Zadania

Oddział II Sztabu Okręgu zajmował się wywiadem i kontrwywiadem. Wywiad zajmował się zbieraniem i opracowywaniem wszelkiego rodzaju informacji dotyczących działalności okupanta. Szczególny nacisk położono na rozpoznanie sił zbrojnych wroga. Wypracowano proste, ale skuteczne metody np. ilość wypiekanego chleba lub nawet ilość pobieranego zapasu mąki pozwalała obliczyć liczebność jednostki, jeżeli znana była dzienna norma chleba przypadająca na żołnierza. Podobne wnioski można było wyciągnąć z danych o produkcji masarni czy ilości bielizny żołnierskiej odsyłanej do pralni.
Szczególną uwagę zwracano na arterie komunikacyjne, które zostały oplecione siecią posterunków obserwacyjnych, co pozwalało obserwować przemieszczanie się jednostek w skali okręgu, a następnie kraju. Oczywiście siatka informatorów sięgała także do fabryk i zakładów oraz instytucji publicznych. Wywiad obejmował także zbieranie informacji dotyczących społeczeństwa, jego zachowań, strat itd. Kontrwywiad miał czuwać nad bezpieczeństwem własnym organizacji a także zbierać wiadomości o zamierzeniach kontrwywiadu niemieckiego.
Zorganizowanie struktur, które mogły wypełnić nakładane na nie zadania nie było łatwe. Wymagało wnikliwego sprawdzenia osób przewidzianych do pracy wywiadowczej, a na to potrzebny był czas. Pozyskane do pracy osoby wymagały także odpowiedniego przeszkolenia, które trwało zresztą przez cały czas okupacji. Szkolenia odbywały się w formie instruktażu pisemnego oraz indywidualnych odpraw.
Wszystkie te powody sprawiły, że okres organizacyjny oddziału zakończył się dopiero w połowie 1940 roku.

Struktura

Praca wywiadu opierała się na dwóch odrębnych siatkach wywiadu. Jedną była sieć obwodowa – przy każdej komendzie obwodu działał referat II oddziału. Druga „centralna” kierowana była przez ekspozytury II Oddziału Sztabu Okręgu. Na terenie okręgu działały dwie ekspozytury: w Radomiu i Częstochowie. Sieci były od siebie odizolowane. Chodziło, bowiem aby wiadomości do Okręgu napływały z dwóch źródeł, co umożliwiało sprawdzenie ich wiarygodności.
Skomplikowany charakter działania wywiadu wymagał zorganizowania odrębnego systemu łączności. Został on rozbudowany w lipcu 1943 roku, kiedy wprowadzono jeszcze jeden szczebel kierowniczy: stanowisko szefa II wydziału przy sztabie inspektoratu, któremu od tej chwili podlegali kierownicy referatów przy komendach obwodowych.

Obsada

Struktura Oddziału ulegała zmianom w związku z jego rozbudową. Możemy przyjąć, że główny skład Oddziału przedstawiał się następująco:
Szef Oddziału – por./mjr Zygmunt Szewczyk „Bartek – przez cały czas okupacji.
I zastępca – por./mjr Mieczysław Bielenin „Ramzes”
II zastępca – por./mjr Jan Górski „Faraon”
Ekspozytura w Radomiu – kryptonim „Sosna”
Szefowie kolejno:
-ppor. Jerzy Ewaryst Żetycki „Andrzej” – do 29 września 1942 roku, kiedy dowodząc oddziałem likwidacyjnym poległ na stacji kolejowej Różki.
-kpt. Adam Wodecki „Witold”
-kpt. Józef Teliga „Habdank”
Ekspozytura w Częstochowie – kryptonim „Michał”
Przez cały okres okupacji szefem był Edmund Reimschussel „Michał”
Kierownik kancelarii i szyfrant: Anna Jakubiec-Gorgul „Helenka”
Łączniczki: Bukowska Zofia „Hanisia”, Terlecka Krystyna Kasia”, Grabosz Józefa „Lucyna”, Gierowska Maria „Marysia”, Garmulewicz Zofia „Mirka”, Bretsznajder Halina „Olga”, Chodnikiewicz Maria „Olga” Dobijówna Stefania „Stefa”, Polakowska Wanda „Wanda”, Sabat Maria „Wanda”, Torlińska Wiktoria „Wika”, Terlecka Maria „Włada”.
Zadania specjalne wykonywali:
Franke Artur „Artur”, Bawor Stanisław „Doktor”, Dec Jadwiga „Iga”, Łukaszczyk Józef „Jaźwiński”, Gierowska Stefania „Pnienia”, Piekarski Stanisław „Pomsta”.

 

Reorganizacja w 1944 roku

Nie wiemy jak od początku funkcjonowania wyglądała strura oddziału, ale od początku 1944 roku w Oddziale funkcjonowały referaty: Wywiadu, Kontrwywiadu i Legalizacji.

Oddział nie został objęty reorganizacją w 1944 roku, ale rozpoczęcie akcji "Burza" wymusiło pewne zmiany organizacyjne. Do Sztabu Korpusu Kieleckiego AK powołany został np. II zastępca Szefa Oddziału II, wtedy już major Jan Górski „Faraon”. W tym okresie wywiad okręgu osiągnął apogeum rozrostu organizacyjnego. Liczba członków wraz z agentami osiągnęła około 2000 osób, w tym około 750 kobiet.

Ostatecznie jesienią 1944 roku struktura II Oddziału uformowała się w następujący sposób:
szef oddziału – mjr Zygmunt Szewczyk „Bartek”
zastępca szefa mjr Mieczysław Bielenin „Ramzes”
szef Referatu Bojowego – mjr Jan Górski „Faraon”
szef Referatu Organizacyjnego – NN „Kordian”
szef Referatu Kontrwywiadu – NN „Konrad”
szef Referatu Więziennictwa – NN „Karol”
szef ekspozytury w Częstochowie – Reimschussel Edward „Michał”
szef ekspozytury w Radomiu –kpt. Teliga Józef „Habdank”

 

Na Francję

Dużym osiągnięciem wywiadu okręgu było w 1940 roku ustalenie ruchów niemieckich wojsk przerzucanych w głąb Rzeszy, co zapowiadało rychłe uderzenie na Francję. W związku z tym siły okupacyjne stacjonujące na terenie okręgu zmalały do dziewięciu batalionów różnych typów (stanowiących równowartość zaledwie trzech pułków piechoty, podlegających sztabowi 372 dywizji piechoty.

Klucz

W końcu 1940 roku komórce wywiadowczej ZWZ w Sandomierzu udało się skopiować dokument o wielkiej wadze: klucz tożsamości dowództw. Wykradziono go jednemu z wyższych oficerów sztabowych Wehrmachtu, kwaterującemu wówczas w tym mieście. Umożliwiło to szybkie rozpoznawanie niemieckich wielkich jednostek przerzucanych przez terytorium Polski na kolejne areny działań frontowych.

 

„Afrika-Korps”

Siatka wywiadowcza Okręgu Kielce, jako pierwsza wpadła na ślad przygotowań niemieckich do działań w Afryce. Była to typowo mozaikowa praca rozpoznania agenturalnego. Kierował nią kpt. Mieczysław Drewicz Urban”. Jak wyglądała cała operacja?
Wczesną jesienią 1940 dwaj lekarze Witold Tylusiński i Kamiński przekazują do wywiadu informację o przybyciu do Kielc specjalnej grupy niemieckich lekarzy. Dalsze rozpoznanie ustaliło, że miejscowy szpital otrzymał znaczną liczbę szczepionek przeciwko chorobom tropikalnym.
Dalsze meldunki i obserwacja szpitala pozwalają stwierdzić, że do szpitala zgłaszają się niewielkie grupy żołnierzy Wehrmachtu, którym wstrzykuje się te właśnie szczepionki.
Wreszcie z terenu zaczynają napływać kolejne informacje. Wynika z nich, że na piaszczystych terenach pomiędzy Kielcami, Włoszczową, a Szydłowcem prowadzone są ćwiczenia jednostki pancernej. Jednocześnie zaobserwowano, że działania ćwiczebne przesuwają się w kierunku południowo-zachodnim. A więc w rejon Błędowa, a dokładnie Pustyni Błędowskiej, której warunki są zbliżone (podczas II wojny światowej) do pustyń afrykańskich. Meldunki donoszą także, że samochody pancerne i czołgi pomalowane są na kolor piasku.
Układanki dopełniły wiadomości z posterunków obserwujących linie kolejowe. W styczniu 1941 roku posterunki z Kielc i Częstochowy meldują, że odeszły transporty wojskowe do Włoch, a dokładnie do Genui, a dalsza ich trasa prowadzi na Sycylię.
Wiadomości te w formie specjalnych meldunków były przekazywane przez Komendę Główną do Londynu. Mimo więc utrzymywania tego przedsięwzięcia w głębokiej tajemnicy przez dowództwo niemieckie, wywiad okręgu wykrył formowanie się przyszłych jednostek „Afrika-Korps” na długo przed ich pojawieniem się w Afryce.

 

Kierunek Wschód

Od początku 1941 roku wywiad okręgu zaobserwował przygotowania niemieckiej maszyny wojennej do kolejnej ofensywy. Według zdobytych informacji z urzędów budowy dróg i mostów, intensywnie pracowano tam nad planami rozbudowy i poprawy stanu głównych szlaków, przez układanie gładkiej nawierzchni oraz wzmacnianie mostów. W transporcie kolejowym zwiększano przelotowość linii przez budowanie posterunków blokowych, pomiędzy istniejącymi już przystankami i rozbudowę bocznic na stacjach węzłowych. Przewidywano także budowę ramp czołowych i bocznych, prócz tego opracowano osobny plan rozbudowy węzła kolejowego w Skarżysku-Kamiennej. Zdobyte dokumenty wskazywały, że zakończenie przebudowy dróg dla potrzeb operacji wojskowych ma nastąpić w terminie do 15 maja 1941 roku. Już wcześniej zakończono odbudowę mostów na Wiśle: w Annopolu, Puławach, Dęblinie i Sandomierzu.
Reagując na te działania wywiad okręgu rozwinął sieć posterunków obserwacyjno-informacyjnych na głównych węzłach kolejowych. W pierwszej kolejności dotyczyło to: Kielc, Skarżyska-Kamiennej i Częstochowy. W następnej uruchomiono takie posterunki w: Jędrzejowie, Sandomierzu, Radomiu, Końskich i Starachowicach.
W dalszym rozpoznaniu wywiad stwierdził przystosowanie już istniejących lotnisk w Kucelinie pod Częstochową, w Maslowie koło Kielc, w Piastowie i Sadkowie pod Radomiem do działań wojennych. Budowano tam betonowe pasy startowe, drogi dojazdowe, schrony na paliwo i rozbudowywano sygnalizację świetlną. Kontynuując działania rozpoznawcze wywiad rozpoznał sieć lądowisk pomocniczych w Kozłowicach, Wsoli, Orońsku k/Sadkowa, Sandomierzu, Małusach Wielkich, Złotym Potoku, Kruszynie, Żelislawicach, Klikawie k/Góry Pułaskiej i wreszcie pod Jędrzejowem w miejscowościach: Diament, Mnichów i Nagłowice.
Kolejnym etapem działania wywiadu, w ciągu marca i kwietnia 1941 roku było zdobycie informacji o wyładowaniu z transportów kolejowych na stacji Niekłań z 240 wagonów bomb lotniczych o wadze 250, 500 i 1000 kg, w Radomiu z 50 wagonów i na lotnisku w Klikawie (1500 bomb). Odnotowano także wzmożony ruch transportów kolejowych z amunicją, materiałami wybuchowymi, benzyną i olejami oraz z makietami samolotów z tektury do pozorowania nieistniejących lotnisk.
Pod koniec kwietnia 1941 roku kierownictwo wywiadu w okręgu wydało rozkaz zorganizowania na całym terenie sieci posterunków obserwacji lotniczej, który miał na celu uchwycenie kierunku przelotów lotnictwa niemieckiego. Dzięki temu uchwycono trwający około trzech godzin nocny przelot większej formacji w kierunku północno-wschodnim (eskadry przelatywały w odstępach, co 20 minut).
Wreszcie w kwietniu i maju zaczęły do centrali wywiadu w Kielcach napływać wiadomości o wzmożonym ruchu w kierunku wschodnim licznych związków operacyjnych wojsk niemieckich. W tym czasie rozpoznano 37 dywizji, w tym 11 pancernych i dywizję powietrzno-desantową. Tylko od 25 kwietnia do 20 czerwca 1941 roku wywiad okręgu uchwycił ponad 120 składów transportów kolejowych, które przewiozły ogółem ok. 1100 czołgów i 700 samochodów pancernych.
Jak wynikało z zebranych informacji przygotowywanie napaści na Związek Sowiecki było bezsporne, o czym systematycznie informowano Londyn. Komend Główna ZWZ przewidywała, termin uderzenia armii niemieckiej na drugą połowę czerwca 1941 roku.

 

V-1

Jednym z największych osiągnięć wywiadu AK jest rozszyfrowanie tajemnicy niemieckiej „cudownej broni”, czyli V-1 i V-2. Jak się okazuje pewne znaczenie w rozpracowaniu tej broni miały meldunki napływające do centrali wywiadu w Warszawie z terenu okręgu. Zaznaczyć jednak należy, że informacje wywiadowcze z terenu okręgu nie miały głównego znaczenia w rozpracowywaniu sprawy.
Pierwszą informacje na temat nowej broni wywiad okręgu uzyskał prawdopodobnie pod koniec 1941 roku od robotnika przymusowego, który informował: „…na wyspie Uznam w Pennemunde koło Szczecina istnieje fabryka podziemna samolotów i olbrzymie lotnisko, z którego Niemcy odbywają loty bojowe nad Anglię”. Wiadomość zawiera oczywiście wiele błędów (wiemy o tym z perspektywy lat), ale mimo to w styczniu 1942 roku została przekazana przez Komendę Główną AK do Londynu.
Należy pamiętać, że praca wywiadu polegała właśnie na zbieraniu wszelkich informacji, które na odpowiednim poziomie mogły ułożyć się w najmniej oczekiwany kształt. Tak stało się i tym razem, a sprawę tą prowadzili wywiadowcy KG AK.
Kolejne informacje o „cudownej broni” pojawiły się w meldunkach wywiadowczych okręgu w lipcu 1944 roku. Meldowano wtedy do Warszawy o wybuchu w dniu 6 czerwca pocisku rakietowego we wsi Makoszyn (powiat Sandomierski). Ogromna siła wybuchu pozostawiła lej o średnicy 30 metrów i głębokości około 10 metrów. Zniszczone zostały zabudowania jednego z kolonistów niemieckich oraz rannych zostało kilka osób. Meldunki o podobnych wybuchach napływają do Oddziału II Okręgu z Chlewisk i Orońska (Obwód Radom) oraz ze wsi Dąbrówka (Obwód Kozienice).
Po wybuchu pod Sandomierzem wywiadowcom AK udało się odnaleźć wiele fragmentów oraz część rakiety niezniszczoną eksplozją. Po wykonaniu przez fachowców szkiców zabezpieczonych części oraz ich opisaniu zostały one wraz z odpowiednim meldunkiem wysłane specjalnym kurierem do Warszawy.

Mapy

Duże znaczenie dla rozpoznania kierunku działań ofensywnych na froncie wschodnim miało rozpoznanie transportu kolejowego, a na tym polu okręg mógł się poszczycić wieloma sukcesami. Wywiad okręgu ustalił, że jeden z rozbitych wagonów był wypełniony mapami sztabowymi południowych terenów Związku Sowieckiego. Dalsze rozpoznanie stwierdziło wzmożony, ciągły ruch nietypowych samochodów i innych pojazdów, na szosach wiodących w kierunku południowo-wschodnim. Jednocześnie wywiad meldował o produkcji dodatkowych map z terenu Kaukazu, co jasno wskazywało na kolejny kierunek ofensywy.
W latach 1941-44 wywiad okręgu sprawnie wychwytywał przerzucanie wielkich jednostek wojsk niemieckich oraz ich sojuszników (Włosi, Węgrzy, Słowacy).

Zdrajcy i agenci

Poza wywiadem ofensywnym Oddział II zajmował się także wywiadem defensywnym czyli kontrwywiadem. Działania takie prowadzone były na wszystkich szczeblach organizacyjnych w celu zapewnienia bezpieczeństwa pracy konspiracyjnej. Wykryto wielu agentów, na których wykonywane były wyroki. Należy jednak przyznać, że wielu zdrajców uniknęło jednak kary.
Na terenie okręgu w różnym okresie czasu funkcjonowało trzech groźnych agentów, których działalność przyniosła podziemiu bardzo duże straty.
Od początku okupacji siatkę tajnych agentów gestapo tworzył Franz Wittek. Operowała ona głównie w Kielcach i okolicy dlatego została opisana w części dotyczącej Obwodu Kielce AK.
Na stronę wroga przeszedł także Jerzy Wojnowski „Motor”, jeden z najbardziej zaufanych oficerów w Zgrupowaniu Partyzanckim dowodzonym przez Jana Piwnika „Ponury” i z tego powodu została opisana w części poświęconej temu zgrupowaniu.
Poniżej przedstawiamy jedynie opis zdrady Maksymiliana Szymańskiego „Relampago” bowiem swoim rozmiarem objęła ona nie tylko teren Obwodu Końskie AK, ale także struktury okręgowe wywiadu.

 

Sprawa Maksymiliana Szymańskiego "Relampago"

Od początku konspiracji w Obwodzie Końskie, aktywnie uczestniczył w niej Maksymilian Szymański. Plutonowy lotnictwa działający pod pseudonimami „Maks”, „Relampago” pełnił odpowiedzialne funkcje w komendzie obwodu i w samej konspiracji miejskiej, o czym już pisaliśmy. Od początku 1941 roku poszczególne funkcje komendy były obejmowane przez kolejnych oficerów. Ostatecznie „Maks” pozostał jedynie szefem referatu II wywiad Komendy Obwodu.
Od 1942 roku możemy datować splot różnych wydarzeń składających się w efekcie na: sprawę „Relampago”. W ciągu lat narosło wokół niej wiele legend i nieporozumień. Postaramy się chłodnym okiem przedstawić tą historię, choć zapewne na wiele pytań nie uzyskamy odpowiedzi.
Wiosną 1942 roku Szymański zameldował swoim przełożonym , że podczas służbowego wyjazdu do Radomia (pracował w ZEORKu w Końskich) przypadkowo spotkał poznanego podczas przedwojennego pobytu w Argentynie Niemca o imieniu Kurt. Ów Niemiec był teraz pracownikiem Gestapo w Radomiu i zaproponował Szymańskiemu współpracę na gruncie zwalczania komunistycznych wpływów w Polsce.
Propozycja dla wywiadu była interesująca bowiem dawała możliwość uzyskania informacji z centrali Gestapo. Szczególne zainteresowanie Armii Krajowej budził urzędujący w Radomiu SS-Haupsturmfuhrer Paul Fuchs – specjalista od polskiego ruchu oporu, któremu podlegały referaty IV A (walka z ruchem oporu) i IV N (rozpoznanie wywiadowcze). Był on pełnomocnikiem Spilekera, szefa Sonderkommando IV AS, przy Warszawskiej Komendzie Sipo u. SD, która koordynowała całokształt poczynań przeciwko polskiemu podziemiu. Uzyskanie wiadomości w takim źródle było dla wywiadu organizacji bardzo cenne. Szymański otrzymał zgodę na podjęcie odpowiednich działań. Na polecenie organizacji podjął współpracę z Gestapo, a jednocześnie, jako wtyczka organizacji miał rozpracowywać niemieckie struktury.
Zanim przejdziemy do dalszego opisu sytuacji zajmiemy się jeszcze kwestią czasu w którym „Relampago” nawiązał kontakt z Gestapo. Autorzy niektórych wspomnień twierdzą, że nastąpiło to już wiosną 1941 roku, kiedy to aresztowano jego szwagra Jerzego Szkodzińskiego „Sokoła”, który został wypuszczony przez Niemców na wolność za cenę współpracy z Niemcami. To wtedy miało ponoć dojść do zdrady Szymańskiego. Twierdzenie takie nie jest poparte żadnymi poszlakami.
Różne mogły być powody podjęcia przez „Relampago” ryzykownej gry z Gestapo. Nie bez znaczenia był zapewne fakt, że człowiek, który od początku budował struktury konspiracyjne w Końskich i zajmował eksponowane stanowiska (zastępca komendanta obwodu, szef wywiadu obwodu, komendant miasta) był z nich systematycznie odwoływany. Jego miejsce zajmowali oficerowie zawodowi przystępujący do pracy w konspiracji co budziło zapewne poczucie urażonej ambicji.
Podjęcie „współpracy” z Gestapo wiązało się z odwołaniem z funkcji szefa referatu II wywiad Komendy Obwodu Końskie. Funkcję tą objął na przełomie wiosna/lato 1942 roku dotychczasowy zastępca Szymańskiego – ppor.„Szary” Zbigniew Pużak. Sam „Relampago” wszedł od tej pory w strukturę niezależnej od Obwodu siatki agenturalnej tworzonej przez Ekspozyturę II Oddziału Komendy Okręgu. Działała ona pod kryptonimem „Sosna”. Była ulokowana w Radomiu, a na jej czele stał kpt. Ewaryst Żetycki „Andrzej”. Ekspozytura zajmowała się m.in. kontrwywiadem i miała penetrować radomskie Gestapo. Zadanie jakiego podjął się Szymański było bardzo trudne bowiem jego przeciwnikiem był Paul Fuchs jeden z najlepszych niemieckich specjalistów od rozpracowywania podziemia. Nie zapełniał więzień przypadkowymi uderzeniami, ale systematycznie wgryzał się w struktury konspiracyjne. Często stosowanym przez niego zabiegiem było nakłanianie do współpracy jedynie w działaniach skierowanych przeciwko komunistom. Niestety był to dopiero początek.
O nowych zadaniach Szymańskiego nic oczywiście nie wiedzieli konspiratorzy w Końskich. Dotyczyło to także członków kierownictwa obwodu. Dotychczasowi współpracownicy „Relampago” byli zaniepokojeni jego nowym zachowaniem. Do Leokadii Wieczorek „Lody”, kierującej kontrwywiadem Obwodu, zgłosiła się jej podwładna Felicja Wiśniewska. Pracując na poczcie dowiedziała się o kontaktach Szymańskiego z Niemcami i zaczęła obawiać się o swoje bezpieczeństwo. W swoich wspomnieniach dotyczących czasów konspiracji wiele osób z koneckiej konspiracji wspomina, że w tym okresie zauważalna stała się zmiana zachowania ich kolegi, który mówił im , że z chwilą aresztowania mogą być przez Niemców wypuszczeni pod warunkiem, że ujawnią nazwisko któregoś z komunistycznych działaczy podziemia.
W połowie 1942 roku Komendant Obwodu dostał kolejny alarmujący meldunek, którego autorem był Stanisław Białecki „Scaevola II”, szef Związku Odwetu Obwodu Końskie: „…W 1942 roku zgłosił się do komendy obwodu spod Rudy Malenickiej członek organizacji (dziś wiemy że był to jeden z braci Kagankiewiczów ps. „Komar” mieszkający pod fałszywym nazwiskiem Stanisław Piątkowski w Kłócku, zatrudniony jako leśniczy lasów prywatnych w Młotkowicach, żołnierz Związku Odwetu w Rudzie Malenieckiej). Oświadczył, że dwa dni temu został aresztowany przez gestapo i przebywał w Radomiu. Dano mu do zrozumienia, że wiedzą o jego przynależności do tajnej organizacji, wiedzą, kto jest jego dowódcą i zaproponowano mu współpracę w zamian za wypuszczenie na wolność. Od tej pory miał obserwować swoje środowisko i wskazanych ludzi. W razie odmowy współpracy grożono rozstrzelaniem. W tych warunkach leśnik przyjął propozycję. Gestapowiec odwiózł aresztowanego samochodem pod Rudę Maleniecką i wyznaczył kontakty w czwartki, co dwa tygodnie przed południem przy krzyżówce drogi do Radoszyc...”
Do czasu wyznaczonego spotkania gajowy nadal mieszkał w gajówce. W nocy przed dniem kontaktu miał być z rodziną przerzucony na teren Obwodu Włoszczowa. Nigdy tam nie dotarli. O wiele później ciało „Komara” i jego żony zostało znalezione w lesie niedaleko od miejsca zamieszkania. Obok nich leżały puste walizki. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa „inicjatorem” aresztowania „Komara” była jego własna żona, która jeszcze przed ślubem rozpoczęła współpracę z Gestapo, a działanie to miało skłonić męża do podjęcia takiej samej współpracy. Do dziś nie ma potwierdzonych informacji kto stał za zabójstwem małżeństwa.
Powróćmy jednak do tematu wyznaczonego spotkania funkcjonariuszy Gestapo z „Komarem”. Znając miejsce spotkania (skrzyżowanie dróg Łąka – Ruda Maleniecka – Radoszyce) kierownictwo obwodu postanowiło obserwować poczynania gestapowców. Do zadania zostali wyznaczeni żołnierze z plutonu 201: Stanisław Kołodziejczyk „Bandera” jako dowódca, Mieczysław Mikulski „Mszczuj”, Ryszard Rurarz „Lis” oraz prawdopodobnie Lucjan Kotulski „Ikar”. Ich zadaniem była obserwacja pasażerów samochodu oraz kierunku w którym odjedzie. Na ich oczach podjechał „czarny Chevrolet” prowadzony przez umundurowanego żołnierza z pasażerem w cywilnym ubraniu. Zapamiętano rysopis Niemca i znaki samochodu. Podczas wykonywania zadania doszło do niebezpiecznej sytuacji: oślepiony słońcem „Bandera” próbował zmienić stanowisko obserwacyjne i wtedy natknął się na gestapowca. Uciekając został lekko ranny. Zdarzenie nie miało jednak przykrych konsekwencji bowiem Niemiec, pewien celności swojego strzału, nie udał się w zarośla sprawdzić czy nieproszony gość żyje.
Do Komendy Obwodu docierały także sygnały o próbach werbowania szantażem innych żołnierzy konspiracji jak choćby Zdzisława Walkiewicza ps. NN. Za każdym razem powtarzał się ten sam schemat łączności. Obserwując trasę przejazdu auta „Scaevola” postanowił ustalić osoby z którymi kontaktują się gestapowcy. Przez dwa miesiące, w każdy czwartek, trasę przejazdu obstawili wywiadowcy dywersyjnej grupy Zygmunta Wyrwicza „Cumulus”. W ten sposób otrzymano przegląd i ewidencję konfidentów gestapo.
Niemiecki system konfidencji polegał na tym, że gestapowiec z radomskiego dystryktu (Peters – prawdziwe nazwisko Pietrzykowski) kontaktował się bezpośrednio z agentami pomijając miejscowe gestapo i żandarmerię. Pomiędzy donosicielami pojawił się również, ku wielkiej konsternacji konspiratorów Maksymilian Szymański – „Relampago”.
Posiadając taką wiedzę szef Związku Odwetu poinformował o sytuacji Komendanta Obwodu domagając się likwidacji Szymańskiego. Komendant Stoiński nie mógł wyjawić prawdy o nowej roli „Relampago”. Obawiając się o bezpieczeństwo konspiratorów „Scaevola” nawiązał kontakt z Dowództwem Okręgu, ale i tam nie uzyskał zgody na likwidację, ani informacji o podwójnej roli jaką pełni dotychczasowy szef wywiadu.
Początkowo raporty Szymańskiego były dla kierownictwa wywiadu Okręgu zadawalające. Z biegiem czasu zaczęły jednak tracić na wartości. Sytuacja zmieniła się prawdopodobnie w lipcu 1942 r. gdy Szymański przekazał ekspozyturze w Radomiu memoriał Gestapo, proponujący współpracę z wywiadem AK na odcinku zwalczania ruchu komunistycznego. Szymański nalegał, aby przyjąć propozycję, dając do zrozumienia, że odmowa może mieć dla ekspozytury niebezpieczne następstwa. Zrodziło to podejrzenia wobec „Relampago” i spowodowało baczniejsze przyglądanie się agentowi.
Agentura ekspozytury potwierdziła wkrótce podejrzenia: Szymański kontaktował się z Fuchsem, w jego prywatnym mieszkaniu, nie meldując o tym przełożonym. Potajemne spotkania wskazywały możliwość zdrady, ale nie były jeszcze stuprocentowym dowodem.
Szef ekspozytury „Andrzej” wezwał agenta na rozmowę. Odbyła się ona pod koniec sierpnia 1942 roku w odpowiednio zabezpieczonym miejscu w Jedlni-Letnisku koło Radomia. „Relampago” przekonywał swojego przełożonego z konspiracji, że jest lojalny i starannie wykonuje powierzone mu zadania. Prosił jednocześnie o większą swobodę, jeżeli chodzi o sposoby dotarcia do przeciwnika. W rezultacie udało mu się częściowo przekonać Żetyckiego.
Wkrótce do ekspozytury dotarły meldunki od jednej z agentek, bliskiej znajomej oficera Gestapo – Alfonsa Petersa. Meldowała ona, że Szymański szczegółowo poinformował Niemców o przebiegu rozmowy z „Andrzejem”, a ponadto o działalności ekspozytury i niektórych osobach wchodzących w skład jej grupy bojowej.
Ostatecznie ustalono, że Szymański „Relampago” – pod pozorem podwójnej gry na rzecz Polski – prowadzi ją faktycznie na rzecz Niemców. Dzięki tym dowodom szybko uzyskano wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Okręgu, a jego wykonanie powierzono grupie bojowej ekspozytury wywiadu z Radomia.
15 września 1942 roku kpt. „Andrzej” wezwał pod wiarygodnym pretekstem „Relampago” do Radomia. Na stacji oczekiwał go Józef Grabosz „Bill”, który zaprowadził Szymańskiego na posesję przy ulicy Kwiatkowskiego. Tam oczekiwał już „Andrzej” oraz grupą likwidacyjna w składzie: por. Gołębiowski Zbigniew „Budrys”, por. Nowakowski Stanisław „Poręba” i Tadeusz Stelmaszczyk „Aron”. Wyroku jednak nie wykonano, bowiem w ostatniej chwili w pobliżu pojawili się Niemcy. Szef ekspozytury zaimprowizował odprawę, po czym „Relampago” wrócił do Końskich. Jego powrót na radomski dworzec obserwowali z ukrycia ludzie „Andrzeja”.
Pierwsza próba likwidacji nie powiodła się przez nagłe pojawienie się Niemców. Czy był to przypadek? Nie odpowiemy na to pytanie. Można uznać, że nie. Po ujawnieniu przez Szymańskiego przed Gestapo swoich kontaktów niemiecka policja otoczyła zapewne zdekonspirowanych członków ekspozytury obserwacją. Z drugiej jednak strony Gestapo posiadało w ekspozyturze lepsze źródło informacji niż Szymański.
18 września „Andrzej” zebrał swoich ludzi w składzie materiałów budowlanych w Radomiu przy ulicy Nowogrodzkiej 5. Zapoznał ich z najbliższym zadaniem: mieli jechać do Końskich wykonać wyrok. Następnego dnia (19 września) miejscem zbiórki było mieszkanie Mieczysława Kapla „Wróbel” przy ulicy Ogrodowej 12. W skład grupy bojowej weszli: „Wróbel”, „Aron”, „Bill”, „Budrys” oraz por. Mieczysław Wrona „Szymon”. Akcją dowodzić miał „Andrzej”. Grupa zabrała dwa dodatkowe pistolety z amunicją, które w małej walizce niósł „Szymon”. „Wróbel” nie posiadał broni, ponieważ to on miał spotkać się z Szymańskim i sprowadzić go w ustronne miejsce.
W czasie kiedy grupa przygotowywała się w domu „Wróbla” do biura Gestapo zadzwonił jeden z płatnych konfidentów o kryptonimie „Sadowski”. Domagał się natychmiastowego spotkania z obsługującym go SS Scharfuhrerem Alfredem Gampe. Podczas spotkania agent poinformował funkcjonariusz Gestapo, że najbliższym pociągiem do Końskich ma jechać grupa likwidacyjna, która ma wykonać wyrok na „Relampago”. Przekazał także nazwiska członków grupy, adresy zamieszkania, rysopisy oraz stan uzbrojenia.
Gestapo podjęło błyskawiczne działania. „Relampago” miał zostać telefonicznie poinformowany o grożącym mu niebezpieczeństwie, a prowadzący go oficer, Peters, miał jechać do Końskich samochodem w celu przewiezienia agenta w bezpieczne miejsce. Podjęto także działania zmierzające do ujęcia członków grupy likwidacyjnej. Uznano, że do aresztowania należy przystąpić na stacji Rożki. Wysłano tam specjalną grupę funkcjonariuszy Gestapo. Na dworzec kolejowy w Radomiu wysłano kolejną, która miała za zadanie obserwować przejazd konspiratorów.
Po przybyciu na dworzec w Radomiu żołnierze z grupy likwidacyjnej AK, już na peronie zorientowali się, że czeka tam ośmiu funkcjonariuszy Gestapo (dwóch po cywilnemu) oraz jeden uzbrojony strażnik kolejowy - Bahnschutz. W tych okolicznościach należało szybko działać, jednak dowódca grupy pozostawił inicjatywę Niemcom.
Grupa bojowa wsiadła do ostatniego wagonu, zajmując miejsca zgodnie z planem. „Bill”, „Szymon” i „Aron” siedzieli w pierwszym przedziale, „Budrys” w drugim – na miejscu skąd miał dobre pole widzenia na przedział pierwszy i trzeci, w którym usadowił się „Andrzej”. „Wróbel” także zajął miejsce w trzecim przedziale, ale pomiędzy pasażerami.
Grupa niemiecka wsiadła do pociągu później niż konspiratorzy i osaczyła grupę likwidacyjną. Gestapowcy ulokowali się w ostatnim, czwartym przedziale (pięciu umundurowanych gestapowców i jeden w cywilnym ubraniu). W sąsiednim wagonie jechał Bahnschutz oraz gestapowiec po cywilu.
Kiedy pociąg minął Młodzianów Niemcy zdecydowali się na działanie. Pięciu umundurowanych gestapowców pod dowództwem oficera w ubraniu cywilnym przeszło do pierwszego przedziału. Wylegitymowano „Budrysa”, po czym przechodząc obok „Andrzeja” Niemcy opuścili wagon. Dowódca grupy likwidacyjnej trafnie ocenił, że było to wstępne rozpoznanie. Pociąg powoli wjeżdżał n stacje w Rożkach…
„Budrys” zameldował wtedy „Andrzejowi”, że po jego stronie, po stopniach pociągu skrada się trzech gestapowców z bronią w ręku. Sam dowódca zauważył, że po drugiej stronie pociągu skrada się dwóch kolejnych. Kazał otworzyć ogień.
Pierwszy zaczął strzelać „Szymon”, który wychylając się przez okno wagonu celnymi strzałami strącił ze stopni wagonu pierwszego napastnika. To samo zrobił po drugiej stronie pociągu „Andrzej” strzelając do dwóch gestapowców. W tym czasie do przedziału, w którym byli „Bill” i „Aron” wszedł Niemiec w cywilu z towarzyszącym mu bahnschutzem. Padły strzały. „Bill” i „Aron” zostali ranni. Strzelający przez okno z tego przedziału „Szymon” odwrócił się na odgłos strzałów i z bliskiej odległości wpakował kulę w głowę gestapowca. Drugi napastnik nie czekając na następne strzały zaczął uciekać, ale dosięgły go celne strzały „Andrzeja”.
Pociąg zatrzymał się na stacji. Tłum przerażonych ludzi w pośpiechu zaczął uciekać z pociągu. Do walki włączyła się niemiecka grupa która na stację dojechała samochodem. Jeden z pocisków trafił „Andrzeja”. Dowódca akcji zginął na miejscu. W pobliżu stał „Wróbel”, który z nie miał broni i z przerażeniem przyglądał się walce. W walizce leżała, co prawda zapasowa broń, ale ten sparaliżowany przebiegiem całej sytuacji nie zrobił z niej użytku.
Po śmierci „Andrzeja” dowództwo przejął „Budrys”. Pod osłoną ognia pistoletów oraz granatów czterem ludziom udało się wyjść z okrążenia. W ręce Gestapo wpadł „Wróbel” (o wiele później już po śledztwie został powieszony w publicznej egzekucji).
Po wydostaniu się z matni porucznik „Budrys” postanowił jak najprędzej dostać się do Radomia, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem. Tymczasem postrzelony w dłoń „Szymon”, lżej ranny „Bill” i ciężko ranny w biodro „Aron” oddalali się z miejsca walki. Późnym wieczorem dotarli do Przysuchy gdzie znaleźli schronienie w domu Stanisławy Dryglewskiej. Jej córki – Krystyna „Krysia” i Zofia „Wera” oraz syn Czesław udzielili im pierwszej pomocy i czuwali nad bezpieczeństwem. Jednocześnie powiadomili miejscowego właściciela apteki Stanisława Pawelskiego oraz lekarza Mieczysława Krysiaka. Ci opatrzyli rannych, a z rany „Szymona” została usunięta kula tkwiąca w przegubie.
Na drugi dzień po pojawieniu się rannych, Stanisława Dryglewska pojechała do Radomia gdzie udała się do Natalii Foksowicz, przybranej matki „Arona”, aby przez nią powiadomić organizację. Tego dnia szef Oddziału II Wywiadu Komendy Okręgu przekazał rannym pierwsze instrukcje, a w trzy dni później wysłał do nich łączniczkę – Marię Sowiar-Chodnikiewicz „Joannę”.
26 września „Aron”, „Bill” i „Szymon” odjechali z Przysuchy i zostali na jakiś czas umieszczeni w Ciepielowie. Następnie zostali skierowani do Lipska gdzie przyjęli ich Stefan Mitrowski „Dołęga” i dowódca miejscowej grupy Władysław Strzęb „Wyrwicz”. Zostali zakwaterowani w Solcu nad Wisłą, a następnie w Pawłowicach gdzie przebywali, aż do czasu wyzdrowienia. Następnie walczyli dalej w grupie dowodzonej właśnie przez „Wyrwicza”.
Powróćmy jednak do „Relampago” i jego działalności. Wydarzenia z września uświadomiły niemieckim funkcjonariuszom, że ich agent został zdekonspirowany. Rozpoczęto przygotowania do aresztowań. W Końskich nastąpiły one w nocy z 1 na 2 listopada 1942r. Aresztowano kilka osób związanych z konspiracją. Faktycznie rozbito Komendę Obwodu. Sam komendant zginął podczas próby ucieczki. Szerzej o zasięgu aresztowań w dziale Obwód Końskie.
Jeszcze wcześniej aresztowania rozpoczęły się w Radomiu i dotknęły sieć ekspozytury „Sosna”., która była rozpracowywana przez Niemców na podstawie informacji uzyskanych od „Relampago”. Nie można jednak zapomnieć, że w tropieniu żołnierzy aktywnie pomagał Niemcom agent „Sadowski”. Nie znamy jego nazwiska. Wiemy jedynie, że wraz z rodziną mieszkał w podradomskiej Jedlni-Letnisku. Był członkiem Armii Krajowej, ale nie wiemy jaką funkcję pełnił i w jaki sposób dowiedział się o planowanym wyjeździe do Końskich grupy likwidacyjnej. Według niepotwierdzonych okoliczności miał zginąć pod koniec wojny w niewyjaśnionych okolicznościach.
Przewidując możliwość dekonspiracji „Budrys” i „Poręba” ostrzegali członków siatki, ale… Prawdopodobnie pierwsze uderzenie nastąpiło już 23 września 1943 r. Aresztowano wtedy: Bolesława Dłużewskiego, żonę „Billa” Zofię pseudonim „Lucyna” oraz łączniczkę ekspozytury Janinę Szlajermacher „Justyna”. W niemieckie ręce wpadły łączniczki: Wanda Polakowska (zginęła później w obozie Ravensbruck) i Halina Bretsznajder (stracona później na szubienicy).
Sieć ekspozytury została praktycznie rozbita. Pozostające na wolności łączniczki: Maria Sowiar-Chodnikiewicz „Joanna”, Stefa Dobijówna „Stefa” i szef kancelarii Oddziału II Komendy Okręgu Anna Gorgul-Jakubiec „Helenka” dwoiły się i troiły, aby ostrzec wszystkich zagrożonych. Przenosiły broń w nowe miejsca, likwidowały skrzynki kontaktowe, ostrzegły pracowników broni w Radomiu, gdzie wywiad miał zorganizowaną produkcje Visów.
Uderzenia Fuchsa były nadzwyczaj celne. Pomimo ostrzeżenia aresztowano kierownika komórki produkującej Visy Władysława Molendę „Tomasza” oraz współpracujących z nim: Wiktora Barana „Mikołaja”, Salamanowicza i Jerzego Wojdaka (ci dwaj ostatni powieszeni).
18 listopada na stacji w Radomiu aresztowana została wreszcie łączniczka „Joanna”. Niedługo później w niemieckie ręce wpadła kolejna – „Stefa”. Po trzymiesięcznym śledztwie, podczas którego nikogo nie wydały zostały wysłane do obozu w Auschwitz – „Stefa” tam zmarła.
Pod koniec listopada do Radomia powrócił „Bill”. Chciał zobaczyć się ze swoją córeczką oraz dowiedzieć czegoś bliższego o aresztowanej żonie. Niestety 4 grudnia został osaczony przez Niemców w domu przy ulicy Rwańskiej. Nie chcąc się poddać strzelił sobie w głowę i ciężko ranny dostał się w ręce Gestapo. Po podleczeniu uległ szantażowi Fuchsa – przeszedł na jego usługi i zaczął sypać powodując kolejną falę aresztowań. Nie uratował tym swojego życia – pod koniec stycznia 1943 roku został przez Niemców rozstrzelany na Firleju.
Zeznania „Billa” spowodowały kolejne aresztowania. 20 stycznia 1943 aresztowano Władysława Strzęba „Wyrwicz”, jego żonę Józefę oraz siostrę Albinę Białek-Gołębiowską „Zofia” (wcześniej była łączniczką Szefa Sztabu Komendy Okręgu). Aresztowano także rodziny, u których ukrywał się „Bill” po walce w Rożkach.
Krwawe żniwo zapoczątkowała jednak zdrada „Relampago”. Jak potoczyły się jego dalsze losy? Agent w dalszym ciągu mieszkał w centralnym punkcie Końskich przy ulicy 3 Maja w domu, w którym w następnej klatce znajdował się niemiecki posterunek (Ortskommandantur). 25 grudnia 1942 roku, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia (niektóre publikacje podają, że był to drugi dzień świąt) kolejną próbę likwidacji agenta podjęli żołnierze z Oddziału Dywersji Bojowej Komendy Obwodu Końskie.
Akcją dowodził pchor. Kazimierz Chojniarz „Wacek”. Samej likwidacji mieli dokonać: pchor. Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” i kpr. Tadeusz Jencz „Allan”, „Ksiądz”, których osobiście „Relampago” nie znał. Z racji, że wyrok miał być wykonany w mieszkaniu agenta, a więc w miejscu niebezpiecznym, bo obok znajdowały się niemieckie placówki, ubezpieczenie stanowili: Mieczysław Zasada „Eryk”, Tadeusz Chmielowski „Bartek”, Ludwik Kotulski „Ikar” i Stanisław Krajewski „Tygrys”.
Po godzinie 19, gdy chodzący przed budynkiem wartownik, zniknął za rogiem „Cumulus” i „Allan” doskoczyli do klatki i poszli do mieszkania agenta. Padły strzały, ale zdrajca także się bronił. Wyrok został wykonany przez „Allana”, który następnie wycofał się z rannym w rękę „Cumulusem”. Wartownik nie podjął walki i cała grupa bezpiecznie wycofała się z centrum Końskich.
Tak ostatecznie zakończyła się sprawa, „Relampago” która pociągnęła tak wiele ofiar w Obwodzie Końskie, w ekspozyturze wywiadu „Sosna jak i w innych strukturach organizacji. Należy jednak zaznaczyć, że niejako pokłosiem sprawy „Relampago” były aresztowania jakie ogarnęły Końskie w połowie 1943 roku, wykonywane na podstawie listy osób związanych z konspiracją, którą pozostawił w sejfie Gestapo „Relampago”.

 

Współpraca z Sowietami

Dziś mało, kto pamięta, że od 2 kwietnia 1942 r. do końca lipca 1942 r. Komenda Główna Armii Krajowej utrzymywała łączność z uruchomioną w wyniku uzgodnienia z władzami sowieckimi polską radiostacją w Srebrnym Borze pod Moskwą. Za jej pośrednictwem przekazywano dowództwu Armii Czerwonej istotne dla niego materiały wywiadowcze. Współpraca ta została przerwana po ewakuacji Armii Polskiej pod dowództwem gen. Władysława Andersa. Od tego momentu informacje wywiadowcze zdobyte przez ZWZ-AK docierały do Moskwy tylko za pośrednictwem Anglii.
Sytuacja zmieniła się w miarę przybliżania się frontu wschodniego do terenów polskich. Na terenie okręgu pojawiało się coraz więcej grup przerzucanych na nasz teren z terenów opanowanych przez Związek Sowiecki. Grupy te podlegały Moskwie i z natury współpracowały z nimi oddziały Armii Ludowej.
Z chwilą, kiedy front zatrzymał się na Wiśle i toczyły się walki na przyczółku sandomierskim. W warunkach bojowych informacje takie były przekazywane jednostkom Armii Czerwonej. Współpracę taką nawiązał także Szef Oddziału II Wywiad Komendy Okręgu major Zygmunt Szewczyk „Bartek”. Szef wywiadu AK zrobił to zapewne bez zgody swoich przełożonych.
Nie wiemy, kto był inicjatorem pierwszego spotkania. Ostatecznie doszło ono do skutku na koniec lipca, lub w początku sierpnia 1944 roku w leśniczówce Kołomań niedaleko od Zagnańska gdzie kwaterował wówczas Oddział II Komendy Okręgu AK. W spotkaniu ze strony Armii Ludowej brał udział Władysław Sobczyński „Jurand”, szef wywiadu. W wyniku rozmów ustalone zostały zasady współpracy. Informacje zdobywane i opracowywane przez wywiad AK miały być przekazywane na wschodni brzeg Wisły dwoma kanałami: przez miejscowy sztab Armii Ludowej oraz za pośrednictwem wywiadowców sowieckich z grupy 1 Frontu Ukraińskiego.
Sowieckiemu dowództwu zależało na ustaleniu tożsamości związków operacyjno-taktycznych, ich stanu liczbowego, stosunków podległości, ugrupowań bojowych, przemieszczenia jednostek, dyslokacji sztabów, a także o szczegółowe rozpoznanie prac fortyfikacyjnych i systemu obrony, rozmieszczenia lotnisk, składów amunicji i materiałów pędnych oraz systemu obrony przeciwlotniczej. Olbrzymi i sprawny aparat wywiadowczy AK przez cały czas obserwował ruchy wojsk niemieckich, więc zebranie takich informacji zajęło Malo czasu. Bardziej czasochłonne było ich uaktualnianie.
„Bartek” kontaktował się z dwoma sowieckimi wywiadowcami: „Anatolem” i Jerzym Piotrowskim „Marianem”. Kontaktowali się oni ze swoimi przełożonymi w Moskwie za pomocą radiostacji ulokowanej przez długi czas w leśniczówce Szewce koło Chęcin. Do jej ochrony „Bartek” skierował nawet oddział partyzancki.
Spotkania z „Anatolem” najczęściej odbywały się w lokalu wywiadu AK w Kielcach przy ulicy Słowackiego. Mieszkała tam Waleria Jaruzelska „Maria” oraz maszynistka Jadwiga Kotrymówna „Wanda”.
Według Szefa Oddziału II Wywiad Komendy Okręgu po kolejnym spotkaniu „Anatol” udający się do miejsca postoju radiostacji w Szewcach został aresztowany i osadzony w więzieniu. Na drugi dzień dzięki podjętym przez grupie kontrwywiadowczej AK działaniom, a szczególnie dzięki pomocy zatrudnionego w wiezieniu funkcjonariusza granatowej policji współpracującemu z wywiadem, „Anatol” odzyskał wolność. Informacja ta nie znajduje potwierdzenia w innych materiałach.
Nie jesteśmy w stanie ustalić jak długo trwała współpraca, ale już w grudniu 1944 roku „Bartek” otrzymał radiogram od wywiadu sowieckiego z podziękowaniami „za dostarczone sztabowi radzieckiemu wiadomości”.

Żródła

Borzobochaty W. „JODŁA”
Lisiewicz P.M. „Bezimienni”
Lisiewicz P.M. „W imieniu Polski Podziemnej”
Ślaski J. „Polska Walcząca”
Szewczyk Z. „Moje wspomnienia z lat okupacji”

Wróć