipca do wsi Bęczków-Zaskale. Wieczorem wyruszono w dalszą drogę: Bęczków-Niwy w kierunku Niestachowa, mijając Leszczyny z lewej strony. W Radlinie oddział natknął się na Stanisława Kaczmarskiego, który poinformował „Barabasza” o zorganizowanej przez Niemców zasadzce. Po krótkiej naradzie z „Wiernym” i dowódcami plutonów dowódca zdecydował dalszy marsz w kierunku odległych o trzy kilometry Niemców. O sytuacji poinformowano szperaczy, którzy musieli zachować szczególną ostrożność bowiem to oni natkną się pierwsi na Niemców. Ustalono, że za szperaczami będzie się poruszał I pluton. W przypadku walki II pluton miał rozwinąć się na lewo od drogi z kierunkiem ataku na skrzyżowanie dróg we wsi. III pluton miał się rozwinąć na prawo od drogi na nacierać na szkołę. Zwiad konny miał się poruszać za głównymi siłami. Idąc rowami prowadzili konie krótko za uzdy. Sześć wozów taborowych miało jechać w sporej odległości za oddziałem, aby nie zdradzić jego nadejścia.

Oddział wszedł do Niestachowa w ustalonym szyku i do pierwszego kontaktu z wrogiem doszło już przy pierwszych zabudowaniach. Plutony rozwinęły się do natarcia zgodnie z planem, ale ich ruch był utrudniony. II pluton nacierający z lewej strony wsi po płaskim terenie ( suche łąki) szybko doskoczył do drogi. III pluton musiał natomiast pokonywać szereg dołów, płotów i przybudówek co spowalniało jego marsz.
Mniej więcej po godzinie walki „Wybranieccy” doszli do szkoły w środku wsi. Większość Niemców już się wycofała. Opór sprawiał w zasadzie jeszcze jeden punkt obsadzony przez karabiny maszynowe usytuowane w jednym z domów. Zlikwidował je Tadeusz Kuchta „Jurek”, który podczołgał się i obrzucił Niemców granatami.
Pozostali Niemcy wycofali się w kierunku Mazura, a następnie do Kielc pozostawiając samochody którymi przyjechali (zostały one spalone przez partyzantów). Zabito kilkunastu Niemców, zdobyto jeden karabin maszynowy, trzy pistolety maszynowe oraz znaczą ilość amunicji i oporządzenia. Z pierwszego plutonu zginął Stanisław Litewka „Staszek”, a ranny został Aleksander Stępnik „Most”.
Jeszcze przed świtem oddział opuścił wioskę zabierając zabitego i rannego. Już w blasku słońca dotarto do Daleszyc, aby po krótkim odpoczynku powrócić do swoich obozowisk. Tego samego dnia wieczorem z wojskowymi honorami pochowano na cmentarzu w Cisowie poległego Józefa Litewkę „Staszek”.

14 lipiec 1944r. – śmierć „Rena”

Remigiusz Kordecki „Ren” wysłany z meldunkiem do Komendy Obwodu został rzez Niemców złapany i powieszony w Domaszowicach.

Połowa lipca 1944r.

W pierwszych dniach lipca 1944r. Komendant Obwodu Kielce podjął decyzję o dołączeniu na stałe oddziału partyzanckiego „Wilk” do „Wybranieckich”. „Wilki” otrzymały rozkaz nawiązania kontaktu z jednym z pododdziałów (zwiad konny) w okolicach Mąchocic. Po jednodniowym odpoczynku oddział wyruszył przez Bęczków, Wolę Jachową do wsi Smyków. Tu nastąpiło spotkanie z „Barabaszem”, który wspominał, że oddział liczył wtedy ok. 25 żołnierzy.
Tu na bazie oddziału „Wilk” utworzono IV pluton, którego dowódcą został cichociemny por. Edward Kiwer „Edward”.

Połowa lipca 1944r.

W połowie lipca Marian Sołtysiak „Barabasz” odwiedził brygadę „Grunwald”. Prawdopodobnie wtedy, jej dowódca Sobiesiak „Maks” domagał się przekazania do jego zgrupowania, sowieckich żołnierzy przebywających u „Wybranieckich”. Marian Sołtysiak przystał na to i w efekcie odesłanych zostało 36 Sowietów. Dodatkowo „Barabasz” dał brygadzie kilka worków cukru oraz skierował do oddziału krawca, który miał poszyć bieliznę dla żołnierzy z płótna spadochronowego.
„Maks” wypożyczył „Wybranieckim” dwa moździerze wraz z obsługą. Po latach gest ten możemy ocenić nie jako chęć wsparcia bojowego oddziału AK, ale jako skierowanie do niego ludzi, którzy przeprowadzą rozpracowanie wywiadowcze grupy (zapewne znajdowali się tam funkcjonariusz wywiadu wojskowego).

20 lipiec 1944r.

Drużyna Jerzego Opalskiego „Wicher” (III pluton Czesława Łętowskiego „Górnik”) otrzymała rozkaz przeprowadzenia zasadzki na Niemców jeżdżących kolejką wąskotorową Rudki – Zagnańsk. Jej celem było zdobycie broni i amunicji.

Z Widełek drużyna przemaszerowała do Dębna, gdzie zakwaterowano leśniczówce. „Wicher” zarządził odpoczynek, aby rano udać na miejsce akcji. Jako posterunek alarmowy został wystawiony Roman Karbowiak „Dąb” zaś Antoni Kaleta „Pogoda” ulokował się ze swoim rkm na podwórku. Około godziny 22 „Dąb” usłyszał nadjeżdżające furmanki, o tej porze nie mogli to być Niemcy. Jedna z furmanek zatrzymała się niedaleko leśniczówki. Nieznany osobnik krzyknął: kto tam jest w leśniczówce? Któryś z partyzantów znajdujących się na podwórku odpowiedział „Barabasze”. Nieznajomy otworzył ogień z pistoletu maszynowego w wyniku czego na miejscu zginął Antoni Kaleta „Pogoda”. Ukryty niedaleko „Dąb” natychmiast strzelił do nieznajomego kładąc go trupem na miejscu. Nierozpoznana grupa zaczęła ostrzał leśniczówki. „Wicher” nakazał zabranie ciała poległego partyzanta, ale pod silnym ogniem nie udało się tego zrobić (zabrano jedynie rkm). Ostatecznie drużyna wycofała się w kierunku Łysicy.
Zrezygnowano z przeprowadzenia planowanej akcji. W późniejszym czasie rozeszła się wiadomość, że grupą atakującą byli ludzie z AL.

28 lipiec 1944r.

Zwiad konny oddziału towarzyszył Maksymilianowi Lorenzowi „Katarzyna” w wyprawie do Zbrzy gdzie spotkano oddział partyzancki „Spaleni” skierowany z Obwodu Jędrzejów w lasy daleszyckie gdzie miał się formować 4 ppLeg. (oddział miał wejść w jego skład). Następnego dnia „Spaleni” dotarli w rejon wsi Smyków aby ostatecznie zakwaterować w rejonie wsi Cisów i Widełki.

29 lipiec 1944r.

W godzinach porannych do Daleszycach dotarł oddział kwatermistrzowski Wehrmachtu. Według wywiadu oddział liczył ok. 20 żołnierzy, „Barabasz” podawał, że były to dwa plutony. Zakwaterował czasowo w murowanym budynku domu ludowego, gdzie mieścił się w tym czasie posterunek policji granatowej. Meldunek o oddziale i jego liczebności przekazał współpracujący z AK policjant granatowy Józef Zarębski „Józef”.

Uzyskane informacje skłoniły Mariana Sołtysiaka „Barabasz” do zaatakowania jednostki. Liczono, że na jej pomoc pospieszą okoliczne oddziały, które wpadną w zastawione zasadzki.
Wydzielona grupa „Wybranieckich” weszła po południu do Daleszyc od strony Słopca Szlacheckiego. Placówki rozstawiono na ulicy Kościelnej i Kościuszki. To prawdopodobnie w okolicach kościoła ostrzelano kilku Niemców z tego oddziału. Większość z nich wycofało się do domu ludowego, ale kilku ukryło się w prywatnych domach. Partyzanci rozpoczęli ostrzał niemieckich kwater, ale zajmowali oni murowany budynek i jego opanowanie było trudne (zdobycie budynku nie było celem akcji).
W tym czasie pozostałe plutony urządziły dwie zasadzki. Jedna na drodze Daleszyce-Górno i druga na trasie Daleszyce-Borków. W tym ostatnim miejscu stanowiska zajął I pluton przy którym był Edward Skrobot „Wierny”. Zgodnie z przewidywaniami po rozpoczęciu strzelaniny w Daleszycach niemiecka załoga z Borkowa wysłała do miejscowości odsiecz. W partyzancką zasadzkę wpadły dwa pojazdy: jeden osobowy i drugi pojazd terenowy na gąsienicach. Zostały one zatrzymane przez Andrzeja Borkowskiego „Sławek” celnym rzutem granatu, który zniszczył osobowe auto. Cześć relacji podaje, że zniszczono oba pojazdy, ale nie znajduje to potwierdzenia w pozostałych relacjach.
Po zniszczeniu samochodu do akcji przystąpiła niemiecka załoga z Borkowa, która ograniczyła się jednak tylko do ostrzelania partyzanckich pozycji.
W tym czasie oddział operujący w Daleszycach próbował skłonić Niemców do poddania się. Z chwilą gdy odmówili „Barabasz” chciał podpalić zajmowany przez nich budynek, ale miejscowi konspiratorzy odwiedli go od tego zamiaru. Ostatecznie akcję zakończono i wszystkie plutony powróciły do obozów.

W swoich wspomnieniach „Barabasz” podaje że w akcji zlikwidowano łącznie trzech lub ośmiu Niemców. Niemiecki meldunek Wehrkreiskommando podaje, że łącznie zginęło dwóch Niemców, a 4 zostało rannych (ci znajdowali się w grupie ostrzelanej w okolicach kościoła i następnie wycofali się na Wójtostwo). Partyzanci zdobyli: jeden pistolet maszynowy, kilka karabinów, kilka granatów i różny sprzęt.
Następnego dnia, wcześnie rano, żandarmi z Borkowa, wzmocnieni własowcami, podeszli pod Słopiec, miejsce zasadzki „Wiernego” i podpalili wieś z dwóch stron, ale natychmiast cofnęli się na posterunek. Po otrzymaniu wiadomości o niemieckim wypadzie „Wybranieccy” zorganizowali pościg. Partyzanci nie zdążyli jednak dogonić Niemców przed ich powrotem do budynku posterunku.

30 lipiec 1944r.

Z naszych wyliczeń wynika, że 29 lipca w nocy pluton IV Edwarda Kiwera „Edward” wyszedł na swoją pierwszą akcję bojową. W ciągu pierwszej nocy pokonano około 25 kilometrów i pluton dotarł do wsi Kuby Młyny. Cały następny dzień odpoczywano by wieczorem przejść drogę Kielce - Busko i o świcie dotrzeć do lasku koło wsi Brzeziny.
Tam oddział spędził cały dzień, a wieczorem wyszedł na akcję do miejsca odległego o kilometr. Celem wyprawy było zorganizowanie zasadzki na strażników kolejowych koło przystanku Radkowice na linii Kielce – Kraków.

Zgodnie z planem zajęli stanowiska po obu stronach torów biegnących w tym miejscu na nasypie. Trzy drużyny, z dowódcą plutonu, zajęły stanowiska w kartoflisku po wschodniej stronie torowiska. Od czoła wystawiono lekki karabin maszynowy którego celowniczym był Henryk Podgórski „Rydz”. Na drugą stronę toru przeszło sześciu żołnierzy: uzbrojeni w pistolety maszynowe: Stanisław Janyst „Jurand”, Mieczysław Palimąka „Dyplomata” i Józef Rzeźnicki „Babinicz” oraz trzech uzbrojonych w karabiny: Ryszard Łukasik „Rozmaryn”, Władysław Palimąka „Zbieg” i Ryszard Dachowski „Roland”. Ukryci w polu łubinu mieli na rozkaz Juranda otworzyć ogień do idących nasypem Niemców. Liczono, że zaatakowani skryją się po tej stronie gdzie ukryta była główna część oddziału, i zostaną wybici.
O określonej porze nadchodzi niemiecki patrol. Kilkunastu Niemców idzie torowiskiem, a kilku ścieżką u podnóża torów. Są rozciągnięci na przestrzeni 40 metrów. W chwili gdy wchodzą w miejsce zasadzki nadjeżdża pociąg towarowy. Niemcy schodzą z torów co uniemożliwia otwarcie ognia. Dopiero gdy pociąg przejechał „Jurand” dał rozkaz otwarcia ognia.
Od początku akcję prześladował pech, choć Niemcy ponieśli znaczne straty od pierwszej salwy. Mimo wszystko natychmiast wystrzelili rakiety co było znakiem wezwania pomocy. Zaraz po rozpoczęciu walki „Zbieg” i „Roland” musieli się wycofać bowiem zapiaszczyli karabiny. Co jednak gorsze większość Niemców nie zeszła z nasypu, ale właśnie na torowisku zajęła stanowiska. Znajdując się wyżej od stanowisk partyzanckich zaczęli oni razić ich skutecznym ogniem. „Jurand” z pozostałymi żołnierzami swojej grupy musiał się wycofać. Nie pomógł ogień partyzanckiego lkm obsługiwanego przez „Rydza”, bowiem już po kilku strzałach zaciął się. Znajdujący się najbliżej Niemiec rzucił w kierunku stanowiska „Rydza” granat, który ciężko go ranił. Na rannego rzucił się także niemiecki pies, ale został zastrzelony przez Ludwika Janysta „Junak”. Ranny został wyniesiony spod ostrzału przez „Junaka” i Adama Żarnowskiego „Adaś”.

Obie grupy partyzantów, obawiając się niemieckiej odsieczy, wycofują się z miejsca zasadzki niezależnie od siebie. „Jurand” ze swoimi żołnierzami przechodzi tory kilkaset metrów dalej i dopiero później dołącza do oddziału. Poza „Rydzem” ranny jest także Tomasz Rak „Robak”. Dodatkowo czterech żołnierzy zagubiło się podczas odwrotu.
Z pobliskich Brzezin zabrano podwodę na której ulokowano rannych i oddział pospiesznym marszem odszedł do wsi Kuby Młyny. Tam zostawiono rannych pod pieką struktur AK, ostatecznie trafili oni do partyzanckiego szpitalika w Marzyszu. Oddział powrócił do lasów Cisowskich, do Niwek, gdzie rozpoczęło się formowanie 4 ppLeg.
„Barabasz” w swoich wspomnieniach podaje, że wyniku potyczki dwóch Niemców zostało zabitych, a sześciu rannych. W relacjach żołnierzy IV plutonu czytamy, że niemieckie straty wynosiły ośmiu zabitych i czterech rannych. Niemiecki meldunek podaje zaś, że straty patrolu kolejowego wynosiły pięciu zabitych.

30 lipiec 1944r. - zajęcie tartaku w Niwkach Daleszyckich

Zapewne już wcześniej z Niwek została wycofana niemiecka załoga wojskowa chroniąca miejscowy tartak. Miało to zapewne związek z porządkowaniem przez okupanta sytuacji w strefie przyfrontowej.
Początkowo w Niwkach zakwaterowało dowództwo oddziału, plutony I i II oraz zwiad konny (pluton III dotarł dopiero (2 sierpnia). Oddziały zajęły na swoje kwatery halę tartaczną oraz pięć baraków (w tym jeden sanitarny). W zabudowaniach pobliskiej leśniczówki urządzono stajnię dla koni.
W związku z pacyfikacjami, jakie własowcy urządzili we wsiach położonych wzdłuż drogi do Łagowa, ludność z trzech wiosek przybyła w rejon oddziału wraz z całym dobytkiem. Wyznaczono im miejsce do zakwaterowania w lesie. Ich wyżywienie przejął oddział, ale cywile pomagali przy pracach kwatermistrzowskich.

30 lipiec 1944r. – decyzja o przyszłości

Prawdopodobnie tego dnia zapada decyzja, że 4 ppLeg. będzie formowany jedynie z oddziałów z Obwodów Kielce i Stopnica. Kwaterujący w Widełkach i Cisowie oddział partyzancki „Spaleni” odszedł na teren swojego macierzystego Obwodu Jędrzejów (ostatecznie wszedł w skład Jędrzejowskiego Pułku Piechoty). Razem z oddziałem odeszło kilku żołnierzy pochodzących z terenu Obwodu Jędrzejów. Spośród żołnierzy ustaliliśmy, że odeszli następujący: Wesołowski Wiesław „Orzeł”, Wesołowski Leszek „Strzała” i Przygodzki Józef „Czarny”.

31 lipiec 1944 r. – 1 kompania 4 ppLeg.

Kompania „Wybranieckich” weszła w skład I batalionu 4 pułku piechoty Legionów AK. Był to kres działania oddziału partyzanckiego „Wybranieckich”. Dalsza jego historia związana jest z akcją Burza i opisana jest w dalszej części.

Trudne tematy

W ostatnich latach opublikowane zostały artykuły przedstawiające oddział „Wybranieckich” w negatywnym świetle. My nie mamy zamiaru ukrywać trudnych spraw. Zaznaczamy jednak, że wyjaśnienie tych tematów wymaga dalszych badań.

     Autorkami artykułów są głównie Alina Skibińska i Joanna Tokarska – Bakir. Próbują one udowodnić, że działalność „Wybranieckich” nastawiona była na likwidację osób narodowości żydowskiej. Swoje artykuły panie oparły w dużej części na powojennych aktach procesowych. Chodzi o tzw. „sierpniówki”: procesy prowadzone na podstawie Dekretu PKWN z sierpnia 1944 r., dotyczące "faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz zdrajców Narodu Polskiego" (niemała część z tych spraw, jak się okazało w ostatnich latach, dotyczyła mordowania Żydów).
     Niestety autorki do akt procesowych podchodzą bezkrytycznie. Nie biorą one pod uwagę, że przesłuchania prowadzono w czasach stalinowskich, a do składania „nakłaniano” żołnierzy Podziemia Niepodległościowego za pomocą tortur. Większość procesów nie miała na celu ustalenia prawdy, ale miała „dostarczyć dowodów winy”. O treści i formie protokołów decydowali nie przesłuchiwani, ale przesłuchujący oficerowie śledczy. Oni także decydowali o wątkach i sprawach poruszanych w poszczególnych protokołach przesłuchania. Opisywanie rzeczywistości tylko na podstawie akt daje obraz spaczonej rzeczywistości okupacyjnej.
     Nie mamy najmniejszego zamiaru ukrywać trudnych tematów. Przedstawiamy je bez emocji tym bardziej, że w przypadku opisywanych wydarzeń istnieje wiele niewidomych. Na podstawie dostępnych materiałów nie dopatrzyliśmy się, aby powodem likwidacji niektórych osób było ich pochodzenie.

Stanisław Błachucki

Stanisław Błachucki (dróżnik kolejowy mieszkający koło Chęcin) prawdopodobnie w październiku 1943r. został zlikwidowany. Prawdopodobnie powodem było wydanie Niemcom dwóch ludzi zbiegłych z robót przymusowych. „Barabasz” w zeznaniach na UB potwierdza fakt likwidacji. 

Michał Ferenc

Podczas okupacji był pracownikiem Gminy Zajączków. W listopadzie 1943r. został zlikwidowany przez drużynę Edwarda Skrobota „Wierny” za współpracę z Niemcami. Po wojnie UB oskarżyło „Wiernego”, że Michał Ferenc został zlikwidowany z powodów rasistowskich: był Żydem.  Próbowano dowieść, że „Wierny” wiedział o pochodzeniu podejrzanego. Nie będziemy podawali fragmentów przesłuchań Edwarda Skrobota bowiem zostały one wymuszone biciem. Dla wyjaśnienia podamy jedynie: jesienią 1942r. utworzone przez Niemców getta żydowskie zostały na terenie Obwodu Kielce zlikwidowane. Pozostały jedynie grupy ukrywających się, u polaków, osób narodowości żydowskiej. Nawet Niemcy nie zorientowali się, że Ferenc jest Żydem i zatrudnili go w swojej administracji. Jeżeli ktoś podczas okupacji współpracował z Niemcami to niezależnie od pochodzenia osoby takie były likwidowane przez struktury Polskiego Państwa Podziemnego.

Bunkier w Mostach

Prawdopodobnie w połowie lutego 1944r. żołnierze drużyny Edwarda Skrobota „Wierny” zlikwidowali trzy osoby w okolicach Mostów koło Chęcin. Sprawa ta powróciła po wojnie kiedy to „Wierny” został oskarżony o zabicie trzech Żydów.
Nie opieramy się jedynie na dokumentach „wytworzonych” przez UB podczas przesłuchań gdzie jednym z argumentów było bicie. Nie mają one dla nas wartości dowodowej. Na podobnej zasadzie traktujemy opowieści funkcjonujące w Chęcinach i okolicy. Być może jedne i drugie są bajką, ale z kronikarskiego obowiązku je przedstawiamy.

Niedługo przed likwidacją getta w Chęcinach (wrzesień 1942r.) między Korzeckiem, a Mostami pojawiły się trzy rodziny żydowskie. Zbudowali sobie ziemianki w lesie, jedna we wschodniej a dwie w zachodniej części Grzyw Korzeckowskich. Sami o sobie mówili że uciekli z getta, ale z biegiem czasu coraz częstsze były pogłoski, że zostali oni wypuszczeni przez Niemców w zamian za szpiegowanie.
Z początku ludzie im pomagali, ale ci co udzielali im pomocy szybko trafiali w ręce Gestapo, podobnie zaczęło być z oddziałem w którym był zatajony Żyd. Rodziny żydowskie kręciły się w lasach między Korzeckiem a Mostami, mało opuszczając teren, wszystkim się interesując. Między innymi przez nich miało dojść do tragedii młynarzy Dąbrowskich (Bolminem a Wilkomiją). 15 czerwca 1943r. zabudowania zostały przez niemiecką ekspedycję spalone a przebywające tam trzy osoby: Matylda Dąbrowska, Maria Gruszka i Stefan Karnicki zostały zamordowane. Inna wersja podaje, że likwidacja młyna nastąpiła za sprawą donosu volksdeutscha z pobliskiej Jedlnicy.
Od jesieni 1943r. w bezpośrednim sąsiedztwie (wąwóz Wotka) leśną kwaterę miała drużyna Edwarda Skrobota „Wierny”. Niektóre relacje podaja, że przy jednym z członków ukrywającej się grupy partyzanci znaleźli dokumenty wystawione przez gestapo o jego współpracy. Rozkaz o likwidacji grupy został ponoć wydany przez wywiad Armii Krajowej. W jednej ziemiance zlikwidowano trzy ukrywające się osoby. Druga z ziemianek nie była przez partyzantów z grupy „Wiernego” szukana. Podobno zlikwidowali ją Niemcy.
Likwidacja trzech osób niewątpliwie miała miejsce, ale dziś nie możemy z całą pewnością określić okoliczności w jakich to się stało.

Likwidacja Romana Olizarowskiego „Pomsta”

Być może ze sprawą likwidacji ziemianki koło Mostów związana jest śmierć Romana Olizarowskiego „Pomsta” używającego podczas okupacji nazwiska Jan Kwiatkowski. Był on żołnierzem oddziału Jana Kosińskiego „Jacek”. Zimą 1943/44 trafił prawdopodobnie do drużyny Bolesława Boczarskiego „Jurnad”. Następnie został przeniesiony do drużyny Edwarda Skrobota „Wierny”.
Zebrane materiały wskazują, że został przez żołnierzy drużyny zlikwidowany w lutym 1944r., kilka dni po likwidacji trzech osób ukrywających się w ziemiance. Być może załamał się tym wydarzeniem i w oczach innych żołnierzy stanowił zagrożenie dla oddziału?
Po wojnie UB podczas śledztwa próbowało udowodnić „Wiernemu”, że likwidacja „Pomsty” została przeprowadzona ze względu na jego żydowskie pochodzenie o czym nikt w oddziale nie wiedział. Podobnie jak nie znano jego przeszłości.

Hrabina Mycielska – Sitkówka

Nie została wyjaśniona sprawa rabunku dokonanego prawdopodobnie z 3 na 4 marca 1944r. w Sitkówce.
Mieszkała tam hrabina Zofia Mycielska (1898-1978) z domu Karska, herbu Jastrzębiec, żołnierz AK pod pseudonimem "Hreczka". W 1922r. poślubiła Michała Mycielskiego. Do wybuchu wojny mieszkali w majątku Gałowo w powiecie szamotulskim.
Po kampanii obronnej 1939 r. Michał Mycielski przebywał poza krajem, a hrabina Mycielska zamieszkała w majątku Sitkówka pobliżu Chęciny (niedaleko jej brat Szymon posiadał majątek). Zajmowała się działalnością społeczną stała m.in. na czele Rady Głównej Opiekuńczej. Pod pseudonimem „Hreczka” współpracowała także z AK. Jako członek AK, wyjechała do Niemiec dwa razy, aby wykonać instrukcje dla polskiego podziemia. W 1944 roku przeniosła się do Warszawy.

Jej dom został ograbiony prawdopodobnie przez żołnierzy drużyny Wiernego, a jej samej wymierzono karę chłosty za rzekome kontakty z Niemcami. W tym samym czasie zlikwidowany został także ukrywający się w Chęcinach i w Sitkówce Izaak Grynbaum.
Mycielska po wojnie znalazła się w Anglii i o sprawie poinformowała tamtejsze władze polskie. Był to także jeden z punktów oskarżenia „wiernego” w procesie jaki po wojnie zorganizowało UB. Nawet ówczesny sąd w sprawie nie dopatrzył się winy Skrobota.

Zagórze – likwidacja Stefana Sawy i rodziny Zelinger

Latem 1942 roku z likwidowanego w Kielcach getta udaje się wyjść kilku osobom żydowskiego pochodzenia. Nie wiemy co się z nimi działo przez pierwszy czas, ale w maju 1943r. dzięki pomocy Stefana Sawy zostają ulokowane w Zagórzu koło Daleszyc (Sawa wynajął opuszczony dom od Stanisława Grzegolca). Dom znajdował się w pobliżu lasu i stanowił wyśmienitą kryjówkę. Powojenne zeznania podają, że nikt nie orientował się, że w zagrodzie przebywają Żydzi bowiem ich wygląd i mowa nie wskazywały na pochodzenie.
Na początku 1943r. wywiad AK ustalił, że z grupą kontaktowała się osoba służąca w niemieckiej policji kryminalnej. Być może chodziło o samego Sawę, który jako jedyny utrzymywał z mieszkańcami kontakt? Prawdy już się zapewne nie dowiemy. Rozkaz o likwidacji grupy nadszedł zapewne z wywiadu Komendy Obwodu Kielce.

W pierwszej połowie lutego 1944r., w związku z zatargiem pododdziału Bolesława Boczarskiego „Jurand” z NSZ, cały oddział „Wybranieccy” został w trybie alarmowym zebrany w Mąchocicach Zagórzu. To zapewne wtedy rozkaz likwidacji grupy otrzymała drużyna Władysława Szumielewicza „Mietek”.
W nocy z 14 na 15 (lub 15/16) lutego 1944r. żołnierze drużyny dokonali likwidacji zabijając łącznie 11 osób z których udało się ustalić następujące: Danuta Zelinger, Zofia Zelinger, Moniek Rozenberg, Edek Proszowski i jego żona, Frejna Fridman, Halina Cukierman, Lidia Sadowska, Stefan Sawa i prawdopodobnie dwójka nieletnich.
Wiele lat po wojnie podczas śledztwa próbowano wymusić na żołnierzach AK zeznania potwierdzające tezę śledczych, że likwidacja została przeprowadzona z powodu żydowskiego pochodzenia ukrywających się osób

Chęciny - Wituszyński

W 1944r. zlikwidowano nauczyciela Wituszyńskiego w Chęcinach – powody i okoliczności tej egzekucji nie są do końca wyjaśnione.

Mąchocice – Jerzy Wacławik

Zlikwidowanie w Mąchocicach Jerzego Wacławika. Okoliczności tego wydarzenia nie są wyjaśnione. Niektóre osoby podają, że przyczyną likwidacji była zazdrość Sołtysiaka o przyszłą żonę Renatę, z którą Wacławik utrzymywał stosunki towarzyskie.

Nagana

Łączniczka Obwodu Kielce Lucyna Wrońska „Ewa” podaje, że „Barabasz” otrzymał od Komendy Obwodu Kielce AK dwie nagany: pierwszą za zabójstwo nauczyciela Wituszyńskiego w Chęcinach (początek 1944 r.)  drugą za rabunek w majątku Sitkówka i wymierzenie hrabinie Zofii Mycielskiej kary chłosty za rzekome kontakty z Niemcami.

Sprawa "Ewy"

Lucyna Wrońska „Ewa” została w lipcu 1944r. wyrzucona z oddziału „Wybranieckich” (więcej o okolicznościach we wcześniejszym tekście). Dowódca oddziału, w swoich wspomnieniach twierdzi, że „szpiclowała” ona w oddziale dla Komendy Obwodu i Inspektoratu. Według powojennych relacji Wrońskiej oraz Antoniego Świtalskiego „Marian” (żołnierz „Wybranieckich” do połowy maja 1944r.) „Barabasz” wydał na nią wyrok śmierci przed wykonaniem którego ocaliło ją wstawiennictwo Inspektora Kieleckiego AK.