Geneza oddziału i wyjaśnienia

Opisując historię powstania oddziału partyzanckiego, późniejszych zgrupowań Jana Piwnika „Ponurego” należy wyjaśnić, że cichociemny został skierowany przez Komendę Główną AK do Okręgu Kielce z zadaniem objęcia funkcji szefa Kierownictwa Dywersji „Kedyw”, a nie oddziału partyzanckiego. Zapewne ten zamysł był w głowie Piwnika, ale formalnie sprawa wyglądała inaczej. To zresztą nie jedyny problem, który chcemy wyjaśnić na samym początku.

     Pierwszy przyjazd „Ponurego” na teren okręgu miał miejsce w drugiej połowie marca 1943 r. Spotkał się wtedy z przebywającymi w Michniowie cichociemnymi ale zapewne i z kierownictwem okręgowego Kedyw-u. Od tego czasu w kolejnych dwóch miesiącach kilkakrotnie odwiedzał świętokrzyskie, aż ostatecznie na stałe przybył tu 27 maja. Trudno w tym czasie mówić o jakimkolwiek dowodzeniu (niektóre osoby już wtedy przypisują Piwnikowi dowodzenie jednostkami partyzanckimi)  skoro nie pełnił żadnej funkcji.

     Przełomową datą jest 4 czerwca 1943 r.  kiedy Jan Piwnik obejmuje funkcję szefa Kedyw Okręgu Kielce. Historia ta opisana jest w części dotyczącej Kedyw, który w strukturze komendy okręgu. 

     W tym czasie „Ponuremu” podporządkowany był jedynie jeden oddział partyzancki Józefa Domagały „Wilk”, który kwaterował na Kamieniu Michniowskim. O utworzeniu oddziału partyzanckiego Jana Piwnika można mówić od narady 12-13 czerwca kiedy „Ponury” otrzymał od komendanta okręgu zgodę na utworzenie takiego.

     W tej części przedstawimy historię Oddziału Partyzanckiego „Ponurego”,  a później Zgrupowań Partyzanckich „Ponurego” z zaznaczeniem czasu od czerwca 1943 roku do stycznia 1944 r. - kiedy Piwnik zostaje odwołany z funkcji dowódcy i wyjeżdża do Warszawy.

     Zdajemy sobie sprawę, że oddział istnieje nadal i pod dowództwem „Nurta” prowadzi z powodzeniem walki z okupantem niemieckim. Ze względu na zmianę dowództwa, okoliczności, nowy teren działania  tą część historii przedstawiamy w osobnym miejscu zastrzegając, że jest to ciąg dalszy tej samej jednostki Armii Krajowej.

Czerwiec 1943 r.

12 czerwca zapadła decyzja o utworzenio oddziału partyzanckiego, którm ma przez pewien czas dowodzić Jan Piwnik "Punury", który jednoczesnie pełni od 4 czerwca funkcję Szefa Kedyw Okręgu Kielce. Miesiąc upływał na porządkowaniu spraw organizacyjnych. 

8 CZERWCA – ROZMOWY Z „GROTEM” i „OSETEM”

     Eugeniusz Kaszyński „Nurt” oraz Waldemar Szwiec „Robot” odwiedzili kwaterujący od przełomu maja i czerwca na Wykusie oddział Euzebiusza Domoradzkiego „Grot”. Przekonywali oni dowódcę i około 50 żołnierzy do podporządkowania się „Ponuremu”. Oddział poprosił o kilka dni do namysłu.  Wynikało to z faktu, że w oddziale „Grota” panowała koleżeńska atmosfera i regulamin wojskowy nie był przestrzegany w 100 procentach. Po debacie żołnierze podjęli demokratyczną decyzję, że podporządkują się rozkazom „Ponurego”. Niewątpliwie w podjęciu decyzji pomógł fakt, że za podporządkowaniem oddziału „Ponuremu” był Komendant Obwodu Kielce.

     Nie wiemy w jaki sposób przebiegały rozmowy z oddziałem „Oseta”.

11 CZERWCA – PODPORZĄDKOWANIE ODDZIAŁÓW „GROTA” i „OSETA”

     Oddział partyzancki Euzebiusza Domoradzkiego „Grot” podporządkował się rozkazom Jana Piwnika „Ponury”. Oddział liczył ponad 50 partyzantów uzbrojonych w cztery ręczne karabiny maszynowe, dwa pistolety maszynowe oraz około 30 karabinów. Pozostali żołnierze uzbrojeni byli w zdobyczne dubeltówki. Z chwilą podporządkowania nie zmieniono miejsca obozowiska, ale pozostano na Wykusie.

     Razem z „Grotem” podporządkował się „Ponuremu” oddział Władysława Wasilewskiego „Oset”.

12-13 CZERWCA - NARADA NA KAMIENIU MICHNIOWSKIM

     W sobotę i niedzielę tym miejscu odbyła się narada z dowódcami okolicznych oddziałów partyzanckich oraz dowódcami Kedywu w obwodach Okręgu Kielce (bądź osobami które były na to stanowisko planowane). Naradę zwołał Jan Piwnik "Ponury", od 4 czerwca szef Kierownictwa Dywersji ("Kedyw")  okręgu. W naradzie wzięli udział także Komendant Okręgu Kielce Stanisław Dworzak „Daniel” oraz Szef Sztabu Okręgu Jan Stenzel „Rawicz”.

Wiemy, że w naradzie brali udział:

-Obwód Kielce - Marian Sołtysiak „Barabasz” – reprezentujący obwód (nie jest jeszcze wtedy powołany na szefa Kedyw).

-Obwód Włoszczowa - Mieczysław Tarchalski „Marcin” - powołany już na szefa Kierownictwa Dywersji Obwodu Włoszczowa.

-Obwód Częstochowa: z dostępnych materiałów wynika, że obwód reprezentowali NN „Sęp” z Rewolucyjnej Partii Polskich Rewolucjonistów ( współpracującej na terenie Częstochowy z AK), oraz  ppor. Leona Szymbierski „Orzeł”, przewidziany na dowódcę oddziału dywersyjnego w Częstochowie.

-Obwód Końskie - reprezentował Kazimierz Chojniarz „Walcz”, dowódca oddziału dywersyjnego oraz Kierownictwa Dywersji obwodu.

     Głównym celem narady była organizacja struktur Kedyw w okręgu oraz wypracowanie odpowiednich metod walki z Niemcami oraz z bandytyzmem.

Narada, w tej części, zakończyła się następującymi ustaleniami:

-Kedyw ma prowadzić walkę czynną w zakresie dywersji, sabotażu oraz likwidację wszelkiego rodzaju zdrajców,

-zadania te mają wykonywać oddziały dywersyjne tworzone przy strukturach odpowiedniego szczebla

„Ponury” chciał podczas narady osiągnąć jeszcze jeden cel. postulował zorganizowanie oddziału partyzanckiego pod swoim dowództwem i podjęcie działań na szerszą skalę. Plan ten nie uzyskał początkowo akceptacji Komendanta Okręgu. Podczas przerwy Komendant „Daniel” przeprowadził inspekcję oddziału Józefa Domagały „Wilka”, który mimo niedostatków zaprezentował się wyśmienicie co komendanta wyraźnie wzruszyło. Być może to sprawiło, że komendant okręgu zmienił zdanie i podjął następującą decyzję:

- „Ponury” utworzy oddział partyzancki w sile ok. 200 dobrze uzbrojonych ludzi,

- w okresie organizacji Jan Piwnik będzie jednocześnie kierował z lasu Kedywem, następnie zaś przejdzie na konspiracyjną kwaterę.

     Z decyzją o utworzeniu nowego oddziału wiąże się jeszcze jedna, pomijana do dziś.  Dla nowego oddziału jako teren działania wyznaczono Lasy Siekierzyńskie, ale na tym terenie działał już oddział Mariana Sołtysiaka „Barabasz”. Aby zbytnio nie „zagęszczać” lasów zapadła decyzja, że oddział „Barabasza” przeniesie się na południe do Lasów Daleszyckich i Cisowskich.

15 CZERWCA - PRZYJAZD WARSZAWIAKÓW

     Do "Ponurego" przybywają cichociemny Jan Rogowski „Czarka” oraz Jerzy Wojnowski „Motor”. Zgodnie z relacjami kolejni ochotnicy docierają na Kamień Michniowski. 

     Przyjeżdża także z Warszawy grupa żołnierzy działająca wcześniej w „Wachlarzu” bądź w warszawskiej dywersji. Także ona zostaje prawdopodobnie przeprowadzona na Wykus. Grupą tą dowodzi Janusz Skalski „Pietia Wagin”. Razem z nim przyjechali:

Tadeusz Roman „Tadzik Duży”,

Józef Hop (Hoppe) „Józek”,

Adam Wolf „Adaś”-„Wilk”,

Henryk Fedorowicz „Pakunek”-„Cichy”,

Piotr Downar „Azorek”,

Zbigniew Rudzisz „Audaniec”,

Jacek Szperling „Jacek”,

Janusz Munk „Janusz”,

Eugeniusz Bunicz „Gotów”,

 Jerzy Sęk „Świstak”,

Leszek Zahorski „ Leszek Biały”,

Karol Waligórski „Karolek”,

Stanisław Wolf „Staszek”-„Babiński”

Albin Hop (Hoppe) „Ali”-„Stefanowski”

Grażyna Śniadecka „Grażyna”

Henryk Pawliszyn „Heniek Duży”.

„Katylina”, „Klemens”, „Edek”, „Bolek”,

     Grupa wyjechała z Warszawy pociągiem o godzinie 6.30 podzielona na kilkuosobowe zespoły. Łącznie jechały  22 osoby. Zgodnie z dziennikiem „Staszka” w Radomiu dwie osoby zostały aresztowane przez Bahnschut. Do kontroli zatrzymani zostali Leszek Zahorski „Leszek Biały” i Henryk Pawliszyn „Heniek Duży”. Po sprawdzeniu dokumentów i zweryfikowaniu telefonicznym ich miejsca zatrudnienia (fałszywego), zostali zwolnieni. Następnym pociągiem dojechali do Skarżyska-Kamiennej, skąd dołączyli do oddziału.

     Zapis w tymże dzienniku wskazuje, że perypetie miał też sam Stanisław Wolf „Staszek”-„Babiński”, któremu udało się uciec i dołączyć do reszty (wymaga to zapewne sprawdzenia).

      Grupa ostatecznie dotarła w Góry Świętokrzyskie, ale wysiadano na różnych stacjach gdzie oczekiwali łącznicy.  Grupa wywodząca się z Wachlarza wysiadał np. w Suchedniowie gdzie na stacji kolejowej oczekiwał ich łącznik, Kazimierz Skrzynecki „Wąs”. Znakiem rozpoznawczym była trzymana przez niego gazeta. Łącznicy odebrali w ten sposób wszystkie grupy.

     Prawdopodobnie z punktu kontaktowego został zabrany cichociemny Rafał Niedzielski "Mocny", "Twardy", "Rafał" , który został tam skierowany po ucieczce z niemieckiego aresztu.

18 CZERWCA – POCZĄTEK PRZENOSIN NA WYKUS

     Zapewne po wizycie „Nurta” i „Robota” na Wykusie podjęto decyzję, że to  właśnie miejsce będzie wyśmienicie nadawało się na partyzanckie obozowisko. Źródełko na Kamieniu Michniowskim było bowiem za słabe aby zaspokoić potrzeby rosnącej grupy ludzi. Na dotychczasowym miejscu oczekiwano tylko na przybycie zapowiedzianych grup żołnierzy z Warszawy. Gdy wszyscy dotarli „Ponury” podjął decyzję o zmianie miejsca zakwaterowania.

     18 czerwca z oddziału oddelegowano jedną sekcję (późniejsza  1 sekcja  1 drużyny 1 plutonu II Zgrupowania} do miejsca, w którym wyznaczono lokalizację nowego obozu na Wykusie, aby zbudować tam nowe szałasy. Zapewne nie była to jedyna grupa, którą skierowano w pierwszym „rzucie”.

     Ostatnie grupy partyzantów opuściły Kamień Michniowski 21 czerwca. Nie wszystkie udały się jednak na Wykus. Część oddziałów wyszło na pierwszą akcję bojową.

21 CZERWCA – PODPORZĄDKOWANIE ODDZIAŁU „JURKA”

     Datę dołączenia oddziału Władysława Czerwonki „Jurek” na 21 czerwca podaje w swojej publikacji Marian Świderski „Dzik”, Cezary Chlebowski określa ją: przed 20 czerwca.

     Do obozowiska na Wykus (prawdopodobnie) dotarł oddział partyzancki Władysław Czerwonki „Czerwony Jurek”. Oddział liczy 35 ludzi a jego uzbrojenie jest bardzo dobre: dwa rkm, pwa pistolety maszynowe oraz karabiny. Na każdy karabin przypadało 100 sztuk amunicji co na warunki partyzanckie było dużym zapasem. Tak podaje wiekszość opracowań, ale my mamy pewne wątpliwości.

     Dotychczasowe opracowania podają, że oddział, który dotarł liczył 35 ludzi. Być może jednak, nie jest o informacja ścisła? Być może „Jurek” dociera do „Ponurego” tylko z jedną drużyną czyli w sile nie więcej niż 20 ludzi. Druga drużyna, którą dowodzi kapral Edward Półtorak  ”Młot”, z nieznanych nam przyczyn pozostała pewien czas w lasach małomierzyckich.

24 CZERWCA – ZASADZKA POD GRZYBOWEM

     Oddziały narzekały na brak uzbrojenia. Dotyczyło to szczególnie oddziału „Warszawiaków”. Dodatkowo „Ponury” planował przeprowadzenie akcji zbrojnej, która pozwoli zgrywać się poszczególnym oddziałom. Sprzyjającą ku temu okoliczność przedstawił „Robot”, według którego codziennie z Końskich do Stąporkowa przejeżdża samochód z żandarmami. To oni mieli być głównym celem akcji do udziału w której przewidziano cztery grupy.

21 czerwca

Oddziały Euzebiusza Domoradzkiego „Grot” i Władysława Wasilewskiego „Oset” pod ogólnym dowództwem Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurt” na akcję wyszły z obozowiska Wykus. Po drodze dołączyły do nich oddział Józefa Domagały „Wilk” i oddział „Warszawiaków”, które pod dowództwem Waldemara Szwieca „Robot

22 czerwca

Partyzanci po całonocnym marszu  zatrzymują się na leśnym biwaku na odpoczynek. Okazuje się że szczególnie Warszawiacy mają problemy kondycyjne, ale niwelują je zaciekłością. W południe oddział udaje w dalszą drogę i wieczorem zatrzymuje się w lesie na dłużej.

23 czerwca

Opis akcji zawarty w Dzienniku „Staszka” nie daje nam pewności co do przebiegu akcji, ale wynika z niej że oddział „Oseta” zarekwirował w jakiejś mleczarni wóz wyrobów mleczarskich. Szybka reakcja żandarmerii spowodowała chwilowe zagrożenie, ale oddziałom udało się przejść w bezpieczne miejsce. Gdzie spotkały się wszystkie oddziały na biwaku.

24 czerwca

Do partyzantów trafiają karabiny przekazane w nocy przez miejscową placówkę (być może to Placówka Niekłań) co pozwala na częściowe dozbrojenie oddziału „Warszawiaków”. Tego dnia oddział wychodzi na główną akcję. Zgodnie z danymi wywiadu samochód z żandarmerią przejeżdża w godzinach porannych. Zasadzkę urządzono na wzgórzu koło Grzybowa. Wystawione ubezpieczenia miały sygnalizować pojawienie się oczekiwanej ciężarówki. Ta jednak nie nadjeżdża i ostatecznie cichociemni podejmują decyzje o odejściu z miejsca zasadzki.

Zdecydowanie inaczej akcja opisana jest w Dzienniku „Staszka”, ale wydaje się, że mija się on z prawdą.

25 czerwca

Oddziały o 5 rano docierają do Zbrojowa koło Bliżyna gdzie kwateruje przez 3 godziny odpoczywając i susząc się.

O godzinie 8 partyzanci ruszają na Wykus. Po drodze, w lasach osieczeńskich, napotkano dwa ciągniki wywożące z leśnej polany beczki z żywica. Marian Świderski „Dzik” otrzymuje od „Nurta” polecenie zniszczenia pojazdów i magazynu beczek. Strzały w zbiorniki paliwa doprowadzają do pożaru ciągników, a w efekcie także do zapalenia się beczek. 

Prawdopodobnie podczas powrotu cichociemni nawiązują kontakt z „Albińskim” (być może w Michniowie) i udają się na spotkanie z kolejnym oddziałem partyzanckim.

25 CZERWCA – SPOTKANIE Z „HABDANKIEM”

     W lesie za Błotem koło Suchedniowa doszło do spotkania „Robota”, „Nurta” oraz „Albińskiego” z oddziałem partyzanckim Jerzego Oskara Stefanowskiego Habdank”. Oddział liczył około 40 żołnierzy i poza karabinami na jego wyposażeniu znajdował się jeden pistolet maszynowy i jeden rkm. Zapadła decyzja o podporządkowaniu się „Ponuremu”. Odział miał dołączyć w późniejszym czasie, który jeszcze się odwlekł ze względu na niemiecką obławę.

     Ostatecznie „Habdank” dołączył do Zgrupowań 10 sierpnia.

PO 30 CZERWCA – DOŁĄCZENIE ODDZIAŁU „SZORTA”

     Nie znamy dokładnej daty, ale po 30 czerwca (nie później niż 2 lipca bowiem wtedy żołnierze z oddziału biorą już udział w walce)na Wykus dociera oddział partyzancki pod dowództwem chorążego Tomasza Wagi „Szort”. Oddział wywodzi się z Narodowej Organizacji Wojskowej, ale w jego skład wchodziło także kilku ludzi z rozproszonych grup „Saszki” i „Brzozy”.

Lipiec 1943 r.

Miesiąc w którym oddział partyzancki osiąga zdolność bojową. Przeprowadzane są akcje kolejowe, ale partyzanci przeżywają także pacyfikację Michniowa. 

2/3 LIPIEC - AKCJA NA DWA POCIĄGI

     Z początkiem lipca oddziały, które podporządkowały się pod dowództwo Jana Piwnika „Ponurego” liczyły już około 200 ludzi. Dowódca podjął decyzję (zapewne jeszcze w czerwcu) o sprawdzeniu ich sprawności bojowej. Po rozpoznaniu „Ponury” nakazał uderzyć na dwa niemieckie pociągi pośpieszne.

PRZYGOTOWANIA

     2 lipca zaraz po apelu porannym rozpoczeto przygotowania. Wydzielone oddziały podzielono na dwie grupy liczące po około 80 żołnierzy. W obozowisku pozostała jedynie drużyna gospodarcza, a oddziały udały się w drogę. Wszyscy wyruszyli w kierunku Michniowa i tam na skraju lasu rozłożyli się obozem i czekali do zmroku. O godzinie 23 wydano prowiant i niedługo później żołnierze udali się na swoje stanowiska.

     Początkowo wszyscy partyzanci szli razem, ale później rozdzielili się na dwie części i podążyli w ustalone miejsca. Plan zakładał, że obydwa pociągi zostaną zatrzymane za pomocą semaforów, a następnie będą opanowane przez partyzantów, jeżeli nastąpią ku temu sprzyjające okoliczności.

PLAN

     Pociąg relacji Warszawa–Kraków zaatakowano w rejonie bloku kolejowego Jędrów koło Suchedniowa, gdzie akcją dowodził cichociemny ppor. Waldemar Szwiec „Robot”, a obserwatorem był por. Eugeniusz Kaszyński „Nurt”. W skład tej grupy wchodziły oddziały chor. Tomasza Wagi „Szorta” i ppor. Władysława Czerwonki „Czerwonego Jurka” oraz prawdopodobnie Józefa Domagały „Wilk”.

     Druga grupa miała przeprowadzić atak na pociąg relacji Kraków–Warszawa koło stacji kolejowej Łączna, gdzie dowodził cichociemny ppor. Rafał Niedzielski „Mocny”, a obserwatorem był prawdopodobnie sam Jan Piwnik „Ponury”. W skład tej grupy wchodziły oddziały por. Euzebiusza Domoradzkiego „Grota” i Władysława Wasilewskiego „Oseta” oraz ludzie z oddziału ochrony radiostacji.

"ROBOT" WALCZY POD JĘDROWEM

Bronisław Zaczkiewicz „Ignac”

Pierwszy akcję rozpoczął „Robot”. Jej celem był pociąg, który przez Jędrów (dziś Berezów) przejeżdżał o godz. 2.17 w nocy. Akcję zaczynają dowódca „Robot”, ppor. Marian Wikło „Marian” i sekcyjny „Janusz”, którzy po wejściu na stację mieli sterroryzować obsługę i opanować blok kolejowy. Przebiegło to bez problemów bowiem kolejarze szybko zorientowali sie jakich gości maja i służyli pomocą przy noramlnym funkcjonowaniu.

     Pociąg jadący z Warszawy został zatrzymany pod semaforem. Do lokomotywy dostali się Władysław Czerwonka  „Jurek” i Piotr Downar „Azorek”, którzy ją opanowali.  Ten ostatni dodatkowo unieruchomił maszynę poprzez wypuszczenie z niej pary.

     W tym czasie do wagonów weszli Stanisław Berus „Kuna”, bosmanmat Peliszke „Katylina” oraz cichociemny Jan Rogowski „Czarka”. Nie zastali nikogo w przedziale służbowym. Wobec tego „Katylina” donośnym głosem nakazał pasażerom opuszczenie wagonów. W tym czasie z trzeciego wagonu pada strzał co powoduje ogólną strzelaninę. Tym Niemcom którzy chcieli uciec na druga stronę drogę ucieczki blokował Kazimierz Skrzynecki „Wąs” ogniem ckm.

     Równocześnie Albin Hop „Stefanowski”, Henryk Fedorowicz „Cichy”, Eugeniusz Bunicz „Gotów” i Witold Jurczyński  „Czajek”  zajmowali się wagonem pocztowym. Podszedł do nich niemiecki oficer, ale został przez tego ostatniego zastrzelony. Niestety partyzantom nie udało się podpalić lontu i ostatecznie odstąpili od wysadzenia drzwi wagonu pocztowego.

     Wobec braku możliwości zdobycia wagonów akcję przerwał trzykrotny gwizd – sygnał do wycofania. Niestety podczas strzelaniny poległ jeden partyzant z oddziału „Szorta”:  strz. Bronisław Zaczkiewicz „Ignac”. Stał na ubezpieczeniu, ale trafiła go jakaś zabłąkana kula. Był to pierwszy poległy w walce żołnierz oddziału „Ponurego”. Został zabrany i pochowany na Wykusie.

"MOCNY" ZATRZYMUJE POCIĄGI POD ŁĄCZNĄ

     Druga akcja, gdzie dowodził Rafał Niedzielski „Mocny”,  miała inny przebieg. Z racji, że była później obawiano się, że Niemcy mogą być przygotowani na atak. Grupa uderzeniowa zajęła wyznaczone stanowiska wzdłuż toru kolejowego natomiast kilku partyzantów opanowało stację i rozpoczęło kierowanie ruchem. Jako pierwszy zatrzymano pociąg towarowy, którego światła wygaszono. Następnie nadjechał pociąg osobowy z Krakowa, który, nie zważając na zapalone światła ani semafor, nie zatrzymywał się i uderzył w niego.

     Partyzanci ostrzelali wagony, ale Niemcy dosyć szybko podjęli walkę. Ich zapału nie ostudziło nawet obrzucenie wagonów granatami. Wywołały one pożar, ale nie pozwoliły na opanowanie pociągu.

PODSUMOWANIE

     Obie akcje, mimo że nie zdołano zająć wagonów, można uznać za udane. Zgrupowania zdobyły pewną ilość uzbrojenia oraz amunicji. Był to także świetny sprawdzian zdolności współdziałania poszczególnych oddziałów w takich przedsięwzięciach.

     Niestety, poległ jeden partyzant strz. Bronisław Zaczkiewicz „Ignac” (z oddziału „Szorta”), a ranny był Stanisław Radek pseudonim „Orzeł”

     Natomiast wysokość strat po drugiej stronie nie jest dokładnie znana. Według niemieckich danych było 8 zabitych i około 40 rannych. Prawdopodobnie nie jest to ostateczna liczba, zważywszy na częste pomniejszanie efektów akcji partyzanckich przez okupanta oraz na rozmiar samej akcji, w tym zderzenie pociągów.

     Jeżeli chodzi o wysokość strat niemieckich podawaną w relacjach partyzantów, to jest ona kilkadziesiąt razy większa. Niektórzy mówili nawet o 200 zabitych! Liczba ta wydaje się raczej kilkakrotnie zawyżona. Jednak dziś nie jest możliwe ustalenie ścisłych danych. Do tego doszła 12-godzinna przerwa w ruchu kolejowym.

     Należy ponadto zaznaczyć, że jedną z wymiernych korzyści akcji pod Łączną i Jędrowem był również ich aspekt psychologiczny. Z jednej strony podniesienie na duchu ludności polskiej,

Wrzesień 1943 r.

Miesiąc obfituje w wydarzenia: opanowanie Końskich, akcja na pociąg pod Wólką Plebańską, 

1 września 1943 r. - opanowanie Końskich

Wieczorem 31 sierpnia Zgrupowanie „Robota” (kwaterujące prawdopodobnie na Kamieniarskiej Górze) przystąpiło do realizacji kolejnego zadania którym było opanowanie Końskich. Zadanie trudne bowiem w mieście i okolicy stacjonowało około 1800 niemieckich żołnierzy i funkcjonariuszy. Oddział liczył w tym czasie 64 żołnierzy plus przebywająca z nim grupa dywersyjna Franciszka Salaty „Huragan”, ze Smarkowa (nie znamy jej liczebności).

     Oddział został podzielony na grupy, którym przydzielono konkretne zadania. Przed godziną 24 poszczególne grupy znalazły się na swoich pozycjach wyjściowych, podchodząc do miasta od strony Koczwary.
-jako pierwsze do działania przystąpiło ubezpieczenie, grupa Franciszka Salaty „Huragan”, która jeszcze przed północą , w rejonie Koziej Wsi, wykonało na drodze ze Skarżyska zaporę drogową.
W samym mieście jako pierwsza do akcji wkroczyła grupa „Robota”, która przy pomocy pracownika ZEORK, Prasał, wyłączyła w stacji transformatorowej elektryczność. Nastąpiło to tuż przed północą i było sygnałem do rozpoczęcia akcji.
-sekcja pod dowództwem Stanisława Kołodziejczyka „Bandera” miała ogniem ckm ryglować położone na północnych obrzeżach miasta koszary niemieckie. Ogień ciężkiego karabinu maszynowego prowadzony na koszary od początku zniechęcił znajdujących się tam żołnierzy do jakiejkolwiek akcji. Podjęli oni jedynie wymianę ognia. Kiedy jednak zaciął się ckm, było to już w drugiej godzinie akcji, okupanci zaczęli poczynać sobie coraz śmielej. Ogień z partyzanckiej broni ręcznej nie mógł ich powstrzymać. Stąd zaczęli się oni w sposób zorganizowany wycofywać.

-grupa pod dowództwem Mariana Janikowskiego „Kmicic” obeszła miasto i przez teren getta przedostała się do hali targowej przy ulicy 3 Maja 25 (dziś teren placu targowego przy ul. Spółdzielczej). Grupa ta wystawiła ubezpieczenie: dwie sekcje rkm pod dowództwem Jan Zbigniew Wroniszewski "Znicz" i Herwina Smalca „Herwin”. Ogniem swojej broni skutecznie blokowały one areszt oraz prawdopodobnie budynek koszar żandarmerii przy dzisiejszej ulicy Warszawskiej (budynek szkoły). W tym czasie pozostali żołnierze ładowali na zarekwirowaną furmankę przydatne materiały znajdujące się w halach. W drugiej godzinie akcji zacięły się oba karabiny maszynowe ubezpieczenia. Także tu słabszy ogień skłonił Niemców do bardziej śmiałego posuwania się w kierunku partyzantów. Szczęśliwie był to już koniec akcji i ubezpieczenie zaczęło wycofywać się w wyznaczonym kierunku.


-grupa pod dowództwem „Robota” dotarła w rejon ulicy Jatkowej (od strony parku) gdzie wystawiono ubezpieczenia w kierunku więzienia i żandarmerii. Pozostali żołnierze dostają się do magazynów Społem mieszczących się przy dzisiejszej ulicy Partyzantów (teren zajmowany dziś przez sklep spożywczy i sąsiednie przedsiębiorstwa) . Wysłani w miasto żołnierze sprowadzili samochód ciężarowy, na który załadowano odzież, tekstylia i inne artykuły. Z chwilą zacięcia rkm z grupy „Kmicica” także w okolice ulicy Jatkowej dociera niemiecki patrol. Dalszy jego marsz zostaje jednak powstrzymany ogniem broni ręcznej.

-w mieście działał także patrol likwidacyjny pod dowództwem Stanisława Janiszewskiego „Dewajtis” w składzie Tadeusz Chmielowski „Bartek” i NN „Leon”. Ten ostatni pochodził ze Śląska. Biegle znał niemiecki więc patrol podawał się za niemiecką policję co ułatwiło mu wykonanie zadania. Patrol w ciągu dwóch godzin zlikwidował pięciu agentów na których były wydane wyroki przez Wojskowy Sąd Specjalny. Przed wykonaniem każdej egzekucji, żołnierze odczytywali skazanym werdykt sądu.


     W końcowych minutach akcji widać było coraz śmielsze poczynania Niemców co związane było z zacięciami broni maszynowej. Na szczęście na wieży kościoła wybiła godzina druga co było dla wszystkich grup sygnałem do odwrotu. Większość grup wycofała się ulicą Tarnowskich i zebrała na przejeździe kolejowym. Stamtąd przez Pomyków i Piłę dotarli do Smolarni, gdzie czekało ubezpieczenie pod dowództwem „Huragana”. Biwak urządzono na Kamieniarskiej Górze.
     Efekt propagandowy akcji był olbrzymi. W czwartą rocznicę wybuchu wojny oddział Armii Krajowej zajął miasto powiatowe. Ogniem broni ciężkiej zablokowano niemieckie oddziały. Po stronie okupanta zginęło prawdopodobnie 7 żołnierzy. Strona atakująca nie straciła ani jednego człowieka. Nie było także rannych, a zdobycz materialna pozwoliła na wyekwipowanie oddziału.