Skomplikowany początek

Twórca oddziału, wachmistrz Tomasz Wójcik pseudonim "Tarzan" był w Związku Walki Zbrojnej prawdopodobnie od 1940r. należał do Placówki Zawichost w Obwodzie Sandomierz.

Wachmistrz "Tarzan"

     Po wsypie, jesienią 1941r., nawiązał kontakt z Narodową Organizacją Wojskową. Od tej pory tworzy struktury NOW w Placówce Zawichost, ale jednocześnie pozostaje w AK (do obu organizacji jednocześnie należało często wielu żołnierzy). Potwierdza to następujący fakt: w majątku Sobótka działała zakonspirowana Szkoła Podchorążych Kawalerii (zorganizowana na polecenie KG AK) . Wachmistrz Tomasz Wójcik był jednocześnie dowódcą jednego z oddziałów powstającego I Pułku Szwoleżerów. Miało to miejsce w 1942 roku, czyli w czasie, kiedy był już w NOW.

Samodzielny oddział

Wiosną 1943r Wójcik sformował samodzielny oddział, oficjalnie podporządkowany Narodowym Siłom Zbrojnym, który w szybkim czasie osiąga stan około 15 żołnierzy. 

Prawdopodobnie jesień 1943r.

     Pierwsze akcje oddziału mają miejsce już w kwietniu 1943r.
-opanowanie Zawichostu. Ostrzelany został posterunek Schupo, przecięto linie telefoniczne. Ustawiono tablice „Niemcom pod karą wstęp wzbroniony. Rząd Republiki Zawichostu”.
-opanowanie magazynów spożywczych w Tarłowie.
Oddział prowadził także działania ochronne. Zabito np. bandytę Smoka, który uciekł z więzienia w Sandomierzu i rabował ludność cywilną. Zastrzelono także wójta wz Dwikozach k. Sandomierza, który wysługiwał się Niemcom. Działania te sprawiły, że przez okoliczną ludność nazywany był „Królem Zawichostu”.

Z Armią Krajową, ale...

Niewątpliwie w tym czasie Wójcik nawiązuje ponowny kontakt z AK. Za pośrednictwem właściciela majątku Sobótka (rtm. K. Vickenhagen) skontaktował się z Zastępcą Komendanta Obwodu Sandomierz (por Leon Torliński "Kret").

Leonard Zub-Zdanowicz

     Do spotkania dochodzi w restauracji Gospodarczyka w Sandomierzu. Według relacji „Kreta” „Tarzan” wyraził chęć powrotu do AK. Doszło zapewne do porozumienia, bowiem już niedługo oddział „Tarzana” nawiązał współpracę z sekcją likwidacyjną Obwodu Sandomierz AK, którą dowodził plut. Józef Bojanowski "Walter".
     W czerwcu 1943r. wraz z patrolem AK z Goźlic (dowodzonym przez J.Bojanowskiego "Walter") rozbił posterunek w Koprzywnicy.
     W lipcu 1943r. oddział w sile ok. 20 żołnierzy zaatakował przy wyjeździe na stację w Górach Wysokich pociąg osobowy. W walce z ochroną zginęło 3 partyzantów: Józef Borkowski, Henryk Wierciński i Krawiec. 1 Niemiec został ranny.

     Niektóre źródła podają, że "Tarzan" miał w tym czasie kontakt na Lubelszczyźnie z Leonardem Zub-Zdanowiczem "Ząb" – dowódcą tamtejszych oddziałów Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych. Musiało to nastąpić po 5 lipca 1943r. (Zdanowicz wtedy dotarł na Lubelszczyznę z Warszawy). Zresztą Zdanowicz, według tych samych relacji, nakazał "Tarzanowi" powrót na drugą stronę Wisły, w kieleckie. Kontakt ten, w tym czasie, wydaje się jednak mało prawdopodobny.

Ultimatum i największy sukces bojowy

Być może te kontakty sprawiły, że latem 1943r. Inspektor Sandomierski AK,  Antoni Żółkiewski "Lin" zakazał mu działalności poza AK, w związku, z czym "Tarzan" już na stałe wrócił do organizacji.

Generał Kurt Renner

     Mimo, że od listopada 1942r. Placówka Zawichost AK terytorialnie wchodziła w skład Obwodu Opatów AK, to jednak ze względu na wcześniejsze kontakty to Komendant Obwodu Sandomierz AK Stanisław Głowiński "Czarny" otrzymał polecenie ukrócenia samowoli "Tarzana". Zapewne Komendant Obwodu zdawał sobie sprawę, że trudno będzie samowolnym oficerem kierować dlatego postanowiono pozbyć się problemu. "Tarzan" otrzymał rozkaz dołączenia do zgrupowania Jana Piwnika "Ponurego".
     W drodze na Wykus, na trasie Ożarów – Ćmielów, 25 sierpnia 1943r."Tarzan" otrzymuje wiadomość o zamiarze przewiezienia do więzienia w Ostrowcu Św. 14 Polaków aresztowanych przez niemieckie gestapo w Ożarowie. W związku z tym urządza zasadzkę w celu ich odbicia. Jednak okazało się, że Niemcy zmienili plany i transport odbył się inną drogą i to w dodatku do więzienia w Opatowie. Los jednak im sprzyjał i za jakiś czas nadjechały dwa samochody osobowe z niemieckimi żołnierzami.

     "Tarzan" postanawia przeprowadzić na nich akcję. Przebrany za żandarma " Urwis" podnosi "lizak" i zatrzymuje samochody. Niemcy zorientowali się jednak, że to zasadzka. Kilku zdążyło uskoczyć do rowu i otworzyć do partyzantów ogień."Tarzan" nie rezygnuje z walki. Widzi wśród Niemców generała i za wszelką cenę chce go dostać. Przeskakuje przez szosę razem z Zygmuntem Dudkiem "Czarny Pokier". Niemcy dostawszy się w dwa ognie, są bezradni. Bronią jednak generała do upadłego. Giną wszyscy.
     Straty Niemieckie: dwa samochody sztabowe, zlikwidowany gen. leutn. Kurt Renner - dowódca stacjonującej w Lublinie 175 dywizji piechoty Wehrmachtu, 2 oficerów (mjr Masser i dr Hoffs) i 5 żołnierzy Waffen SS.

 

 

 

 

Zdjęcie po lewej stronie:

wachmistrz "Tarzan" (z lewej" przyjmuje raport od dowódcy sekcji erkaemów Mieczysława Kazimierskiego "Prymus".

W szeregu, od lewej, stoją: S. Jagiełło "Urwis", A. Margula "Kanarek", F. Perlak "Sokół" i S. Indrian "Żbik".

 

 

 

 

U "Ponurego"

8 września  1943r.  Tomasz Wójcik wraz z oddziałem dołączył do Zgrupowania "Ponurego" . „Tarzan” na Wykusie „paradował” w płaszczu zabitego generała.

"Tarzan" (środkowa postać) w szałasie na Wykusie

     Oddział liczył wtedy ok. 30 ludzi. Został włączony do Zgrupowania I Eugeniusza Kaszyńskiego "Nurt".  Kilkanaście osób z tego oddziału pod dowództwem "Tarzana" stanowiło oddział  konny w Zgrupowaniu "Nurta". Pozostała, spieszona część oddziału także została wcielona do Zgrupowania "Nurta". Dowódcą tego oddziału został ppor. Józef Kempiński "Krótki".  Kilkanaście dni później, zastępca "Tarzana", pchor. Marian Kaczmarski "Dymsza" wraz z kilkunastoma ludźmi zdezerterował od "Nurta" i utworzył znowu oddział NSZ.

     Na tym kończy się samodzielna działalność oddziału partyzanckiego "Tarzana". Najlepszym jego określeniem jest zapewne "samodzielny". Mimo, że powstał w ramach NSZ posiadał kontakty także z AK, a od czerwca 1943r. podlegał faktycznie tej organizacji.

Od tej pory oddział (jego część konna) stanowił zwiad konny Zgrupowania "Ponurego" przechodząc z nim szlak bojowy. Na zimę 1943/44r. oddział został skierowany na konspiracyjne kwatery w okolicy Ćmielów-Ożarów. Chcąc zapewnić sobie fundusze na przetrwanie żołnierze oddziału 22 grudnia 1943r. rozbili kasę Rolnika w Sandomierzu. Prowadzono także akcje bojowe np.: 29 stycznia 1944r. zorganizowano zasadzkę na lotników na drodze Zawichost-Sandomierz.
W lutym 1944r. kilku żołnierzy oddziału wzięło udział w rozbiciu oddziału Armii Ludowej z oddziałem partyzanckim Obwodu Opatów "Białe Barwy" (wydarzenia opisane w części dotyczącej tego oddziału). Po tej, samowolnej, akcji dowódca "Białych Barw" - Konrad Suwalski "Mruk" został odwołany z funkcji. Nie zgadzając się z tą decyzją część żołnierzy przeszła wtedy do oddziału "Tarzana", zresztą sam Suwalski także został przeniesiony do oddziału partyzanckiego Eugeniusza Kaszyńskiego "Nurt", który dowodził teraz pozostałością Zgrupowania "Ponurego".

„Tarzan” z ułanami. Od lewej w górnym rzędzie,: S. Idrian "Żbik", M. Kazimierski "Prymus" i F. Perlak "Sokół". Od lewej na dole: A. Margula "Kanarek", T. Wójcik „Tarzan”, S. Jagiełło "Urwis".

Wielkanoc 1944 r. oddział spędza we Wronowie a pod koniec kwietnia wraz z całym batalionem "Nurta" przerzuca się w rejon Staszowa do wsi Strzegom. W czerwcu "wędrują" po sandomierskim. W Biskupicach, w czerwcu 1944 r., odczytano partyzantom rozkaz o bohaterskiej śmierci ich niedawnego dowódcy Zgrupowania Jana Piwnika "Ponurego" , który poległ 16 czerwca 1944 r. w Jewłaszach na Nowogródczyźnie.
Wiosną oddział podjął kolejne działania w ramach oddziału "Nurta". Niektóre przeprowadzał także jako wydzielona jednostka. Np.:
-czerwiec 1944r. nieudana zasadzka na pociąg na odcinku Jasice-Ćmielów
-6 czerwiec 1944r. wykolejenie pociągu na odcinku Ćmielów - Mikułowice.

Zagłada

Liczący w dniu 7 lipca 1944r. 52 żołnierzy oddział oraz towarzyszący mu dwaj oficerowie z oddziału "Nurta" ("Mruk" i "Krótki") zakwaterowali w Woli Grójeckiej koło Ćmielowa. To był początek końca oddziału.

"Tarzan" i "Szafran" przy grobie jednego z poległych żołnierzy "Nurta".

Na początku lipca 1944r. "Tarzan" otrzymał do wykonania kolejne zadanie. O jego ważności może świadczyć fakt, że przydzielono mu ponad 40 żołnierzy oraz dwóch oficerów (ppor. Józef Kempiński „Krótki” i oficer dyspozycyjny 1 kompanii ppor. Konrad Suwalski „Mruk”).
Akcja miała być przeprowadzona w okolicy Ćmielowa, a jej dowódcą został znający teren "Tarzan". Z tego zapewne powodu został mu przydzielony "Mruk", także wywodzący się z miejscowej Placówki AK. Celem akcji miał być pociąg jadący na front wschodni z amunicją wyprodukowaną w skarżyskich zakładach zbrojeniowych. Część relacji podaje, że oddział miał opanować pociąg i przejąć jego zawartość. Wersja ta wydaje się mało prawdopodobna bowiem relacje z Placówki Ćmielów nie potwierdzają faktu przygotowywania podwód do wywiezienia ewentualnej zdobyczy. Bardziej prawdopodobna wydaje się wersja, że oddział miał zaatakować i zniszczyć jakikolwiek wojskowy transport (takie akcje w czerwcu oddział podejmował już dwukrotnie).

Odprawa patrolu konnego, tyłem na koniu dowódca patrolu "Tarzan" Tomasz Wójcik. Przed szeregiem konnych por. "Mariański" ( Stanisław Pałac).

Niezależnie od ostatecznego celu akcji oddział przeszedł w rejon miejscowości Podole. Rozpoznanie przeprowadzone przez „Tarzana”, przy pomocy Placówki AK w Ćmielowie, przyniosło potwierdzenie przebiegu transportu przez Ćmielów i właśnie tam postanowiono wykonać akcję.
5 lipca wieczorem "Tarzan" meldował "Nurtowi" przez łącznika, pchor. Zdzisław Toborek „Sylwester”, że akcja zostanie wykonana w rejonie Ćmielowa w nocy z 6 na 7 lipca. „Nurt” zgodził się na jej przeprowadzenie jednak zastrzegł, że tak duży oddział nie może przebywać zbyt długo w odkrytym terenie i gdyby akcja nie odbyła się do 7 lipca – nakazał powrót.
6 lipca oddział opuścił Podole i zajął Wolę Grójecką, położoną na południowy zachód od Ćmielowa. Zajęto miejsca w domach Pawła i Franciszka Bajerczyka, Stanisława Sternika oraz prawdopodobnie Stanisława Chadyny i Stanisława Niedbały.

      Po rozstawieniu czujek „Tarzan” przekazał dowodzenie pchor. Zygmuntowi Dudkowi „Czarnemu Pokierowi”. Sam z „Krótkim” i „Mrukiem” pojechali na kontakt do Ćmielowa sprawdzić informacje o transporcie. Okazało sie, że utknął on w Ostrowcu Świętokrzyskim i przez Ćmielów będzie jechał dopiero w dniu 8 lipca. Oficerowie powrócili do Woli Grójeckiej.  "Tarzan", zgodnie z rozkazem "Nurta", zarządził przygotowania do wymarszu w Góry Świętokrzyskie. Zapowiedziany marsz powrotny wywołał rozczarowanie. Ppor."Krótki" oraz "Komar", "Sylwester" oraz reprezentant Placówki Ćmielów (Komendant?) proponowali poczekać jeszcze dzień. Nie wiemy dziś jak było naprawdę: czy to pod namową innych czy z własnej woli, ale niezależnie z jakich powodów "Tarzan" złamał rozkaz "Nurta" i postanowił poczekać jeszcze jeden dzień.

Następnego dnia, w piątek 7 lipca 1944 r., po zjedzeniu śniadania, byli w gotowości bojowej, natomiast dowódca "Tarzan" Tomasz Wójcik wraz z "Krótkim" Józefem Kempińskim, "Mrukiem" Konradem Suwalskim udali się do sąsiedniej wsi Brzustowa do Kwietnia (dowódca patrolu dywersyjnego Podobwodu Ćmielów AK). Wg innych źródeł udali się do Ćmielowa sprawdzić informacje o wyruszeniu transportu z Ostrowca Świętokrzyskiego. W Woli Grójeckiej pozostał oddział ponownie pod tymczasowym dowództwem „Czarnego Pokiera”. W przypadku jakiegokolwiek zagrożenia oddział miał opuścić wieś.
Wolę Grójecką położoną jakby w jarze, otaczają wzniesienia. Na jednym z nich przesłaniającym wieś od strony Ćmielowa, stał wiatrak, pozwalający na daleki wgląd w teren. Przy wiatraku, nad biegnącą w wąwozie drogą do Ćmielowa, wystawiono posterunek obserwacyjny. Tego dnia od rana służbę pełniła tam drużyna "Komara". Pozostali żołnierze ze względu na panujący upał przeszli w pobliże sadzawki znajdującej się w jarze za wsią.

Od lewej Zygmunt Dudek " Czarny Pokier" - zastępca " Tarzana", "Dubiecki" - Edmund Rachubiński, szef oddziału "Tarzana" , "Bogoria" - Stanisław Skotnicki, późniejszy dowódca zwiadu konnego I batalionu "Nurta".

W tym momencie opisu dalszych zajść należy stwierdzić, że istnieją rozbieżności co do opisu tragedii. Według jednej drużyna "Komara" przebywała na posterunku jedynie do godziny pierwszej, a następnie za zgodą "Czarnego Pokiera" zeszła do oddziału na kwatery. Cezary Chlebowski w swoich publikacjach utrzymuje, że kończąca służbę drużyna zeszła z posterunku nie czekając na luzującego go zmiennika. Rozpoczynający służbę w tym czasie jeszcze się kąpał. Wersja ta wydaje się mało prawdopodobna bowiem wynika z niej, że zmiennikiem całej drużyny (uzbrojonej w rkm) miał być jeden żołnierz. Co więcej każdy pełniący służbę miał obowiązek pozostania na miejscu aż do czasu nadejścia zmiennika. Wydaje się więc, że ta wersja wydarzeń jest mało prawdopodobna.
Najbardziej prawdopodobne wydaje się, że ubezpieczenie wystawiane przez oddział zostało zdjęte, bowiem jak wskazują niektóre relacje, człowiek z ćmielowskiej placówki, przyrzekł dodatkową ochronę. Czy została ona rzeczywiście wystawiona? Dlaczego nie zaalarmowała oddziału o zbliżającym się niebezpieczeństwie? Na te pytania nie uzyskamy już zapewne odpowiedzi. Być może drużyna „Komara” została zdjęta, a na jej miejsce został skierowany tylko jeden żołnierz jako obserwator bowiem bezpieczeństwa oddziału mieli strzec ludzie z miejscowej konspiracji? Jeżeli tak faktycznie przedstawiała się sytuacja to „Komar” powinien czekać na stanowisku, aż do czasu nadejścia zmiennika. Faktem jest jednak, że dowodzący oddziałem w zastępstwie "Tarzana" nie dopełnili zasad bezpieczeństwa.
Istnieje także krzywdząca żołnierzy opinia Mieczysława Kazimierskiego "Prymus", do wiosny 1944r żołnierz „Tarzana”, następnie bez zgody przełożonych przeszedł do Batalionów Chłopskich. Nie wiemy na podstawie jakich relacji twierdzi on, że: "... Stwierdzono później, że przy śniadaniu partyzanci pili alkohol. Niektórzy byli dobrze podchmieleni. W takim stanie pokładli się spać..." Opinia ta jest niezgodna z prawdą. Trudno sobie wyobrazić, aby żołnierze oddziału oczekującego na akcję pili alkohol. Co więcej "Prymus" pisze, że po śniadaniu pijani żołnierze pokładli się spać... Całkowita fikcja. Wiemy z całą pewnością, że drużyna "Komara" pełniła służbę na posterunku obserwacyjnym w wiatraku, a pozostali uzyskali zgodę na kompanie się w sadzawce po czym powrócili do zabudowań stanowiących ich kwaterę.

"Tarzan" i "Dubiecki"

Po południu wyszedł z Woli Grójeckiej do Brzustowej, za zgodą "Czarnego Pokiera", strzelec Stanisław Kryj "Marcin", żeby odwiedzić rodzinę. Wdrapawszy się na wzgórze zamarł z przerażenia. Wieś otaczali półkolem żandarmi."Marcin" ruszył biegiem z powrotem do wsi krzycząc z daleka: - Niemcy !
Była godzina 17.30 kiedy okazało się, że wioska została otoczona przez przeważające siły niemieckie w liczbie ponad 120 żołnierzy przywiezionych 4 ciężarówkami z Ostrowca Św.
Zaalarmowani dowódcy sekcji i drużyn rzucili się do swoich ludzi z rozkazem najszybszego wyjścia poza wieś. Kierunek wskazał pchor. "Czarny Pokier". Trwające od rana pogotowie sprawiło, że już po kilku minutach oddział piął się pod górę przez zachodni skraj wsi. Wobec przeważającej siły Niemców, jak również z uwagi na to, aby nie bronić się w zabudowaniach wsi i spowodować jej spalenia i represji wobec ludności oddział zgodnie z wcześniejszymi wytycznymi wycofywał się.
Bój zaczął się na dobre. Strzelali wszyscy. Dudek wydawał rozkazy: Czołgać się! W pole! Ognia! Serie niemieckie siały jednak spustoszenie w szeregach partyzantów. Z próby przebicia nikt jednak nie rezygnował. Dla lepszego ostrzału ogień z rkm prowadzono np. z ramion Tadeusza Kosickiego "Zduńczyk". Z jego barków strzelali kolejno: "Lew", "Olszyna"i "Dąbek". Każdy kolejno ginął. Ostatecznie "Komar" strzelał z tego bergmana na stojąco, bo lepiej widział Niemców pochowanych w zbożu. Otrzymał serię w piersi.
Gęsto się ostrzeliwując, po mimo ponoszonych strat, zbliżali się do stanowisk niemieckich. Przerwę w pierścieniu zdołał sobie wyrąbać tylko "Czarny Pokier" z garstką żołnierzy, choć sam dowódca poległ praktycznie w chwili przekraczania niemieckiej linii. Spośród znajdujących się bezpośrednio przy nim przebili się: Tadeusz Kosicki "Zduńczyk", Zygmunt Mauer "Ciapek", Stanisław Cena "Franuś" i Stefan Biskup "Cichy". Ostatecznie udało im się zbiec w kierunku Lipowej do klasztoru Sióstr Szarytek, które ich opatrzyły.

W grupie znajdującej sie przy "Czarnym Pokierze" znajdowali sie także : strz. Aleksander Strzałkowski „Poraj”, strz. Leon Onichimowski „Polan”, strz. Ksawery Witkowski „Orzeł” i jeszcze jeden żołnierz pochodzący z Brzostowej. W ostatecznym szturmie na niemiecką linie nie udało im sie przebić i zostali wzięci do niewoli. Rannych i ociekających krwią Niemcy popędzili pod lufami do wsi. Tu skrępowanych sznurami postawili pod mur i gdy wydawało się, że to już koniec, podjechał wóz z kpt. Kenigiem z żandarmerii ostrowieckiej i oficer kazał ich zawieźć do tamtejszego więzienia (niektóre relacje podają, że był to szpital).
Poza tymi dwoma grupami uratowało sie także czterech żołnierzy, którzy przygotowywali posiłek. Nie wycofali się z oddziałem, ale ukryli się w wiosce: jeden schował się w beczce po perzach, drugi bez koszuli z dzieckiem na kolanach usiadł na małym stołeczku, trzeci schował się między workami w stodole a czwarty zebrał wiązkę siana i udawał, że idzie karmić bydło. Możliwość takiego ukrycia dawał im fakt, że byli w cywilnych ubraniach.
Dzięki temu uratował się także Stanisław Kryj "Marcin", który ostrzegł oddział. Także on wycofał się z pola walki. Z całego oddziału uratował się także Józef Sokół, który był tego dnia w odwiedzinach u rodziców.
Ostatecznie więc z liczącego 52 żołnierzy (nie wliczamy przydzielonych tylko na czas akcji "Krótkiego" i "Mruka") oddziału zginęło 37. Uratowało się tylko piętnastu ludzi.
Podczas walki "Tarzan" wracał właśnie z towarzyszącymi mu oficerami do oddziału. Gdy usłyszał odgłosy walki, wyprzągł konia i na oklep ruszył do Woli Grójeckiej. Z automatu ostrzeliwał Niemców od tyłu, potem popędził do sąsiedniej wsi, prawdopodobnie Grójec, chciał zebrać odsiecz, ale znalazł zbyt mało chętnych. Powrócił więc na pobojowisko i gdy odjechali Niemcy, chodził wśród poległych szukając śladów życia.
7 lipca 1944r. w Woli Grójeckiej zginęło 37 partyzantów. Z okrążenia przebiło się 4 żołnierzy, 4 rannych Niemcy wzięli do niewoli, pięciu ukryło się we wsi, a jednego żołnierza nie było podczas tragedii przy oddziale. Ocalał także "Tarzan, dowódca oddziału, oraz dwaj towarzyszący mu oficerowie oddziału "Nurta" którzy byli poza oddziałem.
Polegli partyzanci zostali pochowani w dniu tragedii na Woli Grójeckiej na tzw. Sołtysówce, na górce, pod lasem. Na drugi dzień czyli 8 lipca lub 9 lipca 1944 r., po zgodzie Niemców na pochówek, przewieziono ciała wozami konnymi na cmentarz parafialny w Ćmielowie gdzie zostali pochowani w tzw. Kwaterze Partyzanckiej. Groby były dla każdego oddzielnie, jednak polegli nie byli pochowani w trumnach z wyjątkiem jednego, któremu o to postarała się rodzina. Pozostali byli poprzykrywani workami. Nie było w czasie pogrzebu żadnych tłumów czy manifestacji patriotycznej. Polacy bali się Niemców, że mogą w czasie pogrzebu otoczyć cmentarz i w najlepszym wypadku wywieźć ich na roboty przymusowe do Niemiec.
Nie znając wszystkich okoliczności tragedii trudno jest ferować wyroki. Faktem jest jednak, że przyczyniły sie do niej dwie sprawy: nie wykonanie rozkazu "Nurta" o nie przeciąganiu uderzenia na pociąg poza dzień 7 lipca oraz zejście z wiatraka drużyny "Komara" niezależnie od tego czy miejscowa placówka obiecywała ochronę czy nie.
"Tarzan", "Krótki", "Mruk" udali się następnie do Kaliszan. Tu grupowali się także ocaleni żołnierze. Rannym udzielano pomocy oraz odsyłano ich na kwatery. Pozostali prawdopodobnie pod dowództwem "Krótkiego" i "Mruka" powrócili do oddziału "Nurta".
"Tarzan" zameldował się u „Nurta” dopiero w końcu lipca 1944 roku i wtedy zdał sprawozdanie "Nurtowi" z przebiegu akcji. Co robił przez ten czas...

Tydzień przed tragedią, okolice Opatowa. Od lewej: T. Kosicki "Zduńczyk", NN, Z. Dudek "Czarny Pokier", T. Wójcik "Tarzan, J. Kocko "Lulek", K. Suwalski "Mruk", A. Zawadzki "Lisek", Marian Materek "Komar”.

Tydzień przed tragedią

Powróćmy zatem w okolice Woli Grójeckiej. Już po opisanych wydarzeniach żandarmeria rozgłosiła wiadomość, że walka w Woli Grójeckiej nastąpiła w wyniku pomyłki, polegającej na przejęciu przez nich informacji, iż we wsi kwateruje oddział komunistyczny. Uzupełnieniem tego chwytu propagandowego było udzielenie zezwolenia na pochowanie poległych.
Musimy także przyjrzeć sie losom wziętych do niewoli czterech żołnierzy. W relacji Leona Onichimowskiego "Polan" czytamy: "... ranni i nieopatrzeni partyzanci zostali przez dobę przetrzymywani w więzieniu, a nazajutrz przyprowadzono ich przed kpt. Keniga, który im oświadczył, że pozostają wypuszczeni, gdyż podlegają wymianie, w zamian za ujętych przez partyzantów AK Niemców. Uwolnionych, wzajemnie podtrzymujących sie czterech rannych żołnierzy przejęli łącznicy i doprowadzili do placówek, gdzie otoczono ich opieką medyczną".
Czy faktycznie "Tarzan" pojmał w tym czasie na wymianę Niemców? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie, choć biorąc pod uwagę jego porywczość było to możliwe. Z drugiej jednak strony nie znajduje to potwierdzenia w innych relacjach. Być może więc Niemcy uwolnili jeńców ze względów propagandowych podobnie jak zgoda na pogrzeb. Pytanie to pozostaje jedynie w kręgu hipotez.

W całej sprawie bez odpowiedzi pozostaje także pytanie: w jaki sposób Niemcy dowiedzieli się o pobycie oddziału w Woli Grójeckiej? Także na tak postawione pytanie nie możemy udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Istnieje na ten temat co najmniej kilka hipotez.
1. Całkowicie odwrotnie sprawę stawia Marian Świderski "Dzik" - dowódca "Tarzana" od sierpnia 1944 r. Twierdzi on że "donos" został wymyślony przez samego "Tarzana" aby ochronić go przed "Nurtem" i karą za niesubordynację. Twierdzenie to pozostawimy bez komentarza nie odpowiada bowiem ono na pytanie: w jaki sposób Niemcy dowiedzieli się o pobycie w wiosce oddziału.
2. "Tarzan" podejrzewał że źródłem tragedii mógł być mężczyzna przyjęty do oddziału w Podolu. Podawał się, za żołnierza AK, Nie został on dostatecznie sprawdzony przez "Tarzana" a mógł być przecież podstawionym szpiclem. Hipoteza ta wydaje się najmniej prawdopodobna.
3. Już podczas wojny podejrzeniami o donos obwiniło się także jakąś kobietę. Ten wątek wydaje się najbardziej prawdopodobny, ale...
Podczas okupacji w Grójcu mieszkała kobieta o imieniu Grażyna. Prawdopodobnie już podczas okupacji donosiła Niemcom, ale brak na to dowodów. ... Faktem jest jednak, że już w tym czasie zadawała się w Grójcu z Niemcem, który zajmował się budową dróg. Kiedy Sowieci znaleźli się nad Wisłą, Niemiec zabrał ją ze sobą do Rozenbergu. W tamtejszym obozie przebywało sporo ludzi z Ćmielowa, z łapanek, i wywózek, z sierpnia 1944 r. Wywiezieni do Rozenbergu pracowali w fabryce produkującej holcgaz, który miał w samochodach zastąpić benzynę. Robotnicy byli ciągle przesłuchiwani i segregowani. Właśnie w tych segregacjach brała udział kobieta wskazująca Niemcom, kto był w konspiracji, a kto nie.
Po wojnie kobieta powróciła do Grójca. Józef Nalewaj w swoich wspomnieniach pisze: "... po wojnie przyjechało do niej dwóch mężczyzn, odczytali jej wyrok śmierci i rozłupali w krzakach. Może to ona doniosła Niemcom na partyzantów przebywających w Woli?

4. Istnieje także jeszcze jedna hipoteza dotycząca kobiety, która mogła być źródłem donosu.
Jadwiga Wajsowa w książce R. Miernika pt. Kolumna Bociana wyd. 1993 r. opisuje: "... w Ćmielowie i Grójcu były kobiety zadające się z Niemcami. Jedna z nich została namówiona albo przekupiona przez bojówkarzy z Armii Ludowej, aby dała znać Niemcom w Ostrowcu, że w Woli Grójeckiej kwaterują partyzanci, a niektórzy jak Suwalski i Kwiecień, paradują nawet po Ćmielowie".
Tadeusz Kwiecień „Dąb” jest dowódcą patrolu dywersyjnego Podobwodu Ćmielów AK, a Suwalski był dowódcą oddziału partyzanckiego AK "Białe Barwy", który w lutym 1944r. rozbił jeden z oddziałów AL. Tak więc siła zbrojna Polskiej Partii Robotniczej miała za co się mścić...
Powróćmy do wspomnień Jadwigi Wajsowej: "... Zaraz po tej masakrze w oddziale "Tarzana", ta donosicielka, obawiając się pewnie kary za to co zrobiła, zgłosiła się na wyjazd na roboty do Niemiec, do fabryki porcelany w Tetan w Saksonii. Właśnie do tego miasta Niemcy wysyłali ludzi z naszej "porcelany" z Ćmielowa. W jakiś czas później, do tej samej fabryki Niemcy wywieźli Władysławę Lekserową. Już tam na miejscu podszedł do niej jakiś mężczyzna i zapytał o koleżankę z Grójca. Chodziło mu o to, żeby mu pokazała, która to jest. Więc mu ją pokazała, jak szła z innymi do fabryki. I tyle, ale niedługo po tym, ta jej koleżanka została zabita albo zamordowana, a tego mężczyzny już więcej nie spotkała. Po wojnie jak Lekserowa wróciła do Ćmielowa, dowiedziała się jaki grzech jej koleżanka miała na sumieniu i dlaczego musiała zginąć..."
Reasumując sprawę donosu na Woli Grójeckiej 7 lipca 1944 r. nie wynika jednoznacznie, że zdrajca został rozpracowany i stracony. Józef Nalewaj słyszał że Grażyna z Grójca została po wojnie zabita w Grójcu przez dwóch mężczyzn, natomiast Jadwiga Wajsowa słyszała o zabitej kobiecie z Grójca ale jeszcze podczas wojny na terenie Niemiec w Tetan, gdzie pracowała w fabryce porcelany.

Skład oddziału

Na przestrzeni lat przez oddział przewinęło się wielu żołnierzy, dane niektórych udało się ustalić:

Adrian Janusz "Janusz" - poległ 7.07.1944r.,
Biskup Stefan "Cichy",
Borkowski Józef,
Cena Stanisław "Franuś",
Dudek Józef "Gryf" - poległ 7.07.1944r.
Dudek Zygmunt podch. "Czarny Pokier" - poległ 7.07.1944r.,
Dulęba Paweł "Borsuk" - poległ 7.07.1944r.,
Iryszek Stanisław kpr. "Żbik" - poległ 7.07.11944r.,
Jagiełło Stanisław "Urwis",

Kasten Andrzej "Zulejka"

Kazimierski Mieczysław "Prymus", "Orkan",
Kędzierski Stanisław "Ryś" - poległ 7.07.1944r.,
Kolkowski Stanisław "Pigół" - poległ 7.07.1944r.,
Kosicki Tadeusz "Zduńczyk", w białych barwach
Krawiec Michał,
Krogulec Kazimierz "Lew" - poległ 7.07.1944r.,
Kryj Stanisław "Marcin",białe barwy
Margula Alfred "Kanarek" - poległ 7.07.1944r.,
Materek Izydor "Olszyna",
Materek Marian "Komar" - poległ 7.07.1944r.,
Mauer Zygmunt "Ciapek",
Morkiewicz Stanisław "Dziadek",
Mozołowski Bolesław "Wierzba" - poległ 7.07.1944r.,
Niepokoyczycki Bolesław "Orkan" - poległ 7.07.1944r.,
NN "Jeleń" - zginał 7.07.1944r.,
NN "Lis" - poległ 7.07.1944r.,
NN "Mucha" kpr,
NN "Sobieski" - poległ 7.07.1944r.,
NN "Wilk" - zginął 7.07.1944r.,
Nowakowski Józef "Korwan" - poległ 7.07.1944r.,
Onichimowski Leon "Polan",
Orłowski Stanisław "Dantys" - poległ 7.07.1944r.,
Orzechowski Alojzy "Szafran", Szafraniec",
Paterkowski Zdzisław "Dąb", "Dąbek" - zginął 7.07.1944r. - na pomniku opisany jako NN
Perlak Franciszek "Sokół",
Pytlakowski Zbigniew "Pirat" - poległ 7.07.1944r.,
Rachubiński Edmundwachm. "Dubiecki" - poległ 7.07.1944r.,
Serafin Tadeusz "Kornet" - polegl 7.07.1944r.,
Siemianiuk Leon "Wierny" - poległ 7.07.1944r.,
Sikorski Henryk "Mors" - poległ 7.07.1944r.,
Sokół Józef,
Strzałkowski Aleksander "Poraj",
Śpiewak Stanisław "Kazik" - poległ 7.07.1944r.,
Taborek Zdzisław pchor. "Sylwester" - poległ 7.07.1944r.,
Wierciński Henryk,
Wiśniewski Zygmunt "Węgorz" - poległ 7.07.1944r.,
Witkowski Ksawery "Orzeł",
Wnętrzak Arkadiusz „Dan”
Wójcik Tomasz wachm. "Tarzan",
Zajcew Jan "Zając", (opis w Białych Barwach) - poległ 7.07.1944r.,
Zieliński Bolesław kpr. "Czarny Kot" - prawdopodobnie poległ 7.07.1944r.

Źródła

Opracowując material o oddziale korzystaliśmy z następujących źródeł:

Borzobohaty W.; "Jodła",
Chlebowski C.: "Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie",
Matusak P.: „Ruch oporu na ziemi opatowsko-sandomierskiej 1939-1945".
Strona internetowa: http://www.krzczonowice.pl/
Stona internetowa: http://ponury-nurt.blogspot.com/