KOŃSKIE - Miasto i Gmina

Herb Końskich
Na mapie Polskiego Państwa Podziemnego Końskie zajmują szczególne miejsce. Organizacja Orła Białego, „Hubal”, zdrada, opanowywanie więzienia, masowe aresztowania, opanowanie całego miasta tak w wielkim skrócie można przedstawić historię ruchu oporu na tym terenie. Dzięki wsparciu finansowemu Urzędu Miasta i Gminy Końskie oddajemy do Państwa „rąk” niniejszy materiał. Chwała samorządowi lokalnemu za kultywowanie pamięci.
Już na samym początku zaznaczamy, że dostępny materiał źródłowy zawiera wiele luk błędów i nieścisłości. Dokładając wszelkich starań usystematyzowaliśmy wiadomości dotyczące Armii Krajowej w Końskich. Przy wielu materiałach dodajemy jednak słowo „prawdopodobnie”… bowiem pamięć ludzka jest zawodna, a dokumenty organizacyjne nie istnieją. Nie oceniamy działań poszczególnych żołnierzy, to nie nasza rola, staramy się jednak wszelkie problemy wyjaśnić obiektywnie, odrzucając jakiekolwiek animozje. Pamięć żołnierzy i samej Armii Krajowej jest dla nas dobrem najważniejszym
Nie stronimy od komentarzy, ale z jeszcze większą wdzięcznością będziemy oczekiwali na pomoc w uzupełnieniu luk fotograficznych.
Praca nad materiałem nie została zakończona. Niebawem udostępnione zostaną biogramy żołnierzy i osobne materiały opisujące działalność oddziałów partyzanckich.
Wierzymy, że dzięki wsparciu Urzędu Miasta i Gminy Końskie, historia największej podziemnej armii w dziejach całego świata stanie się bardziej dostępna.

SAMODZIELNE GRUPY

Historia powstania konspiracji w Końskich jest bardzo podobna do jej dziejów w innych miejscowościach. Samorzutnie powstające grupy łączą się tworząc jedną organizację. W przypadku Końskich doszedł jednak jeszcze jeden czynnik.
     Po latach nikt nie jest w stanie określić dokładnych dat, ale możemy przyjąć, że jeszcze we wrześniu 1939 roku grupa mieszkańców miasta podjęła decyzję o kontynuowaniu walki w konspiracji. W celu poszukiwania kontaktów do Kielc udała się Irena Mydlarz „Teresa” – harcerka i działaczka niepodległościowa. Korzystając ze swoich znajomości dotarła do Stefana Artwińskiego „Stary”, przedwojennego prezydenta Kielc, który w tym czasie był już zaangażowany w tworzenie Organizacji Orła Białego. Dzięki nawiązanym kontaktom już październiku 1939r. w Końskich powstała komórka tej organizacji w składzie: Stefan Mydlarz (przedwojenny starosta), Irena Mydlarz, Marian Markowski (kapitan w stanie spoczynku), Wiktor Kuleta (działacz Związku Rezerwistów) oraz Stefan Jaroszyński (działacz niepodległościowy).
     Zalążek organizacji nie rozpoczął zapewne działań na szerszą skalę (nie takie były zresztą założenia organizacji) bowiem już 5 listopada 1939 r. starosta Mydlarz i kapitan Markowski zostali przez Niemców aresztowani. Znaleźli się w grupie 12 zakładników, którzy własnym życiem mieli gwarantować spokój w mieście. Do okupantów dotarły bowiem pogłoski o mającym wybuchnąć w dniu 11 listopada polskim powstaniu. Zakładników wypuszczono 2 grudnia 1939 r., ale sposób działania Niemców pokazał, że osoby znane przed wojną ze swojej działalności będą miały problemy z prowadzeniem działalności konspiracyjnej na swoim terenie, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Faktycznie z chwilą aresztowania zakładników działalność grupy uległa zahamowaniu, a następnie zaniechała ona działań w dotychczasowej formie.
Wiele skazuje jednak, że zanim Organizacja Orła Białego zakończyła w Końskich działalność w orbicie jej wpływów znalazł się Jan Wypiórkiewicz „Scaevola” (harcerz, student prawa Uniwersytetu Poznańskiego). Od połowy listopada 1939 r. rozpoczął on wydawanie biuletynu informacyjnego, którego celem było informowanie społeczeństwa o faktycznej sytuacji społeczno-politycznej i militarnej. Słowo „wydawanie” jest użyte trochę na wyrost bowiem pierwsze numery były przez Wypiórkiewicza pisane odręcznie. 
Wokół „Scaevoli” utworzyła się grupa w skład której chodzili: Tomir Tworzyański „Borsuk”, Bojomir Tworzyański „Ostoja”, Stanisław Białecki „Tygrys” i Andrzej Zdzienicki „Paszko Złodziej”. Potrzebą chwili było zdobycie maszyny do pisania. Zorganizował ją „Tygrys”, który przywiózł walizkowego „Remingtona” od swojego stryja, księdza Jana Białeckiego z Kielc. Od tej chwili biuletyn przepisywany był na maszynie przez kalkę, ale taki sposób ograniczał nakład pisma.
Na zasadzie znajomości koleżeńskiej odbywał się także kolportaż biuletynu. Maria Wypiórkiewicz, siostra „Scaevoli” przekazywała część z nich swojej koleżance Danucie Proskurnickiej „Danka”. Biuletyny trafiały następnie do jej brata, Kazimierza Proskurnickiego „Korwin”, który będąc drużynowym harcerzy im właśnie dawał kolejne egzemplarze do przekazania zaufanym odbiorcom. Dziś wydaje się to proste, ale w pierwszych miesiącach okupacji tworzenie sieci kolportażu przez osoby nie mające o tym pojęcia było sprawą trudną.
Działalność Wypiórkiewicza była z całą pewnością rozległa, toteż z biegiem czasu kierowniczą rolę w grupie zaczął przejmować Tomir Tworzyański „Borsuk”. Sam Wypiórkiewicz rzucał się w wir coraz to nowych zadań. Ułatwiał on nawet przerzuty ludzi do odradzającej się we Francji armii polskiej. Nas jednak interesuje jeszcze jeden aspekt jego działalności konspiracyjnej jesienią 1939 roku. 
1 listopada 1939 r., w dniu Wszystkich Świętych, na koneckim cmentarzu zebrała się grupa młodzieży. Byli to uczniowie Gimnazjum i Liceum im. Św. Stanisława Kostki. Zebrali się aby zapalić znicze na mogiłach żołnierzy 36 Dywizji Piechoty rezerwy, którzy polegli w Końskich i okolicy. Młodzi ludzie garnęli się do walki. Niektórzy z nich w ramach służby pomocniczej brali już udział w działaniach wojennych we wrześniu 1939 roku, teraz walkę tą chcieli kontynuować. Efektem spotkania było powołanie tajnej organizacji. Na jej czele stanął podharcmistrz Bolesław Wielgosiński „Grabowski”, który nadał jej nazwę „Gimnazjalna Drużyna Bojowa” (GDB). W skład grupy wchodziło około 30 osób z miasta oraz z terenu powiatu. „Grabowski” spotkał się z Wypiórkiewiczem, ale ten był przeciwny wciąganiu uczniów do organizacji konspiracyjnej. „Scaevola” widział raczej drużynę jako organizację harcerską, dopuszczając jedynie elementy szkolenia wojskowego. Wybiegając nieco wprzód zaznaczymy, że jeden z członków grupy Bogumił Kacperski „Malina” dosyć wcześnie odłączył się od GDB i zaczął tworzyć własną, złożoną z chłopców jeszcze młodszych roczników. W kolejnych latach drogi obu grup ponownie się zbiegły, ale do tego tematu jeszcze powrócimy.
Istnieje możliwość, że w orbicie działania Organizacji Orła Białego w Końskich był też Maksymilian Szymański „Relampago”. Potwierdzenie tej hipotezy jest już zapewne niemożliwe, faktem jest jednak, że współpracował on ze swoim kuzynem Janem Wypiórkiewiczem. Sam zresztą także rozpoczął tworzenie „trójek organizacyjnych”. Już w listopadzie 1939 roku do grupy Szymańskiego należeli: ppor. rez. Ludwik Nowiński „Sęp”, Stanisław Nowakowski, Jan Stanisławski „Igo”, Kazimierz Witkowski, Andrzej Malanowicz oraz Tadeusz Szatkowski. Podstawowym zadaniem grupy, poza wyszukiwaniem odpowiednich osób do organizacji, było wyszukiwanie i zabezpieczanie broni pozostałej po wrześniowych walkach.
Tak więc już jesienią 1939 r. w Końskich działały co najmniej trzy, niezależne od siebie choć współdziałające grupy. Po zaprzestaniu działalności przez twórców Organizacji Orła Białego pozostawały one jednak bez zwierzchnictwa. Sytuacja ta nie trwała długo.
 

OŚRODEK BOJOWY

W październiku 1939 r. na terenie powiatu koneckiego pojawiła się grupa majora Henryka Dobrzańskiego „Hubal” i to właśnie z jego inicjatywy działalność konspiracyjna na terenie Końskich wkroczyła w nową fazę.
Przebywający w gajówce Zychy koło Radoszyc „Hubal” podjął decyzję o utworzeniu organizacji konspiracyjnej pod nazwą „Okręg Bojowy Kielce”. Miała ona stanowić wsparcie dla jego oddziału podczas wiosennych walk, które jak sądził wybuchną razem z ofensywą na froncie zachodnim. Organizacja miała stanowić zaplecze osobowe i materiałowe rozrastającego się oddziału. Jednym z pierwszych którzy stawili się pod rozkazy „Hubala” był przebywający wtedy u rodziców w Radoszycach por. rezerwy Jan Stoiński „Brzoza”. Otrzymał on rozkaz zorganizowania Ośrodka Bojowego „Henryk” w rejonie Radoszyc. Jednocześnie „Hubal” wysłał do Końskich sołtysa wsi Zychy Józefa Stępnia. Miał on odwiedzić kapitana Mariana Markowskiego (byłego burmistrza Końskich) z rozkazem aby stawił się on u „Hubala” z informacjami o okolicznych wojskowych, a jeżeli to możliwe to także ze spisami mobilizacyjnymi.
Markowski był już w tym czasie członkiem koneckiej grupy Organizacji Orła Białego i nie chciał się wiązać z nieznanym sobie oficerem. Nie jest raczej prawdą, że uchylił się od spotkania z „Hubalem”, wiedząc, że działalność majora jest źle widziana przez kierownictwo kieleckiej konspiracji. Dowództwo to nic jeszcze o działalności „Hubala” nie wiedziało i trudno, aby w tych okolicznościach się na nią nie zgadzało.
Z chwilą kiedy Dobrzański uświadomił sobie, że nie uda mu się do współpracy wciągnąć Markowskiego zmodyfikował swoje wcześniejsze rozkazy. Jan Stoiński otrzymał zadanie tworzenia organizacji podległej „Hubalowi” na szczeblu całego powiatu, utrzymując nazwę struktury Ośrodek Bojowy „Henryk”. Wybór osoby nie był przypadkowy bowiem przed wybuchem wojny Stoiński był nauczycielem koneckiej szkoły nr 3 i posiadał w mieście rozległe kontakty.
W połowie listopada 1939 r. „Brzoza” przeniósł się do Końskich i czasowo zamieszkał w domu swoich teściów Zarębskich, przy ulicy Zamkowej 16. Postanowił także zalegalizować swój pobyt w mieście. Podjął pracę prywatnego nauczyciela młodych Tarnowskich (przed wybuchem wojny także się tym zajmował traktując to jako dodatkową pracę). Rodzina Tarnowskich została już wtedy przez Niemców usunięta z pałacu w Końskich i mieszkała na folwarku w Modliszewicach, tam też Stoiński otrzymał na mieszkanie pokój nad kuźnią i magazynem.
Zadaniem Stoińskiego było stworzenie organizacji na terenie całego powiatu, ale my skupimy się na jego działalności w samym mieście. Będzie to trudne bowiem przez pierwszy okres okupacji struktury przenikały się nawzajem.
„Brzoza” rozpoczął ją od kompletowania zespołu kierowniczego, w dużej mierze opierając się na znanym sobie środowisku nauczycielskim. Przykładem niech będzie Józef Sadowski „Górnik”, konecki inspektor szkolny. Stoiński zaproponował go „Hubalowi” na kierownika komórki społecznej przy Ośrodku Bojowym. Zanim jednak podjęto decyzję „Górnik” został 5 listopada 1939 r. aresztowany jako zakładnik (podobnie jak wspomniani wcześniej Mydlarz i Markowski). Wolność odzyskał po miesiącu i wrócił do konspiracji. Razem z mężem do tworzonej przez Stoińskiego organizacji została przyjęta także Henryka Sadowska, która przyjęła pseudonim „Bronisława”.
Olbrzymią rolę w tworzeniu Ośrodka Bojowego miała Wanda Proskurnicka „Matka”, z którą „Brzoza” pracował przed wojną w jednej szkole. Jej mieszkanie, przy ulicy Jasnej 3, stało się punktem kontaktowym, a rodzina oparciem dla Stoińskiego. Przypomnimy, że córka Danuta i syn Zbigniew byli zaangażowani w kolportaż wydawanego w Końskich biuletynu.
To zapewne za ich pośrednictwem komendant Ośrodka Bojowego nawiązał kontakt z grupą wydawniczą. Została ona podporządkowana bezpośrednio „Brzozie”, a jej członkowie mieli być także wykorzystywani do zadań specjalnych.
Być może za pośrednictwem grupy Wypiórkiewicza Stoiński nawiązał kontakt z grupą skupioną wokół Maksymiliana Szymańskiego „Relampago”. Faktem jest, że od samego początku zdobył on zaufanie komendanta Ośrodka Bojowego. Zaowocowało ono powołaniem Szymańskiego na funkcję szefa wywiadu oraz komendanta miasta.
Związana z grupą Wypiórkiewicza Zofia Piekarska „Kama” doprowadziła w grudniu 1939 roku do kontaktu Stoińskiego z Bronisławem Ejgirdem „Szary”, „Molenda” który otrzymał polecenie organizacji łączności.
Jeszcze w 1939 roku do grupy kierowniczej Ośrodka został włączony porucznik Edward Zamłyński „Karmazyn” lekarz, który powrócił do miasta z Wilna. W pierwszym okresie zaczął on pełnić funkcję lekarza Ośrodka.
Kolejną osobą z grupy nauczycieli z którą Stoiński nawiązał kontakt był Franciszek Nowakowski „Cichy”, kierownik szkoły w Końskich. Otrzymał polecenie gromadzenia materiałów na potrzeby organizacji, czyli formalnie pełnił funkcję kwatermistrza.
Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że na koniec 1939 roku ukształtował się w Końskich trzon kierowniczy Ośrodka Bojowego „Henryk”, który przedstawiał się następująco:
Komendant – Jan Stoiński „Brzoza”,
Kierownik wywiadu i komendant miasta Końskie – Maksymilian Szymański „Relampago”,
Kierownik łączności – Bronisław Ejgird „Szary”, „Molenda”,
Kwatermistrz – Franciszek Nowakowski „Cichy”,
Lekarz – Edward Zamłyński „Karmazyn”
Grupa do zadań specjalnych – Tomir Tworzyański „Borsuk”.
Poza grupą kierowniczą w organizacji znalazła się duża grupa osób zaangażowanych w utrzymanie łączności, kolportaż biuletynu, wywiad oraz zawiązki struktur miejskich.
Koniec roku przyniósł jednak kolejne zmiany. Jeszcze w grudniu 1939 roku major Henryk Dobrzański podporządkował swój oddział oraz organizację Okręg Bojowy Kielce Służbie Zwycięstwu Polsce. Komendant Okręgu Kielce SZP płk. dypl. Leopold Endel – Ragis „Lipiński” przejął zorganizowaną już strukturę powołując Obwód Końskie SZP (formalnie w miejsce SZP powołano już wtedy Związek Walki Zbrojnej).
Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy kwestii „Hubala”. Choć przyjął on propozycję objęcia funkcji Zastępcy Komendanta Okręgu Kielce, nigdy funkcji tej nie objął. Dalsza jego działalność może świadczyć o tym, że działanie to traktuje jako wybieg mający mu dać wolną rękę i spokój do wiosny, kiedy jak sądził na froncie zachodnim rozpocznie się ofensywa skierowana przeciwko III Rzeszy.
Utrata zaplecza organizacyjnego była jednak dla Dobrzańskiego niekorzystna dlatego powrócił on do koncepcji wspierania kolejnych form konspiracyjnych. Od lutego 1940 roku, z nadania „Hubala” funkcję komendanta obwodu Końskie objął kapitan Stanisław Lipiński „Moro” występujący pod fałszywym nazwiskiem Czesław Majewski. Stał on na czele kilkunastoosobowej grupy wchodzącej oficjalnie w skład organizacji Konfederacja Obrońców Polski. Po śmierci Dobrzańskiego „Moro” został przeniesiony na teren Okręgu Lubelskiego (lipiec 1940 roku), a podlegli mu ludzie zostali przekazani do ZWZ.

PIERWSZY SZTAB

Możemy przyjąć, że od początku 1940 roku na terenie powiatu koneckiego rozpoczął działalność Obwód Końskie ZWZ., który otrzymał kryptonim „Metz”. Formalna zmiana nie spowodowała jednak rewolucji w działalności konspiracyjnej, choć narzucała nowe obowiązki.
Komendant Stoiński w nowych okolicznościach zaczął używać pseudonimu „Górski”. Powołany przez niego wcześniej zespół kierowniczy zaczął powoli przekształcać się w Sztab Komendy Obwodu. Podlegał mu cały powiat, ale miasto było jego centrum administracyjnym siłą rzeczy zanim omówimy kwestie struktur miejskich przedstawimy Komendę Obwodu, która opierała się także na osobach z Końskich.
Komendant Obwodu - Jan Stoiński prowadził życie na wpół podziemne. Niewiele osób wiedziało o jego miejscu zamieszkania, a i on sam bardzo rzadko w mieszkaniu załatwiał sprawy służbowe. Ze względów bezpieczeństwa nocował także poza własnym mieszkaniem, najczęściej u Śliwaków w Modliszewicach i Wilhelma Zamory przy ulicy Spacerowej. W tym ostatnim lokalu oraz w mieszkaniu swoich teściów Zarębskich przy ulicy Zamkowej 16 organizował także odprawy ze swoimi współpracownikami.
Zastępca Komendanta Obwodu – Maksymilian Szymański „Maks”, „Relampago” – w tym okresie jeden z najbliższych współpracowników Stoińskiego. Funkcję zastępcy zaczął pełnić prawdopodobnie wiosną 1940 roku
Referat I Organizacyjny – ze względu na brak odpowiedniej kadry stanowisko szefa wydziału obsadził, jedyny wtedy w dyspozycji oficer zawodowy Stanisław Zamłyński „Karmazyn”, pełniący dotychczas funkcję lekarza Ośrodka Bojowego. Nie jest znana data nominacji, ale nastąpiło to zapewne już w pierwszej połowie 1940 roku.
Referat II Wywiad – już od jesieni 1939 roku na czele tego pionu stał Maksymilian Szymański. Zmontowanie siatki wywiadowczej przez amatora było sprawą trudną, ale przy pomocy wielu osób rwących się do walki udało się utworzyć siatkę na terenie powiatu oraz w samym mieście. Siatka wywiadu bazowała na sieci łączności ZEORK, gdzie zatrudniony był sam Szymański. W późniejszym czasie rozwinęła się także na sieć łączności pocztowej. Dawny kolega gimnazjalny Szymańskiego (Antoni Piwowarczyk „Wąsowicz” związany z ruchem ludowym ) przekazał do pracy w wywiadzie trzech podoficerów zawodowych. Byli to: Bronisław Wieczorkiewicz „Wilk” (później kierownik wywiadu kolejowego), Władysław Sękowski „Burza” oraz Władysław Piwowarczyk „Zbigniew”. Wywiad w Magistracie prowadził Włodzimierz Sycz ( sekretarz Zarządu Miejskiego), który szczególnie nadzorował dział ewidencji ludności. Każdorazowe pojawienie się tam żandarmerii czy Gestapo mogło zapowiadać kolejne aresztowania.
Cennym źródłem informacji była Maria Sochanowska „Maria”, do wybuchu wojny pracowała jako sekretarka w Inspektoracie Szkolnym, a następnie w Schulamcie.
Leokadia Wieczorek „Loda” – przed wojną kierowniczka Szkoły Powszechnej nr 3, współpracownica Stoińskiego, wprowadzona przez niego do struktur wywiadu. Podlegały jej sprawy kontrwywiadu.
W późniejszym okresie nieocenione usługi oddały Janina Kowalska i jej siostra Maria oraz Felicja Wiśniewska (wcześniej należała do Konfederacji Obrońców Polski, od lata 1940 roku w ZWZ– młode kobiety przesiedlone do Końskich. Biegle władały językiem niemieckim dlatego zostały zatrudnione w żandarmerii i na poczcie (Wiśniewska).
Podporucznik Zbigniew Pużak „Stam” (konspiracyjne nazwisko Szary) „Stam” - zastępca
Referat III Operacyjno-Wyszkoleniowy. Ze względu na brak kadry oficerskiej funkcja szefa referatu była nieobsadzona. Miał ją objąć, pochodzący z Końskich, porucznik Stanisław Ciaś „Osman”. Niejako automatycznie miał także zostać zastępcą Stoińskiego. Był on jednak znany w mieście jako oficer zawodowy i po krótkim czasie przeniósł się na inny teren. To właśnie wtedy Komendant Obwodu powierzył „Relampago” funkcję swojego zastępcy.
Sytuacja taka trwała do końca lata 1940 kiedy to dowództwo Okręgu skierowało do Końskich podporucznika Mariana Słonimskiego „Babinicz”, występującego pod konspiracyjnym nazwiskiem Andrzej Zaorski. Dopiero on utrzymał się w terenie i energicznie zajął się szkoleniem żołnierzy.
Referat IV Kwatermistrzostwa
Prawdopodobnie utrzymując ciągłość funkcji z czasów Ośrodka Bojowego stanowisko kwatermistrza piastował Franciszek Nowakowski „Cichy”. Po jego aresztowaniu 6 sierpnia 1940 roku funkcję tą objął Eugeniusz Stoga „Gospodarz”, pracownik koneckiego wydziału powiatowego.
Referat V Łączność
Od grudnia 1939 roku organizowaniem łączności zajmował się Bronisław Ejgird „Szary”, „Molenda”, „Jerzy” i to on został szefem tego referatu. W pierwszym okresie czasu podlegała mu jedynie łączność z placówkami terenowymi. Od samego początku była ona utrzymywana głównie za pośrednictwem łączniczek wśród których należy wymienić następujące panie: Irena Mydlarzowa „Teresa”, Helena Jędryk „Szulc”, „Jadwiga – właścicielka księgarni gdzie znajdował się punkt kontaktowy, Henryka Sadowska „Bronisława”, Józefa Chodaczyńska „Flora”, Lutowska Zofia „Ewa”. Jadwiga Białecka „Jaga”, Eugenia Pizło „Sosna”, Anna Pobochowa „Justyna”. Do obsługi placówek terenowych uruchomiony został także punkt kontaktowy w sklepie żelaznym przy ulicy Berka Joselewicza, który prowadził Mikołaj Zajączkowski.
Co ciekawe łączność z Okręgiem w dalszym ciągu znajdowała się w ręku Komendanta Obwodu. Punkt kontaktowy dla przybywających kurierów ustanowiono w mieszkaniu Wandy Proskurnickiej „Matka” przy ulicy Jasnej 3. Danuta Proskurnicka „Danka”, córka właścicielki mieszkania, natychmiast dostarczała korespondencję komendantowi Stoińskiemu. Dopiero od początku 1941 roku łączność z Okręgiem została przejęta przez Ejgirda, który (poza punktami kontaktowymi) utrzymywał ją za pośrednictwem trzech kurierów. Byli to: Jan Kołodziejczyk „Czarny”, Henryk Książek „Czarny II” i Jan Ławacz.
Referat VI BIP (Biuro Informacji i Propagandy)
Na czele referatu zajmującego się wydawaniem tajnego biuletynu stanął Tomir Tworzyański „Borsuk”. Rozwój wydawnictwa nastąpił z chwilą gdy dzięki pomocy Bronisława Ejgirda uzyskano powielacz. Miało to miejsce zapewne na początku 1940 roku. Urządzenie umieszczono w domu Tworzyańskich na Koczwarze koło Końskich. Nowe możliwości techniczne sprawiły, że pismo otrzymało tytuł „SPRAWY POLSKIE”. Ukazywało się co dwa tygodnie. Zagrożeniem dla grupy było aresztowanie 8 sierpnia 1940 roku Jana Wypiórkiewicza „Scaevola”. Dokonało tego Gestapo z Poznania i miało ono zapewne związek z działalnością w tamtejszym harcerstwie (przed wojną studiował w Poznaniu). Aresztowanie nie miało jednak dla konspiracji konsekwencji. O przyjacielskich więzach łączących konspiratorów niech świadczy fakt, że po aresztowaniu Wypiórkiewicza jego przyjaciel Stanisław Białecki zmienił swój dotychczasowy pseudonim „Tygrys” na „Scaevola II” jako pamięć o koledze.
Warto w tym miejscu przyjrzeć się jak wyglądało wydawanie i kolportaż tajnej gazetki. Tomir Tworzyański odpowiadał za wybór tekstów, którego autorami było wiele osób z Końskich. Niektóre teksty pochodziły także z Komendy Okręgu Kielce. Wiadomości ze świata pochodziły z nasłuchu radiowego prowadzonego za pomocą radia ukrytego w mieszkaniu Proskurnickich przy ulicy Jasnej 3. Materiały z terenu Końskich zbierała Jadwiga Białecka „Jaga”, która dostarczała je do „Borsuka”. W późniejszym czasie do niektórych numerów dodawane były zdjęcia wykonywane przez koneckiego fotografa Antoniego Borowca w jego zakładzie przy ulicy Zamkowej.
Kolportażem pisma zajmowało się wiele osób. Z Koczwary wynoszone było przez Natalię Tworzyańską, matkę „Borsuka”, Bojomira Tworzyańskiego „Ostoja” oraz Stanisława Białeckiego. „Sprawy Polskie” trafiały do wyznaczonych „skrzynek” w mieście gdzie dzielono je na mniejsze partie. Takimi miejscami było mieszkanie Jadwigi Białeckiej, kiosk sióstr Antoniny i Marii Borkowskich przy skwerze koło kościoła w Końskich, księgarnia Jędryków przy ulicy Piotrkowskiej, a od 1941 roku także Spółdzielcza Składnica Materiałów Piśmiennych przy ul. Małachowskich. Z punktów tych prasę odbierały łączniczki: Józefa Chodaczyńska „Flora”, Zofia Lutosławska „Ewa”, Zofia Ciszek „Wrzos”, Kazimiera Zapałowa „Kalina”, Fryderyka Firkowska „Sówka” i inne.
Referat poza wydawaniem pisma zajmował się także drukiem odezw do ludności oraz specjalnych ulotek dla Niemców wydawanych w ramach Akcji „N”.
Poza opisanymi strukturami Komendantowi Stoińskiemu podlegał także ppor. Marian Lewiński „Czarny” – oficer dyspozycyjny, który został umieszczony na kwaterze u Proskurnickich.
Zapewne już od lata 1940 roku Komendant Obwodu przystąpił także do tworzenia podległej tylko jemu grupie do zadań specjalnych. Jej dowódcą został Stanisław Białecki „Tygrys”, „Scaevola II”. Decyzja ta wynikała z ogólnej koncepcji walki ZWZ, która zakładała wydzielenie specjalnego pionu pod nazwą Związek Odwetu przeznaczonego do prowadzenia walki bieżącej z okupantem. W skład grupy wchodzili: Bojomir Tworzyański „Ostoja”, Andrzej Zdzianicki „Paszko Złodziej”, Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” i Tadeusz Szatkowski „Grom”. Jednym z pierwszych zadań grupy (jesień 1940 roku) było wyszukiwanie miejsc odpowiednich na zrzutowiska (miało to związek z przygotowaniem do nawiązania łączności lotniczej z Rządem znajdującym się już wtedy w Londynie.
Organizacja Komendy Obwodu Końskie nie przebiegała jednak w prosty sposób. Wiosną 1940 roku na terenie obwodu miało miejsce szereg aresztowań związanych z rozpracowywanie przez Niemców Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Samo rozbicie oddziału i pacyfikacja wiosek stanowiących jego zaplecze także deprymująco wpłynęło na społeczeństwo. Pesymistyczne nastroje zostały wzmocnione klęską Francji i innych państw co odsunęło nadzieję na rychłe pokonanie III Rzeszy. Praca konspiracyjna została poważnie zahamowana zresztą także dowództwo ZWZ zdawało sobie sprawę z sytuacji i podjęło działania w celu przystosowania organizacji do długiej walki.
Śmierć „Hubala” i ostateczne rozwiązanie pozostałości jego oddziału (czerwiec 1940 roku) sprawiły, że na terenie obwodu pojawił się jego dotychczasowy żołnierz, plutonowy Franciszek Głowacki „Lis”, który nie zamierzał zaprzestać walki. Niektóre publikacje podają, że od jesieni stał on na czele oddziału dyspozycyjnego Komendanta Obwodu wydaje się jednak, że związek pomiędzy nimi nie był ścisły. Wynikał być może jeszcze ze znajomości z czasu organizacji oddziału „Hubala” w gajówce Zychy. Prawdy zapewne nie ustalimy. Niezaprzeczalne jest jednak, że grupa wykonywała zadania zlecone przez Komendanta Obwodu (w niektórych sytuacjach dysponował nią także Zastępca Komendanta Maksymilian Szymański „Relampago”). W skład grupy wchodziło także dwóch mieszkańców Końskich: Zbigniew Proskurnicki „Ketling” i Sylweriusz Jaworski „Strzemię”.
W taki oto sposób kształtował się skład pierwszego sztabu Komendy Obwodu, który w całości oparty był na mieszkańcach Końskich i funkcjonował na terenie samego miasta. Stan ten trwał do września 1940, kiedy to Stoiński przeniósł się do Dyszowa koło Końskich i zamieszkał w domu Marii Nowak „Wacka”.

W OCZEKIWANIU NA ZRZUT

Tworzący dopiero swoje struktury Obwód Końskie został w tym okresie wyróżniony przez Komendę Główną ZWZ. Jego dowództwu powierzono udział w jednej z największych tajemnic podziemnej armii. Zacznijmy jednak od początku.
Klęska Francji oraz ewakuacja Rządu RP do Londynu sprawiła, że utrzymywanie łączności z krajem przez kurierów było utrudnione, a czas „podróży” kuriera bardzo się wydłużył. Coraz przychylniej zaczęto zatem patrzeć na możliwość lotniczej łączności z okupowym krajem. Chodziło nie tylko o wykonywanie skoków kurierów, ale także zrzutów z materiałami przydatnymi w działalności zbrojnej (broń, materiały wybuchowe, fundusze). Uruchomienie łączności lotniczej dawało także możliwość przerzucania do kraju żołnierzy przeszkolonych w określonych specjalnościach.
Przyjmowanie zrzutów lotniczych wymagało jednak od konspiracyjnego wojska szeregu działań. Jednym z pierwszych było wyszukanie odpowiednich miejsc na zorganizowanie pól zrzutowych. Od lata 1940 roku zajmowała się tym w Obwodzie specjalna grupa pod dowództwem Stanisława Białeckiego. Proponowane miejsca musiały uzyskać akceptację Szefostwa Lotnictwa Komendy Głównej ZWZ. To właśnie stało się powodem wizyty w koneckim , w listopadzie 1940 roku, ppłk Bernarda Adameckiego „Bocian” zaakceptował on lokalizację „kosza” zrzutowego w rejonie Furmanowa (rejon gajówki Cis). W późniejszych latach wyznaczono jeszcze kilka miejsc zrzutowych na terenie obwodu.
W październiku 1940 r. pierwsi oficerowie zakończyli specjalne szkolenie prowadzone w Anglii, a już miesiąc później Brytyjczycy wyrazili zgodę na wykonanie lotu próbnego, do którego przeznaczono lekki bombowiec Whitley. Rozpoczął się okres oczekiwania na lot.
W połowie grudnia do Obwodu Końskie dotarła informacja o mającym nastąpić na ich terenie zrzucie. W trybie alarmowym poinformowano o tym wyznaczone do zadania osoby. 18 grudnia wszyscy zameldowali się w Niekłaniu. Przybyli tam Komendant Obwodu w towarzystwie delegata Komendy Głównej ZWZ, zastępca Komendanta Maksymilian Szymański „Relampago”, doktor Edward Zamłyński „Karmazyn oraz Bronisław Ejgird „Szary”. Plan przewidywał, że miejsce zrzutu będzie ubezpieczane przez grupę Franciszka Głowacza „Lis” oraz żołnierzy placówki ZWZ Niekłań pod dowództwem Karola Niedzielskiego „Dobosz”. Latarnie które miały wyznaczyć literę „T” wskazującą kierunek wiatru, także obsługiwali ludzie z Placówki Niekłań. Wszyscy spoza placówki zostali zakwaterowani w domu Leszka Zdzienickiego „Paszko Złodziej” w Furmanowie oraz w plebanii w Niekłaniu (niektóre źródła mówią także o szkole w Niekłaniu).
Zima była wyjątkowa, mróz sięgał -30 stopni. Cierpliwie jednak czekano. Trzeciego dnia Maksymilian Szymański przywiózł wiadomość o odwołaniu pogotowia bowiem na zakończenie wieczornej audycji radia BBC w języku polskim, nie podano właściwej melodii, co było sygnałem pogotowia.
Start samolotu planowany na 20 grudnia 1940 roku został odwołany w ostatniej chwili (skoczkowie wkładali już kombinezony). Dowódca angielskiej załogi oznajmił, że po ostatecznym przeliczeniu trasy lotu nie wystarczy paliwa na powrót. Lot odwołano, a do koncepcji miano powrócić po zamontowaniu w samolocie dodatkowych zbiorników paliwa.
Inauguracja zrzutów lotniczych miała jednak tragiczne następstwa. Podczas trzydniowego oczekiwania przeziębił się delegat Komendy Głównej ZWZ. Doktor Edward Zamłyński „Karmazyn” stwierdził obustronne zapalenie płuc i chorego przewieziono na dalsze leczenie do Końskich. Delegat stwierdził jednak, że Święta Bożego Narodzenia chce spędzić w domu. Ostatecznie został odwieziony do Warszawy przez „Karmazyna”. Po pewnym czasie do obwodu dotarła wiadomość, że delegat zmarł na zapalenie płuc.

KOMENDA MIASTA

Od początku tworzenia konspiracji  na terenie Końskich Komendant Stoiński na czele struktur miejskich powołał Maksymiliana Szymańskiego „Relampago”, który został Komendantem Miasta, w ten sposób określano Placówkę Końskie. Zapewne już wtedy nadano jej kryptonim „Wierch”. Stan ten został utrzymany także na początku 1940 roku kiedy to powołano Obwód Końskie. Należy przypomnieć, że Szymański pełnił w tym czasie także funkcję szefa wywiadu obwodu, a niedługo został także Zastępcą Komendanta Obwodu. Łączenie funkcji było niedopuszczalne ze względów konspiracyjnych. Powodowało także sytuację w której „Relampago”, zajmujący się działalnością na wielu frontach, nie mógł skupić się na rozbudowie struktur miejskich.
Od jesieni 1939 roku tworzono „trójki” konspiracyjne. W późniejszym okresie były to „piątki”. Były to grupy siłą rzeczy złożone z osób których łączyły więzy koleżeństwa, wspólnej pracy czy nauki. W pierwszym okresie konspiracji nie przykładano większej roli dla ujednolicenia działalności tych grup, liczono bowiem na szybkie zakończenie działań wojennych.
Sytuacja zmieniła się latem 1940 roku gdy jasne stało się, że wojna będzie trwała dłużej. Dowództwo Okręgu przekazało rozkaz o organizowaniu konspiracyjnych plutonów. Najniższą komórką organizacyjną miała być sekcja składająca się z pięciu osób. Rozkaz nie precyzował ilości sekcji w plutonie. Dla przykładu pluton kadrowy mógł składać się już z dwóch sekcji.
Komendant Miasta, prawdopodobnie we wrześniu 1940 roku, powołał na jego terenie dwa plutony. Dowódcą pierwszego został plutonowy Andrzej Malanowicz „Wicher” a drugiego podporucznik Ludwik Nowiński „Sęp”. Pod koniec 1940 roku stan osobowy miejskiej konspiracji ZWZ został zwiększony przez podporządkowanie organizacji „plutonu robotniczego” (wywodził się z Polskiej Partii Socjalistycznej) utworzonego i dowodzonego przez Stanisława Szczepanika „Młot”. Stan liczebny plutonów (zgodnie zresztą z wytycznymi) nie był wysoki. „Wicher” dysponował sześcioma ludźmi, „Sęp” miał ich dziewięciu, a „Młot” dwudziestu jeden.
Złudny byłby sąd, że konspiracja miejska była słaba. Należy pamiętać, że gros osób z Końskich było zaangażowanych w strukturach Komendy Obwodu. Istniała także Gimnazjalna Drużyna Bojowa dowodzona przez Bolesława Wielgosińskiego „Grabowski”, którą Komendant Obwodu starał się nadal trzymać z boku głównego nurtu działań konspiracyjnych. Powierzył ją opiece swojego oficera dyspozycyjnego Mariana Lewińskiego „Czarny”, który utrzymywał z nią łączność za pośrednictwem Zbigniewa Proskurnickiego „Ketling”. Istniała także grupa Bogumiła Kacperskiego „Malina” (często określana jako: pluton Szkolny).
Rozwój konspiracji, a szczególnie szkolenie, nie były zaawansowane bowiem brak było odpowiedniej kadry. Sytuacja zmieniła się z chwilą gdy pod koniec 1940 roku do miasta powrócił pochodzący stąd, podporucznik Bolesław Czerwiński „Kalina”, „Wir”. Wciągnięty do pracy konspiracyjnej został dowódcą kompanii miejskiej. Była to struktura, która nie miała odpowiednika na terenie Obwodu. Utworzono ją zapewne w celu „utworzenia” odpowiedniej funkcji dla „Kaliny” i podporządkowano mu funkcjonujące w mieście plutony. W kwietniu 1940 roku Czerwiński powołał na swojego adiutanta Tadeusza Szatkowskiego „Grom”.
Przejmowanie dowództwa nad plutonami miejskimi zbiegło się w czasie z nowymi rozkazami Komendanta Głównego ZWZ, który ustalił, że podstawową jednostką organizacji jest pluton. Miał on składać się z trzech drużyn, po trzy sekcje w każdej. Łącznie około 45-50 żołnierzy. Plutony szkieletowe miały liczyć 25-30 żołnierzy. Reorganizując struktury miejskie Czerwiński otrzymał także zgodę na włączenie do miejskich plutonów: Gimnazjalnej Drużyny Bojowej oraz grupy „Maliny” (pluton szkolny).
W dużym uproszczeniu reorganizację przeprowadzono w ten sposób, że miasto podzielono na dwie części. Żołnierzy mieszkających w danej dzielnicy podporządkowano jednemu dowódcy. Ustalono jednak, że w określonych sytuacjach można przechodzić pomiędzy plutonami. Nowe rozwiązanie ułatwiało zbiórkę drużyny czy plutonu w trybie alarmowym. Jednocześnie Dowódca kompanii opracował materiały szkoleniowe, które zostały dostarczone do plutonów. Zmiany terytorialne nie dotyczyły plutonu „Młota”, jego żołnierze rozlokowani byli na zasadzie zakładów w których pracowali. Ich szkoleniem zajął się sam Czerwiński.

PLUTON 201

Jeszcze w pierwszej połowie 1941 roku na bazie dotychczasowego plutonu Andrzeja Malanowicza „Wicher” utworzono pluton 201. Ten pluton w dalszej historii konspiracji w mieście miał odegrać bardzo ważną rolę.
Dowódcą pozostał „Wicher”, a jego zastępcą Henryk Blaszyński „Grand”. W lipcu 1941 roku (niektóre źródła mówią, że w sierpniu)  pluton objął Zygmunt Wyrwicz „Cumulus”. Jego zastępcą został Bogumił Kacperski „Malina”. Po wydarzeniach z 2 listopada 1942 roku dowódcą plutonu został „Malina”. Sytuacja trwała do stycznia 1943 roku kiedy to na czele plutonu ponownie stanął jego pierwszy dowódca „Wicher”.
 Poniżej prezentujemy wykaz członków plutonu odtworzony na podstawie dokumentów oraz wspomnień Bogumiła Kacperskiego „Malina”
  1. Białecki Adaś „Bis”
  2. Blaszyński Henryk „Grand”,
  3. Borowski Czesław,
  4. Brejer Kazimierz „Konus”,
  5. Brejer Tadeusz „Chrzazn”,
  6. Cegłowski Zbigniew „Korsak”,
  7. Chabiera Konstanty „Świt”,
  8. Chmielowski Tadeusz „Klon”, „Bartek”,
  9. Chojniarz Kazimierz „Walcz”,
  10. Ciszek Jerzy „Gryf”,
  11. Czekalski Zygmunt „Rosoma”,
  12. Czerwiński Jerzy „Grej”,
  13. Czerwiński Marian „Socha”,
  14. Dąbrowski,
  15. Drapiński Tadeusz „Dębicz”,
  16. Drzewiecki Jerzy „Czyżyk”
  17. Drzewiecki Tadeusz „Soból”
  18. Godlewski Zbigniew „Sosna”
  19. Jencz Tadeusz „Ksiądz”, „Allan”,
  20. Kacperski Bogumił „Malina”,
  21. Kalinowski Zdzisław „Brzoza”,
  22. Kołodziejczyk Stanisław „Bandera”,
  23. Kotulski Lucjan „Ikar”, „Paweł”,
  24. Kowalski Marian,
  25. Kropisz Henryk „Hel”,
  26. Książek Henryk „Czarny”,
  27. Lewiński Leopold „Gryfita”,
  28. Łyczkowski Jan „Wicherek”,
  29. Makowski Ryszard „Rosław”,
  30. Malanowicz Andrzej „Wicher”,
  31. Malanowicz Ziemowit,
  32. Modzerowski Bogusław „Kula”, „Szczerba”,
  33. Morawski Kazimierz,
  34. Mroczek Jan „Grom”,
  35. Okoniewski Michał „Wojnat”,
  36. Panek Stefan Kazimierz „Jesion”,
  37. Postupalski Leonard „Sobek”,
  38. Półgrabski Paweł,
  39. Pychyński Henryk „Tur”,
  40. Rać Henryk „Sęp”, „Rak”,
  41. Rurarz Ryszard „Izis”,
  42. Rydwanowski Andrzej „Wiatr”.

PLUTON 202

Także w pierwszej połowie 1941 roku na bazie dotychczasowego plutonu podporucznika Ludwika Nowińskiego „Sęp” powołano pluton 202. 
Na przestrzeni najbliższych lat (do 20 sierpnia 1943 roku) struktura i skład plutonu przedstawiała się następująco.
Dowódca: Ludwik Nowiński „Sęp”,
Dowódca I drużyny: Bronisław Lachowski „Kruk”,
Dowódca II drużyny: Piotr Kołba „Brawura”,
Dowódca III drużyny: Jan Lachowski „Cichy”, a od 1942 roku Franciszek Podkrólewicz „Gil”,
Dowódca sekcji granatników: Mieczysław Mikulski „Mszczuj”.
 
Drużyna I:
  1. Błaszczyk Tadeusz „Lech”,
  2. Błaszczyk Zdzisław „Waluś”
  3. Dąbrowski Marian „Żbik”,
  4. Franaszczyk Jan „Mściciel”,
  5. Górecki Edward „Boruta”,
  6. Korzeniowski Ryszard „Sewer”,
  7. Krajewski Stanisław „Tygrys”,
  8. Krajewski Tadeusz „Grom”,
  9. Lewiński Jerzy
  10. Makuch Stefan „Czarny”,
  11. Mierosławski Marian „Dąb”,
  12. Mikulski Józef,
  13. Nowakowski Stanisław,
  14. Panek Bolesław „Tutura”,
  15. Stanisławski Jan „Igo” – do czerwca 1942 r. potem w plutonie 201.
  16. Styś Roman,
  17. Wandakiewicz Eugeniusz,
  18. Wielgosiński Stefan,
  19. Witkowski Kazimierz,
  20. Wojcierowski Czesław „Meluzyna”,
  21. Zieliński Marek „Żmija”.
 
Drużyna II (jej członkowie rekrutowali się z miejscowości: Kazanów, Dziebałtów, Brody):
Sekcyjny – Gąszcz,
Sekcyjny Dorosławski Wincenty „Duch”,
  1. Dorosławska Jadwiga „Isia”,
  2. Dziuba Kajetan „Kadłub”,
  3. Grzegorczyk Henryk „Sęp”,
  4. Kałwiński Tadeusz „Kluczyk”,
  5. Kołba Józef „Kolega”,
  6. Kuśmierczyk Feliks „Wrona”,
  7. Mazur Jan „Rajski”,
  8. Szewczyk Jakub „Olcha”,
  9. Świadek Paweł „Gołąb”.
 
Drużyna III:
  1. Duda Franciszek,
  2. Duda Stefan,
  3. Gasiński Czesław,
  4. Gasiński Piotr,
  5. Gierczyńska Maria,
  6. Gierczyński Piotr,
  7. Karbownik Antoni,
  8. Karbownik Henryk,
  9. Karbownik Józef „Skowronek”,
  10. Karbownik Władysław,
  11. Kowalski Jan,
  12. Lachowski Jan,
  13. Łukasik Jan,
  14. Pietrzykowski Ludwik,
  15. Sękowski Antoni,
  16. Sękowski Lucjan „Biały”,
  17. Słowiński Wacław
  18. Sobczyński Ignacy,
  19. Stępień Jan,
  20. Strózik Stanisław,
  21. Śliwak Antoni „Gołąb”,
  22. Wróbel Stefan.
 

"WIR" KOMENDANTEM MIASTA

Jednym z zadań struktur terenowych były przygotowania do powstania zbrojnego. Po uporządkowaniu spraw organizacyjnych dowodzący kompanią miejską swoją energię skierował na opracowanie planu opanowania miasta. Czerwiński przygotował dokładnie rozpisane zadania dla każdego plutonu i drużyny. Przewidywały one miejsca zbiórki, stanowiska wyczekiwania, podstawy uderzenia, zasady łączności. Szkolenie odbywało się zgodnie z przyjętym planem.

W lipcu 1941 roku przyjechał do Końskich na kontrolę szkolenia i przygotowania bojowego reprezentant Komendy Okręgu płk Feliks Jędrychowski występujący wtedy pod pseudonimem „Brzechwa”. Przygotowany przez Czerwińskiego plan opanowania miasta wraz z rozkazami bojowymi przedstawił mu Komendanta Miasta Szymański „Relampago”. W trakcie odprawy wyjaśniło się, że autorem dokumentów jest dowódca kompanii miejskiej, który w trybie alarmowym został na nią wezwany.

Przedstawione plany zostały przez kontrolującego dobrze ocenione. Sytuacja miała jednak swój dalszy ciąg. Rezultaty inspekcji zostały omówione przez „Brzechwę” z Komendantem Obwodu i w ich efekcie, 19 lipca 1941 roku, Maksymilian Szymański „Relampago” został odwołany z funkcji Komendanta Miasta, a jednocześnie na stanowisko to został powołany Bolesław Czerwiński „Wir”.

Zmiany organizacyjne doprowadziły do sytuacji w której dowódca kompanii miejskiej został Komendantem Miasta. Wydaje się, że schemat organizacyjny został uproszczony i stanowisko dowódcy kompanii miejskiej zostało zlikwidowane, a plutony podlegały bezpośrednio Czerwińskiemu. Nie rozbudował on zbytnio swojego aparatu dowodzenia, a punktem centralnym Komendy Miasta był dom rodziny „Wira” przy ulicy Małachowskich.

Na stanowisko szefa wywiadu komendy miasta powołał „Oskara”. Pod tym pseudonimem występował prawdopodobnie wysiedlony z Łodzi student Adam Malinowski (nie wiemy czy to nazwisko prawdziwe). Funkcję swoją pełnił do przełomu 1942/43 kiedy to opuścił miasto. Z reorganizacji członków miejskiej konspiracji wyłączono dwie osoby: Bolesława Wielgosińskiego „Grabowski” i Jana Wroniszewskiego „Znicz”, którzy także zostali przydzieleni do pionu wywiadowczego. „Znicz”, korzystając z pomocy swoich kolegów, organizował np. obserwację ruchu niemieckich wojsk przez Końskie na kierunku zachód – wschód.

Latem 1941 roku coraz większe znaczenie w funkcjonowaniu miejskiej konspiracji miało biuro Powiatowego Wydziału Rzemieślniczego (Związek Cechów Rzemieślniczych był jedną z nielicznych organizacji na której działalność Niemcy zezwolili). Do zorganizowania biura został skierowany z Radomia Stanisław Strzemieczny „Góra”. Już przed przyjazdem był związany z ZWZ, a organizowanie biura dało mu możliwość zatrudnienia tam szeregu osób z konspiracji. Faktycznie pierwszy lokal związku (ulica Zamkowa 16) stał się stałym punktem kontaktowym komendy. Nic więc dziwnego, że sam „Góra”, prawdopodobnie we wrześniu został adiutantem komendanta, a następnie zastępcą komendanta. W późniejszym okresie biuro zostało przeniesione do domu Stangierskich przy ulicy Piotrkowskiej i w dalszym ciągu pełniło bardzo ważną rolę w miejskiej konspiracji.

Po zmianach organizacyjnych dowództwo Placówki Końskie przedstawiało się następująco:

Komendant Placówki (Komendant Miasta) –  pr. Bronisław Czerwiński „Wir”- od 19 lipca 1941 r.

Zastępca Komendanta i adiutant – ppor. Stanisław Strzemieczny „Góra” – od września 1941 r.

Szef wywiadu – Adam Malinowski (?) „Oskar” – od lata 1941 r.

Sprawy gospodarcze – Tadeusz Redlich – Michalski „Tad”

 

DYWERSJA

Podstawowym zadaniem konspiracyjnego wojska jest przygotowanie do walki i sama walka. Powstające struktury przygotowywały się do jednego i drugiego.  Młodzież była jednak niecierpliwa, co nie zawsze przynosi dobre efekty.

12 grudnia 1940 roku grupa koneckich kolegów poszła do miejscowego kina. Podczas wyświetlania kroniki wychwalającej osiągnięcia III Rzeszy na ekranie pojawił się Hitler. Młodzież w sposób obraźliwy wypowiadała się na jego temat, a Tadeusz Jakubiec rzucił w ekran starym butem. Traf chciał, że na sali znajdował się ślązak Stanisław Czech, uważany za współpracownika gestapo. Przerwał film, doprowadził do zamknięcia drzwi i wezwał gestapo. W efekcie młodych ludzi aresztowano. Po stwierdzeniu, że uczęszczali do jednej klasy aresztowano pozostałych klasowych kolegów i wszystkich wysłano na dalsze śledztwo do Kielc. W efekcie wysłani do obozów koncentracyjnych: Tadeusz Jakubiec, Ryszard Godlewski i Józef Kowalski nie przeżyli wojny. Pozostali zostali zwolnieni.

Walka w ramach tajnej organizacji z biegiem czasu nabierała jednak na sile. Już 9 lutego 1941 roku dwaj członkowie grupy dowodzonej przez Franciszka Głowacza „Lis”, podlegała bezpośrednio Komendantowi Obwodu, wykonali pierwszą w obwodzie egzekucję zdrajców. Sąd Kapturowy (taką nazwę miał wtedy sąd działający w ramach ZWZ) wydał wyrok na dwie osoby odpowiedzialne za zdradę i w konsekwencji za aresztowania. Zastrzelono wtedy w Reczkowie Bolesława Łopuszyńskiego, a w Skotnikach Józefa Szkiełkię.

                Także w samych Końskich szkolono się do walki. Wszędzie odczuwalny był jednak brak broni. To właśnie jej zdobywanie było pierwszym celem konspiratorów. Akcje takie przeprowadzał choćby Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” jednen z najaktywniejszych żołnierzy koneckich struktur ZWZ. Znane są dwie takie akcje. Celem jednej z nich były niemieckie samochody zatrzymujące się na ulicy Małachowskich wzdłuż parku hr. Tarnowskich. Od samego parku oddzielał je wysoki drewniany płot. Pierwszym etapem było wejście w nocy (obowiązywała godzina policyjna i Polakom nie wolno było poruszać się bez specjalnej przepustki) do parku i niepostrzeżone rozluźnienie sztachet. Kolejne etapy to oczekiwanie na okazję. W chwili gdy wartownik pilnujący samochodów był daleko „Cumulus” podchodził do aut i zabierał pozostawioną tam broń.

W drugim przypadku Wyrwicz szedł ze swoim kolegą późną już porą ulicą Jatkową gdy przed nimi pojawiło się dwóch oficerów niemieckich w rozpiętych płaszczach. Na decyzję konspiratorów nie należało długo czekać. Podeszli do okupantów od tyłu po czym chwycili za poły płaszczy ciągnąc je w dół. W ten sposób ręce oficerów zostały unieruchomione. Broń Niemców zmieniała właściciela po czym konspiratorzy ulatniają się chronieni przez zapadający zmrok.

Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” był członkiem działającej przy Komendzie Obwodu specjalnej grupy. Latem 1940 roku stała się ona zalążkiem obwodowego Związku Odwetu. Budowa nowej, bojowej struktury nie następowała jednak szybko. Sytuacja zmieniła się od wiosny 1941 roku kiedy to utworzono plutony miejskie.  Wyrwicz został formalnie żołnierzem plutonu 201 dowodzonego przez „Wichra”, ale jednocześnie na bazie żołnierzy tego plutonu budował miejską grupę Związku Odwetu. Sytuacja pod względem formalnej podległości nie była komfortowa. Unormowała się w lipcu 1941 roku gdy „Cumulus” został dowódcą plutonu 201.

Można przyjąć, że od lata 1941 roku pod dowództwem Zygmunta Wyrwicza zaczęła powstawać miejska grupa dywersyjna – Związek Odwetu. Jej pierwszymi działaniami było rozsypywanie na drogach specjalnych kolców przebijających niemieckie samochody (Polacy nie mieli prawa posiadać aut).  Na szeroką skalę prowadzono także ogólnokrajową akcję „N”. Polegała ona na dezorientacji  Niemców za pomocą fałszywych obwieszczeń oraz kolportażu specjalnie przygotowanych w Warszawie gazetek sprawiających wrażenie, że w Wehrmachcie istnieje konspiracyjna organizacja. Wydawać by się mogło, że rozlepianie afiszy na parkanach, słupach i tablicach to nic trudnego. Jednak także takie działania niosły za sobą niebezpieczeństwo.  Chojniarz Kazimierz „Walcz” nalepiając plakat na płocie przy ulicy Tarnowskich (naprzeciw lokalu Sonderdienstu – niemiecka policja pomocnicza działająca na terenie Generalnego Gubernatorstwa) został zaczepiony przez Niemca. Gdy okupant zbliżył się do niego podał mu rulon plakatów mówiąc „Bitte schon” (proszę bardzo), a gdy Niemiec oglądał plakaty sam przeskoczył płot i uciekł z niebezpiecznego miejsca.

Podstawowym problemem był jednak w dalszym ciągu brak broni. Konspiratorzy wyszukiwali ją w różnych miejscach (broń z czasów walk 1939 roku), ale jej stan nie był najlepszy. Osobnym problemem było wyszkolenie wojskowe chłopców którzy w większości nie byli w wojsku. Prowadzono zajęcia teoretyczne, a latem 1942 roku w lesie pod Kamieniarską Górą przeprowadzono także ostre strzelanie dla plutonu. Aby zachować zasady konspiracji odbywało się ono w kilkuosobowych grupach, tak więc każdy z uczestników znał zaledwie kilku innych żołnierzy.

Wraz z biegiem czasu wzrastało także znaczenie zadań przekazywanych do realizacji plutonowi 201. Wiosną 1942 roku z mieszkania „Cumulusa” nadawała radiostacja Okręgu. Do jej ochrony wyznaczono Kazimierza Chojniarza „Walcz” oraz Tadeusza Chmielowskiego „Klon”.  Uzbrojeni w broń krótką ( pistolety Vis oraz FN Browning) i granaty przez dwie lub trzy noce kryli się w na ulicy Browarnej czuwając nad bezpieczeństwem nadających. Ta sama sytuacja powtórzyła się także latem 1942 roku.

Wszystkie działania konspiracyjnych plutonów oraz powstającej grupy Związku Odwetu ograniczał jednak brak odpowiedniej kadry. W grudniu 1941 roku Komenda Okręgu chcąc uzupełnić niedobory kadrowe wydała dyspozycje o zorganizowaniu w Obwodzie Końskie Pierwszego Zastępczego Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty. Jednocześnie przekazano program szkolenia i ogólne wytyczne do jego zrealizowania. Komendantem kursu został kierujący III referatem Komendy Obwodu por Marian Słomiński „Babinicz”. Poza nim wykładali: porucznik Bolesław Czerwiński „Wir” i podporucznik Zbigniew Pużak „Sztam”. Zajęcia rozpoczęły się w styczniu 1942 roku, a wzięło w nich udział 16 konspiratorów, podzielonych na 3 grupy. Początkowo w kursie miała uczestniczyć jedynie jedna grupa, ale wobec zgłoszenia przez Komendę Miasta 16 kandydatów postanowiono przeszkolić wszystkich. Ze względu na fakt, że większość z nich zapisała chlubną kartę w dziejach koneckiej konspiracji podajemy ich nazwiska oraz stopnie jakie uzyskali po zakończeniu.

Grupa „Babinicza”:

  1. Kapral podchorąży Konstanty Chabiera „Świt”,
  2. Kapral podchorąży Kazimierz Chojniarz „Walcz”, „Wacek”,
  3. Kapral podchorąży Bogumił Kacperski „Malina”,
  4. Kapral podchorąży Stanisław Kołodziejczyk „Bandera”,
  5. Kapral podchorąży Adam Malinowski (nazwisko okupacyjne?) „Oskar”,
  6. Strzelec podchorąży Jan Stanisławski „Igo”.

Grupa „Wira”:

  1. Kapral podchorąży Stanisław Białecki „Scaevola II”,
  2. Kapral podchorąży Ryszard Orliński „Zamęt”,
  3. Kapral podchorąży Jerzy Rafał Wójcicki „Kruk”,
  4. Kapral podchorąży Stanisław Zasacki „Sobota”,
  5. Kapral podchorąży Andrzej Zdzienicki „Paszko Złodziej”.

Grupa „Stama”:

  1. Kapral podchorąży Stanisław Bednarski „Drzazga”,
  2. Starszy strzelec podchorąży Mieczysław Mikulski „Mszczuj”,
  3. Plutonowy podchorąży Bronisław Wieczorkiewicz „Wilk”,
  4. Kapral podchorąży Bolesław Wielgosiński „Grabowski”,
  5. Kapral podchorąży Jan Wroniszewski „Znicz”.

W okresie zimowym zajęcia teoretyczne prowadzono w mieszkaniach. Od początku kwietnia rozpoczęły się zajęcia w terenie. Ćwiczono umiejętność wykorzystywania właściwości terenu do prowadzenia działań małych oddziałów piechoty, od szperaczy i patroli zaczynając, na plutonie kończąc. Z powodu braku odpowiednich wykładowców nie uczono zagadnień dywersji i partyzantki, a taktykę walki w mieście omówiono ogólnikowo.

Kurs zakończył się 28 lipca 1942 roku, ale wielu jego uczestników prawdziwy kurs jaki sprawiło im konspiracyjne życie miało już za sobą.

 

PIERWSZY ZRZUT LOTNICZY

Prężna działalność Obwodu Końskie została w pewnym sensie doceniona wiosną 1942 roku. Placówka odbiorcza o kryptonimie „Kopyto” położona  ok. 8 km na północny wschód od Końskich (otoczona z trzech stron lasem polana niedaleko od wioski Witów) została wytypowana do oczekiwania na zrzut lotniczy. 
Ubezpieczenie miała zapewnić Placówka Niekłań, a żołnierze z koneckiego plutonu 201 oraz ze Związku Odwetu mieli stanowić grupę przyjmującą zrzut. Podwody do wywiezienia zrzutu miała także zapewnić Placówka Niekłań.
                Wyznaczone zespoły były w gotowości przez około 3-4 noce. Oczekiwano na sygnał. Polegało to na tym, że nadanie o godzinie 17.45, na zakończenie polskiej audycji w radio BBC piosenki „Czerwony pas” oznaczało zapowiedź startu samolotu na czuwające placówki. Ta sama piosenka powtarzana była o godzinie 19.45, co potwierdzało, że samolot wystartował. Ostatni raz potwierdzenie zrzutu następowało o godzinie 23.15, ale wtedy wyznaczone zespoły były już przeważnie w drodze na wyznaczone miejsca. System ten funkcjonował w całym okupowanym kraju i mimo, że wspomnienia uczestników akcji różnią się co do godzin należy przyjąć, że tak zapewne działo się i w Końskich.
                Po drugim sygnale zespoły konspiratorów zebrane w wyznaczonych miejscach wyruszyły w drogę. Zgodnie z wytycznymi musieli zająć wyznaczone miejsca na polu zrzutowym już o godzinie 22. Tak stało się i w omawianym przez nas przypadku. Wieczorem z 30 na 31 marca 1942 czuwający żołnierze usłyszeli umówioną melodię. Zespoły wyruszyły w drogę.
                Nadanie odpowiedniej melodii nie oznaczało jeszcze, że zrzut odbędzie się na daną placówkę. W tym samym czasie czuwało bowiem kilka placówek, w przypadku trudności z odnalezieniem placówki lub brakiem odpowiednich sygnałów samolot mógł odlecieć na kolejną placówkę.
Po zajęciu wyznaczonych miejsc na zrzutowisku zaczęło się oczekiwanie tym bardziej męczące, że noce były jeszcze mroźne. Podczas tego zrzutu delegatem Komendy Głównej ZWZ był, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” i to on nadzorował przygotowanie zespołów. Zgodnie z wytycznymi placówka odbiorcza miała oczekiwać na zrzutowisku do godziny 2 w nocy. W omawianym przypadku kres nastąpił jednak szybciej. Około godziny pierwszej w nocy oczekujący usłyszeli warkot silników samolotowych. Członkowie jednego z zespołów odbiorczych zostali ustawienie ni w kształcie strzały wskazującej kierunek wiatru. Gdy obserwatorzy zauważyli zbliżający się samolot, a na jego skrzydłach umówioną konfigurację świateł padł rozkaz zapalenia latarek tworzących strzałę. Ku zdumieniu konspiratorów samolot nie nawrócił i zrzut nie doszedł do skutku. Po dalszym daremnym oczekiwaniu dowodzący akcją podjęli decyzję o powrocie na kwatery. Przed konspiratorami pozostała długa droga, a muszą złapać jeszcze kilka godzin snu bowiem rano muszą zameldować się w pracy.
W tym czasie samolot który wszyscy słyszeli wykonał jednak zrzut. Pilot zapewne nie zauważył świateł placówki odbiorczej. Zauważył jednak oświetlony obóz jeńców sowieckich w Baryczy (około 6 kilometrów na zachód od czuwającej placówki) i wziął go za światła placówki. Tej nocy podczas operacji lotniczej o kryptonimie „Belt” zrzucono VII ekipę cichociemnych (podczas okupacji nie urzywano jeszcze tego zwrotu, a zrzutków określano mianem „ptaszki”) w składzie:  dowódca rotmistrz Jerzy Sokołowski „Mira”, por. Jan Jokiel „Ligota”, por. Stefan Malewicz „Hruby”, por. Piotr Motylewicz „Krzemień”,  mjr dypl. Tadeusz Sokołowski „Trop” oraz kurier polityczny kierowany do Delegatury Rządu ppor. Jerzy Mara-Meyer „Filip”.
Wszyscy pamiętają, że gdy znajdą się na ziemi mają dwukrotnie powtórzyć hasło „Wisła”, żołnierze z placówki odbiorczej odpowiedzą im „Warszawa” i znajdą się między swoimi. Jakież było zdziwienie zrzutków gdy po wylądowaniu zorientowali się, że wylądowali około 300 metrów od obozu gdzie przetrzymywano sowieckich jeńców. Szybko zakopali kombinezony wraz ze spadochronami. Zakopali  także dwa zasobniki z bronią przeznaczoną dla podziemnej armii. Brakowało jednak jednego w którym znajdowała się radiostacja. „Mira” i „Krzemień” odnajdują go w odległości 50 metrów od ogrodzenia obozu, ale szczęśliwie udaje się go odciągnąć w bezpieczne miejsce i także ukryć. Cichociemni nie odnaleźli jedynie czwartego zasobnika. Przy pracy zastaje ich świt.  „Trop” dostaje rozkaz udania się do odległych od dwa kilometry Końskich na punkt kontaktowy. Jest nim sklep Chodaczyńskich. Hasło brzmi: „Czy ma pan do sprzedania granatowy garnitur?” Po usłyszeniu prawidłowego odzewu: „Mam, ale marynarka jest przyciasna” kontakt ze strukturami organizacji zostanie nawiązany.
W tym czasie kiedy skoczkowie ukrywali zasobniki „Babinicz” dostaje informację (prawdopodobnie określona melodia w radio BBC) , że zrzut został jednak wykonany. Przekazuje ją natychmiast „Cumulusowi”, który jako delegat KG ZWZ był odpowiedzialny za działania związane z bezpieczeństwem skoczków i zrzuconych materiałów. Ten podejmuje błyskawiczne działania. Jest godzina 7 rano i jego koledzy z konspiracji zjawiają się w pracy. On sam pracuje razem z nimi w Zakładach Przemysłowych „Neptun”, które były pod komisarycznym zarządem niemieckim. Do poszukiwań zrzutków zostają wciągnięci Bogumił Kacperski „Malina” i Kazimierz Chojniarz „Walcz”. Razem z „Cumulusem” wymyślają jakiś powód dzięki któremu opuszczają zakład, kryją ich zresztą koledzy także pracujący w tym samym zakładzie. Cała trójka rowerami ma przemierzyć wytypowany teren aby odnaleźć cichociemnych. „Cumulus” jedzie w kierunku na Rogów – Nieświń, „Walcz” ma jechać w kierunku Czystej i Starej Kuźnicy, a „Malina” ma sprawdzić teren na Dyszów i Młynek Nieświński. Trójka żołnierzy wyruszyła około 9 w teren nie wiedząc, że jeden z poszukiwanych przez nich ludzi jest już w Końskich. „Cumulus” około południa powraca do Końskich, ale jego koledzy jeszcze przez trzy godziny przemierzają okolicę szukając „zagubionych”
                Powróćmy do losów skoczków. „Trop” po nawiązaniu kontaktu z konecką konspiracją w sklepie Chodaczyńskich czekał na dalsze dyspozycje. W trybie alarmowym zmobilizowano kilka osób z konspiracji, które dostały polecenie sprowadzenia skoczków do miasta. Udało się jedynie ustalić, że byli pomiędzy nimi Marian Czerwiński „Socha” i jego kuzyn Kujdowicz. Cichociemni zgodnie z instrukcjami pasy z funduszami dla krajowej organizacji mieli przekazać delegatowi KG ZWZ, ale jak pamiętamy „Cumulusa” nie było na miejscu bo szukał zrzutków w terenie. Instrukcje mówiły także, że w sytuacji zagrożenia pieniądze należy ukryć w bezpiecznym miejscu. Tak więc cichociemni część pasów (prawdopodobnie dwa) pozostawili ukryte w  miejscu w którym się ukrywali i pod opieką miejscowych żołnierzy bezpiecznie przeszli do mieszkania Czerwińskich przy ulicy Dworcowej w Końskich. Znaleźli się tam około południa i tam doszło do ich spotkania z „Cumulusem”, któremu przekazali informacje o miejscu ukrycia zasobników z bronią oraz części pasów z pieniędzmi dla organizacji. Cichociemnymi zaopiekowali się ludzie z konspiracji. Ulokowano ich w dwóch miejscach. „Trop”, „Filip” i „Hruby” spędzili noc na plebanii, a „Mira”, „Krzemień” i „Ligota” w altanie niedaleko od siedziby koneckiego gestapo. Następnego dnia w dwóch grupach (jedna przez Skarżysko, druga przez Koluszki) zostali odesłali do Warszawy.
                Jedna część zadania została wykonana: cichociemni zostali odnalezieni. Przed ludźmi z koneckiej konspiracji stało jednak drugie zadanie: zlokalizowanie miejsca ukrycia kontenerów z bronią oraz pieniędzy. Na miejsce w którym rzeczy te zostały ukryte udał się „Cumulus” zapewne z ludźmi którzy wcześniej już byli tam po cichociemnych. Dowodzący Związkiem Odwetu w Obwodzie Końskie Stanisław Białecki „Scaevola” zaczął kompletować drugi zespół ludzi który miał pomagać w ewakuacji. Pierwszego powiadomił Bogumiła Kacperskiego „Malina”, który niedługo wcześniej położył się spać po nieprzespanej nocy i całodziennych poszukiwaniach skoczków. „Malina” powiadomił: Tadeusz i Jurka Drzewieckich, Józefa Wilka oraz Kazimierza Chojniarza, który tak samo jak on dopiero co wrócił do domu. Na miejsce zbiórki wybrano dom Tworzyańskich na Koczwarze. Tam oczekiwali na nich już inni zaalarmowani wcześniej przez „Scaevolę”. W sumie licząca około 10 osób grupa podzieliła się na dwa zespoły i wraz z zapadającym zmrokiem udała do miejsca w którym cichociemny ukryli sprzęt.
                Na miejscu spotkali „Cumulusa”, który rozdał im broń wyjętą z jednego z kontenerów. Został on otwarty przez miejscowych ludzi, którzy część jego zawartości zabrali. Rozdanie broni wynikało  stąd, że Niemcy uzyskali już informacje o zrzucie i niektóre drogi były przez nich patrolowane. Sytuacja była jednak o tyle nieprzyjemna, że z pozostawionych dwóch pasów z pieniędzmi brawowało jednego. Pozostały sprzęt został podzielony pomiędzy konspiratorów i podjęto decyzje aby przenieść go do domu Tworzyańskich na Koczwarę. Zadanie to zostało wykonane z pewnymi trudnościami bowiem pomimo nocy teren był przez Niemców patrolowany. Kilka dni później, kiedy sytuacja się uspokoiła ewakuowana broń została wywieziona z terenu obwodu do dyspozycji władz zwierzchnich organizacji. W ręku żołnierzy z obwodu pozostała jedynie broń, która miała im służyć do obrony podczas ewakuacji.
                Pozostał jedynie problem brakujących pieniędzy. Obserwacja rynku walutowego w Końskich pozwoliła ustalić, że brakujące pieniądze znajdują się w posiadaniu jednego z mieszkańców Młynka Nieświńskiego. Wieczorna wizyta konspiratorów i ich sugestywne zachowanie skłoniło go do zwrotu własności organizacji. Ponowne przeliczenie pieniędzy znów wprawia jednak konspiratorów w osłupienie. Brakuje 28 tysięcy dolarów. Meldunek zostaje przekazany do Komendy Głównej, a ta podejmuje własne działania. Prowadzone w tej sprawie przez organizację śledztwo wykazało, że za defraudację odpowiadają nie miejscowi chłopi, ale jeden z miejscowych żołnierzy. Sprawa została skierowana do Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Głównej Armii Krajowej, który wydał 21 kwietnia 1943 roku wyrok skazujący plutonowego Tadeusza Szatkowskiego „Grom” na karę śmierci. Według informacji przez nas zebranych wyrok nie został wykonany, bowiem człowiek ten został przez Niemców aresztowany i ślad po nim zaginął.

                

GRUPA "CUMULUSA"

Coraz większa liczba zadań do wykonania, jak chociażby ochrona zrzutu i jego późniejsza ewakuacja, sprawiły, że latem 1942 roku w dowództwie obwodu krystalizował się pomysł powołania specjalnego zespołu do walki bieżącej. Pełniąca wcześniej takie zadania grupa plutonowego Franciszka Głowacza „Lis” na skutek aresztowań rozluźniła swoje związki z Komendantem Obwodu. 
Utworzenie zespołu powierzono dowódcy plutonu 201 w Końskich. Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” bo o nim mowa był zapewne kandydatem wyśmienitym, ale decyzja miała też swoje złe strony. Był on dowódcą plutonu oraz osobą odpowiedzialną w Komendzie Obwodu za przyjmowanie zrzutów. Tak więc powierzając mu kolejną funkcję łamano zasady konspiracji. Z perspektywy lat możemy jednak przyznać, że wybór tego żołnierza był przysłowiowym „strzałem w dziesiątkę”.
„Cumulus” był od lata 1941 roku dowódcą  plutonu 201. Jego zastępcą był  Bogumił Kacperski „Malina”. To na żołnierzach z tego plutonu postanowił on oprzeć budowę trzonu zespołu dywersyjnego. Młodzi ludzie byli żądni walki, a co ważne kilku z nich uczestniczyło w kończącym się właśnie w Obwodzie Końskie Pierwszym Zastępczym Kursie Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że skład zespołu dywersyjnego działającego jeszcze w ramach plutonu 201 wykrystalizowała się w sierpniu 1942 roku. Zastępcą „Cumulusa” został     Kapral podchorąży Kazimierz Chojniarz „Walcz”. W skład grupy wchodzili: Tadeusz Drzewiecki „Soból”, Jerzy Drzewiecki „Czyżyk”, Józef Wilk „Czajka”, Tadeusz Drapiński „Dębicz”, Tadeusz Chmielowski „Klon”, Bogusław Modzerowski „Kula”, Lucjan Kotulski „Ikar”, Mieczysław Zasada „Eryk” oraz Tadeusz Jencz „Ksiądz”. Ten ostatni pracując w Społem jeździł regularnie służbową ciężarówką do Warszawy i podczas tych wizyt udawało mu się kupować materiały (płótno, kompasy, mapy) niezbędne do wyposażenia grupy.
Wrzesień i październik upłynęły w zasadzie na przygotowaniu bazy zespołu: wykonano kilka skrytek w których przetrzymywano materiały. Jednocześnie zespół wykonywał drobne zadania zlecone przez przełożonych. Poza wymienioną grupą „Cumulus” mógł zasilać ją jeszcze kilkoma innymi żołnierzami z plutonu którym dowodził.

ZDRADA "RELEMPAGO"

Od początku konspiracji w Obwodzie Końskie, aktywnie uczestniczył w niej Maksymilian Szymański. Zapewne nikt nie spodziewał się, że za jego przyczyną Końskie dotknie szereg tragedii.
Plutonowy lotnictwa działający pod pseudonimami „Maks”, „Relampago” pełnił odpowiedzialne funkcje w komendzie obwodu i w samej konspiracji miejskiej, o czym już pisaliśmy. Od początku 1941 roku poszczególne funkcje komendy były obejmowane przez kolejnych oficerów. Ostatecznie „Maks” pozostał jedynie szefem referatu II wywiad Komendy Obwodu.
                Od 1942 roku możemy datować splot różnych wydarzeń składających się w efekcie na: sprawę „Relampago”. W ciągu lat narosło wokół niej wiele legend i nieporozumień. Postaramy się chłodnym okiem przedstawić tą historię, choć zapewne na wiele pytań nie uzyskamy odpowiedzi.
                Wiosną 1942 roku Szymański zameldował swoim przełożonym , że podczas służbowego wyjazdu do Radomia (pracował w ZEORKu w Końskich) przypadkowo spotkał poznanego podczas przedwojennego pobytu w Argentynie Niemca o imieniu Kurt. Ów Niemiec  był teraz pracownikiem Gestapo w Radomiu i zaproponował Szymańskiemu współpracę na gruncie zwalczania komunistycznych wpływów w Polsce.
Propozycja dla wywiadu była interesująca bowiem dawała możliwość uzyskania informacji z centrali Gestapo. Szczególne zainteresowanie Armii Krajowej  budził urzędujący w Radomiu SS-Haupsturmfuhrer Paul Fuchs – specjalista od polskiego ruchu oporu, któremu podlegały referaty IV A (walka z ruchem oporu) i IV N (rozpoznanie wywiadowcze). Był on pełnomocnikiem Spilekera, szefa Sonderkommando IV AS, przy Warszawskiej Komendzie Sipo u. SD, która koordynowała całokształt poczynań przeciwko polskiemu podziemiu.  Uzyskanie wiadomości w takim źródle było dla wywiadu organizacji bardzo cenne. Szymański otrzymał zgodę na podjęcie odpowiednich działań. Na polecenie organizacji podjął współpracę z Gestapo, a jednocześnie, jako wtyczka organizacji miał rozpracowywać niemieckie struktury.
Zanim przejdziemy do dalszego opisu sytuacji zajmiemy się jeszcze kwestią czasu w którym „Relampago” nawiązał kontakt z Gestapo. Autorzy niektórych wspomnień twierdzą, że nastąpiło to już wiosną 1941 roku, kiedy to aresztowano jego szwagra Jerzego Szkodzińskiego „Sokoła”, który został wypuszczony przez Niemców na wolność za cenę współpracy z Niemcami. To wtedy miało ponoć dojść do zdrady Szymańskiego. Twierdzenie takie nie jest poparte żadnymi poszlakami.
                Różne mogły być powody podjęcia przez „Relampago” ryzykownej gry z Gestapo. Nie bez znaczenia był zapewne fakt, że człowiek, który od początku budował struktury konspiracyjne w Końskich i zajmował eksponowane stanowiska (zastępca komendanta obwodu, szef wywiadu obwodu, komendant miasta) był z nich systematycznie odwoływany. Jego miejsce zajmowali oficerowie zawodowi przystępujący do pracy w konspiracji co budziło zapewne poczucie urażonej ambicji.
                Podjęcie „współpracy” z Gestapo wiązało się z odwołaniem z funkcji szefa referatu II wywiad Komendy Obwodu Końskie. Funkcję tą objął na przełomie wiosna/lato 1942 roku dotychczasowy zastępca Szymańskiego – ppor.„Sztam” Zbigniew Pużak (konspiracyjne nazwisko Szary). Sam „Relampago” wszedł od tej pory w strukturę niezależnej od Obwodu siatki agenturalnej tworzonej przez Ekspozyturę II Oddziału Komendy Okręgu. Działała ona pod kryptonimem „Sosna”. Była ulokowana w Radomiu, a na jej czele stał kpt. Ewaryst Żetycki „Andrzej”. Ekspozytura zajmowała się m.in. kontrwywiadem i miała penetrować radomskie Gestapo. Zadanie jakiego podjął się Szymański było bardzo trudne bowiem jego przeciwnikiem był Paul Fuchs jeden z najlepszych niemieckich specjalistów od rozpracowywania podziemia. Nie zapełniał więzień przypadkowymi uderzeniami, ale systematycznie wgryzał się w struktury konspiracyjne. Często stosowanym przez niego zabiegiem było nakłanianie do współpracy jedynie w działaniach skierowanych przeciwko komunistom. Niestety był to dopiero początek.
                O nowych zadaniach Szymańskiego nic oczywiście nie wiedzieli konspiratorzy w Końskich. Dotyczyło to także członków kierownictwa obwodu. Dotychczasowi współpracownicy „Relampago” byli zaniepokojeni jego nowym zachowaniem. Do Leokadii Wieczorek „Lody”, kierującej kontrwywiadem Obwodu, zgłosiła się jej podwładna Felicja Wiśniewska. Pracując na poczcie dowiedziała się o kontaktach Szymańskiego z Niemcami i zaczęła obawiać się o swoje bezpieczeństwo. W swoich wspomnieniach dotyczących czasów konspiracji wiele osób z koneckiej konspiracji wspomina, że w tym okresie zauważalna stała się zmiana zachowania ich kolegi, który mówił im , że z chwilą aresztowania mogą być przez Niemców wypuszczeni pod warunkiem, że ujawnią nazwisko któregoś z komunistycznych działaczy podziemia.
W połowie 1942 roku Komendant Obwodu dostał kolejny alarmujący meldunek, którego autorem był  Stanisław Białecki „Scaevola II”, szef Związku Odwetu Obwodu Końskie: „…W  1942 roku zgłosił się do komendy obwodu spod Rudy Malenickiej członek organizacji (dziś wiemy że był to jeden z braci Kagankiewiczów ps. „Komar” mieszkający pod fałszywym nazwiskiem Stanisław Piątkowski w Kłócku, zatrudniony jako leśniczy lasów prywatnych w Młotkowicach, żołnierz Związku Odwetu w Rudzie Malenieckiej). Oświadczył, że dwa dni temu został aresztowany przez gestapo i przebywał w Radomiu. Dano mu do zrozumienia, że wiedzą o jego przynależności do tajnej organizacji, wiedzą, kto jest jego dowódcą i zaproponowano mu współpracę w zamian za wypuszczenie na wolność. Od tej pory miał obserwować swoje środowisko i wskazanych ludzi. W razie odmowy współpracy grożono rozstrzelaniem. W tych warunkach leśnik przyjął propozycję. Gestapowiec odwiózł aresztowanego samochodem pod Rudę Maleniecką i wyznaczył kontakty w czwartki, co dwa tygodnie przed południem przy krzyżówce drogi do Radoszyc...”
Do czasu wyznaczonego spotkania gajowy nadal mieszkał w gajówce. W nocy przed dniem kontaktu miał być z rodziną przerzucony na teren Obwodu Włoszczowa. Nigdy tam nie dotarli. O wiele później ciało „Komara” i jego żony zostało znalezione w lesie niedaleko od miejsca zamieszkania. Obok nich leżały puste walizki. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa „inicjatorem” aresztowania „Komara” była jego własna żona, która jeszcze przed ślubem rozpoczęła współpracę z Gestapo, a działanie to miało skłonić męża do podjęcia takiej samej współpracy. Do dziś nie ma potwierdzonych informacji kto stał za zabójstwem małżeństwa.
Powróćmy jednak do tematu wyznaczonego spotkania funkcjonariuszy Gestapo z „Komarem”. Znając miejsce spotkania (skrzyżowanie dróg Łąka – Ruda Maleniecka – Radoszyce) kierownictwo obwodu postanowiło obserwować poczynania gestapowców. Do zadania zostali wyznaczeni żołnierze z plutonu 201: Stanisław Kołodziejczyk „Bandera” jako dowódca, Mieczysław Mikulski „Mszczuj”, Ryszard Rurarz „Lis” oraz prawdopodobnie Lucjan Kotulski „Ikar”. Ich zadaniem była obserwacja pasażerów samochodu oraz kierunku w którym odjedzie. Na ich oczach podjechał „czarny Chevrolet” prowadzony przez umundurowanego żołnierza z pasażerem w cywilnym ubraniu. Zapamiętano rysopis Niemca i znaki samochodu. Podczas wykonywania zadania doszło do niebezpiecznej sytuacji: oślepiony słońcem „Bandera” próbował zmienić stanowisko obserwacyjne i wtedy natknął się na gestapowca. Uciekając został lekko ranny. Zdarzenie nie miało jednak przykrych konsekwencji bowiem Niemiec, pewien celności swojego strzału, nie udał się w zarośla sprawdzić czy nieproszony gość żyje.
Do Komendy Obwodu docierały także sygnały o próbach werbowania szantażem innych żołnierzy konspiracji jak choćby Zdzisława Walkiewicza ps. NN. Za każdym razem powtarzał się ten sam schemat łączności. Obserwując trasę przejazdu auta „Scaevola” postanowił ustalić osoby z którymi kontaktują się gestapowcy. Przez dwa miesiące, w każdy czwartek, trasę przejazdu obstawili wywiadowcy dywersyjnej grupy Zygmunta Wyrwicza  „Cumulus”. W ten sposób otrzymano  przegląd i ewidencję konfidentów gestapo.
Niemiecki system konfidencji polegał na tym, że gestapowiec z radomskiego dystryktu (Peters – prawdziwe nazwisko Pietrzykowski) kontaktował się bezpośrednio z agentami pomijając miejscowe gestapo i żandarmerię. Pomiędzy donosicielami pojawił się również, ku wielkiej  konsternacji konspiratorów Maksymilian Szymański – „Relampago”.
Posiadając taką wiedzę szef Związku Odwetu poinformował o sytuacji Komendanta Obwodu domagając się likwidacji Szymańskiego. Komendant Stoiński nie mógł wyjawić prawdy o nowej roli „Relampago”. Obawiając się o bezpieczeństwo konspiratorów „Scaevola” nawiązał kontakt z Dowództwem Okręgu, ale i tam nie uzyskał zgody na likwidację, ani informacji o podwójnej roli jaką pełni dotychczasowy szef wywiadu.
                Początkowo raporty Szymańskiego były dla kierownictwa wywiadu Okręgu zadawalające. Z biegiem czasu zaczęły jednak tracić na wartości. Sytuacja zmieniła się prawdopodobnie w lipcu 1942 r. gdy Szymański przekazał ekspozyturze w Radomiu memoriał Gestapo, proponujący współpracę z wywiadem AK na odcinku zwalczania ruchu komunistycznego. Szymański nalegał, aby przyjąć propozycję, dając do zrozumienia, że odmowa może mieć dla ekspozytury niebezpieczne następstwa. Zrodziło to podejrzenia wobec „Relampago” i spowodowało baczniejsze przyglądanie się agentowi.
                Agentura ekspozytury potwierdziła wkrótce podejrzenia: Szymański kontaktował się z Fuchsem, w jego prywatnym mieszkaniu, nie meldując o tym przełożonym. Potajemne spotkania wskazywały możliwość zdrady, ale nie były jeszcze stuprocentowym dowodem.
                Szef ekspozytury „Andrzej” wezwał agenta na rozmowę. Odbyła się ona pod koniec sierpnia 1942 roku w odpowiednio zabezpieczonym miejscu w Jedlni-Letnisku koło Radomia. „Relampago” przekonywał swojego przełożonego z konspiracji, że jest lojalny i starannie wykonuje powierzone mu zadania. Prosił jednocześnie o większą swobodę, jeżeli chodzi o sposoby dotarcia do przeciwnika. W rezultacie udało mu się częściowo przekonać Żetyckiego.
                Wkrótce do ekspozytury dotarły meldunki od jednej z agentek, bliskiej znajomej  oficera Gestapo – Alfonsa Petersa. Meldowała ona, że Szymański szczegółowo poinformował Niemców o przebiegu rozmowy z „Andrzejem”, a ponadto o działalności ekspozytury i niektórych osobach wchodzących w skład jej grupy bojowej.
                Ostatecznie ustalono, że Szymański „Relampago” – pod pozorem podwójnej gry na rzecz Polski – prowadzi ją faktycznie na rzecz Niemców.  Dzięki tym dowodom szybko uzyskano wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Okręgu, a jego wykonanie powierzono grupie bojowej ekspozytury wywiadu z Radomia.
                15 września 1942 roku kpt. „Andrzej” wezwał pod wiarygodnym pretekstem „Relampago” do Radomia. Na stacji oczekiwał go Józef Grabosz „Bill”, który zaprowadził Szymańskiego na posesję przy ulicy Kwiatkowskiego. Tam oczekiwał już „Andrzej” oraz grupą likwidacyjna w składzie: por. Gołębiowski Zbigniew „Budrys”, por. Nowakowski Stanisław „Poręba” i Tadeusz Stelmaszczyk „Aron”. Wyroku jednak nie wykonano, bowiem w ostatniej chwili w pobliżu pojawili się Niemcy. Szef ekspozytury zaimprowizował odprawę, po czym „Relampago” wrócił do Końskich. Jego powrót na radomski dworzec obserwowali z ukrycia ludzie „Andrzeja”.
                Pierwsza próba likwidacji nie powiodła się przez nagłe pojawienie się Niemców. Czy był to przypadek? Nie odpowiemy na to pytanie. Można uznać, że nie. Po ujawnieniu przez Szymańskiego przed Gestapo swoich kontaktów niemiecka policja otoczyła zapewne zdekonspirowanych członków ekspozytury obserwacją. Z drugiej jednak strony Gestapo posiadało w ekspozyturze lepsze źródło informacji niż Szymański.
                18 września „Andrzej” zebrał swoich ludzi w składzie materiałów budowlanych w Radomiu przy ulicy Nowogrodzkiej 5. Zapoznał ich z najbliższym zadaniem: mieli jechać do Końskich wykonać wyrok.         Następnego dnia (19 września) miejscem zbiórki było mieszkanie Mieczysława Kapla „Wróbel” przy ulicy Ogrodowej 12. W skład grupy bojowej weszli: „Wróbel”, „Aron”, „Bill”, „Budrys” oraz por. Mieczysław Wrona „Szymon”. Akcją dowodzić miał „Andrzej”. Grupa zabrała dwa dodatkowe pistolety z amunicją, które w małej walizce niósł „Szymon”. „Wróbel” nie posiadał broni, ponieważ to on miał spotkać się z Szymańskim i sprowadzić go w ustronne miejsce.
                W czasie kiedy grupa przygotowywała się w domu „Wróbla” do biura Gestapo zadzwonił jeden z płatnych konfidentów o kryptonimie „Sadowski”. Domagał się natychmiastowego spotkania z obsługującym go SS Scharfuhrerem Alfredem Gampe. Podczas spotkania agent poinformował funkcjonariusz Gestapo, że najbliższym pociągiem do Końskich ma jechać grupa likwidacyjna, która ma wykonać wyrok na „Relampago”. Przekazał także nazwiska członków grupy, adresy zamieszkania, rysopisy oraz stan uzbrojenia.
                Gestapo podjęło błyskawiczne działania. „Relampago” miał zostać telefonicznie poinformowany o grożącym mu niebezpieczeństwie, a prowadzący go oficer, Peters, miał jechać do Końskich samochodem w celu przewiezienia agenta w bezpieczne miejsce. Podjęto także działania zmierzające do ujęcia członków grupy likwidacyjnej. Uznano, że do aresztowania należy przystąpić na stacji Rożki. Wysłano tam specjalną grupę funkcjonariuszy Gestapo. Na dworzec kolejowy w Radomiu wysłano kolejną, która miała za zadanie obserwować przejazd konspiratorów.
                Po przybyciu na dworzec w Radomiu żołnierze z grupy likwidacyjnej AK, już na peronie zorientowali się, że czeka tam ośmiu funkcjonariuszy Gestapo (dwóch po cywilnemu) oraz jeden uzbrojony strażnik kolejowy - Bahnschutz. W tych okolicznościach należało szybko działać, jednak dowódca grupy pozostawił inicjatywę Niemcom.
                Grupa bojowa wsiadła do ostatniego wagonu, zajmując miejsca zgodnie z planem. „Bill”, „Szymon” i „Aron” siedzieli w pierwszym przedziale, „Budrys” w drugim – na miejscu skąd miał dobre pole widzenia na przedział pierwszy i trzeci, w którym usadowił się „Andrzej”. „Wróbel” także zajął miejsce w trzecim przedziale, ale pomiędzy pasażerami.
                Grupa niemiecka wsiadła do pociągu później niż konspiratorzy i osaczyła grupę likwidacyjną. Gestapowcy ulokowali się w ostatnim, czwartym przedziale (pięciu umundurowanych gestapowców i jeden w cywilnym ubraniu). W sąsiednim wagonie jechał Bahnschutz oraz gestapowiec po cywilu.
                Kiedy pociąg minął Młodzianów Niemcy zdecydowali się na działanie. Pięciu umundurowanych gestapowców pod dowództwem oficera w ubraniu cywilnym przeszło do pierwszego przedziału. Wylegitymowano „Budrysa”, po czym przechodząc obok „Andrzeja” Niemcy opuścili wagon. Dowódca grupy likwidacyjnej trafnie ocenił, że było to wstępne rozpoznanie. Pociąg powoli wjeżdżał n stacje w Rożkach…
                „Budrys” zameldował wtedy „Andrzejowi”, że po jego stronie, po stopniach pociągu skrada się trzech gestapowców z bronią w ręku. Sam dowódca zauważył, że po drugiej stronie pociągu skrada się dwóch kolejnych. Kazał otworzyć ogień.
                Pierwszy zaczął strzelać „Szymon”, który wychylając się przez okno wagonu celnymi strzałami strącił ze stopni wagonu pierwszego napastnika. To samo zrobił po drugiej stronie pociągu „Andrzej” strzelając do dwóch gestapowców. W tym czasie do przedziału, w którym byli „Bill” i „Aron” wszedł Niemiec w cywilu z towarzyszącym mu bahnschutzem. Padły strzały. „Bill” i „Aron” zostali ranni. Strzelający przez okno z tego przedziału „Szymon” odwrócił się na odgłos strzałów i z bliskiej odległości wpakował kulę w głowę gestapowca. Drugi napastnik nie czekając na następne strzały zaczął uciekać, ale dosięgły go celne strzały „Andrzeja”.
                Pociąg zatrzymał się na stacji. Tłum przerażonych ludzi w pośpiechu zaczął uciekać z pociągu. Do walki włączyła się niemiecka grupa która na stację dojechała samochodem. Jeden z pocisków  trafił „Andrzeja”. Dowódca akcji zginął na miejscu. W pobliżu stał „Wróbel”, który z nie miał broni i z przerażeniem przyglądał się walce. W walizce leżała, co prawda zapasowa broń, ale ten sparaliżowany przebiegiem całej sytuacji nie zrobił z niej użytku.
                Po śmierci „Andrzeja” dowództwo przejął „Budrys”. Pod osłoną ognia pistoletów oraz granatów czterem ludziom udało się wyjść z okrążenia. W ręce Gestapo wpadł „Wróbel” (o wiele później już po śledztwie został powieszony w publicznej egzekucji). Pozostali uczestnicy wyprawy szczęśliwie wymknęli się z obławy.
                Wydarzenia z 19 września uświadomiły niemieckim funkcjonariuszom, że ich agent został zdekonspirowany. Rozpoczęto przygotowania do aresztowań. W Radomiu rozpoczęły się one już 23 września 1942 r. i dotknęły sieć ekspozytury „Sosna”, która była rozpracowywana przez Niemców na podstawie informacji uzyskanych od „Relampago”.  Nie można jednak zapomnieć, że w tropieniu żołnierzy aktywnie pomagał Niemcom agent „Sadowski”. Nie znamy jego nazwiska. Wiemy jedynie, że wraz z rodziną mieszkał w podradomskiej Jedlni-Letnisku. Był członkiem Armii Krajowej, ale nie wiemy jaką funkcję pełnił i w jaki sposób dowiedział się o planowanym wyjeździe do Końskich grupy likwidacyjnej. Według niepotwierdzonych okoliczności miał zginąć pod koniec wojny w niewyjaśnionych okolicznościach.
                Dla mieszkańców Końskich i okolic sprawa „Relampago” nie została jednak zakończona.

                

ŚMIERĆ STOIŃSKIEGO

Rozbicie grupy likwidacyjnej jadącej do Końskich oraz aresztowania w radomskiej ekspozyturze doprowadziły do obezwładnienia okręgowego wywiadu AK. Dowodzący nim Zygmunt Szewczyk „Bartek” nie zarządził przeciwdziałania, co więcej nie ostrzegł nawet Obwodu Końskie o zaistniałej sytuacji.
Członkowie Komendy Obwodu, jakby przeczuwając nadciągającą katastrofę domagali się od Komendanta Stoińskiego działań. Ten jednak w dalszym ciągu nie wierzył w zdradę Szymańskiego, który od 1939 roku budował z nim struktury konspiracyjne. Kierujący Związkiem Odwetu „Scaevola” nie podzielał podglądów komendanta jednak w dalszym ciągu nie otrzymał zgody na likwidację „Relampago”. Podczas narady, która miała miejsce w połowie października 1942 roku, wobec nalegań innych członków komendy Stoiński zgodził się jednak, że niektóre agendy Komendy Obwodu należy wyprowadzić z miasta.
Także on sam miał powrócić na kwaterę w Dyszowie. W domu Eleonory Nowak „Eleonora” mieszkał już od września 1940 roku do grudnia 1941 roku i ponownie od wiosny 1942 roku do połowy października 1943 roku. Łączniczkami Komendanta były wtedy córki gospodyni: Maria Nowak „Wacka” i Janina Nowak „Jaśka”. Do czasu przeprowadzki Stoiński mieszkał w Końskich w domu Stanisława Białeckiego „na Budowie”, gdzie miał przygotowany dobrze zakonspirowany pokój na poddaszu. Kancelaria Obwodu mieściła się w tym czasie w tzw. „Altanie” w ogrodzie państwa Czerwińskich przy ulicy Małachowskich i prowadziła ją rodzina bardzo silnie zaangażowana w działalność konspiracyjną.
Ustalenia nie zadowoliły jedynie szefa Związku Odwetu dlatego wydał on polecenie „Cumulusowi”, aby przygotował podległy sobie zespół dywersyjny do podjęcia ewentualnych działań zbrojnych. Konkretne działania podjął także kierujący referatem BIP Obwodu Tomir Tworzyański „Borsuk”, który postanowił przenieść z własnego domu na Koczwarze drukarnię i nasłuch radiowy w inne miejsce. 31 października odbył nawet w towarzystwie swojego brata podróż do Fałkowa gdzie planował ulokować sprzęt. Na noc zatrzymali się w Skórnicach i do domu powrócili 1 listopada.
Także 31 października do Końskich przyjechał radiotelegrafista Tadeusz Jóźwiak „Piast”, który raz w miesiącu właśnie z Końskich nadawał i odbierał depesze z Londynu. Początkowo miejscem pracy radiotelegrafisty była willa Cyburtów „na Browarach”, później dom Białeckich „na Budowie”. Tego dnia u Białeckich przebywał jednak Komendant Obwodu więc radiotelegrafista został przeprowadzony na Koczwarę, do domu Tworzyańskich. Odosobniony dom dawał dobre warunki pracy, a tym razem miała ona trwać dwa dni.
Zanim wprowadzono w życie podjęte kroki, w nocy z 1 na 2 listopada 1942 roku,  nastąpiło niemieckie uderzenie. Przedstawmy jednak cały ciąg wydarzeń. 1 listopada w domu inżyniera Stanisława Białeckiego na nocleg zatrzymał się Komendant Obwodu Jan Stoiński. Razem z nim zostali Andrzej Zdzienicki „Paszko Złodziej” oraz ppor. Józef Węgrzyn „Ostroga”. Nad ranem, około godziny 5, dom został obstawiony przez niemiecką żandarmerię i policję. Towarzyszyli im dwaj konfidenci gestapo: Celniaszek i Sutarzewicz. Zaskoczeni oficerowie zostali aresztowani i po pobieżnej rewizji mieli być wyprowadzeni z domu razem z domownikami. To właśnie wtedy Stoiński odepchnął pilnującego go Niemca i zaczął uciekać. W ogrodzie dogoniły go kule wystrzelone przez Celniaszka. Kapitan „Górski” upadł ciężko ranny, a po chwili zmarł. Pozostałe osoby zostały przewiezione do więzienia przy ulicy Jatkowej. Aresztowani więc zostali: Andrzej Zdzienicki „Paszko Złodziej”, Józef Węgrzyn „Ostroga”, inżynier Stanisław Białecki oraz jego trzy córki pełniące w organizacji funkcje łączniczek: Janina „Janka”, Teresa „Regina” i Maria „Duda”.
Zapewne w tym samym czasie bez żadnego oporu Niemcy przeprowadzili jeszcze dwie akcje w Końskich. Przy ulicy Brzozowej aresztowano ppor. Mariana Słonimskiego „Babinicz”, który pełnił funkcję Szefa Sztabu Obwodu i jednocześnie był kierownikiem referatu III Komendy Obwodu. Przy ulicy Polnej aresztowano zaś ppor. Tadeusza Szatkowskiego „Grom” oficera Obwodu pełniącego różne funkcje w koneckiej konspiracji. Także ci dwaj zostali osadzeni w więzieniu.
Ostatnie niemieckie uderzenie zostało skierowane na konecki przysiółek – Koczwarę i miał miejsce w tym samym czasie. Skradający się Niemcy zostali dostrzeżeni zapewne przez Natalię Tworzyańską, a ta zaalarmowała Tomira. Ten obudził pozostałych obecnych i  sam z pistoletem wybiegł na werandę. Padły strzały i rozpoczęło się ogólne zamieszanie. Dom nie był jeszcze otoczony ze wszystkich stron i to ułatwiło wycofanie. Jako pierwszy zagrożone miejsce opuścił radiooperator, który wyniósł szyfry i sprzęt. Dom opuścił w towarzystwie  Andrzeja Wybrańca, kuzyna gospodarzy, który nocował u nich. W tym czasie do walki dołączyli się „Ostoja” i „Scaevola”. Padają coraz gęstsze strzały od których ginie „Borsuk”. Wedle relacji „Ostoi” ranna jest także jego matka. W takiej sytuacji dwaj konspiratorzy rzucają w kierunku napastników granat i pod taką zasłoną uciekają z domu do lasu. Jak się jednak okazuje Natalia Tworzyańska żyła. Została zabrana do więzienia i umieszczona w osobnej niż pozostali celi.
                W późniejszych godzinach ciało Tomira Tworzyańskiego Niemcy kazali pogrzebać w bezimiennej mogile na cmentarzu. W tej samej mogile pogrzebano ciało Komendanta Stoińskiego, którego zwłoki przywieziono pod konwojem policyjnym z przyszpitalnej kostnicy. Miejsce pochówku zaznaczyli obserwujący to Maria Nowak „Wacka” i Leszek Zarębski.  Dopiero po 1945 roku na mogile Jana Stoińskiego i  ppor. Tomira Tworzyańskiego „Borsuk” wzniesiono pomnik.
                Efektem niemieckiej akcji przeprowadzonej w nocy z 1 na 2 listopada 1942 roku była śmierć Komendanta Obwodu oraz Tomira Tworzyańskiego „Borsuk” (Kierownik referatu BIP Komendy Obwodu). Aresztowano łącznie 9 osób w tym Mariana Słomińskiego Babinicz”, Tadeusza Szatkowskiego „Grom” i Andrzeja Zdzienickiego „Paszko Złodziej”. Wszystkich aresztowanych osadzono w więzieniu przy ulicy Jatkowej. Jaki miał być ich los? Istnieją dwie rozbieżne hipotezy: jedna mówi, że mieli zostać na drugi dzień powieszeni, ale zgodnie z drugą aresztowanych miano przewieźć do Radomia na przesłuchania. Nie przesądzając wydaje się, że ta druga wersja wydaje się bardziej prawdopodobna. Potwierdza ją późniejszy los Natalii Toworzyańskiej.
                Na zakończenie tego wątku musimy się jeszcze zastanowić kto odpowiada za śmierć konspiratorów i aresztowania? Nie ma na to bezpośrednich dowodów, ale niewątpliwie jest to Maksymilian Szymański „Relampago”. Dlaczego? Niemcy zdawali sobie sprawę, że prędzej czy później koneccy konspiratorzy dowiedzą się o jego prawdziwej roli. Przeprowadzając akcję niewątpliwie doprowadzili do paraliżu działalności części struktur konspiracyjnych. Istnieją relacje stwierdzające, że działania te miały doprowadzić do „przejęcia” kierownictwa w obwodzie przez członków organizacji „Miecz i Pług” pozostających na niemieckich usługach. Brakuje na to dowodów i wydaje się to mało prawdopodobne. Jakiekolwiek były niemieckie zamierzenia co do przyszłości zostały one pokrzyżowane przez błyskawiczne działania koneckich konspiratorów.

 

PIERWSZE ROZBICIE WIĘZIENIA

Wiadomość o aresztowaniach i śmierci Komendanta Obwodu rankiem 2 listopada 1942 roku dotarła do wąskiego kręgu konspiratorów. W zaistniałej sytuacji nikt do końca nie wiedział, kto ma wydawać rozkazy. 
Jedyną jednostką, która mogła podjąć jakiekolwiek działania była tworzona od lata specjalna grupa w plutonie 201. Na jej czele stał Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” dowodzący także plutonem. O zaistniałej sytuacji powiadomił on swoich zastępców „Malinę” (zastępca dowódcy plutonu 201) oraz Kazimierza Chojniarza „Walcz”, który był zastępcą specjalnej grupy dywersyjnej. Podjęli decyzję o zbrojnym odbiciu aresztowanych. Obawiając się jednocześnie wywiezienia ich z więzienia ustalili, że akcja musi być przeprowadzona jak najszybciej. Opracowaniem planu akcji miał zająć się „Cumulus”, za zebranie odpowiednich ludzi odpowiadał „Walcz”. „Malina” miał o zaistniałej sytuacji poinformować wszystkie jednostki organizacyjne Obwodu i wprowadzić stan czujności. Miał także zapewnić  kwatery dla aresztowanych. Taki podział obowiązków sprawił, że „Malina” został faktycznie poza bezpośrednią akcją, ale działał na rzecz jej pomyślnego przebiegu. Już w czasie trwania przygotowań konspiratorzy skontaktowali się ze Stanisławem Strzemiecznym „Góra” (zastępca Komendanta Placówki Końskie). Zgodził się na przeprowadzenie akcji oraz przekazał wykonawcom broń znajdującą się w magazynie komendy miasta.
                Rozpoczęto przygotowania do akcji, którą miała przeprowadzić grupa  dywersyjna „Cumulusa” wzmocniona żołnierzami z plutonu 201. Ich uzbrojenie było mizerne (jeden karabin, pięć pistoletów i dwa granaty) i cała nadzieja na powodzenie akcji leżała w podstępie. W tym celu „Cumulus” wypożyczył o granatowego policjanta (członka AK), Ciechanowskiego, mundur w którym zamierzał dostać się do więzienia. Mieściło się ono w parterowym budynku przy ulicy Jatkowej, a w najbliższej okolicy znajdowały się niemiecka żandarmeria, policja oraz dwa inne lokale w których kwaterowali okupanci.
                3 listopada o godzinie 2.30 przystąpiono do akcji. „Cumulus” w przebraniu policjanta zastukał do drzwi więzienia żądając osadzenia w celach dwóch aresztowanych: Stanisław Kołodziejczyk „Bandera” i Tadeusz Jencz „Ksiądz”, których przyprowadził pod karabinem. Gdy strażnik otworzył bramę został natychmiast obezwładniony, a do środka wtargnęła kolejna grupa konspiratorów w składzie: Kazimierz Chojniarz „Walcz”, Mieczysław Zasada „Eryk” i Lucjan Kotulski „Ikar”. Rozbrojono trzech kolejnych strażników, a nadzorca więzienny  - volksdeutsch Sack został zlikwidowany.
                W więzieniu cel było niewiele, a i aresztowani na okrzyk „Cumulusa” odezwali się od razu. Dowodzący akcją kazał aresztowanym opuścić więzienie i poczekać na zewnątrz razem z ochroną którą stanowili: Tadeusz Chmielowski „Klon”, Jerzy Czerwiński „Grey”, Tadeusz Drapiński „Dębicz”, Jerzy Drzewiecki „Czyżyk”, Tadeusz Drzewiecki „Soból”, Gustaw Stolarski „Czarka” j Józef Wilk „Czajka”.
Grupa która bezpośrednio opanowała więzienie rozbiła jeszcze magazyn broni z którego zabrano cztery karabiny oraz dwa rewolwery i dopiero wtedy opuściła budynek. Jakież było ich zdziwienie gdy na zewnątrz nie zastali uwolnionych. Na rozważania nie było jednak czasu. Zaczynało świtać, a na ulicach zaczynał się ruch niemieckich oddziałów, które właśnie tego dnia przystąpiły do likwidacji żydowskiego getta znajdującego się opodal. Oddział pod dowództwem „Cumulusa” małymi uliczkami koło mleczarni doszedł do torów, a następnie dotarł do lasu gdzie doczekał do rana.
Co stało się z uwolnionymi? W ferworze akcji nikt nie zauważył, że osiem osób jest przykutych do jednego, wspólnego łańcucha. Tylko jedna osoba nie była skuta z pozostałymi. Kiedy opuścili więzienie czekali przez chwilę na swoich oswobodzicieli, ale po chwili obawiając się zapewne o swoje życie opuścili zagrożony teren. Nie wiemy jak to się stało, ale nie zauważyli ich żołnierze stanowiący ubezpieczenie akcji. Podczas ucieczki konspiratorzy odgonili osobnika, który nie był z nimi skuty uważali go bowiem za kapusia (Niemcy zostawili mu scyzoryk i papierosy). Sami zaś doszli o świcie do Przysiółka Paruchy gdzie przypadkowo spotkany chłop siekierą rozciął ich kajdany. Osiem osób było ostatecznie wolnych. Baczny czytelnik zapyta zapewne jaki był los dziewiątej z aresztowanych dzień wcześniej osób? Niestety podczas uwalniania więźniów konspiratorzy nie zauważyli, że brakuje wśród nich Natalii Tworzyańskiej, która ranna znajdowała się w sąsiedniej celi. Jeszcze tego samego dnia została ona przewieziona przez Niemców do Radomia. Po śledztwie została tam zamordowana, a na cmentarzu w Końskich znajduje się tylko jej symboliczny grób.
 
Żołnierze z grupy która opanowała więzienie rano dotarli do domów. Nie mieli czasu na odpoczynek, bowiem musieli stawić się do pracy. Nie mieli także szansy na odpoczynek po jej zakończeniu. „Cumulus” rozkazał im bowiem, aby natychmiast udali się do domu na Koczwarze i wydobyli ze skrytek cenne materiały (broń, radio, drukarnię). Zadanie to wykonała ta sama grupa która rozbiła więzienie. Brakowało jedynie „Cumulusa” i „Bandery” ci bowiem zajęci byli innymi sprawami.
„Cumulus” wyniósł ukryty w mieszkaniu „Babinicza” plan pola zrzutowego, a z mieszkania Białeckich kenkartę Witolda Jędryka „Karol”. Dowód ten wypożyczył jeszcze przed tragedią „Scaevola”, który zajmował się także wyrabianiem fałszywych dokumentów. Był on ukryty pod belkami komórki i stąd nie został odkryty podczas rewizji.
Stanisław Białecki „Scaevola” oraz Bojomir Tworzyański „Ostoja” ukryli się na terenie Obwodu i wzięli udział w kilku akcjach dywersyjnych. W grudniu przerzucono ich do Warszawy, a w styczniu dostali przydział do Okręgu Nowogródek AK.
 
Zajmijmy się jeszcze przez chwilę dalszymi losami uwolnionych. W połowie listopada Kazimierz Chojniarz „Malina” dostarczył im fałszywe dokumenty i od tej pory rozpoczęli „nowe” życie:
Maria Białecka „Duda” po zaopatrzeniu w fałszywy dowód na nazwisko Maria Mirecka wyjechała do Warszawy. 22 czerwca 1943 roku została zatrzymana w ulicznej łapance i przez Pawiak trafiła do obozu Auschwitz.
Tadeusz Szatkowski „Grom” – działał nadal w konspiracji na terenie Obwodu. Aresztowany pod fałszywym nazwiskiem w maju 1943 roku w Skarżysku. Wysłany do obozu Auschwitz. Rozszyfrowany przewieziony do Radomskiego Gestapo.
Marian Słonimski „Babinicz” – przerzucony do Warszawy.

KOMENDANT "MŚCIWY"

Aresztowania przeprowadzone w Końskich sparaliżowały działalność Komendy Obwodu. Dotknęły także pośrednio Komedę Miasta, bowiem dowodzący strukturami miejskimi ppor. Bolesław Czerwiński „Wir” uznał, że jest zagrożony aresztowaniem i usunął się z miasta. 
Niejako siłą rzeczy odpowiedzialność za Obwód spadła na młodych konspiratorów. „Cumulus”, „Walcz”, „Malina” i „Góra” nie czuli się zapewne na siłach aby wziąć taką odpowiedzialność na swoje barki. Znając słabość kadry obwodu „Cumulus” zaproponował aby Komendantem Obwodu został rotmistrz broni pancernej Jan Rusinowski. Przebywał on w Końskich od 1939 roku, mieszkając u inżyniera Ludwika Cyburta pod fałszywym nazwiskiem Franciszek Nowak. Pracując w Fabryce Neptun, tak jak wielu konspiratorów, początkowo przyglądał się biernie konspiracyjnym poczynaniom koneckiej młodzieży. Swoje nastawienie zmienił gdy dowiedział się o przyjęciu zrzutu oraz o prowadzonych akcjach dywersyjnych. W zaistniałej sytuacji bez wahania przyjął propozycję pracy w konspiracji. Ostateczną decyzję i tak podejmował Komendant Okręgu powiadomiony o całej sytuacji. Propozycja została zatwierdzona. Można przyjąć, że 14 listopada 1942 roku Jan Rusinowski przejął komendę w Obwodzie Końskie, tego dnia wydał bowiem pierwszy rozkaz do żołnierzy konspiracyjnego wojska przyjmując jednocześnie pseudonim „Mściwy”.
                W praktyce trudno mówić o przejęciu dowództwa przez „Mściwego”. Dotychczasowy komendant nie żył, jego zastępca uwolniony z więzienia opuścił teren, kontakt z szeregiem osób z Komendy Obwodu był utrudniony. Nowy komendant musiał się w pierwszym okresie działalności oprzeć na zaufaniu osób, które „wyniosły” go na stanowisko.
                Jednym z pierwszych posunięć „Mściwego” było utworzenie stanowiska adiutanta Komendanta Obwodu, na które powołał „Malinę”. Bogumił Kacperski objął jednocześnie po „Cumulusie” dowództwo nad plutonem 201. Od tej pory używał pseudonimów „Frycz’ i „Kil”. Potrzebą chwili było zorganizowanie pracy kancelarii Obwodu. Umieszczono ją w domu Eugenii Pizło „Sosna” przy ulicy Browarnej 8. Sekretarką, a później także szyfrantką została Jadwiga Białecka „Jaga”. Na potrzeby kancelarii zatrzymano wyniesioną z domu na Koczwarze maszynę do pisania.
                Zapewne w tym samym czasie (przełom listopada i grudnia) „Mściwy” powierzył swojemu adiutantowi dodatkową funkcję kierownika Referatu V Łączność. Sprawujący dotychczas tą funkcję Bronisław Ejgird „Molenda” kwaterował bowiem poza miastem i jego możliwości działania były niewielkie. Nowy system łączności ustalony został w ten sposób, że „Sosna” dostarczała pocztę od komendanta do Mariana Czerwińskiego „Socha”. Ten mając do dyspozycji kilku łączników: Henryka Rapcia „Sęp”, Ryszarda Makowskiego „Rosław”, Henryka Wilczyńskiego, Jerzego Czerwińskiego „Grey”, Stefana Trojanowskiego „Tomek” i innych przekazywał pocztę na teren obwodu. Do kuntaktu z Placówkami zorganizowano także dwie dodatkowe skrzynki kontaktowe zlokalizowane w prywatnych sklepach. Pomiędzy strukturami Komendy Obwodu łączność utrzymywały łączniczki: Józefa Chodaczyńska „Flora”, Elfryda Firkowska „Sówka”, Teresa Rejecka „Teresa”, Janina Koźmińska „Janka” czy Maria Woźniak „Maria”. Korespondencję do i od Okręgu przewoził Tadeusz Brejer „Chrzan”, ale do jej obsługi zorganizowano także zapasową skrzynkę kontaktową, która znajdowała się w domu Neymanów przy ulicy Źródlanej. Jej przekazywaniem do adresata zajmowała się Barbara Neyman „Baśka”.
                Komendant Rusinowski na przełomie listopada i grudnia podjął jeszcze jedną ważną decyzję. Formalnie powołał Oddział Dywersji Obwodu Końskie z dowódcą Zygmuntem Wyrwiczem „Cumulus”. Oddział został wyłączony z plutonu 201 podlegał bezpośrednio komendantowi. Usankcjonowało to faktycznie istniejącą sytuację. Sam oddział miał zresztą dużo zadań bowiem po likwidacji koneckiego getta zdarzały się przypadki wydawania za wynagrodzeniem ukrywających się jeszcze Żydów w niemieckie ręce. Takie zachowania musiały być przykładnie karane, dlatego żołnierze oddziału wykonali szereg wyroków Wojskowego Sądu Specjalnego AK na osobach wydających Żydów. Jedna z takich akcji pociągnęła za sobą tragiczne konsekwencje. 29 listopada Niemcy aresztowali Tadeusza Drzewieckiego „Soból”. Po doprowadzeniu do siedziby żandarmerii przy ulicy 3 Maja (dawny dom Edelista) „Soból” zorientował się, że został rozpoznany przez jakiegoś świadka wykonywania wyroku na szmalcowniku (potoczne określenie osób wydających za wynagrodzenie Żydów) co doprowadziło do aresztowania. W takich okolicznościach nie mógł liczyć na pobłażliwość ze strony okupantów. Podjął ryzykowną decyzję o ucieczce. W sprzyjającym momencie wyskoczył przez okno z pierwszego piętra. Był wysportowany więc ucieczka miała duże szanse powodzenia. Do pokonania pozostał jeszcze wysoki płot, ale tej przeszkody „Soból” już nie sforsował. Dosięgły go niemieckie kule.  Wydarzenie zmusiło brata „Sobola” – Jerzy Drzewiecki „Czyżyk”, do opuszczenia Końskich. Od tej pory przebywał w Warszawie (zginął w Powstaniu Warszawskim). W samym oddziale także ogłoszono alarm. Członkowie grupy starali się przez kilka dni nie sypiać w domach, a w pracy zachowywać niezbędne środki ostrożności. Po kilku dniach, gdy okazało się, że Niemcy nie podejmują żadnych działań powrócono do „normalnego” życia.
               
                Opisane zmiany pozwoliły na utrzymanie działalności Komendy Obwodu. Należy jednak zaznaczyć, że nie uzupełniono brakujących funkcji w komendzie. Według niektórych relacji do zmian personalnych doszło już wtedy, ale późniejsze działania tego nie potwierdzają.
                Poza Komendą Obwodu zmiany zaszły także w Komendzie Miasta. Dotychczasowy komendant opuścił miasto i objął funkcję na terenie obwodu. Na jego miejsce został powołany dotychczasowy zastępca Stanisław Strzemieczny „Góra”. Ten swoim zastępcą i adiutantem uczynił Jana Wroniszewskiego „Znicz”. Powierzył mu także kierownictwo wywiadu w mieście w miejsce Adama Malinowskiego „Oskar”, który z nieznanych przyczyn opuścił Końskie.
                Aresztowania i tragedia jakie miały miejsce w Końskich na początku listopada 1942 roku nie spowodowały kolejnych wsyp. Powołanie nowego Komendanta Obwodu nie rozwiązało żadnego problemu. Trudno zresztą było spodziewać się radykalnych działań. Człowiek „wyniesiony” na najważniejszą w obwodzie funkcję stał dotychczas z boku głównego nurtu konspiracji. Nie miał doświadczenia i nie znał środowiska. Być może już w chwili powołania na stanowisko Komenda Okręgu zdawała sobie sprawę, że nie jest to rozwiązanie docelowe? Hipotezę tą wydają się potwierdzać późniejsze wydarzenia. Przyznać jednak należy, że Komendant „Mściwy” przeprowadził Obwód Końskie i samą miejską konspirację przez trudny czas bez większych strat.

                

LIKWIDACJA ZDRAJCY

Sytuacja w koneckiej konspiracji została opanowana, ale pozostał problem” Relampago”. Jak potoczyły się jego dalsze losy? 
Po uwolnieniu aresztowanych, zapewne z inicjatywy „Cumulusa” Szymański otrzymał dwa ostrzeżenia z nakazem wyjazdu z Końskich pod groźbą zastrzelenia. Zdrajca pozostał jednak w mieście. Nadal pracował w ZEORKu. Razem z nim pracowała jego konspiracyjna współpracownica Józefa Chodaczyńska „Flora”. To z jej relacji wiemy, że wszyscy w prywatnych rozmowach doradzali mu wyjazd. Uzyskali odpowiedź, że nastąpi to dopiero po Świętach Bożego Narodzenia. Jednocześnie zdrajca poinformował wszystkich, że „złożył w pewne ręce listę 150 nazwisk członków konspiracji, która trafi do gestapo, gdy jemu coś się przydarzy”.
                Lista tych osób była być może gwarancją dla Gestapo, że Szymański nie wyślizgnie się z ich rąk. Zastanawiającym jest jednak fakt, że posiadając taką informację kierownictwo konspiracji koneckiej nie podjęło żadnych działań profilaktycznych. Przynajmniej na takowe nie natknęliśmy się.
                Aby przedstawić dalszy ciąg wydarzeń związanych z agentem musimy zacząć je od połowy grudnia. Oddział Dywersji Obwodu Końskie borykał się z poważnymi problemami w uzbrojeniu. Chcąc uzupełnić te braki postanowiono razem z żołnierzami z Placówki AK Niekłań zdobyć posterunek obrony przeciwlotniczej w Czarnieckiej Górze. Był on usytuowany w gmachu przedwojennego sanatorium. Jego załoga liczyła około 20 Niemców uzbrojonych m.in. w ckm i dwa rkm-y. W celu uzyskania efektu zaskoczenia termin akcji wyznaczono na Wigilię Bożego Narodzenia (24 grudnia 1942 roku). Z Końskich wzięli w niej udział: Wyrwicz „Cumulus”, Chojniarz „Wacek”, Jencz „Ksiądz”, Zasada „Eryk” i Kotulski „Ikar”, którzy byli uzbrojeni jedynie w broń krótką.
                W miejscowości Piła doszło do spotkania z grupą niekłańską. Ustalono plan działania. Przy tzw. Smolarni wspólnie zatrzymano samochód osobowy. Jadący nim dwaj cywilni Niemcy zostali rozbrojeni, ale puszczono ich wolno. Grupa z miejscowej placówki udała się aby otoczyć budynek sanatorium natomiast „Cumulus” i pozostali żołnierze z Końskich mieli podjechać przed niego zdobytym samochodem.
                Ryzykowny plan miał duże szanse na powodzenie. Grupa z Niekłania zajęła wyznaczone miejsca. Przed budynek bez problemów podjechał samochód. „Wacek” rzucił się na wartownika, ale zanim zdążył go ogłuszyć kolbą pistoletu, Niemiec oddał alarmowy strzał.  Powodzenie akcji zależało już teraz tylko i wyłącznie od tempa działań konspiratorów, którzy wdarli się do budynku. Zaalarmowani strzałem Niemcy zdążyli jednak złapać broń. Pod osłoną własnego ognia udało im się wycofać na piętro. Pod względem uzbrojenia kilkakrotnie przewyższali napastników uzbrojonych jedynie w broń krótką. Wzmagająca się strzelanina unieruchomiła „Cumulusa” i jego ludzi. Na szczęście nikt nie został nawet ranny. Sytuacja była jednak poważna bowiem Niemcy rzucając granaty zniszczyli stojący przed budynkiem samochód, a także odcięli konspiratorom drogę odwrotu. Sytuację uratowała grupa z Niekłania, która podeszła na bliską odległość i pokryła okna na piętrze gęstym ogniem. Umożliwiło to grupie szturmowej wycofanie. W akcji nie poniesiono strat w ludziach. Pomimo że nie wykonano planu zdobyto niezbędne doświadczenie oraz dwa pistolety, karabin i kożuch zabrany wartownikowi.
Grupa pod dowództwem „Cumulusa” nad ranem powróciła do Końskich. Zapewne nie zdążyli jeszcze odespać gdy zaalarmował ich przekazany z Komendy Obwodu rozkaz: decyzją Komendy Okręgu mają wykonać wyrok na Maksymilianie Szymańskim „Relampago”. Decyzja dotarła zapewne do Końskich w Wigilię bowiem w przeciwnym wypadku „Cumulus” został by o niej poinformowany jeszcze przed akcją w Czarnieckiej Górze. Zastanawiające jest jednak co innego: dlaczego dowództwo okręgu decyzję o likwidacji agenta przekazało prawie trzy miesiące po fiasku ostatniej próby likwidacji zdrajcy? Zapewne duże znaczenie miała rozpoczęta w Radomiu, a ogarniająca coraz szersze kręgi fala aresztowań w strukturach wywiadu okręgu, ale… Zapewne odpowiedzi na to pytanie, tak jak na wiele innych, nie uzyskamy nigdy.
                Czasu na przeprowadzenie akcji było mało. Agent rozpowiadał bowiem, że opuści miasto po świętach. Jej termin wyznaczono na drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia (26 grudnia 1942 roku), a mieli ją wykonać żołnierze z Oddziału Dywersji Bojowej Komendy Obwodu Końskie.
                Akcją dowodził pchor. Kazimierz Chojniarz „Wacek”. Samej likwidacji mieli dokonać: pchor. Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” i kpr. Tadeusz Jencz „Allan”, „Ksiądz”, których osobiście „Relampago” nie znał. Z racji, że wyrok miał być wykonany w mieszkaniu agenta, a więc w miejscu niebezpiecznym, bo obok znajdowały się niemieckie placówki, ubezpieczenie stanowili: Mieczysław Zasada „Eryk”, Tadeusz Chmielowski „Klon”, Ludwik Kotulski „Ikar” i Stanisław Krajewski „Tygrys”.
                Agent w dalszym ciągu mieszkał w centralnym punkcie Końskich przy ulicy 3 Maja w domu, w którym w następnej klatce znajdował się niemiecki posterunek (Ortskommandantur). Przed budynkiem, na placu, znajdował się mały cmentarz. Wykonawcy akcji znaleźli się tam jeszcze przed godziną policyjną. Po godzinie 19, gdy chodzący przed budynkiem wartownik, zniknął za rogiem „Cumulus” i „Allan” doskoczyli do klatki i poszli do mieszkania agenta. –Czy tu mieszka pan Ostrowski? – zapytał „Cumulus”. Po otwarciu zamka „Ksiądz” nacisnął na nie ramieniem. Padły strzały, ale zdrajca także się bronił. Wyrok został wykonany przez „Allana”, który następnie wycofał się z rannym w rękę „Cumulusem”. Wartownik nie podjął walki i cała grupa bezpiecznie wycofała się z centrum Końskich. Dopiero wtedy wartownik puścił serię ze swojego mp.
                Żołnierze z osłony rozeszła się do domów. „Ksiądz” odprowadził jeszcze rannego „Cumulusa” na melinę do Bogumiła Kacperskiego „Frycz”, gdzie założono mu opatrunek. Następnego dnia „Cumulus” wyjechał do Warszawy aby zaleczyć ranę. Akcja została przeprowadzona dosłownie w ostatniej. Współpracownik wywiadu AK Świętochowski „Smutny”, oficjalnie funkcjonariusz Kripo, który znalazł się w mieszkaniu Szymańskiego po akcji twierdził, że zastał tam spakowane do wyjazdu bagaże.
                Tak ostatecznie zakończyła się sprawa, „Relampago” która pociągnęła tak wiele ofiar w Obwodzie Końskie, w ekspozyturze wywiadu „Sosna” jak i w innych strukturach organizacji. W celu pełnego przedstawienia sprawy musimy jeszcze wyjaśnić dwie sprawy. Po odbiciu aresztowanych z więzienia „Cumulus” jak pamiętamy przekazał Szymańskiemu dwa listy w których domagał się, aby ten opuścił miasto. Prawdopodobnie w tym samym czasie listy o podobnej treści dostał podporucznik  Zbigniew Pużak „Stam” (konspiracyjne nazwisko Szary). Przez długi czas był on w wywiadzie obwodu zastępcą Szymańskiego, a po jego przeniesieniu do okręgowej ekspozytury wywiadu objął jego funkcję. Nie wiadomo jakimi przesłankami kierowali się konspiratorzy uważając, że także Pużak poszedł na współpracę z Gestapo. Nie ma żadnych dowodów, ani wystarczających poszlak potwierdzających taką hipotezę. Po likwidacji Szymańskiego, Pużak znając nastawienie co do swojej osoby, wolał nie ryzykować i razem z rodziną opuścił Końskie. Drugą kwestią jest sprawa listy członków konspiracji zdeponowanej w Gestapo. Jeżeli istniała, o czym jeszcze będziemy pisali, to stała się powodem aresztowań jakie ogarnęły Końskie w połowie 1943 roku.

ROK 1943 ROKIEM WYZWAŃ

Nastał rok 1943. Wcześniejsza likwidacja „Relampago” dała koneckim konspiratorom poczucie siły i bezpieczeństwa. Ten rok miał jednak obfitować w ważne wydarzenia…
Komenda Obwodu weszła w 1943 rok w ustalonym jesienią składzie:
-Komendant Obwodu - Jan Rusinowski „Mściwy”
- Adiutant Komendanta Obwodu – Bogumił Kacperski „Frycz”
- Referat I Organizacyjny – Szef Stanisław Zamłyński „Karmazyn”,
-Referat II Wywiad – Szef Zbigniew Pużak „Stam” (konspiracyjne nazwisko Szary) – prawdopodobnie na początku roku opuścił Końskie. Od tej pory stanowisko nie było obsadzone.
-Referat III Operacyjno-Wyszkoleniowy – po aresztowaniu, a następnie uwolnieniu z koneckiego więzienia Marian Słonimski „Babinicz” opuścił teren. Od tej pory stanowisko nie było obsadzone.
- Referat IV Kwatermistrzostwa - Szef Eugeniusz Stoga „Gospodarz”.
-Referat V Łączności – Szef Bogumił Kacperski „Frycz”
- Referat VI BIP (Biuro Informacji i Propagandy) - stanowisko nieobsadzone
-Referat VII Lotniczy – Zygmunt Wyrwicz „Cumulus”
- Związek Odwetu (Referat VIII)– Zygmunt Wyrwicz „Cumulus”
                Komenda działała w oparciu o ludzi mieszkających w Końskich. Kilka stanowisk pozostało nieobsadzonych a to stąd, że prowadzone były rozmowy o wcieleniu do Armii Krajowej Batalionów Chłopskich i Narodowej Organizacji Wojskowej. Stanowiska te mieli  obsadzić przedstawiciele tych organizacji.
                Wolne pozostało także stanowisko szefa BIP Obwodu, choć niektóre źródła podają, że objął je Jan Wroniszewski „Znicz”. Twierdzenie to nie jest zgodne z prawdą. „Znicz” pełnił odpowiedzialne funkcje w Komendzie Miasta, a także angażował się w szereg innych działań. Przedstawmy je od początku.
                Po aresztowaniach z początku listopada. Dużą odpowiedzialność za funkcjonowanie struktur Obwodu wziął na siebie Zygmunt Wyrwicz „Cumulus”. Jednocześnie był on w Obwodzie odpowiedzialny za organizowanie przyjmowania zrzutów lotniczych. Wiadomości o planowanych zrzutach były nadawane za pomocą określonych melodii w polskich audycjach radia BBC. Pomimo, że Obwód przeżywał ciężkie chwile musiał wypełniać nałożone obowiązki. Już w listopadzie „Cumulus” polecił „Zniczowi” podjęcie nasłuchów wieczornych audycji BBC. Ten robił to na zmianę ze swoim bratem Kazimierzem „Konrad”. Radioodbiornik początkowo znajdował się w mieszkaniu rodziny Elfrydy „Sówka” i Zdzisława „Sokół” Firkowskich przy ulicy Małachowskich, na wprost budynku ZEORK. Na przełomie lutego i marca 1943 roku radioodbiornik został przeniesiony do warsztatu Mańka Łyczkowskiego „Sternik”, bowiem mieszkanie Firkowskich przewidziano na kwaterę dla nowego Komendanta. Radio trafiło więc ostatecznie do warsztatu prowadzonego przy ulicy 3-go Maja 39 przez ojca konspiratorów.
                Codzienne wysłuchiwanie wiadomości skłoniło „Znicza” do zaproponowania „Cumulusowi” wznowienia wydawania obwodowej gazetki „Sprawy Polskie”. Decyzję tą podjął zapewne Komendant „Mściwy”.  Za przemawiał fakt, że „Znicz” pracował w Wydziale Rzemiosł gdzie znajdowała się maszyna do pisania i powielacz. Pierwszy numer wznowionego pisma wyszedł prawdopodobnie na przełomie listopada i grudnia 1942 roku.  Artykuły redagował i przepisywał na maszynie „Znicz”. Drukiem zajmowali się „Konrad” i Władysław Bańbura „Bańka”. Kolportażem zajmował się Marian Czerwiński „Socha”. Ci dwaj ostatni także byli zatrudnieni w wydziale. Układ taki trwał do przełomu marca i kwietnia.
                Z pewnością możemy stwierdzić, że Wroniszewski „Znicz” odpowiadał za redagowanie i wydawanie pisma „Sprawy Polskie”, ale nie był szefem BIP, którego zadania były o wiele szersze.
                Niewątpliwie decyzjami Komendanta „Mściwego” było powołanie specjalistycznych służb, co nastąpiło na przełomie lutego i marca. Na czele Wojskowej Służby Kobiet stanęła Henryka Sadowska „Bronisława” i była podporządkowana  szefowi referatu I. Utworzono także referat IX Służba Ochrony Powstania na czele którego stanął Wiktor Targowski „Witold”.
                W nowy rok z niewielkimi zmianami wchodziła konspiracja miejska czyli Placówka Końskie posługująca się kryptonimem „Wierch”.
Komendant Placówki - Stanisław Strzemieczny „Góra”.
Adiutant Komendanta, Zastępca Komendanta, kierownik wywiadu w mieście -  Jan Wroniszewski „Znicz”.
Podoficer broni – Marian Łyczkowski „Sternik”. W przypadku broni należy zaznaczyć, że po przekazaniu grupie „Cumulusa” kilku sztuk na potrzeby opanowania więzienia w skrytkach placówki nie pozostała ani jeden egzemplarz.
Komendantowi Placówki w dalszym ciągu podlegały trzy plutony:
Pluton 201 – w  styczniu 1943 roku Bogumił Kacperski „Frycz” przekazał dowodzenie plutonem Andrzejowi Malanowiczowi „Wichrowi”.
Pluton 202 – nieprzerwanie dowodzony przez Ludwika Nowińskiego „Sęp”,
Pluton Stanisława Szczepanika „Młot”, który formalnie podlegał Komendantowi Placówki, ale związki z nim były dosyć luźne.
                Trudno jest mówić o stanach osobowych bowiem od chwili powstania Oddziału Dywersji Obwodu Końskie zauważalna była rotacja młodych ludzi, którzy chcieli brać bezpośredni udział w walce.

POJAWIA SIĘ "ROBOT"

Coraz większe znaczenie nabierają działania dywersyjne. Pieczę nad nimi w Obwodzie Końskie obejmuje cichociemny, Waldemar Szwiec „Robot”. Okręgowe Kierownictwo Związku Odwetu skierowało go na ten teren jako inspektora dywersji.
Do pierwszego kontaktu doszło jeszcze 16 grudnia 1942 roku kiedy to w mieszkaniu Tadeusza Baruka „Semafor” , zawiadowca stacji Niekłań,  „Robot” spotkał się z dowódcą miejscowej placówki. Niedługo później doszło do spotkania z Józefem Domagałą „Wilk”, który umożliwił cichociemnemu kontakt z Zygmuntem Wyrwiczem „Cumulus” dowódcą Oddziału Dywersji Bojowej Obwodu Końskie. To spotkanie miało w przyszłości zaowocować.
Teraz jednak „Cumulus” zajęty był innymi sprawami. Zresztą po likwidacji „Relampago”, został wtedy ranny, musiał wyjechać na leczenie do Warszawy. Zorganizowany już oddział działał jednak bez zarzutów. Niejako automatycznie na jego czele stanął dotychczasowy zastępca dowódcy czyli Kazimierz Chojniarz „Wacek”.
Magazyn broni oddziału mieścił się w składzie starego żelaza i metali kolorowych w którym zatrudniony był „Cumulus” (pomiędzy odlewnią żeliwa a składem desek). Skład ten był punktem zbornym oddziału. Problemem było swobodne poruszanie się po mieście w nocy. Rozwiązano to w ten sposób, że część konspiratorów wstąpiła do straży pożarnej działającej w fabryce „Neptun” co dawało im prawo poruszania się po mieście nawet po godzinie policyjnej, ale tylko w mundurach straży. Inni żołnierze wzięli udział w organizowanych przez okupanta kursach obrony przeciwlotniczej (Luftschutz). Co ciekawe szkolenie w zakresie pierwszej pomocy lekarskiej prowadzone było na tym kursie przez członka AK doktora Stanisława Zamłyńskiego.  Po ukończeniu kursu jego uczestnicy otrzymali specjalne przepustki uprawniające do poruszania się po mieście o każdej porze.
Problemem w dalszym ciągu była broń. Oddział posiadał: jeden rkm, ponad 10 karabinów i kilkanaście pistoletów. Stan ten został powiększony jeszcze na początku stycznia kiedy to „Eryk” i „Ikar” rozbroili na ulicy dwóch żołnierzy Wehrmachtu przystawiając im do pleców rewolwery.
Z biegiem czasu prawą ręką „Wacka” został Tadeusz Jencz „Ksiądz”, a mieszkanie Chmielewskich przy ulicy Kanałowej 13 określane przez konspiratorów „Plebanią” stało się głównym punktem kontaktowym oddziału (mieszkali tam „Ksiądz” i „Klon. Niebagatelne znaczenie miała rola właścicielki mieszkania Władysławy Chmielewskiej „Ciocia”, która przyjmowała przesyłki, meldunki, a także wydawała broń.
Poza sprawami czysto organizacyjnymi oddział wykonywała zadania konspiracyjne. Do najważniejszych należała likwidacja niemieckich współpracowników. Za punkt honoru przyjęto wykonanie wyroku na Celniaszku, pełniącego funkcję szefa  Kripo w Końskich, który zastrzelił Komendanta Stoińskiego. Akcję przeprowadzili, prawdopodobnie w lutym, „Eryk” i „Ikar”, którzy w tym celu pojechali do Skarżyska. Nie obyło się bez problemu bowiem pistolet „Ikara” miał defekt o którym żołnierz nie wiedział. Na szczęście vis, którego miał „Eryk” działał bez zarzutu. Wykonano także wyrok na Nikoniuku z Kripo. Łącznie około 20 współpracowników okupanta straciło życie.
Oddział kilkakrotnie stawiany był także w stan pogotowia przed mającym nastąpić zrzutem. Nastąpił on dopiero w marcu 1943 roku. Po wyleczeniu rany do Końskich powrócił już w tym czasie „Cumulus”. Zrzut nastąpił w nocy z 13 na 14 marca na placówce odbiorczej „Wół” – pomiędzy miejscowościami Stara Kuźnica, Piaski i Paruchy na terenie Placówki AK Niekłań. Samolot nadleciał w chwili gdy kończył się już czas oczekiwania na niego, około godziny 2 w nocy. W ramach operacji lotniczej „Window” przyjęto czterech skoczków. Byli to: ppor. Longin Jurkiewicz „Mysz”, mjr Franciszek Koprowski „Dąb”, ppor. Józef Lipiński „Lawina” i ppor. Janusz Messing „Bekas”. Przyjęto także 4 zasobniki z uzbrojeniem. Cichociemni mieli rano odjechać do Warszawy pociągiem z Niekłania. Podczas przygotowania do odmarszu okazało się, że przybysze nie mają broni, którą podarowali konspiratorom. Na rozkaz delegata Komendy Głównej nadzorującego zrzut, pistolety zostały zwrócone.
Żołnierze z oddziału dywersyjnego zajęli się kontenerami z uzbrojeniem. Zostały one najpierw przetransportowane do młyna Janiszewskiego koło Koziej Woli. Tam przepakowano zawartość kontenerów do plecaków. To zapewne wtedy „Cumulus”  uzbroił swoich żołnierzy (około 10-12 osób) w zrzutowe pistolety. Na potrzeby oddziału zatrzymano także 7 pistoletów maszynowych sten. Zrzut w całości został oddany do dyspozycji Komendy Obwodu. Uzbrojenie żołnierzy „Cumulusa” nastąpiło zapewne za zgodą Komendanta „Mściwego”, który wiedział o słabym uzbrojeniu grupy, a do jego obowiązków należało zapewnienie bezpieczeństwa transportowanej broni. „Dar z nieba” został przez żołnierzy przeniesiony na własnych plecach w ciągu kilku nocy do magazynów na terenie Końskich.
Poza uzbrojeniem problemem oddziału była amunicja. Ta pochodząca jeszcze z 1939 roku, przechowywana w złych warunkach była zawodna. Problem został rozwiązany kiedy „Cumulus” uzyskał kontakt na Zygmunta Chojnackiego „Astma” z Bzina. Za jego pośrednictwem zaopatrywano się w amunicję wykradaną z wytwórni amunicji w Skarżysku. Raz w tygodniu do Skarżyska jechała grupa konspiratorów, która odbierała amunicję i przewoziła ją do Końskich. Poza niezbędnym zapasem potrzebnym do bieżącej działalności zapasy zostały ukryte w magazynach oddziału.
Przewóz amunicji odbywał się zazwyczaj bez problemów poza dniem 3 kwietnia 1943 roku. Tego dnia po odbiór amunicji wyjechali: : Mieczysław Zasada „Eryk”, Lucjan Kotulski „Ikar”, Stanisław Krajewski „Tygrys”, Władysław Bańbura „Bańka” oraz formalnie nie należący do oddziału Zbigniew Wroniszewski „Znicz”. Wszyscy byli uzbrojeni z pochodzące ze zrzutu colty, a „Znicz” miał visa. Dodatkowo mieli ze sobą kilka granatów. Tego dnia odebrali jednak tylko część amunicji. Do Końskich wrócili pociągiem. Około 18 na stacji oczekiwał na nich „Wacek”  z kilkoma żołnierzami stanowiącymi osłonę. Podczas przechodzenia przez furtkę koło wieży ciśnień „Tygrys” został jednak zaczepiony przez cywila mówiącego po niemiecku. Reakcja konspiratora była błyskawiczna. Wyszarpał zza pasa swój rewolwer i kilkakrotnie strzelił do natręta. Kiedy ten padał na ziemię wszyscy konspiratorzy wybiegli z terenu dworca. Później okazało się, że zastrzelony został przysłany z Lublina oficer Kripo, który miał zająć miejsce po zastrzelonym wcześniej Celniaszku. Po rozmowie w budynku policji zaprosił on wszystkich na poczęstunek do stacyjnego bufetu. W chwili kiedy na stację wjechał pociąg wyszedł on na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza. Chcąc zapewne pochwalić się swoją pracowitością przed innymi chciał zatrzymać do sprawdzenia jedną z osób jadących pociągiem. Na swoje nieszczęście wybrał „”Tygrysa”. W odwet za śmierć nowego szefa Kripo, kierujący koneckim Gestapo Weiss nakazał rozstrzelać w więzieniu 10 więźniów. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale własną egzekucję przeżył (w czasie strzału przekręcił głowę tak, że kula obtarła mu jedynie kości czaszki i przebiła szczękę) aresztowany wcześniej w Niekłaniu Miron Krawczyk „Jagoda”. Udając zabitego udało mu się potem wydostać z więzienia i dostać do Niekłania.
W omawianym okresie skład Oddziału Dywersji Bojowej Obwodu Końskie przedstawiał się następująco:
Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” – dowódca,
Kazimierz Chojniarz „Wacek” – zastępca dowódcy,
Tadeusz Jencz „Ksiądz”,
Mieczysław Zasada „Eryk”,
Lucjan Kotulski „Ikar”,
Bogusław Modzerowski „Szczerba”,
Stefan Makuch „Czarny”,
Stanisław Tomczyk „Zych”,
Stanisław Krajewski „Tygrys”,
Władysław Bańbura „Bańka”,
Marian Dąbrowski  „Żbik”,
Józef Wilk „Czajka”,
Tadeusz Chmielowski „Klon”,
Tadeusz Drapiński „Dębicz”,
Jerzy Czerwiński „Grey”,
Zdzisław Błaszczyk „Waluś”,
Tadeusz Błaszczyk „Lech”,
Kazimierz Wroniszewski „Konrad”.
Poza nimi w sposób systematyczny z oddziałem współpracowali działający w innych strukturach: Stanisław Kołodziejczyk „Bandera” i Zbigniew Wroniszewski „Znicz”.

 

WIOSENNE PORZĄDKI

Wiosną 1943 roku decyzją Komendanta Okręgu w obsadzie personalnej koneckiej konspiracji doszło do dużych zmian. Dodatkowo do organizacji weszło wiele nowych osób wywodzących się z innych organizacji.
1 marca 1943 roku rotmistrz „Mściwy” został odwołany z funkcji Komendanta Obwodu Końskie i przeniesiony na stanowisko szefa referatu (prawdopodobnie artylerii) w Komendzie Okręgu. Na jego miejsce przeniesiono z Obwodu Radomsko kapitana Jana Świeczkę „Mateusz”, „Boromeusz”, „Łukasz”. Występując pod fałszywym nazwiskiem Zbigniew Michajłow zamieszkał on w domu Firkowskich przy ulicy Małachowskich, skąd usunięty został wcześniej radioodbiornik. Nowy komendant miał uporządkować sprawy organizacyjne w Obwodzie. Razem z „Mateuszem” w Końskich pojawiły się nowe osoby. Przedstawmy jednak po kolei rozwój wydarzeń.
Obejmując funkcję Komendanta „Mateusz” nie przeprowadził żadnych zmian w obsadzie stanowisk Komendy Obwodu. Zasilenie obwodu nowymi oficerami oraz późniejsze zmiany personalne sprawiają wrażenie metodycznego uporządkowania obwodu. Wiosną na teren obwodu dotarł także Emil Kawa „Kawecki”, który objął stanowiska szefa referatu II – wywiad. Podporządkowano mu Mieczysława Szczygła „Klon”, Wiktor”. Pracował w Fabryce Hercfeld i Victorius. Na jej terenie znajdowała się placówka Gestapo. Szczygieł kierował kontrwywiadem oraz prowadził komórkę zajmującą się legalizacją.
W Komendzie Obwodu w dalszym ciągu pozostały nieobsadzone stanowiska szefów referatów: i, III i VI, ale ta sytuacja szybko miała się zmienić trwały bowiem rozmowy o włączeniu do AK innych organizacji. W maju 1943 roku na szczeblu centralnym podpisano umowę wcielającą struktury Batalionów Chłopskich do Armii Krajowej. Zaowocowało to podpisaniem na szczeblu Obwodu odpowiedniej umowy. AK reprezentował Komendant „Mateusza”, a ludowców miejscowy komendant BCh Władysław Barłóg „Koterba”. Prawdopodobnie nastąpiło to na przełomie maja i czerwca (choć niektóre źródła mówią nawet o sierpniu, ale ze względu na przebieg zdarzeń jest to mało prawdopodobne). W wyniku rozmów Antoni Piwowarczyk „Wąsowicz” objął stanowisko zastępcy Komendanta Obwodu. Szefem referatu III został także ludowiec – podporucznik Eugeniusz Prokopczuk „Sen”. Bataliony Chłopskie wprowadziły do struktur AK łącznie 8 plutonów. Sytuacja na terenie Końskich zostanie omówiona odrębnie.
Trudniej przebiegały rozmowy scaleniowe z Narodową Organizacją Wojskową. Na szczeblu centralnym odpowiednią umowę podpisano już latem 1942 roku, ale spowodowała ona rozłam w NOW. „Rozłamowcy” utworzyli Narodowe Siły Zbrojne. Na szczeblu Obwodu Końskie udało się doprowadzić do włączenia części NOW do AK. Na podstawie umowy Bolesław Pychyński „Batory” został szefem referatu I Komendy Obwodu Końskie AK. NOW przekazała łącznie do AK 4 plutony. W dalszym ciągu funkcjonowała jednak grupa na czele której stał ksiądz Feliks Kowalik „Zagłoba” wykonująca szereg samodzielnych akcji, które są opisane w innych miejscach. Sytuacja w samych końskich zostanie niżej.
Unormowana została także sytuacja w referacie BIP Komendy Obwodu. Kwestia druku została przeniesiona prawdopodobnie w marcu do fabryki „Kronenbluma” i odbywała się na powielaczu uratowanym z Koczwary, który został ulokowany w małym pomieszczeniu przylegającym do magazynu. Drukiem zajmowali się zatrudnieni w zakładzie: Bolesław Czajkowski „Zośka”, Zbigniew Godlewski „Sosna” i Jarosław Wadiak „Lot”.
W kolportażu „Spraw Polskich” brał udział Marian Czerwiński „Socha”, który był także szefem kurierów Komendy Obwodu. W kwietniu 1943 roku został przypadkowo postrzelony w palec podczas konspiracyjnych zajęć z bronią. Założenie prowizorycznego opatrunku nic nie pomogło bowiem kość palca była strzaskana. „Socha” został odesłany do szpitala co było niebezpieczne bowiem odnotowywano tam wszelkie zranienia z broni palnej. Efektem było aresztowanie „Sochy”, który po śledztwie został wysłany do obozu koncentracyjnego w Auschwitz.
Aresztowanie spowodowało alarm W Powiatowym Wydziale Rzemieślniczym, gdzie zatrudniony był aresztowany „Socha” oraz inni konspiratorzy. Nie wiemy czy to wydarzenie spowodowało, że zatrudniony tam Jan Wroniszewski „Znicz” przestał redagować „Sprawy Polskie”, faktem jednak jest, że ostatni przygotowywany przez niego numer ukazał się w maju 1943 roku.
Trudno jest z całą pewnością określić kiedy, ale najpóźniej w połowie maja, Bolesław Czajkowski „Zośka” został szefem referatu VI BIP Komendy Obwodu. „Sprawy Polskie” ukazywały się jako tygodnik w nakładzie 200-250 sztuk i objętości 4-6 stron.
Nowy komendant dokonał także kilku innych ważnych zmian w strukturze Komendy Obwodu. Rozwiązany został Referat VII Lotniczy. Dotychczas na jego czele stał „Cumulus”, ale po wyjeździe do Warszawy na leczenie rany bywał w Końskich rzadko. W numeracji referatów nie pozostało jednak wolne miejsce bowiem do rangi referatu, z numerem VII, została podniesiona Wojskowa Służba Kobiet, której struktura została opisana niżej.
Zmiany dotknęły także Związek Odwetu, ale to wynikało ze zmiany koncepcji prowadzenia walki bieżącej, którą opracowała Komenda Główna. Ostatecznie, jako referat VIII, występowało Kierownictwo Dywersji (Kedyw), którego rozwój jest opisany niżej.
Referatem IX pozostała Służba Ochrony Powstania, choć wiosną 1943 roku używano już nazwy Wojskowa Służba Ochrony Powstania. Na czele referatu w dalszym ciągu stał Wiktor Targowski „Witold”.
Z racji iż służbie tej nie poświęcimy osobnego rozdziału należy wyjaśnić czym się ona zajmowała: Służba Ochrony Powstania została powołana w 1941 r. przez komendanta AK w porozumieniu z Delegatem Rządu. Była to formacja, która przygotowywała się do wystąpienia po odejściu Niemców. Żadnych zadań bieżących jej nie powierzano. Zadaniem jej było więc opanowanie, a następnie ochrona obiektów wojskowych, budynków instytucji użyteczności publicznej, zakładów przemysłowych, urządzeń komunikacyjnych i telekomunikacyjnych, zorganizowanie obrony przeciwpożarowej, przeciwgazowej i przeciwlotniczej. Z czasem zadania te rozszerzono na zwalczanie dywersji i partyzantki wroga oraz na dozór jeńców. Oddziały SOP miały składać się z roczników starszych (1903-1891). Na początku 1943 nazwę SOP zmieniono na Wojskową Służbę Ochrony Powstania. Cel tej modyfikacji był wyłącznie propagandowy - chodziło o zwiększenie prestiżu SOP przez podniesienie go do rangi służby "wojskowej".
Ostatnim z referatów, z numerem X, była Administracja Zastępcza - konspiracyjna struktura administracji państwowej. Zadaniem Administracji Zastępczej było przejęcie władzy w kraju w momencie wybuchu powstania powszechnego, do jakiego miało dojść po załamaniu militarnym Niemiec. Na czele Administracji Zastępczej od początku istnienia (1940 roku) do listopada 1942 roku stał Józef Sadowski „Górnik”. Po nim funkcję tą objął Konstantyn Grycan „Cis”, dziś nie sposób ustalić kiedy to się stało, ale wiele wskazuje, że już w 1943 roku.
Wiosna 1943 roku to także czas reorganizacji struktur terenowych. Dotychczasowe inspektoraty zlikwidowano, a podinspektora ty przemianowano na podobwody. Na terenie Obwodu było ich pięć. Końskie jako Placówka nr 1 wchodziły w skład Podobwodu I (Końskie) kryptonim „Bug”. Schemat organizacyjny nie jest tematem naszego opracowania. Dość powiedzieć, że dla miejskiej konspiracji zmiany nie miały żadnego znaczenia.
Ukształtowane już dowództwo Placówki funkcjonowało swoim rytmem. Wcielenie do AK żołnierzy Batalionów Chłopskich oraz Narodowej Organizacji Wojskowej zwiększyło jednak stany liczebne organizacji. BCh na terenie Placówki nr 1 Końskie dysponowały plutonem żołnierzy zamieszkujących głównie tereny podmiejskie: Kornica, Barycz, Proćwin i Dyszów. Pluton ten pod numerem 212 wszedł w struktury Placówki. Dowodził nim ppor. Władysław Piwowarczyk „Zbigniew”.
Na mocy odgórnego porozumienia w skład placówki miał wejść także pluton Narodowej Organizacji Wojskowej działający w Końskich pod dowództwem sierżanta podchorążego Mirosława Wesołowskiego „Zbigniew”. Był to tzw. „pluton szkoleniowy” NOW skupiający głównie uczniów młodszych klas gimnazjalnych. W wyniku niemożności porozumienia z Komendantem Placówki nr 1 Końskie. Pluton ten został podporządkowany bezpośrednio Komendzie Obwodu AK.
Tak ukształtowane struktury zostały dobrze przygotowane do czekających je w przyszłości działań, choć znajdują się krytyczne głosy, że Komendant „Mateusz” chciał dowodzić konspiracją według rozkazów z góry. Armia Krajowa była Wojskiem Polskim w konspiracji i nie było tu miejsca na dowolność działań. Wszelkie nieporozumienia wynikały być może z temperamentów adwersarzy, a być może z narosłych już w latach powojennych mitów.

WOJSKOWA SŁUŻBA KOBIET

W historii ruchu oporu, a szczególnie Armii Krajowej, kobiety zajmowały od początku szczególną rolę. Działały we wszystkich służbach podziemnej armii, ale dopiero w lutym 1942 roku wydzielono specjalną strukturę skupiającą tylko panie.
Powołując na przełomie lutego i marca 1943 wydzieloną formację, Komendant „Mściwy” podporządkował ją referatowi I organizacyjnemu. Już po kilku miesiącach nowy Komendant Obwodu Końskie podniósł ją jednak do rangi referatu co wynikało zresztą z odgórnych decyzji.
Na terenie Obwodu Końskie na czele WSK od samego początku stała Henryka Sadowska „Bronisława, „Westa”. W wielkim uproszczeniu rola referatu polegała na organizacji i szkoleniu kobiet oraz ich przydział do zadań wyznaczanych przez Komendę Obwodu. Z tego powodu referat składał się z czterech sekcji.
Służba łączności
Sekcja odpowiadała za przygotowanie kwater, punktów kontaktowych, skrzynek do korespondencji i prasy. Na jej czele stała Zofia Ciszek „Wrzos”, „Azja”. Spośród łączniczek działających w różnym okresie czasu udało się ustalić następujące:
Lidia Barnowska „Kalina”,
Józefa Chodaczyńska „Flora”,
Zdzisława Ciszek ,
Zofia Garbińska,
Jadwiga Jaroszyńska „Szarotka”,
Barbara Kaca „Skarlet”,
Maria Kacperska „Marysia”,
Janina Koźmińska,
Mirosława Koźmińska,
Alodia Krzysiowska „Ala”,
Wiesława Łączka „Wiosna”,
Seweryna Maj,
Irena Modzerowska,
Anna Mydlarzówna,
Maria Mydlarzówna,
Jadwiga Mydlarzówna,
Anna Nast „Chrabąszcz”,
Barbara Nast „Bratek”,
Barbara Neyman „Baśka”,
Maria Nowak „Wacka”,
Krystyna Rogozińska „Mucha”,
Barbara Stąpor „Basia”,
Gizella Trelówna,
Bolesława Trelówna,
Krystyna Widulińska,
Anna Zajączkowska „Gwiazdka”,
Teresa Zapała
Służba sanitarna
Sekcję prowadziła doktor Zofia Górkowa „Aka”, „Gabriela” i zajmowała się ona szkoleniem dziewcząt w zakresie udzielania pierwszej pomocy. Dziewczęta były szkolone w Szpitalu Powiatowym w Końskich przez instruktorki – pielęgniarki: Krystynę Górkę „Gienia”, „Płomień”, Halinę Kacę „Halinka”, Ludmiłę Kacperek „Marcja” i Jadwigę Kołodziejczyk „Zbigniewa”.
Przeszkolonych zostało 36 dziewcząt. Zostały one podzielone na trzy drużyny z których każda składała się z czterech patroli. Zostałe one wyposażone w niezbędny zestaw leków i opatrunków dostarczonych przez doktora Czesława Lutyńskiego z Ubezpieczalni Społecznej i przez apteki prywatne.
Drużyny sanitarne w Końskich składały się przeważnie z uczennic tajnych kompletów i harcerek. Udało się ustalić nazwiska następujących sanitariuszek:
Stefania Brejer,
Danuta Dziubińska,
Irena Gasińska,
Krystyna Gołębiowska,
Maria Kamoda,
Urszula Kledzik „Grażyna”,
Janina Kołodziejczyk „Ika”,
Alina Ławacz,
Barbara Miedzińska,
Kazimiera Moneta,
Elżbieta Mydlarzówna,
Wanda Mydlarzówna,
Maria Nast „Mewa”,
Janina Nowak „Jaśka”,
Agnieszka Pawelec,
Krystyna Proskurnicka „Pola”,
Wanda Pruska,
Danuta Sprintz,
Lucyna Szczepanik,
Natalia Świerczyńska,
Izabela Trzaskowska „Elsinoe”,
Olga Wadiak „Magda”,
Zofia Winiarska,
Danuta Wiśniewska „Danka”.
W Borowcu koło Końskich powstał drugi ośrodek służby sanitarnej zorganizowany przez doktora Michała Marzyńskiego „Wydmuch”. Służbę sanitarną pełniły tam: Stefania Kuchańska „Marta” i Leokadia Jończyk „Klara”.
Służba gospodarcza
Zorganizowała ją i prowadziła Stefania Borucka „Narcyza” ściśle współpracując z referatem IV kwatermistrzowskim Komendy Obwodu. Służba zaopatrywała oddziały partyzanckie w żywność, bieliznę, ciepłą odzież, plecaki oraz pomagała osobom związanym z podziemiem, więźniom i ich rodzinom.
Bazą zaopatrzeniową był dla służby Oddział „Społem” w Końskich. Zorganizowane produkty przetrzymywano w specjalnych punktach ulokowanych w młynach, piekarniach, sklepach spółdzielczych, leśniczówkach lub wręcz stodołach. Tam były dostępne dla kwatermistrzów oddziałów partyzanckich.
Sekcja zorganizowała także sieć punktów krawieckich i dziewiarskich w których szyto bieliznę, robiono szaliki, rękawice itp. Przeznaczone dla partyzantów.
W końcowym okresie niemieckiej okupacji (grudzień 1944) sekcja przygotowała także paczki dla żołnierzy oddziałów partyzanckich znajdujących się tak w lesie jak i na konspiracyjnych kwaterach.
Służba Informacji i Propagandy
Na czele sekcji stała Anna Pobocha „Justyna”. Była ona ściśle powiązana z referatem VI Komendy Obwodu, a po jego faktycznej likwidacji z grupą wydającą „Sprawy Polskie”. Służba współdziałała przy wydawaniu prasy oraz zajmowała się kolportażem i to nie tylko prasy lokalnej, ale także centralnych organów Polskiego Państwa Podziemnego: „Biuletynu Informacyjnego” i „Rzeczypospolitej Polskiej”.

KEDYW WKRACZA DO AKCJI

Poczynając od stycznia 1943 roku Komenda Główka AK porządkowała sprawy walki bieżącej. Na miejsce Związku Odwetu powołano Kierownictwo Dywersji – Kedyw. Zmiany dotknęły także żołnierzy w Końskich.
Coraz poważniejsze zadania wyznaczane żołnierzom Oddziału Dywersyjnego Obwodu leżały u przyczyn zorganizowania dla nich kursu podoficerskiego. Formalnie zorganizowała go Placówka Końskie bowiem obejmowała żołnierzy z tej Placówki. Kursanci podzieleni na dwie grupy rozpoczęli zajęcia na początku marca. Wykładali podchorążowie: Bronisław Wieczorkiewicz „Wilk”, Kazimierz Chojniarz „Walcz” i Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” – po swoim powrocie z leczenia w Warszawie. Zakres szkolenia obejmował program Zastępczego Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy. Wykłady odbywały się w różnych miejscach:
-warsztat Mariana Łyczkowskiego „Sternik” przy ulicy Małachowskich,
-mieszkanie Wroniszewskich przy ulicy Piotrkowskiej 58,
-mieszkanie Antoniego Gaika „Jarząbka” w Dyszowie,
-mieszkanie Bronisława Wieczorkiewicza „Wilk” w Baryczy,
-skład żelaza inż. Cyburta przy ulicy Tarnowskich,
- mieszkanie Chmielowskich przy ulicy Jatkowej 13,
-las „Serwituty” w rejonie Stadnickiej Woli – w okresie letnim.
Podczas kursu zorganizowano także (prawdopodobnie w maju)  kilkudniowe strzelanie z broni krótkiej i pistoletu Sten w lesie między Kolonią Szczerbacką, a Wólką Zychową.
                Egzamin odbył się pod koniec czerwca 1943 roku w mieszkaniu „Jarząbka” w Dyszowie przed komisją w składzie: Eugeniusz Prokopczuk „Sen”, Eugeniusz Czernichowski „Konar”, Bronisław Wieczorkiewicz „Wilk”. Wszyscy elewi zdali egzamin i uzyskali nominacje na stopnie kaprali.
                Dla porządku podajemy uczestników kursu:
Grupa Bronisława Wieczorkiewicza „Wilk”:
- Marian Łyczkowski „Sternik”,
-Władysław Bańbura (konspiracyjne nazwisko Jan Knap) „Bańka”,
-Tadeusz Drapiński „Dębicz”,
-Józef Kazimierz Wroniszewski „Konrad”,
-Stanisław Tomczak „Zych”.
Grupa Kazimierza Chojniarza „Walcz”:
-Kazimierz Chmielowski „Klon”,
-Tadeusz Jencz „Allan”,
-Lucjan Kotulski „Ikar”,
-Stanisław Krajewski „Tygrys”,
-Stefan Makuch „Czarny”,
-Bogusław Modzerowski „Kula”,
-Mieczysław Zasada „Eryk”.
                Niewątpliwie podczas trwania kursu doszło do ważnej dla oddziału zmiany. Na przełomie kwietnie i maja Zygmunt Wyrwicz „Cumulus” został odwołany z funkcji dowódcy Oddziału Dywersyjnego. Wbrew wielu zarzutom nie stało się to za sprawą Komendanta Obwodu. Decyzja została podjęta o szczebel organizacyjny wyżej. „Cumulus” został przeniesiony prawdopodobnie do „dywersji lotniczej” w Komendzie Okręgu. Pod fałszywym nazwiskiem Zygmunt Kozłowski został aresztowany na początku 1944 roku, a następnie rozstrzelany. Jego następcą został Kazimierz Chojniarz ‘Walcz” – dotychczasowy zastępca dowódcy Oddziału Dywersyjnego Obwodu. Ustalenie czasu zmiany jest o tyle trudne, że „Cumulus” jeszcze przez pewien czas przebywał w Końskich, a przez podwładnych w dalszym ciągu traktowany był jako przywódca.
                Zapewne jedną z ostatnich  akcji podczas których „Cumulus” był jeszcze dowódcą oddziału był „zamach” na niemieckiego Kreisleitera (partyjny szef powiatu) SS-obersturmfuhreta Petera Schultze, rezydującego w majątku Browary w Końskich. Otoczony przez żandarmów przeprowadzał on rajdy po terenie ściągając kontyngenty oraz nadzorując realizację planów wyjazdów Polaków na przymusowe roboty do Niemiec. Działania te „okraszone” były biciem oraz mordowaniem opornych. Akcję miała przeprowadzić grupa uderzeniowa pod dowództwem Waldemara Szwieca „Robota” – inspektora dywersji obwodu. W jej skład wchodzili: Józef Domagała „Wilk” i Tomasz Zdzienicki  „Tom” obaj z Placówki Niekłań oraz Tadeusz Szpala „Kajtek”, który w koneckie przybył z „Robotem” z Gór Świętokrzyskich. Rolą „Cumulusa” było wystawienie grupy osłonowej uzbrojonej w rkm. Po latach jesteśmy jedynie pewni, że w grupie byli „Cumulus” i Józef Wilk „Czajka” choć niektóre relacje podają, że liczyła ona pięć osób. Rozpoznanie przeprowadził współpracujący z wywiadem AK intendent pałacowy NN „Sobieraj”. Ustalił on, że najbardziej dogodnym czasem na przeprowadzenie akcji  jest piątek kiedy do majątku przychodzi wielu interesantów. Schultze oraz towarzyszący mu czterej żandarmi (uzbrojeni w jeden pm i karabiny) w godzinach od 12 do 14 robili sobie przerwę obiadową. Właśnie ten czas został wybrany do przeprowadzenia akcji.
                Punktualnie w południe 17 kwietnia (inne relacje podają, że było to dzień później) grupa uderzeniowa weszła do budynku. Bez oporu rozbrojono jedzących obiad żandarmów. Ich pilnowaniem zajął się „Kajtek” i „Tom”. Pozostali weszli do pokoju Schultzego. Ten widząc napastników najpierw sięgnął po broń, a gdy „Wilk” przewrócił stół, zaczął uciekać. Kule wystrzelone przez „Robota” były jednak szybsze i tak zamiast „batów” postrach ludności zakończył żywot. Dywersanci zerwali połączenie telefoniczne, a Niemcom kazano czekać z alarmem przez kwadrans. Podczas odwrotu zdobyte karabiny zostały przekazane grupie ubezpieczającej, która oczekiwała w okolicach cmentarza. Grupa uderzeniowa wyruszyła kierunku Niekłania, a „Cumulus” po ukryciu broni wrócił do swoich obowiązków.
                Równolegle z kursem oddział prowadzał likwidacje rozszyfrowanych niemieckich agentów oraz inne, zlecane mu akcje. W kwietniu żołnierze oddziału dostali się nocą na teren zakładów „Neptun” skąd zabrano kilka skórzanych pasów napędowych. Urządzenia zostały unieruchomione, a pasy wykorzystano na produkcję zelówek i ładownic do Stenów. Zniszczono akta kontyngentowe w dwóch urzędach gminnych: „na Bawarii” i w Pomykowie. W Koziej Wsi zlokalizowano dwóch dezerterów z armii niemieckiej zmierzających do domów na Śląsku. Ofiarowano im cywilne ubrania w zamian zabierając mundury. Niedługo później ubrani w te mundury „Ikar” i „Kula” pojechali rowerami do Czarnej i rozbroili tam posterunek policji granatowej, zdobywając kilka karabinów starego typu. Żołnierze oddziału: Henryk Sikora „Gazda” i Michał Okoniewski „Wojnat” specjalizowali się w skokach na pociągi zwalniające na zakręcie pod Wąsoszą. W ten sposób zdobyto wiele kocy i płaszczy. W lipcu oddział rozbił mleczarnię w Końskich.
                Podczas strzelania z broni w czasie kursu, żołnierze oddziału postanowili przystąpić do wybudowania leśnych schronów w których można było przechowywać coraz większą ilość posiadanego sprzętu i broni. Pierwsza leśna baza nazwana „Jedynką” została zlokalizowana w lesie pomiędzy Kolonią Szczerbacką, a Wólką Zychową (rejon gajówki Izabelów).
                Powróćmy jeszcze do dowodzącego teraz oddziałem Kazimierzem Chojniarzem „Walcz”. Formalnie poza objęciem dowództwa nad oddziałem został on także Komendantem Kierownictwa Dywersji (Kedyw) Obwodu Końskie, który formalnie był w strukturze Komendy Obwodu referatem VIII. W dniach 12 i 13 czerwca uczestniczył on w odprawie zorganizowanej przez nowego Komendanta Kedywu Okręgu Kielce Jana Piwnika „Ponurego”. Odprawa odbyła się w Michniowie koło Suchedniowa w obecności Komendanta Okręgu Stanisława Dworzaka „Daniel” oraz Szefa Sztabu Okręgu Jana Stenzla „Jana”. Podczas odprawy przekazano odgórne ustalenia: wszelkie działania dywersyjne i partyzanckie mają być koordynowane przez kierownictwo Kedywu odpowiedniego szczebla, które w celu sprawnej realizacji zadań utworzy osobną strukturę działania oraz łączności i wywiadu.
Nowa struktura uzyskała bardzo dużą samodzielność co zapewne nie było mile widziane przez niektórych komendantów obwodów. Należy jednak pamiętać, że zadaniem komendantów było przygotowanie wszystkich podległych im struktur do powstania powszechnego zadania te można było pogodzić z zadaniami Kedywu przy dobrej woli obu stron, ale własne ambicje brały nieraz górę i powodowały niepotrzebne napięcia.

POWIATOWA DELEGATURA RZĄDU

Zapomnianą kartą w dziejach Polskiego Państwa Podziemnego  w Końskich jest historia Powiatowej Delegatury Rządu. Jest ona tak „zapomniana”, że dziś niewiele możemy o niej powiedzieć.
W czasie II wojny światowej Delegatura Rządu była tajnym organem władzy administracyjnej w okupowanej Polsce. Na jej czele stał Delegat Rządu na Kraj, podporządkowany Rządowi RP na uchodźstwie, a od 1944 wicepremier w tym rządzie. Delegatura kierowała pracą pionu cywilnego Polskiego Państwa Podziemnego. Jej zadaniami było utrzymanie ciągłości instytucji państwowych, zapewnienie normalnego funkcjonowania państwa, przygotowanie do przyjęcia kontroli nad krajem po zakończeniu wojny, rejestracja poczynań okupantów i dokumentacja zbrodni wojennych, ochrona i ratowanie zagrożonych dóbr kultury.
Latem 1942 roku na stanowisko Okręgowego Delegata Rządu w Kielcach został powołany przedstawiciel Stronnictwa Ludowego Stanisław Podrygałło „Stępowski”, „Wiesław”. To na jego wniosek powoływano Powiatowych Delegatów Rządu. Duże znaczenie miała tu przynależność partyjna. Z tego powodu na stanowisko reprezentanta rządu w powiecie koneckim nie został powołany Józef Sadowski „Górnik”, który był socjalistą. Nie wiemy dokładnie kiedy, ale zapewne w pierwszej połowie 1943 roku delegatem w Końskich został Konstanty Grycan „Cis” (członek Stronnictwa Ludowego). Objęcie przez niego funkcji doprowadziło do wygaszenia działalności referatu X Komendy Obwodu (administracja zastępcza), którego działalność została przeniesiona do powiatowej delegatury.
„Cis” pełnił swoją funkcję do 20 sierpnia 1943 roku, kiedy został aresztowany. Jego następcą został doktor Michał Marzyński „Wydmuch” mieszkający w Borowcu koło Końskich, który sprawował funkcję aż do 19 stycznia 1945 roku.
O działalności Powiatowej Delegatury Rządu w Końskich wiemy niewiele. Według dostępnych materiałów prawą ręką delegata, w sprawach policyjnych był Alojzy Musielak „Pioruński”. W strukturze AK był on zastępcą szefa referatu IX Wojskowa Służba Ochrony Powstania. Zależność ta sprawiła zapewne, że jego przełożony z AK Wiktor Targowski „Witold” został wciągnięty do prac delegatury i pod koniec 1944 roku zaczął tworzyć wywiad i kontrwywiad Delegatury.
Na stanowisko Burmistrza Końskich miał zostać powołany Stanisław Wodzinowski. Konecki księgarz, wywodzący się politycznie ze Stronnictwa Narodowego, który został zastrzelony 16 stycznia 1945 roku podczas wkraczania do miasta sowietów w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Inspektorem samorządowym miał zostać Sokalski.
Jednym z zadań Delegatury Rządu był nadzór i pomoc w tajnym nauczaniu. Z powodu rozległości tematu poświęcamy mu osobną część opracowania.

TAJNE NAUCZANIE

Omawiając poszczególne działania Polskiego Państwa Podziemnego nie możemy pominąć kwestii tajnego nauczania. Formalnie leżało w gestii Delegatury Rządu, ale wielu nauczycieli i uczniów było czynnie zaangażowanych w działalność Armii Krajowej.
     Po zajęciu Polski w 1939 roku władze okupacyjne usunęły z programów szkolnych „przedmioty ojczyste” tj. naukę historii Polski, geografii i literatury polskiej. Poza programem nauczania olbrzymim problemem była także dostępność szkół. Od początku października 1939 roku Niemcy zezwolili jedynie na otworzenie w Końskich jednej Szkoły Powszechnej. Sytuacja teoretycznie poprawiła się od 1 lutego 1940 roku gdy istniały dwie szkoły (przed wojną było ich w mieście trzy). Masowe aresztowania przeprowadzone w mieście 20 sierpnia 1943 roku dotknęły także nauczycieli. W efekcie w następnym roku szkolnym ponownie uruchomiono jedynie jedną szkołę powszechną i taki stan rzeczy trwał do końca okupacji.
     Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja w szkolnictwie średnim. W październiku 1939 roku otwarto wprawdzie w Końskich Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące, ale decyzją okupanta zostały one zamknięte w połowie stycznia następnego roku. W tym samym budynku otworzono natomiast Prywatną Szkołę Handlową. Otworzono także Szkołę Zawodową Żeńską Krawiecką. Nauka w tych szkołach była płatna, a poziom nauki mizerny.
    Nadzór nad szkołami sprawował Urząd do Spraw Szkolnych – Schulamt. Instytucja której celem było przygotowanie „taniej siły roboczej”. Częste były przypadki zmuszania uczniów do pracy w gospodarstwach znajdujących się pod niemieckim zarządem czy zbierania i suszenia ziół na potrzeby okupacyjnej gospodarki.
     Polityka oświatowa okupanta nie znalazła zrozumienia w społeczeństwie, a co za tym idzie także w gronie nauczycieli. Już w grudniu 1939 roku na terenie miasta działały dwa tajne komplety dziewcząt, które poza szkołą uczyły się zakazanych przedmiotów. Akcja ta nie była jednak później kontynuowana ze względu na obawę przed dekonspiracją.
  Foto z Sytuacja zmieniła się na przełomie 1939/40 roku gdy w Warszawie Związek Nauczycielstwa Polskiego rozwinął działalność pod kryptonimem TON – Tajna Organizacja Nauczycielska. W czerwcu 1940 roku struktury organizacji powstały w Końskich. Do pierwszej trójki należeli: Franciszek Nowakowski – kierownik Szkoły Powszechnej nr 1 w Końskich, Józef Sadowski – inspektor szkolny i Józef Lambert – były dyrektor Liceum. Podzielono obowiązki i przystąpiono do organizowania przebywających na terenie powiatu nauczycieli. Szeregi nauczycielskie szybko topniały ze względu na aresztowania czy wyjazdy zagrożonych, ale mimo to organizacja skupiała coraz większą liczbę chętnych do pracy konspiracyjnej.
W grudniu 1940 roku został stworzony w Warszawie Departament Oświaty i Kultury, pełniący funkcję tajnego ministerstwa w ramach Delegatury Rządu na Kraj. Z biegiem czasu powołano Powiatowe Komisje Oświaty i Kultury, w Końskich nastąpiło to na początku 1942 roku. Obejmując siatką cały powiat powołano także gminne komisje oświaty i wychowania. Na interesującym nas terenie nastąpiło to w połowie 1942 roku.
Tak zorganizowany aparat zajmował się wsparciem merytorycznym nauczycieli, a także wsparciem materialnym. Początkowo była ona sporadyczna i częściej polegała na rozdysponowaniu przydzielonych artykułów spożywczych. Od 1942 roku były to już jednak systematyczne wypłaty.
Tak przygotowana struktura już od początku roku szkolnego 1940/41 rozpoczęła tajne nauczanie na poziomie szkoły powszechnej oraz średniej. W przypadku Końskich w pierwszym z analizowanych lat tajne nauczanie objęło 33 uczniów szkoły powszechnej, ale już w roku 1943/44 było to 180 uczniów.
Jeszcze lepsze wyniki osiągnięto w tajnym nauczaniu na poziomie średniej szkoły ogólnokształcącej (gimnazjum i liceum). W roku szkolnym 1940/41 na tajnych kompletach uczyło się w Końskich 180 osób. Rokrocznie liczba ta zwiększała się, aż w roku szkolnym 1944/45 osiągnęła liczbę 316 uczniów.
Suche liczby nie oddają jednak ogromu problemów jakie stały przed tajnym nauczaniem. Dla przykładu nauka obejmująca młodzież szkoły średniej początkowo odbywała się w zespołach od 3 do 5 uczniów, potem dochodziła jednak nawet do 13. Tylko w Końskich nauka odbywała się w około 30 punktach. Warunki były w wielu z nich ciężkie jak choćby w domu przy ulicy Krakowskiej 23, który został uszkodzony bombą we wrześniu 1939 roku, ale stojąc w głębi dużej działki był idealnym miejscem do prowadzenia nauki. Młodzież przychodziła tu na naukę w kompletach według ustalonego podziału godzin. Podręczniki przynoszono w teczkach, torbach lub po prostu za paskiem spodni. Częstym sposobem było noszenie podręczników przez uczniów na zmianę aby nie budzić podejrzeń. To zresztą podręczniki i materiały dydaktyczne były najcenniejsze. Kiedy wyczerpały się miejscowe zapasy konspiracyjnie sprowadzano je z Warszawy. Nie wszystkie zajęcia na tajnych kompletach można było prowadzić w oparciu o same podręczniki np. lekcje chemii prowadzone były w laboratorium Szpitala Powiatowego. Należy przyznać, że tajne komplety prowadzono także w ramach legalnej Szkoły Handlowej gdzie uczono zabronionych przedmiotów.
Niewątpliwie poza nauką największym osiągnięciem tajnego nauczania była konspiracja, bowiem podczas tych wszystkich lat nie nastąpiły w mieście aresztowania spowodowane tajnym nauczaniem.

CZARNE CHMURY

Dotychczasowe działania zespołów dywersyjnych nie były okupione dużymi stratami podziemia. Można powiedzieć, że z ręki konspiratorów zginęło więcej niemieckich agentów niż żołnierzy AK. Nastał jednak kres sielanki.
12 lipca 1943 roku dom Chmielowskich przy ulicy Jatkowej (Kanałowej) 13, w którym mieściła się skrzynka kontaktowa Kedywu oraz magazyn broni i sprzętu oddziału został w wyniku niemieckiego rozpracowania otoczony przez Niemców. Na „Plebani”, bo tak nazywali lokal konspiratorzy, przebywało trzech żołnierzy: „Ksiądz”, „Zagłoba” NN ze Smarkowa i „Tygrys”. Dwaj pierwsi utorowali sobie drogę granatem, trzeci długo zwlekał z otwarciem drzwi dając kolegom czas na ucieczkę. Ostatecznie „Tygrys” został aresztowany. Wiadomość o wsypie lotem błyskawicy rozeszła się po mieście i dotarła do innych członków oddziału. Wszyscy ukryli się czekając na dalszy rozwój wypadków. Jeszcze tego samego dnia ustalono, że Niemcy podczas rewizji znaleźli jedynie zaszyfrowane meldunki i raporty, w tym wykaz elewów zakończonego właśnie kursu podoficerskiego oraz schowane w jednej z książek zdjęcie Fittinga, który właśnie był rozpracowywany.
W skrytkach na „Plebanii” znajdowała się większość broni oddziału, amunicja i inne wyposażenie. W Końskich przebywał jeszcze „Cumulus” i to za jego zgodą Tadeusz Chmielowski Tadeusz „Klon” miał przeprowadzić akcję wydostania z magazynu broni. „Cumulus” skontaktował go z dowódcą jednej z drużyn w plutonie 201 (Kołodziejczyk Stanisław „Bandera”). Następnej nocy na zbiórce stawiło się łącznie 10 osób. Niestety wszyscy poza „Klonem”, „Banderą” i „Konradem” byli nieostrzelani. Posiadali jednego Stena i kilka pistoletów. Pomimo to podjęli ryzyko. W ciemnościach nocy przekradli się obok więzienia, a później przez teren dawnego getta dostali się na podwórko „Plebani”. W drwalce kryjącej magazyn widać było ślady rewizji, ale Niemcy nie szukali w ziemi, a tam metalowych pojemnikach ukryte były m.in. Steny, pistolety i amunicja. Najpierw przygotowano broń do użycia. Następnie amunicję przeniesiono w okolice „Skały” i tam ukryto. „Bandera” i „Klon” sami zanieśli broń do składu w którym pracował „Cumulus” nie chcąc dekonspirować swojego byłego dowódcy.
„Cumulus” ustalił, aby zdekonspirowani żołnierze następnego dnia, 14 lipca, spotkali się w lesie za Izabelowem przy drodze do Piekła gdzie znajdowała się „Jedynka”. Jeszcze w godzinach dopołudniowych zjawili się: „Dębicz”, „Eryk”, „Ikar”, „Kula”, „Konrad”, „Zych” i „Klon”. Po południu dotarł ich konspiracyjny dowódca „Walcz”, który objął dowództwo. Ciżołnierze którzy uważali się za zdekonspirowanych w mieście zmienili pseudonimy. Kolejnego dnia do oddziału dotarła z Komendy Obwodu zgoda na utworzenie leśnego oddziału. Być może miały na to wpływ wydarzenia jakie miały miejsce w tym czasie w Rudzie Malenieckiej. Został tam aresztowany Komendant miejscowej grupy Kedywu Stefan Firkowski przy którym Niemcy znaleźli klucz do aktualnie obowiązującego w obwodzie szyfru „DOSKONAŁY – MADAGASKAR” i zachodziła obawa, że zostanie on wykorzystany do rozszyfrowania materiałów znalezionych na „Plebani”.
Poczynając od 16 lipca do oddziału dołączają „Ksiądz” i inni żołnierze Kedywu. Następuje także odpływ ludzi, którzy nie wierzą w utrzymanie się partyzantki. Do Końskich wracają „Dębicz” i „Zych”. Oddział ściąga z Końskich resztę broni i wyposażenia i zajmuje się swoimi sprawami organizacyjnymi. Dołączają do niego dalsi ludzie. Niektórzy zmieniają pseudonimy. Przez cały czas są jednak zatroskani o los aresztowanego „Tygrysa”. Docierają do nich informacje, że ten podczas przesłuchań twierdzi, że do domu przy Jatkowej 13 „Plebania”, przyniósł mleko (faktycznie miał bańkę z mlekiem) i z domownikami nic szczególnego go nie łączy. Żołnierze oddziału leśnego postanawiają siłą uwolnić kolegę.
Działania zostają przyspieszone kolejną tragiczną informacją. 20 lipca zginął w Końskich Stanisław Tomczak „Zych”, ten który odszedł z oddziału. Wydarzenia miały prawdopodobnie następujący przebieg. „Zych” idąc ulicą Małachowskiego zorientował się, że obserwuje go idący za nim gestapowiec Klughardt. Aby zgubić ogon „Zych” wszedł do sklepu Tchórzewski - Łyczkowski. Liczył, że uda mu się niepostrzeżenie wyjść tylnym wyjściem. O możliwości takiej wiedzieli jednak Niemcy, którzy często odwiedzali sklep naprawiając tam różne rzeczy. Gdy „Zych” wyszedł przez sklep na podwórko zastał tam już gestapowca z odbezpieczonym pistoletem w ręce. Na ucieczkę było zbyt późno, ale „Zych” zaryzykował. Zginął na miejscu.
Opisane wydarzenia miały jednak ciąg dalszy. Po śmierci „Zycha” aresztowany został przebywający w sklepie Marian Łyczkowski „Sternik” – podoficer broni Placówki Końskie, ale jednocześnie współpracownik Kedywu. Sytuacja była niebezpieczna bowiem „Sternik” przesłał do swoich konspiracyjnych przełożonych prośbę o truciznę bowiem obawiał się, że nie przetrzyma tortur.
Obawy dowództwa konspiracji zbiegły się zapewne z oczekiwaniami tworzącego się oddziału leśnego. Dowodzący nim „Walcz” powrócił do miasta i zapewne za pozwoleniem przełożonych przystąpił do opracowywania planu zbrojnego uwolnienia aresztowanych. Pomagał mu w tym znajdujący się w mieście „Bandera”.
24 lipca „Walcz” ponownie znalazł się w oddziale i przedstawił plan działania. „Bandera” dostanie się na teren więzienia i otworzy boczne wejście więzienne, znajdujące się wewnątrz otoczonego murem dziedzińca. Zrobi to za pomocą klucza dostarczonego przez jednego ze współpracujących z AK strażników. W tym czasie oddział wystawi ubezpieczenia, a następnie wejdzie do budynku otwartymi drzwiami i obezwładni znajdujących się tam Niemców i strażników więziennych.
Plan miał jeden słaby punkt: aby dostać się na wewnętrzny dziedziniec, trzeba było , po drabinie, wejść na dach przylegającego do niego budynku, przerzucić drabinę i zejść na podwórko wewnętrzne. Wszystko w oświetlonym terenie i na oczach wartowników. Żołnierze oddziału zdawali sobie sprawę z trudności, ale z braku innego pomysłu zdecydowali się akcję przeprowadzić. Niewątpliwie błędem było brak jakiegokolwiek planu rezerwowego, ale w tych warunkach brakowało po prostu czasu na jego opracowanie.
Udział w akcji zaoferował Lucjan Borowiecki „Młot”, dowódca działającej w okolicy grupy współpracującej z Gwardią Ludową. Termin akcji wyznaczono na 25 lipca. Niestety nie stawił się nikt z oddziału „Młota” zgodnie z planem do oddziału dotarł natomiast „Bandera” z kilkoma żołnierzami ze swojej drużyny. Już w mieście mieli dołączyć kolejni.
Po dotarciu do miasta poszczególne grupy przystąpiły do zajmowania stanowisk. Uzbrojony w zrzutowego Thompsona „Walcz” oraz „Waluś” (wcześniej „Apollo”) ze Stenem mieli ubezpieczać od strony więziennej wartowni i dlatego ich stanowisko znajdowało się na dachu przylegającego do więzienia budynku. Grupa pod dowództwem Tadeusza Jencza „Allan” (wcześniej „Ksiądz”) stanowiła ubezpieczenie od znajdującego się około 250 metrów obok budynku żandarmerii. Poza dowódcą w grupie był Feliks Kuśmierczyk „Wąż” z rkm oraz czterej żołnierze. Ubezpieczeniem od strony żandarmerii z ulicy 3 Maja była pięcioosobowa grupa „Znicza” z miejskiej konspiracji uzbrojona także w rkm.
Akcję rozpoczął „Bartek” (wcześniej „Klon”), który wraz z Jerzym Trelą „Jurek”. Z sąsiadującej z więzieniem posesji zabrali drabinę. Podczas przechodzenia przed więzienie natknęli się na niemiecki patrol, ale na szczęście nie żadna za stron nie podjęła walki. Po odejściu patrolu żołnierze przystawili drabinę do frontowej ściany więzienia i przecięli przewody telefoniczne. Następnie przenieśli drabinę od strony ogrodu i umożliwili w ten sposób „Banderze” wejście na dach budynku sąsiadującego z więzieniem. Sami zajęli tam miejsce stanowiąc ubezpieczenie. Sam „Bandera” opuścił drabinę na więzienny dziedziniec i zszedł po niej. Podczas otwierania furtki zauważył go niemiecki strażnik. Padła strzał. Na szczęście był niecelny, ale zaalarmował wszystkie siły okupacyjne w mieście. Odpadł atut zaskoczenia. Plan podstawowy stracił rację bytu. Planu zapasowego nie było i w tej sytuacji jedynym wyjściem, mogącym uchronić oddział przed zagładą, był odwrót.
Serie z pistoletów maszynowych grup „Walcza” i „Bartka” umożliwiły „Banderze” wycofanie się z dziedzińca na dach i dalej poza teren przyległy do więzienia. W tym samym czasie pozostałe dwie grupy ubezpieczenia także prowadziły już walkę ze zbliżającymi się Niemcami. Oddział otaczany z trzech stron, ostrzeliwując się, wycofał się z miejsca akcji. Zaowocowało nabyte w konspiracji wyszkolenie wojskowe. Niebagatelne znaczenie miał też fakt, że Niemcy niezbyt ochoczo prowadzili atak na nierozpoznanego przeciwnika. Wszystkie grupy oddziału wycofały bez jakichkolwiek strat. W więzieniu pozostał jednak „Tygrys” i „Sternik”.
Po fiasku akcji w tworzącym się oddziale zaszły kolejne zmiany. Dowodzący dotychczas „Walcz” postanowił powrócić do Końskich. Była to odpowiedzialna decyzja. Chojniarz nie był w mieście zdekonspirowany. Był dowódcą Kedywu w całym obwodzie i ciążyły na nim rozległe obowiązki. Za posunięciem takim przemawiał także fakt, że w samych Końskich z oddziału Kedywu pozostał jedynie „Bandera”, „Dębicz” oraz kilku nieostrzelanych jeszcze żołnierzy. Dowództwo nad leśną grupą objął „Ksiądz”-„Allan”, choć tak naprawdę Komendant Obwodu podporządkował ją Józefowi Madejowi „Jerzy”. Na decyzji zaważyła obawa Komendanta Obwodu, że młody kapral „Allan”nie podoła trudom dowodzenia. Zycie pokazało jednak, że w partyzantce często nie stopień decyduje o wartości człowieka. Chorąży „Jerzy” tylko raz wziął udział w zbiórce oddziału i na tym poprzestał. Losy oddziału zostały opisane w innym miejscu, choć o niektórych akcjach jeszcze Państwo przeczytacie bowiem miały one miejsce w Końskich.
Opisane wydarzenia nie przysłoniły konspiracji koneckiej nierozwiązanego problemu: dlaczego Niemcy dokonali najścia na „Plebanię”? Odpowiedź na to pytanie przyniosło tym razem życie. Niebawem po zajściach na ulicy Jatkowej do konspiracji dotarła wiadomość, że w jednej z knajp „chwalił” się denuncjacją lokalu niejaki Wesołowski. Zamieszkał on w połowie maja w drugiej połowie domu. Sąsiad-pijaczyna zaobserwował, że konspiratorzy przenoszą do lokalu broń. Zwietrzył możliwość łatwego zarobku i poinformował o tym fakcie Niemców, za co zapewne został wynagrodzony. Sprawę rozpatrzył Wojskowy Sąd Specjalny, a po orzeczeniu winy na niebezpiecznego pijaczka został wydany wyrok śmierci. Wykonał go „Dębicz”, ale niebawem okazało się, że strzały nie były śmiertelne. Niemcy ulokowali Wesołowskiego w koneckim szpitalu. Dostał się tam „Dębicz” i już ostatecznie wykonał wyrok sądu – stało się to 17 sierpnia.

WALKA PRZYBIERA NA SILE

Latem 1943 roku działalność struktur konspiracyjnych prowadzona była systematycznie w dwóch kierunkach. Struktury terenowe przygotowywały się do powstania powszechnego, natomiast oddziały Kedywu prowadziły walkę bieżącą.
Od czerwca placówki Obwodu były wizytowane przez adiutanta Komendanta Obwodu Bogumiła Kacperskiego „Frycz”. Sam Komendant „Mateusz” wizytował Placówkę nr 1 Końskie. Działania te były związane z realizacją odgórnych wytycznych Okręgu związanych z kontrolą przygotowania do najważniejszego w założeniu zadania podziemnej armii czyli powstania zbrojnego. Kontrola dotyczyła przygotowań do powstania, ale obejmowała także stan łączności konspiracyjnej oraz uzbrojenia.
Niezależnie od tego działały patrole Kedywu i oddział partyzancki „Allana”, które wykonywały zadania nakładane przez konspiracyjne dowództwo. Niektóre z nich miały miejsce w samych Końskich.
Około 5 sierpnia oddział otrzymał rozkaz unieruchomienia dużej mleczarni w samych Końskich, która pracowała na potrzeby Niemców. Budynki zlokalizowane tuż przy torach, po drugiej stronie stacji kolejowej, znajdowały się nie dalej jak 150 metrów od budynku Kripo. Wystawiono ubezpieczenie. Pod osłoną nocy do mleczarni wszedł oddział oraz wjechało kilka furmanek. Załadowano na nie zbiorniki, duże bańki na mleko oraz kilkaset paczek masła. Wydzielona grupa zniszczyła młotami urządzenia mechaniczne mleczarni. Oddział po akcji wycofał się bez walki, a zabrane zbiorniki posłużyły do wykonania kolejnego schronu. Określony mianem „Dwójka” został zlokalizowany w lasach na południe od wsi Czysta.
W nocy z 15 na 16 1943 na terenie Obwodu Końskie przeprowadzono akcję, która była częścią działań w całym kraju. Jej celem było niszczenie urządzeń omłotowych w majątkach pod niemieckim zarządem, aby uniemożliwić okupantowi zagarnianie zboża i magazynowanie go dla własnych potrzeb. W Końskich akcja miała zostać przeprowadzona w gospodarstwie wzorcowym „Pod setką” (pomiędzy Końskimi, a Modliszewicami) oraz w wielkim folwarku „na Browarach”, na południowych krańcach miasta, który był administrowany przez Wehrmacht.
Akcje miał przeprowadzić podzielony na dwie grupy oddział „Allana” wzmocniony żołnierzami z plutonów miejskich 201 i 202. Nie udało się wypchnąć ciężkich maszyn na otwartą przestrzeń. Podpalono je więc w miejscach w których stały. „Na Browarach” spłonęła olbrzymia, wypełniona zbiorami stodoła, a „Pod setką” magazyn zbożowy. Taki rozwój wydarzeń nie był zgodny z planem, który nie przewidywał niszczenia samych zbiorów. Podczas akcji „Pod Setką” ubezpieczenie ogniem rkm powstrzymało oddział niemiecki, który usiłował interweniować.
Akcja rozwścieczyła Niemców. W odwecie aresztowani zostali pracownicy „Setki”: Czerwiński, Kucharski i Gula. Miasto zostało ukarane kontrybucją w wysokości 50 tysięcy złotych, na własny koszt miało odbudować magazyn „Pod Setką” a ludność Końskich została pozbawiona ośmiodniowego przydziału chleba.
Równolegle z ostatnimi akcjami kierujący obwodowym Kedywem „Walcz” nawiązał kontakt z oddziałem Waldemara Szwieca „Robot”, który dotarł 10 sierpnia do lasów niekłańskich. Oddział ten formalnie występował wtedy jako Zgrupowanie II i podlegał Komendantowi Kedyw w Okręgu „Ponuremu”. Nawiązane kontakty zaowocowały przygotowaniami do kolejnej akcji, która miała na długi czas rozwiązać problemy zaopatrzenia w amunicję. Zgodnie z pomysłem połączone siły dywersyjno – partyzanckie miały opanować pociąg z amunicją na linii kolejowej Skarżysko – Końskie.
Kierujący wywiadem w Placówce Końskie Jan Wroniszewski „Znicz” przy pomocy Stanisława Bednarskiego „Drzazga”, z wywiadu kolejowego placówki, miał ustalić kiedy będzie przejeżdżał skład z amunicją. W akcji poza Zgrupowaniem „Robota” miał wziąć udział oddział „Allana”, żołnierze z Kedywu oraz plutonów miejskich z Końskich. Placówka Niekłań przygotowała schron do ukrycia zdobyczy oraz miała zagwarantować furmanki do jej przewiezienia.
Uzyskawszy informacje o planowanym transporcie termin akcji wyznaczono na noc z 19 na 20 sierpnia. Jej miejsce wybrano już wcześniej: osiem kilometrów na wschód od Końskich, pod Wąsoszą, gdzie tor biegnący w lesie pnie się pod górę i z tego powodu pociągi zwalniają. Około godziny 21 wszystkie grupy spotykają się niedaleko od miejsca planowanej akcji – na północny wschód od leśniczówki Kamienny Krzyż. „Robot” przyprowadził 40 partyzantów. „Allan” – 22 ludzi. Z konspiracji koneckiej na zbiórce zjawiło się prawdopodobnie 11 ludzi. Udało się ustalić następujących uczestników akcji: Kazimierz Chojniarz „Wacek”, Marian Łyżwa „Żbik”, Władysław Panek „Wojnicz”, Stefan Makuch „Czarny”, Władysław Bańbura „Bańka”, Tadeusz Drapiński „Dębicz”, Stanisław Kołodziejczyk „Bandera”, Kostek Chabiera „Świt”, Zygmunt Kosma „Wicek”, Mieczysław Kosmulski „Wisła”, Jan Wroniszewski „Znicz”.
Jeszcze przed rozpoczęciem akcji otrzymano informację, że awizowany transport nie nadjedzie. Pomimo to dowódcy grup podjęli decyzję o zaatakowaniu następnego składu. Podczas tej samej narady podjęto także decyzję aby w przyszłości oddział „Allana” dołączyć do II Zgrupowania.
Około północy ogłoszono pogotowie bojowe. Żołnierze zajęli stanowiska ogniowe wzdłuż toru kolejowego. „Wacek” i „Znicz” opanowali budkę dróżnika i opuścili semafor zmuszając pociąg do zatrzymania. Skład został ostrzelany co skłoniło jego konwojentów do ucieczki, pozostawili jeden karabin i pistolet automatyczny Mauser z przedłużaną lufą i drewnianą kolbą-futerałem. Poszczególne grupy przystąpiły do wykonywania zadań. Sekcja „Staszka” zajęła się lokomotywą. Zespół pod dowództwem „Mocnego” zaczął sprawdzać zawartość wagonów. Znaleziono w nich zboże, a także papierosy, sprzęt telefoniczny, baterie, akumulatory oraz ubrania, buty i inne materiały tekstylne. Cenniejsze materiały załadowano na podwody i przewieziono do przygotowanego wcześniej, w okolicach Kamieniarskiej Góry, schronu. Przed odejściem pociąg podpalono.
Po ukryciu zdobyczy poszczególne grupy rozeszły się. Żołnierzy z Końskich czekała daleka droga do miasta. Nie dotarli do niego, ale o tym w następnej części.

 

TRAGICZNY DZIEŃ

Dywersantom po ostatniej akcji nie dane było dotrzeć do Końskich. Nad ranem 20 sierpnia 1943 roku miasto zostało otoczone kordonem niemieckich jednostek. Dla wielu jego mieszkańców nastał „czarny piątek”.
Po przeprowadzeniu niedawnej akcji palenia urządzeń omłotowych niemiecki starosta Driesen wydał specjalne oświadczenie w którym można było przeczytać: „Władze wiedzą, iż sprawcami tych podpaleń są pewne element z Końskich i dłużej nie będą tolerować tego stanu rzeczy”. Nikt zapewne nie zwrócił uwagi na to zdanie, a intencje okupanta zostały ujawnione nad ranem 20 sierpnia. Niemcy obstawili miasto wojskiem i oddziałami SS w liczbie około 2 tysięcy ludzi.
Jej rozmach potwierdza, że przygotowania do niej musiały zacząć się już dawno i nie była to akcja represyjna za spalenie pociągu pod Wąsoszą. Patrole z przygotowanymi listami odwiedzały konkretne mieszkania aresztując umieszczone na niej osoby. Zdarzały się przypadki kilkakrotnych wizyt w domach. Zdarzały się także przypadki, że za nieobecnych brano zastępców.
Uderzenia były nad podziw celne. Aresztowano poprzedniego Komendanta Obwodu „Mściwego”. Z aktualnego składu Sztabu Komendy Obwodu zabrano: szefa referatu II Emila Kawę „Kawecki”, szefa referatu IV Eugeniusza Stogę „Gospodarz”, szefa referatu V i jednocześnie adiutanta Komendanta Obwodu Bogumiła Kacperskiego „Frycz”, szefa referatu VI Bolesława Czajkowskiego „Zośka”. Z aparatu Komendy Obwodu działania dotknęły: Jadwigę Białecką „Jaga” – Kierownik Kancelarii Obwodu oraz Eugenię Pizło „Sosna” łączniczka Obwodu. Aresztowano także Komendanta Podobwodu „Bug” Józefa Sapettę „Oroński” oraz Powiatowego Delegata Rządu Konstantego Grycana „Cis”.
Działania dotknęły także samą Placówkę Końskie. Aresztowano: Komendanta Placówki Stanisława Strzemiecznego „Góra”, dowódców plutonów miejskich Stanisława Szczepanika „Młot”, Ludwika Nowińskiego „Sęp” i Andrzeja Malanowicza „Wicher”.
To wierzchołek góry bowiem aresztowano także wiele innych osób z konspiracji. Często były to całe, zaangażowane w działalność, rodziny. Pierwsze meldunki o liczbie aresztowanych były mocno przesadzone. Ostatecznie okazało się, że aresztowano 275 osób. Wielu jednak udało się uniknąć tragicznego losu. Dotyczy to grupy biorącej udział w akcji „Robota”, której nie było wtedy w mięście. W ciągu najbliższych dni dołączyli oni do Zgrupowania cichociemnego. Nieobecnie byli także pojedynczy żołnierze konspiracji przebywający w terenie. Po latach wiemy, że lista osób przeznaczonych do aresztowania obejmowała 335 nazwisk. Tak więc z ostatecznego wyniku akcji Niemcy nie byli zadowoleni. Uważali, że do ostrzeżenia konspiratorów przyczyniło się przytaczane na początku oświadczenie starosty Driesena. Także akcja „Robota” pod Wąsoszą została przez okupantów określona jako próba przeszkodzenia w „pacyfikacji” Końskich.
Spośród aresztowanych kilkanaście osób zostało z różnych powodów zwolnionych np. Kierownik referatu IX – Służba Ochrony Powstania – Witold Targowski (zwolniony po trzech dniach). 247 osób wywieziono z miasta. Większość trafiła do obozu pracy w Bliżynie, a stamtąd do obozów koncentracyjnych. Część przewieziono do Gestapo w Radomiu, gdzie zamierzano z nich siłą wydobyć zeznania.
Po „czarnym piątku” wszyscy zadawali sobie pytanie: według jakiego klucza Niemcy dokonywali aresztowań? Zapewne duże znaczenie miała lista konspiratorów pozostawiona jeszcze w 1942 roku przez Maksymiliana Szymańskiego „Relampago”. Miała ona zawierać 150 nazwisk. Lista aresztowanych jest jednak dłuższa i do tego znajdują się na niej nazwiska osób, których Szymański nie znał. Prawda o aresztowaniach jest bardziej smutna niż nam się wydaje. „Lista Relampago” została uzupełniona o nazwiska osób rozpracowanych przez innych niemieckich agentów działających w Końskich.
Pomimo wszystko skala aresztowań sprawiła, że konspiracja konecka została przetrzebiona. Poza aresztowanymi wiele osób opuściło miejsce zamieszkania. Jedni przenieśli się na inny teren, a inni zasilili Zgrupowanie „Robota”. Zapewne w mieście panowało też oczekiwanie na efekt przesłuchań w Gestapo. Obawiając się kolejnej fali aresztowań zmieniano pseudonimy i kwatery. Z biegiem czasu konspiracyjne życie zaczęło wracać do „normy”. Chyba ostatnim efektem aresztowań była odprawa, która niedługo po „czarnym piątku”, miała miejsce w Proćwinie. Z Komendantem Obwodu Janem Świeczką „Mateusz” spotkał się szef sztabu Okręgu ppłk Jan Stencel „Jan”. W odprawie wzięli także udział ze strony miejscowej konspiracji Eugeniusz Prokopczuk „Sen” i Bronisław Ejgird „Molenda”. Uznano, że jednym z powodów aresztowań była skala działań konspiracji w mieście oraz jego nieugięta postawa. Zalecono wzmożoną akcję ze szpiegostwem oraz decentralizację agend Komendy Obwodu, które jeżeli to możliwe miały odtąd pracować w terenie odciążając miasto.

PIERWSZE OPANOWANIE MIASTA

Nic tak nie podnosi morale jak udana akcja. Rozumiał to „Robot”, który postanowił przeprowadzić szereg uderzeń, aby udowodnić, że ruch oporu nie został złamany. Najważniejszą z akcji miało być opanowanie Końskich.
Po „czarnym piątku” w Końskich „Robot” początkowo planował zbrojne uwolnienie aresztowanych z obozu w Bliżynie. Po akcji na pociąg pod Wąsoszą podległe mu grupy były chwilowo w innych rejonach działania. Zanim je zebrano aresztowani zostali wywiezieni. To zapewne wtedy podjęto ostateczne decyzje o najbliższych akcjach. „Wacek” udał się do Końskich celem rozeznania się w sytuacji. W teren ruszyli łącznicy.
30 sierpnia „Robot” wyprowadził swój oddział spod Wielkiej Wsi. Miał 64 żołnierzy. Pierwszą akcją miała być zasadzka na oddział koneckiej żandarmerii w pobliżu Młynka Nieświńskiego, przy szosie biegnącej przez mały zagajnik, gdzie rozlokowali się partyzanci. Na drugą stronę szosy przerzucono jedynie rkm „Znicza”. Niemców do wyjazdu z Końskich sprowokowała, skoordynowana akcja grupy Franciszka Salaty „Huragan”, która dokonała napadu na majątek w Fidorze, gdzie znajdowała się Fabryka Farb Chemicznych i Mineralnych „Fidor” i zabrała podręczną kasę. Konecka żandarmeria przyjechała na miejsce, a w drodze powrotnej, zgodnie z planem „Robota” przejeżdżała przez partyzancką zasadzkę. Oddział nie otworzył jednak do niej ognia bowiem niemiecka ekspedycja była zbyt duża. Niemcy przejechali przed lufami partyzanckiej broni.
Wieczorem, tego samego dnia przystąpiono do realizacji kolejnego zadania. Oddział został podzielony na grupy, którym przydzielono konkretne zadania. Ubezpieczeniem akcji miała zająć się grupa „Huragana” ze Smarkowa, która miała zabezpieczyć drogę od Skarżyska do Końskich. Oddział „Robota” miał opanować Końskie. W samym mieście oraz w Baryczy znajdowało się wtedy około 1800 niemieckich żołnierzy i funkcjonariuszy.
Przed godziną 24 poszczególne grupy znalazły się na swoich pozycjach wyjściowych, podchodząc do miasta od strony Koczwary. Jako pierwsze do działania przystąpiło ubezpieczenie, które jeszcze przed północą , w rejonie Koziej Wsi, wykonało na drodze ze Skarżyska zaporę drogową. W samym mieście jako pierwsza do akcji wkroczyła grupa „Robota”, która przy pomocy pracownika ZEORK, Prasał, wyłączyła w stacji transformatorowej elektryczność. Nastąpiło to tuż przed północą i było sygnałem do rozpoczęcia akcji.
Sekcja pod dowództwem Stanisława Kołodziejczyka „Bandera” miała ogniem ckm ryglować położone na północnych obrzeżach miasta koszary niemieckie. Ogień ciężkiego karabinu maszynowego prowadzony na koszary od początku zniechęcił znajdujących się tam żołnierzy do jakiejkolwiek akcji. Podjęli oni jedynie wymianę ognia. Kiedy jednak zaciął się ckm, było to już w drugiej godzinie akcji, okupanci zaczęli poczynać sobie coraz śmielej. Ogień z partyzanckiej broni ręcznej nie mógł ich powstrzymać. Stąd zaczęli się oni w sposób zorganizowany wycofywać.
Grupa pod dowództwem Mariana Janikowskiego „Kmicic” obeszła miasto od południa. Przez teren getta przedostała się do hali targowej przy ulicy 3 Maja 25. Grupa ta wystawiła ubezpieczenie: dwie sekcje rkm pod dowództwem „Znicza” i Herwina Smalca „Herwin”. Ogniem swojej broni skutecznie blokowały one budynki żandarmerii. W tym czasie pozostali żołnierze ładowali na zarekwirowaną furmankę przydatne materiały znajdujące się w halach. W drugiej godzinie akcji zacięły się oba karabiny maszynowe ubezpieczenia. Także tu słabszy ogień skłonił Niemców do bardziej śmiałego posuwania się w kierunku partyzantów. Szczęśliwie był to już koniec akcji i ubezpieczenie zaczęło wycofywać się w wyznaczonym kierunku.
Grupa pod dowództwem „Robota” dotarła w rejon ulicy Jatkowej gdzie wystawiono ubezpieczenia od strony więzienia i żandarmerii. Pozostali żołnierze dostają się do magazynów Społem. Wysłani w miasto żołnierze sprowadzili samochód ciężarowy, na który załadowano odzież, tekstylia i inne artykuły. Z chwilą zacięcia rkm z grupy „Kmicica” także w okolice ulicy Jatkowej dociera niemiecki patrol. Dalszy jego marsz zostaje jednak powstrzymany ogniem broni ręcznej.
W mieście działał także patrol likwidacyjny pod dowództwem Stanisława Janiszewskiego „Dewajtis” w składzie Tadeusz Chmielowski „Bartek” i NN „Leon”. Ten ostatni pochodził ze Śląska. Biegle znał niemiecki więc patrol podawał się za niemiecką policję co ułatwiło mu wykonanie zadania. Patrol w ciągu dwóch godzin zlikwidował pięciu agentów na których były wydane wyroki przez Wojskowy Sąd Specjalny. Przed wykonaniem każdej egzekucji, żołnierze odczytywali skazanym werdykt sądu.
W końcowych minutach akcji widać było coraz śmielsze poczynania Niemców co związane było z zacięciami broni maszynowej. Na szczęście na wieży kościoła wybiła godzina druga co było dla wszystkich grup sygnałem do odwrotu. Większość grup wycofała się ulicą Tarnowskich i zebrała na przejeździe kolejowym. Stamtąd przez Pomyków i Piłę dotarli do Smolarni, gdzie czekało ubezpieczenie pod dowództwem „Huragana”. Biwak urządzono na Kamieniarskiej Górze.
Efekt propagandowy akcji był olbrzymi. W czwartą rocznicę wybuchu wojny oddział Armii Krajowej zajął miasto powiatowe. Ogniem broni ciężkiej zablokowano niemieckie oddziały. Po stronie okupanta zginęło prawdopodobnie 7 żołnierzy. Strona atakująca nie straciła ani jednego człowieka. Nie było także rannych, a zdobycz materialna pozwoliła na wyekwipowanie oddziału.

ODBUDOWA KOMENDY OBWODU

Aresztowania przeprowadzone w Końskich 20 sierpnia 1943 roku rozbiły Komendę Obwodu oraz kierownictwo Placówki Końskie. Niemieckie działania nie złamały jednak ducha pozostających na wolności konspiratorów. Mozolnie zaczęto odbudowę struktur. Dla pełności obrazu przedstawimy najpierw zmiany w Komedzie Obwodu.
Komendant Obwodu Jana Świeczka „Mateusz”, „Boromeusz”, „Łukasz zgodnie z ustaleniami na odprawie w Proćwinie wyniósł się z Końskich. Zamieszkał w Wielkiej Wsi, a kancelarie prowadziła w tym czasie Franciszka Smutek „Wilga”. Poza miastem przebywał także Zastępca Komendanta Obwodu Antoni Piwowarczyk „Wąsowicz”. Zmienił on pseudonim na „Piotr”
Szefem referatu I Komendy Obwodu był w dalszym ciągu Bolesław Pychyński „Batory”, który pozostał w mieście. Łączność referatu prowadził Henryk Pychyński „Tur”, a kancelarię Elżbieta Pychyńska „Wiktoria”.
Jeszcze pod koniec sierpnia Komendant Obwodu przeprowadził rozmowę z Wilhelem Zamorą „Owczarek”, „Koniuszy”, któremu powierzył kierowanie referatem II – wywiad, Komendy Obwodu Końskie. Zamora był związany z konspirację jeszcze od czasów Komendanta Stoińskiego, ale dotychczas bardziej zajmował się sprawami tajnego nauczania. Na nowym stanowisku objął nie tylko nadzór nad wywiadem, ale także kontrwywiadem (po aresztowanym Mieczysławie Szczygle „Klon”). Komórka legalizacji (prowadzona wcześniej przez „Klona”) została wyłączona z gestii referatu II i podporządkowana szefowi referatu III.
Po objęciu funkcji usystematyzował pracę wywiadu na swoim terenie. W samym mieście dla sieci wywiadu pracowali: Jan Świętochowski „Smutny” wtyczka w Kripo, Magistrat – Deszczyński Stanisław, Kolej – Jaromir Świętochowski (syn Jana), Miasto – Siwińska Zofia „Bystra”, Nadarkiewicz Henryk „Korab”, Zagnański, Więzienie – Stangierski Edward (klucznik).
Łączność referatu prowadził Marek Zieliński „Żmija”. Także on dokonywał zestawień ruchu niemieckich wojsk, których obserwację prowadziła młodzież z tajnych kompletów.
Mniej znanymi efektami pracy żołnierzy „cichego frontu” jest rozpracowanie Fittinga i Mitmanna, w wyniku czego pierwszego z nich udało się zlikwidować. O tych wydarzeniach jeszcze opowiemy.
Szefem referatu III był w dalszym ciągu– podporucznik Eugeniusz Prokopczuk „Sen”. Pracował w młynie w Baryczy, a łączność referatu była prowadzona przez Tadeusza Drapińskiego „Dębicz”.
Szefem referatu IV – kwatermistrzostwo został, po aresztowanym „Gospodarzu”, Artur Szpindler vel Zbigniew Zdrodowski „Szczęsny”. Podlegał mu płatnik Czesław Leja „Lew” oraz zajmujący się produkcją stenów w Kornicy Eugeniusz Czernichowski „Konar”.
Referat V został zdecentralizowany równolegle z przeniesieniem w teren agend Komendy Obwodu. Formalnie jego szefem został Henryk Pychyński „Tur”.
Referat VI- Biuro Informacji i Propagandy. 20 sierpnia aresztowano szefa referatu oraz niektórych jego współpracowników. Tak naprawdę był to kres działalności referatu w ramach Komendy Obwodu.
Referat VII – Wojskowa Służba Kobiet – szefem referatu w dalszym ciągu jest Henryka Sasal – Sadowska „Bronisława”.
Funkcję lekarza Obwodu pełniła dr Zofia Górka „Gabriela”.
Referat VIII – KEDYW. Już w sierpniu Komendantem Kedywu w Obwodzie został Józef Madej „Jerzy”, który został bezpośrednio podporządkowany „Wąsowiczowi”. Po wydarzeniach z lata 1943, kiedy to z Końskich musieli się wynieść dotychczasowi żołnierze walki bieżącej, w mieście nie istniała tak naprawdę grupa która mogła prowadzić walkę. Aby zapełnić tą lukę nowy dowódca Kedywu polecił zorganizować nowy oddział.
Referat IX. Wcześniejsza nazwa Służba Ochrony Powstania została zastąpiona przez nową: Wojskowa Służba Ochrony Powstania. Szefem referatu był w dalszym ciągu były komisarz policji „granatowej” Wiktor Targowski „Witold”, „Wiktor”. Jego zastępcą był Alojzy Musielak „Pioruński”.
Referat X – Administracja Zastępcza. Po aresztowaniach które objęły Końskie 20 sierpnia 1943 roku przestał istnieć. Jego kompetencje przejął Powiatowy Delegat Rządu.
Wspominamy o Powiatowym Delegacie Rządu. Po aresztowaniu 20 sierpnia Konstantego Grycana „Cis”, funkcję tą objął dr Michał Marzyński „Wydmuch”, który miał swoje miejsce postoju w Borowcu koło Gowarczowa.
Tak więc w drugiej połowie 1943 roku ulokowanych było w Końskich mniej konspiracyjnych agend Komendy Obwodu niż dotychczas. Pozwoliło to zapewne na lepszą konspirację działań.

NOWE DOWÓDZTWO PLACÓWKI KOŃSKIE

Masowe aresztowania jakie miały miejsce w Końskich 20 sierpnia 1943 roku sprawiły, że w rękach Niemców znalazły się wszystkie kluczowe dla miejskiej konspiracji osoby. Ich następcy próbowali odbudować struktury, ale nigdy nie osiągnęły one wcześniejszej sprawności.
Jak pamiętamy podczas „czarnego piątku” aresztowane zostało kierownictwo Placówki nr 1 Końskie. Komendant Obwodu już w końcu sierpnia Komendantem Placówki mianował starszego sierżanta Adolfa Wiśniewskiego „Grom” wywodzącego się z Konfederacji Obrońców Polski, która od lutego 1940 roku miała stanowić zaplecze Wydzielonego Oddziału Wojska Polskiego majora „Hubala”, która po lipcu 1940 roku została przyłączona do Związku Walki Zbrojnej. Na stanowisku tym był do sierpnia 1944 roku, kiedy to został przeniesiony na stanowisko Komendanta Podobwodu Końskie. Od tego czasu funkcję Komendanta Placówki Końskie pełnił ppor. Bolesław Pychyński „Batory”, który był jednocześnie szefem referatu I w Komendzie Obwodu.
Przez cały czas jego adiutantem był Roman Turno „Pestka”, który także po roku przeszedł na wyższy szczebel struktur organizacji.
W dyspozycji Komendanta Placówki pozostawała także specjalna grupa w składzie: Edward Górecki „Boruta”, Marian Dąbrowski „Żbik” Mieczysław Przybylski „Wąż” Jan Matuszewski „Orzeł”. Po zakończeniu Akcji „Burza” do grupy doszli jeszcze: Jerzy Pizło „Czarny” i Jerzy Cegłowski „Popiołek”. Skład grupy jest różny w zależności od materiałów źródłowych. Zespół ten zlikwidował kilku agentów wroga, o czym będzie jeszcze mowa.
Zmiany dotknęły także plutonów placówki miejskiej bowiem jej dowódcy także zostali aresztowani.
Pluton nr 201: dowódcą został plutonowy Władysław Panek „Wojnicz”, dotychczasowy żołnierz plutonu 202 związany także z referatem II wywiad. Funkcję piastował do sierpnia 1944 roku kiedy przeszedł do I batalionu 3 pp leg. AK. Od sierpnia 1944 roku do 19 stycznia 1945 roku na czele plutonu stał Michał Majewski.
Pluton 202: dowódcą został ogniomistrz Marian Łyżwa „Żbik”. W październiku 1943 roku przeszedł do Zgrupowania II, którym po śmierci „Robota” dowodził „Dalski”. Kolejnym dowódcą plutonu został Roman Turno „Pestka”, który stał na jego czele do 19 stycznia 1945 roku.
Pluton 203: po aresztowaniu dowodzącego nim „Młota” na jego czele stanął Edmund Borowiecki „Młot II”, „Odmęt”. Stopniowo rozluźniał on kontakty z Komendą Placówki, aż ostatecznie przeszedł do Armii Ludowej.
Pluton z Kornicy wywodzący się z Batalionów Chłopskich: na jego czele nadal stał Władysław Piwowarczyk „Zbigniew”.
W Końskich działał także Pluton wywodzący się z Narodowej Organizacji Wojskowej. Od lata 1943 roku był on bezpośrednio podporządkowany Komendantowi Obwodu. Jego dowódcą był do jesieni 1943 r. Mirosław Wesołowski „Zbigniew”. Po odejściu z terenu dowódcą został Henryk Pychyński „Tur” piastujący jednocześnie funkcję szefa referatu V Komendy Obwodu.
Okazuje się, że dowództwu miejskiej konspiracji udało się zapełnić luki po aresztowanych. Jednak tak naprawdę niektóre osoby, niezgodnie z zasadami konspiracji, piastowały po kilka funkcji. Świadczy to o braku odpowiedniej kadry, która mogła dowodzić strukturami Armii Krajowej.
Swoje działania na Końskie próbował także rozciągnąć dowodzący obwodowym Kedywem Józef Madej „Jerzy” mieszkający w Ruski Brodzie. Na czele koneckiego zespołu powołał Eugeniusza Zapałę „Soplica”. W jej skład wchodzili: Andrykowski Jerzy „Tatar”, Zarębski Leszek „Dymek”, Choroszyński Jerzy, Szlichta Marian. Jak pamiętamy druga grupa dyspozycyjna znajdowała się w bezpośredniej gestii Komendanta Placówki. Duża część żołnierzy obu grup wywodziła się z Plutonu NOW.

ROZGARDIASZ

Zdecentralizowanie agend Komendy Obwodu miało wzmocnić ich zakonspirowanie. Powołanie na stanowiska nowych ludzi w miejsce aresztowanych miało zapewnić działalność struktur. Nie zawsze jednak nowi dowódcy byli w stanie bezkonfliktowo pełnić swoje obowiązki.
Celem nadrzędnym Komendanta Obwodu było przygotowanie podległych mu struktur do powstania powszechnego i należy przyznać, że z tego zadania wywiązał się dobrze. Jesienią 1943 roku zaktualizowano plany działań na wypadek powstania, z dowódcami plutonów prowadzono ćwiczenia aplikacyjne. Same plutony były w trybie alarmowym wyprowadzane w teren. Wprowadzono ścisłą ewidencję broni i ludzi. Działania te w następnym roku miały zaowocować doskonałym przygotowaniem struktur do akcji Burza.
Komendant Obwodu w podległym sobie terenie chciał dowodzić wszystkimi strukturami konspiracji. Niezrozumiała jest jego „niechęć” do niezależności Kedywu nakazanej zresztą odgórnie. Dotyczy to szczególnie sytuacji z lata i wczesnej jesieni 1943 roku. Sporadyczne są kontakty „Robota” z Komendą Obwodu. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej jesienią. Na czele obwodowego Kedywu jest formalnie „Jerzy”, ale podlega on formalnie „Wąsowiczowi” i wykonuje polecania Komendy Obwodu. W takich okolicznościach 7 listopada 1943 roku dociera w okolice Końskich zdemobilizowany Pluton III ze Zgrupowania II. Partyzanci formalnie nie podlegają miejscowemu dowództwu, ale mają tu jedynie na kwaterach przerwać zimę. Na czele plutonu stoi Tadeusz Jencz „Allan”, a jego żołnierze to doświadczeni dywersanci z Kedywu, którzy teraz mają już za sobą piękną kartę partyzancką. Część żołnierzy już odeszła na własne kwatery. Pozostali zamierzali dotrzeć w okolice Młynka. Nie zachowali jednak należytej ostrożności i nie ominęli Rogowa. W centrum osady natknęli się na partol niemieckiej żandarmerii. W krótkiej wymianie ognia śmiertelnie postrzelony został „Allan”, a Roman Świtakowski „Tryb” został postrzelony w obie dłonie. Pozostałym żołnierzom udało się wycofać unosząc rannego. Na placu walki pozostał trup „Allana”, a co gorsze dla resztek oddziału pozostała przy nim raportówka z funduszami na wyżywienie oddziału.
Kilku pozostałych żołnierzy zakwaterowało w okolicach Starej Kuźnicy, Drutarni i w gajówce Izabelów. Nie jest prawdą, że zostali pozostawieni sami sobie. Tutaj doszło do ich spotkania z zastępcą Komendanta Obwodu „Wąsowiczem” i szefem referatu III Eugeniuszem Prokopczukiem „Sen”. Oddział został formalnie rozwiązany, a żołnierze mieli przejść na konspiracyjne kwatery. Niektórzy z nich zostali zaopatrzeni w nowe dokumenty.
Nie zmienia to jednak faktu, że partyzanci mogli się czuć rozżaleni. Dotychczas znajdowali się w centrum wydarzeń, w centrum walki. Teraz bezczynnie czekali na kwaterach. Prawdę mówiąc dowództwo mogło lepiej wykorzystać ich doświadczenie. Choć należy przyznać, że systematycznie dołączano ich grup wykonujących zlecone zadania.
Jedną z nich była walka z plagą bandytyzmu. Prowadzono ją od długiego czasu, ale po wydaniu odpowiedniego rozkazu przez Komendę Główną AK stała się także narzędziem „walki”. Rozkaz skierowany był przeciwko zwykłym bandytom. Komendant Obwodu zarządził w podległych sobie placówkach nocne patrolowanie terenu. W każdy piątek z Komendy Obwodu do wszystkich placówek wysyłano hasło, obowiązujące przez tydzień. Patrol spotykając w nocy obcych, którzy nie znali hasła zatrzymywał ich i sprawdzał, nie zawsze bezbłędnie. Na terenie obwodu działały jednak także inne organizacje. Podobne sytuacje zaczynały prowadzić do coraz większych zadrażnień.
Sytuację komplikowały stosunki z Narodowymi Siłami Zbrojnymi . Fiaskiem zakończyły się rozmowy w sprawie przyłączenia organizacji do AK. Co więcej Komendant Obwodu wydał rozkaz likwidacji byłego oficera AK, Józefa Wyrwy, dawniej „Furgalski”, teraz „Stary”. Odszedł z AK i z częścią podległych sobie ludzi przeszedł do NSZ. Powodem wydania wyroku była jednak pogłoska, że utrzymuje zażyłe stosunki z lejtnantem żandarmerii z Radoszyc – Konradem Kordtem, w domyśle współpracuje. W pierwszej połowie listopada liczący około 20 żołnierzy Kedywu Obwodu pod dowództwem „Jerzego” wzmocniony przez patrol dywersyjny placówki Sworzyce przeprowadził na „Starego” zasadzkę we wsi Koliszowy. W strzelaninie zginął jeden z żołnierzy „Starego”, a dwaj inni zostali aresztowani. Znajdujący się w oddziale „Jerzego” „Żbik” Władysław Staromłyński (były żołnierz Gwardii Ludowej) oskarżył ich, że posiadają broń zdobytą przez Niemców na patrolu Józefa Domagały „Wilk”. Zorganizowano sąd polowy. W charakterze obrońcy aresztowanych wystąpił Tadeusz Chmielowski „Bartek”, były żołnierz Oddziału Dywersji Bojowej Obwodu Końskie. Wybór nie był przypadkowy bowiem schwytanymi byli znani mu jeszcze z konspiracji. Rozdziałowski Stanisław „Kruk” był żołnierzem AK z drużyny Stanisława Kołodziejczyka „Bandery”. Ten po przejściu do partyzantki nie zdążył przekazać swoim podwładnym kontaktów i „Kruk” trafił od oddziału Wyrwy na ślepo. Drugi z aresztowanych, Leszczyński Henryk „Mściwój” przed pójściem do partyzantki był żołnierzem plutonu AK w Końskich wywodzącego się z Narodowej Organizacji Wojskowej. Niestety uwierzono w zarzuty „Żbika” i 12 listopada na obu wykonano wyrok śmierci. Był to w zasadzie początek krwawej walki pomiędzy organizacjami konspiracyjnymi na ternie Obwodu Końskie.
Reperkusje akcji w Koliszowach, a dokładnie rozstrzelanie dwóch żołnierzy AK były powodem odwołania „Jerzego” z funkcji Komendanta Obwodowego Kedywu. Jego stanowisko zajął od stycznia lub lutego 1944 roku ppor. Bronisław Duda „Bogdan”, „Cygan”. W skład oddziału dowodzonego przez niego wchodzili także byli żołnierze Zgrupowania „Robota”. Zanim zostali do oddziału wcieleni czekały ich jednak groźne chwile.
W celu wyjaśnienia sytuacji należy wyjaśnić, że choć żołnierze z byłego Zgrupowania „Robota” kwaterowali na terenie Obwodu to jednak w dalszym ciągu byli na utrzymaniu Komendy Okręgu. Potwierdza to przybycie 25 stycznia 1944 roku do Starej Kuźnicy Stanisława Kołodziejczyka „Bandera”, który przywiózł pieniądze do rozdysponowania wśród ukrywających się byłych żołnierzy Zgrupowania. Nie wiemy dziś czy fundusze nie dotarły do wszystkich czy też były niewystarczające. Jedno jest pewne 12 lutego oddział „Wrzosa” postanowił przeprowadzić rekwizycję w liegenschafcie w Borkowicach. Podczas akcji zginął Stefan Makuch „Czarny”, a Jan Łyczkowski ‘Wicherek” został ranny. Po tym wydarzeniu Komendant Obwodu uznał grupę „Wrzosa” za grupę nielegalną i zgodnie z rozkazem o zwalczaniu bandytyzmu polecił ją zlikwidować. Rozkaz wykonał „Wąsowicz”, który stał już w tym czasie na czele własnego oddziału partyzanckiego. „Wrzosowiaków” rozbrojono, a dowodzący akcją odczytał wyroki śmierci na „Wrzosa”, „Gałązkę”, „Silnego” i „Pawła”. Na szczęście „Wąsowicz” rozkazu nie wykonał i wtedy zapewne zapadła decyzja o podporządkowaniu rozbrojonych żołnierzy nowo powołanemu Kierownikowi Kedyw Obwodu.
Tak więc przełom 1943 i 44 roku obfitował w tragiczne wydarzenia. Należy jednak zaznaczyć, że był to margines działalności konspiracyjnej. Pozostałe struktury obwodu w tym Placówka Końskie funkcjonowały „normalnie”. Ponoszono straty wynikające z działalności, ale mimo to wszyscy szykowali się do mającego nastąpić przełomu.

REAKTYWACJA I KRES "SPRAW POLSKICH"

Nowe oddziały, nowe redakcje, wpadki skrzynek kontaktowych, budowa podziemnych schronów czyli zwyczajna działalność konspiracyjna jaka miała miejsce w Końskich w pierwszych miesiącach 1944 roku. Niby nic, ale jednak…

W styczniu 1944 roku wydawanie „Spraw Polskich” uruchomił Bronisław Ejgird „Molenda”, Komendant Podobwodu Końskie. Wiązało się to z obecnością w Gowarczowie drukarza. Czesław Szymański, który przyjął pseudonim „Rom”, prawdopodobnie z Tomaszowa Mazowieckiego zorganizował on powielacz i matryce. Drukarnia została umieszczona w miejscowości Borowiec koło Gowarczowa. Leon Jończyk, współpracownik Powiatowego Delegata Rządu podjął się prowadzenia nasłuchu radiowego. Teksty, komunikaty frontowe, redagował sam „Molenda”. W ten sposób powstały dwa jednokartkowe biuletyny zachowujące tytuł „Sprawy Polskie”.
Coraz większy natłok spraw konspiracyjnych nie pozwolił jednak „Molendzie” na dalsze redagowanie pisma. Obowiązki te zostały scedowane na „Roma”, a nadzór nad pismem objął Marian Marzyński „Wydmuch”. Nie oznacza to jednak, że pismo stało się organem kierowanej przez niego Powiatowej Delegatury Rządu. Można powiedzieć, że od tej pory „Sprawy Polskie” były wspólnym dziełem obu pionów Polskiego Państwa Podziemnego. Pismo było kolportowane przez komórkę Wojskowej Służby Kobiet w Borowcu, której szefem była Leokadia Jończyk „Klara”. Do Końskich wydawnictwo docierało na skrzynkę Ludmiły Kacperkówny „Marcja”.
Na początku 1944 roku Komendantem Kedywu Obwodu Końskie został ppor. Bronisław Duda „Bogdan”, „Cygan”. Rozpoczął on organizowanie oddziału dywersyjnego, którego zasięg działania obejmował także samą Placówkę Końskie, która w tym czasie poza kilkoma osobami z grupy specjalnej nie posiadał oddziału przeznaczonego do walki zbrojnej. Jedna z pierwszych akcji oddziału została przeprowadzona właśnie w Końskich. W marcu zostaje opanowany zakład metalurgiczny przy ulicy Wjazdowej skąd zabrano pasy transmisyjne maszyn, dwie maszyny do pisania oraz telefon. Akcję przeprowadził w nocy oddział „Bogdana”, a ubezpieczała ją, piętnastoosobowa, grupa dywersyjna z Podobwodu Końskie. Zdobycz została ukryta, a w późniejszym okresie pasy zostały wykorzystane do uszycia butów dla oddziału „Bogdana”.
Pomimo, że z Końskich wyprowadzono wiele agend Komendy Obwodu to jednak miasto w dalszym ciągu było ważnym punktem konspiracyjnej łączności. Niestety w marcu to właśnie łączność pomiędzy Obwodem, a Okręgiem stała się celem ataku Gestapo. Po aresztowaniu jednej z łączniczek Okręgu okupant wszedł w posiadanie adresów skrzynek kontaktowych w Końskich. Ogłoszono alarm i ewakuację z zagrożonych lokali. Przy ulicy Warszawskiej 7 w mieszkaniu Stanisławy Kołodziejczyk znajdowała się główna skrzynka kontaktowa, a przy ulicy Źródlanej 5, w domu Gustawa Neymana skrzynka rezerwowa. Gustaw Neyman opuścił Końskie na stałe razem z żoną oraz córkami, które były członkami AK. Skrzynka została spalona, ale nie pociągnęło to za sobą ofiar. Inaczej potoczyły się losy rodziny Kołodziejczyków. Po ogłoszeniu alarmu dom opuściły jedynie córki Janina „Ika” i Jadwiga „Zbigniewa” – łączniczki Komendy Obwodu. Po pewnym czasie, uważając, że zagrożenie minęło powróciły do mieszkania, w którym została matka. Okazało się jednak, że Gestapo zastawiło tam „kocioł” w który wpadło kilka osób m.in. obie łączniczki oraz dwaj instruktorzy Obwodu: Władysław Bańbura „Bańka” i Roman Brzozowicz „Amper”. Po śledztwie w Kielcach wszyscy, poza uwolnioną matką, zostali wysłani do obozów koncentracyjnych.
Na szczęście aresztowani nie wydali znanych sobie kontaktów. Jednak mimo to sytuacja lokalowa w mieście była zła. Zaczynało brakować niezbędnych do pracy konspiracyjnej, pewnych, lokali. Skłoniło to konspiratorów do budowania podziemnych schronów. Jeden ulokowano przy ulicy Warszawskiej na posesji Stąporów (cała rodzina zaangażowana była w działalność konspiracyjną). Schron umieszczono w ogrodzie, a jego wejście było zamaskowane pracownią stolarską gospodarza. Drugi schron wybudował szef referatu IX Komendy Obwodu Wiktor Targowski „Witold”. Urządził go pod podłogą swojego mieszkania przy ulicy Dolnej, w domu policjanta Najmrockiego. Służył on do nasłuchów radiowych, jako podręczny magazyn broni oraz jako schowek dla ludzi na wypadek niebezpieczeństwa.
Trzeci ze schronów został wybudowany w Kornicy. Co ciekawe żaden z nich nie został przez Niemców wykryty, ale zdekonspirowano je w ciągu kilku dni po wkroczeniu sowietów.
Wybiegając nieco wprzód przypomnimy o trzech akcjach jakie na terenie Końskich wykonał oddział partyzancki Kedywu pod dowództwem Bronisława Dudy „Bogdan”. Miały one miejsce w czerwcu: zniszczenie dźwigów na składnicy złomu, likwidacja kierownika Ubezpieczalni, renegata śląskiego Koniora przy ulicy Polnej 5 i wreszcie wywiezienie w biały dzień z koneckiej drukarni Tomasza Ferdyna ręcznej drukarni typu Boston”. Akcja została przeprowadzona za wiedzą i zgodą właściciela zakładu, który znając jej termin przygotował nawet maszynę do transportu.
Maszyna była niezbędna do polepszenia jakości wydawanego pisma „Sprawy Polskie”.
Składem zajmował się Jan Kaczmarek „Las”, a drukiem Czesław Szymański „Rom”. Minusem maszyny była jej hałaśliwość. Stąd często przenoszono ją z miejsca na miejsce. Umieszczano ją w Borowcu, Felicjanowie i wreszcie w Rudzie Białaczowskiej. Na nowej maszynie poprawiono jakość gazetki, której najwyższy nakład wynosił teraz około 500 egzemplarzy. Przy końcu listopada drukarnia wpadła przypadkowo w ręce własowców, ale „Rom” i „Las” umknęli. Od stycznia do listopada 1944 roku wydano łącznie 45 numerów i na tym zakończyła się wojenna historia „Spraw Polskich”.

 

LIKWIDACJA FITTINGA

Jedną z mroczniejszych postaci na terenie Końskich był Eduard Fitting. Żelazną ręką zarządzał gospodarką w całym powiecie. Już od lata 1943 roku znajdował się na „celowniku” konspiracji. Kres jego zbrodniczej działalności nastąpił dopiero rok później.
Fitting przybył do Końskich w pierwszym kwartale 1941 roku i objął stanowisko Kreislandwirta, czyli gospodarza powiatu. Był osobą dosyć wysoko postawioną w hierarchii władz okupacyjnych. Z tytułu stopnia w SS, Sturmbannfuhrer, był funkcjonariuszem Sicherheistdienstu (służba bezpieczeństwa) i sprawował nadzór nad wszystkimi formacjami policyjnymi w powiecie. Po przybyciu do Końskich zamieszkał w domu przy ulicy Małachowskich, wyremontowanym na potrzeby swojego urzędu.
W dalszym czasie przeniósł się jednak do folwarku w Modliszewicach skąd wyrzucił jego właścicielkę, hrabinę Tarnowską z dziećmi. Sam zamieszkał w dworku skąd żelazną ręką prowadził wszelakie sprawy związane z gospodarką na terenie powiatu. Po likwidacji przez „Robota” majora Schultze, 17 kwietnia 1943 roku, zaczął poważnie obawiać się o swoje życie. Przy dworze w Modliszewicach wybudowano wieżę obronną. Na jej szczycie zawisł sztandar ze swastyką, a obok na górnej platformie zainstalowani trzy reflektory. Dojścia do budynku broniły karabiny maszynowe obsługiwane przez załogę złożoną ze starszych wiekiem żołnierzy Wehrmachtu.
Jako gospodarz powiatu wiele czasu spędzał jeżdżąc po jego terenie. Nadzorował zakłady, gminy magazyny, a pod jego okiem trudno było prowadzić działalność konspiracyjną. Sam zresztą, z racji pełnionych funkcji, był powodem wielu aresztowań i egzekucji. Pomimo to znajdował czas na swoje ulubione zajęcia: polowania i konne przejażdżki.
Przygotowania do jego likwidacji miały miejsce już od czerwca 1943 roku, a prowadzili je żołnierze Oddziału Dywersji Bojowej Kedyw Obwodu Końskie. Zostały one przerwane „wsypą” na „Plebanii”, która rozpoczęła cały ciąg wydarzeń.
Niedługo później (lipiec) doszło do pierwszej, przypadkowej próby jego likwidacji. Grupa dywersyjna „Huragana” opanowała warsztat mechaniczny fabryki „Nieborów”. Podczas niszczenia, świeżo wyremontowanych po niedawnej dewastacji, maszyn mleczarskich na plac podjechał nieznany dywersantom samochód. Znajdujący się w nim Fitting, w cywilnym ubraniu, wysiadł i skierował się do drzwi warsztatu. Gdy zorientował się w sytuacji błyskawicznie zawrócił. Nim dobiegł do samochodu zaczął do niego strzelać żołnierz z obstawy. Fitting odpowiedział ogniem z pistoletu. Mimo, że został ranny w nogę, przeskoczył ogrodzenie i dotarł na stację Niekłań skąd telefonicznie wezwał żandarmów. Na teren fabryki przybyli oni już po wycofaniu się grupy „Huragana”. Po tej „przygodzie” obiecano mu przydzielić auto pancerne, ale zamiast tego otrzymał dwumiejscowy samolot, bazujący odtąd na polu pod Modliszewicami.
Jesienią 1943 roku zamach na niego planował wykonać dowódca piotrkowskiego oddziału partyzanckiego Stanisław Karliński „Burza”. Po zapowiedzi przyjazdu Fittinga na polowanie do leśnego majątku w Reczkowie, gmina Skotniki, „Burza” chciał na niego zorganizować zasadzkę. Od pomysłu tego został odwiedziony bowiem obawiano się represji w stosunku do pracowników majątku.
Na przełomie 1943/44 roku terrorystyczna działalność Fittinga stała się poważnym problemem dla działalności konspiracyjnej jak również dla ludności cywilnej. Jego likwidację powierzono kierującemu Kedywem Obwodu Józefowi Madejowi „Jerzy”. Ten z różnych powodów zadania nie wykonał. Wiosną 1944 roku sprawę wykonania wyroku przejął kolejny Komendant Kedywu Bronisław Duda „Bogdan”.
Zwyczaje Fittinga były już dosyć dobrze znane bowiem od dłuższego czasu rozpracowywał je wywiad obwodu pod dowództwem Wilhelma Zamory „Owczarek”. Ustalono kalendarz zajęć i zwyczaje, ale kluczowe znaczenie miało wciągnięcie do współpracy Stanisława Pietrzykowskiego, który był pracownikiem majątku w Modliszewicach. Po latach znajomości z Fittingiem został on przez gospodarza terenu uznany za „swojego człowieka”. Podczas konnych przejażdżek pełnił rolę luzaka, a nazywawany był przez swojego pracodawcę „Ludwikiem” (przydomek ten stał się też jego pseudonimem). Pietrzykowski zgodził się na propozycję ruchu oporu wystawienia Fittinga i znając jego zwyczaje zaproponował nawet miejsce akcji. Wykonanie akcji przyspieszyła decyzja Komendy Głównej AK, która ogłosiła akcję „Kośba”, która była skierowana przeciwko najbardziej krwawym funkcjonariuszom niemieckiej administracji okupacyjnej.
27 maja, w sobotę, dowodzący oddziałem partyzanckim Kedywu „Bogdan” w Małachowie nad Czarną, wyznaczył do przeprowadzenia akcji Mieczysława Zasadę „Wrzos”, jako dowódcę i Bolesława Niezgodę „Feluś”, jako zastępcę. W akcji mieli wziąć także udział celowniczy rkm Roman Jedynak „Sęp” oraz amunicyjny Tadeusz Krajewski „Grom”. Zespół jeszcze tego samego dnia dotarł na kwaterę na zachodnie przedmieścia Końskich. Likwidacja Fittinga miała zostać przeprowadzona następnego dnia, ale nie doszła do skutku bowiem grupa na kwaterze, łamiąc wszelkie zasady, zapiła. Samowolnie przestawiono termin akcji na 29 maja 1944 roku.
Jeszcze przed świtem zajęto stanowiska przy dróżce wiodącej z Modliszewic do gospodarstwa „Pod Setką”. Była ona w zasięgu karabinów maszynowych ze strażnicy, ale w połowie drogi kryła się za przesłoną drzew dawnej bażantarni Tarnowskich, zwanej przez ludność „Gawrońcem”. Tu właśnie zajęli stanowiska wzdłuż drogi, a znajdujący się na prawym skrzydle przez lornetkę obserwował drogę. Rozpoczęło się żmudne oczekiwanie.
Dopiero około 11 uwalali się dwaj jeźdźcy. Zbliżając się do miejsca zasadzki „Ludwik” pozostał w tyle i odsłonił cel. Jak ustalono wcześniej, ogień rozpoczął „Wrzos” strzelając prawie na oślep przez gęste krzaki. Chwilę później serię z rkm oddał „Sęp”, ale prawie natychmiast broń zaklinowała się. Zaciął się także sten „Groma”. Zajmujący zaś skrajne miejsce „Feluś” nie otwierał ognia bojąc się, że porani kolegów znajdujących się na linii strzału.
Fitting zeskoczył z padającego konia i ostrzeliwując się zaczął uciekać w kierunku lasu. Tą drogę odcięli mu „Sęp” i „Grom”. Zwrócił się więc w przeciwnym kierunku nie wiedząc, że biegnie wprost na stanowisko „Felusia”, który rzucił w jego kierunku granat. Rannego Fittinga dobił serią ze stena „Wrzos”.
Po zakończeniu akcji wykonawcy zabrali zabitemu broń oraz dokumenty i zabierając Pietrzykowskiego odeszli z miejsca walki. Słowo „odeszli” nie jest na miejscu bowiem w morderczym biegu przeszli skrajem lasu „Proćwin”, w okolicach Kornicy skręcili na wschód by następnie skrajem Baryczy dostać się w okolice drogi Końskie – Gowarczów. Po jej przejściu szczęśliwie zapadli w partyzanckie lasy.
Grupa nie powróciła już do oddziału „Bogdana”, ale dotarła do stacjonującego na terenie obwodu oddziału Antoniego Hedy „Szary”. Dotarł tam także Komendant Obwodu, któremu „Wrzos” przed frontem oddziału złożył meldunek z przeprowadzonej akcji i wręczył zdobytą na Fittingu broń, dokumenty, złotą papierośnicę i złoty zegarek („Wrzos” otrzymał go na pamiątkę akcji).
Mieszkańcy powiatu z niepokojem czekali na represje które na szczęście nie nastąpiły. Kończąc sprawę likwidacji Fittinga musimy jeszcze zająć się losem „Ludwika”. Komendant Obwodu chcąc uchronić przed zemstą jego rodzinę wysłał do niemieckich władz pismo. Informował w nim, że gospodarz powiatu miał zostać wzięty żywcem, ale z powodu stawiania oporu został zastrzelony. Jego luzak znajduje się w niewoli i może zostać wypuszczony pod warunkiem złożenia okupu w wysokości 150 tysięcy złotych. W oznaczonym miejscu i czasie stawiła się wypuszczona z więzienia Anna Michalska „Zofia”, żołnierz AK. Przyniosła ona propozycję zmniejszenia okupu do 50 tysięcy. W tym czasie „Ludwik” już nie żył (kulisy jego śmierci zostaną przedstawione w kolejnym rozdziale) i Komendant „Boromeusz” odesłał do Niemców jego zakrwawioną kenkartę z informacją, że został on zastrzelony z powodu niedotrzymania warunków. Odpowiedź zaniosła Anna Michalska, która musiała wrócić bowiem w więzieniu przebywał jej ojciec Władysław. Rodzina Pietrzykowskich została uchroniona przed represjami, ale zginęli Michalscy rozstrzelani 21 sierpnia 1944 roku.

 

"SZARY" NIE ZAPOMINA O SWOICH LUDZIACH

Oddział powstał po opanowaniu więzienia w Starachowicach. Kwestia uwalniania swoich przyjaciół z niewoli była im bardzo bliska. Można się było spodziewać, że z chwilą gdy w koneckim więzieniu znajdą się żołnierze tego oddziału to…
W kwietniu 1944 roku na teren Obwodu Końskie został przeniesiony oddział partyzancki Antoniego Hedy „Szary”. Od samego początku dobrze ułożyła się współpraca struktur terenowych i oddziału. To zapewne sprawiło, że od 15 maja z rozkazu Komendanta Obwodu przy oddziale prowadzony był kurs dowódców plutonów i kompanii. Jego organizatorem i kierownikiem był zastępca Komendanta Obwodu Antoni Piwowarczyk „Wąsowicz”. Na zakończenie kursu do oddziału dotarła grupa „Wrzosa”, która przeprowadziła właśnie likwidację Fittinga.
3 czerwca na stacji kolejowej Końskie została aresztowana trójka żołnierzy „Szarego”. Przewozili oni na potrzeby oddziału materiały wybuchowe. O wydarzeniu „Szary”został poinformowany przez jadącego tym samym pociągiem swojego żołnierza Edwarda Paszkiela „Pozew”, któremu udało się uciec. W niemieckich rękach znalazł się por. Henryk Gruszczyński „Blady” – zastępca „Szarego”, łączniczka Jadwiga Szumowska „Jadzia” oraz Teofil Stawski „Kret”, którzy zostali umieszczeni w koneckim więzieniu.
„Szary” po konsultacji z oficerami oddziału podjął decyzję o zbrojnym uwolnieniu zatrzymanych. W tym celu sam udał się do miasta gdzie przebywał przez cały następny dzień. Nawiązał kontakt z Eugeniuszem Prokopczukiem „Sen” z Komendy Obwodu. Uzyskał informacje zebrane przez wywiad obwodu o siłach niemieckich w mieście i jego okolicy. Od kierującego wywiadem Wilhelma Zamory „Owczarek” otrzymał plan więzienia przygotowany przez pracującego tam Edwarda Stangierskiego (żołnierz wywiadu).
Wieczorem 5 czerwca wyznaczona do akcji część oddziału „Szarego” wzmocniona kilkoma osobami z miejscowej konspiracji (m.in. grupa „Wrzosa”) – łącznie około 120 żołnierzy podeszła od strony Izabelina do miasta. Podzielono ostatecznie zadania i około godziny 23 nastąpił wymarsz.
Grupy przystąpiły do wykonywania powierzonych im zadań. Grupa Zygmunta Kiepasa „Krzyk” opanowała pocztę i odcięła łączność. Grupa dowodzona przez Stanisława Kołodziejczyka „Orkan” (wcześniej jako „Bandera” żołnierz konspiracji koneckiej, uczestnik wielu akcji) miała zająć się ubezpieczeniem na kierunku Barycz. Grupa Henryka Wojciechowskiego „Sęk” ubezpieczała od strony kwater „kałmuków”, jednocześnie wydzielono z niej zespół pod dowództwem Stefana Sławskiego „Lis”, który ma zabezpieczyć drogę wycofania oddziału w kierunku wschodnim. Grupa pod dowództwem Mieczysława Zasady „Wrzos” stanowiła ubezpieczenie od strony siedzib Gestapo i żandarmerii. Grupą szturmową dowodził cichociemny, Ludwik Wiechuła „Jeleń”, który jako minier przygotował już ładunki wybuchowe. Przy grupie tej znajdował się dowodzący akcją „Szary”.
Kiedy grupa szturmowa znajduje się przed więzieniem w mieście rozpoczyna się strzelanina. To „Wrzos” strzela do budynków w którym znajduje się Gestapo i żandarmeria. Odpada więc element zaskoczenia. Komplikuje to wykonanie zadania grupie uderzeniowej, która zatrzymana gęstym ogniem nie może dostać się do bramy wjazdowej. Podczas jednej z prób pada śmiertelnie trafiony kapral Stefan Pałka „Grom”. W gęstym ogniu pozostaje jedna droga do wnętrza więzienia – przez wartownię. „Jeleń” rozkazuje założyć ładunki w dwóch miejscach pod bramą wartowni i przy oknie. Jeden z nich ma odpalić „Jon”, ale drżą mu ręce bowiem w więzieniu przebywa jego żona „Jadzia”. Ostatecznie ładunki odpala „Jeleń”. Tuż po wybuchu słychać w oddali drugi to zespół „Krzyka” wysadził w powietrze centralę telekomunikacyjną. W wysadzone otwory partyzanci wrzucają granaty. Dla pewności, aby ostatecznie uciszyć strzelających stamtąd Niemców.
Droga do więzienia prowadzi korytarzem, ale tam znajduje się jeszcze jedna krata. Dojście do niej blokowane jest ogniem z końca korytarza. „Jeleń” rzuca granat i pod zasłoną kurzu zakłada na kracie ładunek wybuchowy. Osłania go plutonowy Władysław Janiec „WW”. Kolejny wybuch rozrywa kratę. Droga do wnętrza więzienia stoi otworem.
„Szary” wydaje rozkaz, ażeby odszukać klucze od cel więziennych oraz zabrać listę więźniów, a kartoteki spalić. Tak się też stało. Na jeden stos złożono wszystkie papiery, po czym poszły w ruch butelki z benzyną i oto płomień objął w posiadanie koszmarne tajemnice więzienia koneckiego. Znaleziono klucze i partyzanci rozbiegli się po więziennych korytarzach, otwierając po kolei wszystkie cele, ażeby kogoś w zamieszaniu nie zostawić.
Niestety do jednej z cel nie było kluczy bowiem znajdowała się ona w specjalnej gestii Gestapo, a w tej celi znajdował się właśnie „Kret”. Prawdopodobnie brakło już ładunków wybuchowych i z tego powodu przyniesiono siekierę ze znajdującego się obok więzienia domu Trelów. W drzwiach została wybita dziura przez którą pojedynczo wyszli więźniowie. Ostatecznie otwarto wszystkie cele. Więźniowie w asyście żołnierzy zaczęli opuszczać budynek.
Czas ku temu był najwyższy bowiem walka w więzieniu trwała już ponad godzinę, a na terenie miasta słychać było coraz silniejszy nacisk sił wroga na grupy ubezpieczenia. Po dwóch godzinach od rozpoczęcia akcji wszyscy opuścili Końskie. Niestety nie wszyscy szczęśliwie. Dwóch żołnierzy było rannych. Podczas walki zginęło czterech żołnierzy: kapral Stefan Pałka „Grom”, Ryszard Bielejec „Delfin”, Stanisław Ładak „Sikorka” oraz Stanisław Pietrzykowski „Ludwik” – człowiek który kilka dni wcześniej wystawił Fittinga na strzał partyzanckiego patrolu. Tak naprawdę straty podczas walki były jeszcze większe bowiem podczas szturmu zginął przebywający wewnątrz Edward Stangierski więzienny klucznik – żołnierz wywiadu AK, który przygotował plany więzienia.
Niemcy podczas walk stracili 17 zabitych i 8 rannych. Łącznie uwolniono 65 więźniów, ale było wśród nich dwóch agentów niemieckich działających w celach. Jeden już po opuszczeniu miasta zbiegł natomiast drugiego wykryto i po przesłuchaniu zlikwidowano.
Na zakończenie tego tematu powróćmy jeszcze do powodu aresztowania trójki żołnierzy. Nie był to jak się okazało przypadek, ale to wyjaśniło się dopiero w połowie czerwca. Współpracujący z Powiatowym Delegatem Rządu Mikołaj Pawłowicz z placówki AK w Gowarczowie przebywając w Końskich był świadkiem podejrzanej rozmowy dwóch kobiet w jednej z kawiarni. Na zakończenie rozmowy przeczytały one jakieś pismo, które przed wyjściem podarły i wrzuciły do kosza. Pawłowicz wszedł w jego posiadanie i przekazał Delegatowi Rządu. Pismo zawierało podziękowanie za ułatwienie aresztowania trójki żołnierzy podziemia, a wskazane daty potwierdzały, że chodzi o ludzi „Szarego”. W piśmie wymieniono także kwotę jaką w nagrodę otrzymali sprawcy aresztowania. Delegatura Rządu Działając w porozumieniu z Komendantem Obwodu podejmuje błyskawiczne działania. Dowodzący jednym z oddziałów AK Jerzy Madej „Jerzy” otrzymuje rozkaz uprowadzenia z Końskich trójki wymienionych agentów. Rzecz dotyczy Sitarza, który prowadził fabryczkę wód sodowych oraz wspomnianych wcześniej dwóch kobiet (jedna była rodowitą konecczanką, a druga przyjechała tu z terenów przyłączonych do III Rzeszy. Jedna z kobiet wobec stawianego oporu została zlikwidowana we własnym mieszkaniu, a pozostałą dwójkę doprowadzono do Starej Kuźnicy. Podczas rewizji przy Sitarzu znaleziono jeszcze jeden dokument wydany przez Gestapo. Kobieta przyznała się do współpracy natomiast Sitarz uparcie milczał. Dowody były jednak niepodważalne. Podczas przesłuchania które prowadził Bronisław Ejgird „Molenda” ustalono, że żołnierze AK byli obserwowani przez agentów już Skarżysku, a Niemcy o ich jeździe pociągiem zostali poinformowani telefonicznie. Wyrok został wykonany przez Konstantego Szymańskiego, komendanta policji granatowej w Gowarczowie, który jednocześnie był członkiem AK i bliskim współpracownikiem Powiatowego Delegata Rządu.

 

NOWY KOMENDANT, NOWE WYZWANIA

Dzień po opanowaniu więzienia w Końskich przez oddział „Szarego” na terenie Obwodu pojawił się nowy Komendant. Przejmowanie obowiązków przebiegło bezkonfliktowo, a zgodnie z powiedzeniem: nowa miotła…
Decyzja o zmianie na stanowisku Komendanta Obwodu zapadła na szczeblu Komendy Okręgu już w kwietniu. Być może miał na nią wpływ zatarg z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Dziś trudno to ocenić, ale faktem jest, że przyłączenie NSZ nie na wiele się zdało bowiem organizacja ta na terenie powiatu koneckiego i tak nie podporządkowała się AK. W Placówce Końskie do struktur Armii Krajowej przekazany został jedynie pluton żołnierzy o którym brak bliższych danych.
Trzymajmy się jednak historii AK. Nowym Komendantem został kapitan Jerzy Niemcewicz „Kłos” przeniesiony z Obwodu Iłża gdzie był zastępcą komendanta i szefem referatu III. Jak wspomnieliśmy 6 czerwca „Kłos” pojawił się w Wólce Plebańskiej. Przejęty przez konspirację niedługo później spotyka się z ustępującym komendantem. Przejęcie agend komendy odbywa się w Starej Kuźnicy. Obaj komendanci wspólnie odwiedzają teren czasu jest bowiem mało. Przed organizacją stoją najpoważniejsze wyzwania. „Kłos” zaobserwował brak odpowiednich osób do pracy sztabowej. Co więcej kolejni chcą jak najszybciej iść do oddziałów partyzanckich. Pomoc w kadrze otrzymał z Obwodu Iłża skąd do Końskich zostali skierowani dwaj oficerowie. Jeden bardzo szybko opuścił teren który w porównaniu z Iłżą był niebezpieczny. Na miejscu pozostał jedynie kapitan Wiktor Łukasik „Miles”, który został szefem referatu III Komendy Obwodu. Przez cały czas przejmowania obowiązków pomagał mu dotychczasowy szef tego referatu Eugeniusz Prokopczuk „Sen”. Z powodu braku kadry nie przeprowadzono innych zmian poza obsadą Kierownictwa Dywersji. Bronisław Duda „Bogdan” został odwołany z funkcji obwodowego szefa Kedywu. Prawdopodobną przyczyną był samowolny wyrok na kobiecie, która później okazała się pracownicą Delegatury Rządu. Na zwolnioną funkcję powołano ppor. Władysława Skorupskiego „Poleszuk”, który jednak funkcję tą sprawował nominalnie bowiem już od lipca stał na czele oddziału partyzanckiego. Tak więc skład Komendy Obwodu pozostał bez większych zmian. To samo dotyczyło także struktur Placówki Końskie.
Dowództwa struktur przygotowywały się do powstania powszechnego. Szkolono ludzi przeprowadzano szereg małych akcji dywersyjnych. Olbrzymim wyzwaniem było przygotowanie wyżywienia tak dla już istniejących oddziałów jak i dla mających powstać nowych. Olbrzymi ciężar tej niewidocznej pracy spadł na barki Placówki Końskie. Z samej Spółdzielni „Społem” za przyzwoleniem dyrektora Rybowskiego wywieziono olbrzymie ilości materiałów. Odbywało się to przez za pomocą sfingowanych napadów czy dostaw do instytucji na podstawie sfałszowanej dokumentacji. Wywieziono około 80 ton cukru, 60 ton kaszy, mąkę, … Kilkakrotnie opanowano składy wędlin skąd zostały one wywiezione w teren gdzie były magazynowane bądź rozdawane ludności.
Czerwiec i pierwsza połowa lipca upłynęła pod znakiem wytężonej pracy organizacyjnej.

BURZA

We wschodnich okręgach AK akcja Burza realizowana była już od listopada 1943 roku. 25 lipca przyszedł czas na Okręg Kielce. Początkowy plan powstania powszechnego został zmodyfikowany i miał polegać na atakowaniu wycofujących się oddziałów niemieckich.
21 lipca w leśniczówce Gracuch odbyła się odprawa na której poza Komendantem Obwodu byli obecni szefowie referatów, komendanci podobwodów oraz oficerowie przewidziani na funkcje dowódcze. Po analizie sytuacji stwierdzono, że posiadana w magazynach ilość broni nie wystarczy na uzbrojenie planowanego Koneckiego Pułku Piechoty. Niedługo potem już w mniejszym gronie odbyła się kolejna odprawa, tym razem na jej miejsce wybrano piekarnię Karola Sobczyka w Końskich.
Na terenie Okręgu Kielce Burza rozpoczęła się formalnie 25 lipca, ale to dotyczy obwodów położonych we wschodniej jego części. W Obwodzie Końskie zaczęła się praktycznie na początku sierpnia. 11 sierpnia w Długiej Brzezinie (lasy niekłańskie) zaczęły zgłaszać się kolejne grupy konspiratorów z których miał powstać Konecki Pułk Piechoty. Stawiło się jednak jedynie ok. 500 ludzi. Powody nieobecności były różne. Jedni nie zostali na czas poinformowani, innym stanęły na drodze niemieckie oddziały, a jeszcze inni po prostu nie chcieli… Ze scalonych w lipcu Narodowych Sił Zbrojnych dotarł na miejsce jedynie pluton pod dowództwem Stefana Sobańskiego „Łan”, a miał być cały batalion…
W początkowym okresie organizacją pułku zarządzał „Wąsowicz”, a od 17 sierpnia Komendant „Kłos”. Trudny to był dzień bowiem do oddziałów dotarł rozkaz Komendanta Okręgu, że mają iść na pomoc walczącej od dwóch tygodni Warszawie. Osoby dla których nie wystarczyło broni były odsyłane, ci którzy mogli nie podołać trudów marszu także wracali do domów. Pozostali rozpoczynali swój szlak bojowy. Wkrótce mieli stać się żołnierzami 3 pułku piechoty Legionów Armii Krajowej, ale to już temat na inną opowieść.
Podczas mobilizacji i przygotowań do marszu na Warszawę olbrzymią pracę wykonywali ludzie pozostający w strukturach terenowych AK. Łączność, zaplecze medyczne, wywiad to wszystko należało do nich i należy przyznać, że radzono sobie z tym dobrze. Dotyczy to także koneckich konspiratorów bowiem jeżeli chodzi o łączność i wywiad znaczenie miasta było olbrzymie.
Sytuacja nie zmieniła się po 23 sierpnia kiedy to zrezygnowano z marszu do Warszawy uznając to zadanie za niewykonalne. Jednostki rozpoczęły walkę z Niemcami w wyznaczonych działaniach w tym w okolicach Końskich i znowu w mieście krzyżowały się drogi łączników. Systematycznie odsyłano jednak na konspiracyjne meliny tych którzy nie wytrzymywali coraz bardziej chłodnych nocy i trudów przemarszu. 30 września Komenda Okręgu nakazała częściową demobilizację 2 Dywizji Piechoty legionów AK.
Struktury terenowe miały się nimi zająć, ale sytuacja w terenie była już całkowicie inna niż latem.

KOLEJNI ZDRAJCY

Demobilizacja dużych jednostek zbiegła się z upadkiem Powstania Warszawskiego. Końskie jak inne miasta zostały zalane rzeszą uchodźców. Różni to byli ludzie. Dla konspiratorów „nowe” było jednak niebezpieczne.
Jesienią 1944 roku w Końskich stacjonowała duża ilość niemieckiego wojska oraz służb pomocniczych wszak była to strefa przyfrontowa. Umieszczenie na kwaterach demobilizowanych żołnierzy stanowiło problem przed którym stanęły struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Nie pomagał w tym fakt, że odczuwano brak kadry. Dotychczasowi dowódcy, którzy poszli na koncentrację zostali zdekonspirowani i nie mogli już wrócić do pełnienia swoich funkcji. Z olbrzymim trudem wyszukiwano następców. Zdekonspirowanych dowódców przesuwano na inny teren, a na ich miejsce przychodzili inni, których sytuacja była taka sama. Komendant „Kłos” w październiku znalazł się co prawda na terenie dowodzonego przez siebie Obwodu i próbuje normalizować jego pracę, ale wkrótce ulega kontuzji (ma ciężko zwichniętą nogę). Później zapada na zapalenie płuc. Zapewne już w listopadzie został odwołany z Obwodu już na początku listopada. Niedługo później odszedł kierujący formalnie Obwodem podczas Burzy „Miles”. W październiku funkcję Komendanta objął kapitan Franciszek Walewski „Stryjek” z Podobwodu Skarżysko.
Od listopada rozpoczęto także reorganizację struktur w Obwodzie. Całość podzielono na dwa rzuty. Pierwszym były skadrowane kompanie 3 pp leg i jego żołnierze przebywający na konspiracyjnych kwaterach, ale utrzymujący łączność z dowódcami. Plutony terenowe miano połączyć w kompanie drugiego rzutu. Planu tego nie wykonano. W styczniu sytuacja zmieniła się bowiem diametralnie.
Wydawać by się mogło, że w nowej sytuacji działalność konspiracyjna zamarła. Nieprawda. Ze względu na dużą ilość niemieckiego wojska została ona poważnie ograniczona, ale trwała. Dla przykładu opiszemy kulisy zapewne ostatniej operacji wywiadowczej w Końskich.
W październiku w Końskich zamieszkało wiele nowych osób uchodzących z Warszawy. Jedną z podających się za uchodźców była Wilhelmina Bulkiewicz, która została zakwaterowana w mieszkaniu Zofii Siwińskiej „Bystra” pracownicy referatu II wywiad Obwodu Końskie. Właścicielkę mieszkania niepokoiło jej otwarte dopytywanie się o kontakty z „leśnym wojskiem” do którego chciała się dostać. Wszelkie wątpliwości zostały rozwiane gdy ujrzała swoją lokatorkę w towarzystwie odprowadzającego ją funkcjonariusza Gestapo. O zaistniałej sytuacji został powiadomiony kierujący wywiadem w Końskich Wilhelm Zamora „Owczarek”, który przedsięwziął odpowiednie kroki. 15 października 1944 roku do mieszkania prawdopodobnej agentki weszli żołnierz specjalnej grupy: Edward Górecki „Boruta”, Mieczysław Przybylski „Wąż” i Marian Dąbrowski „Żbik”. Podczas rewizji odkryto ukryty pistolet, ale co ważniejsze znaleziono zaświadczenie, że władze niemieckie mają obowiązek udzielania jej wszelkiej pomocy.
Wątpliwości zostały rozwiane. Aby nie narażać „Bystrej” żołnierze uprowadzili agentkę. Podczas przesłuchania, poza miastem, przyznała się do współpracy, a także wskazała jeszcze kilka osób które z nią współpracowały. Po przesłuchaniu została zastrzelona.
Opierając się na uzyskanych wiadomościach ta sama grupa żołnierzy zatrzymała 21 października Alfonsa Jutkowskiego oraz Eulalię Skoczylas. Także oni zostali uprowadzeni z miasta. Tym razem w przesłuchaniu brał udział szef wywiadu „Owczarek”. Okazało się, że cała trójka pracuje w niemieckim wywiadzie i służbowo podlegają IV Armii. Jutkowski przedstawił strukturę fili wywiadu które działały w Radomiu, Kielcach, Skarżysku, Starachowicach i Ostrowcu. Ujawnił także kilkanaście osób działających na rzecz tej struktury wywiadowczej w samych Końskich.
O wynikach przesłuchania został powiadomiony Sztab Okręgu. Agentów zastrzelono. Taki sam los spotkał jeszcze trójkę wychwyconych agentów. Pozostali zdając sobie zapewne sprawę, że zostali rozpracowali opuścili miasto.

WYZWOLENIE?

12 stycznia 1945 roku znad Wisły ruszyła ofensywa sowiecka. Front został przełamany. Trzy dni później z Końskich zostały wyparte oddziały niemieckie. Wszyscy zadawali sobie pytanie: co dalej?
Dziś z całą pewnością możemy stwierdzić, że zakończyła się wtedy jedynie okupacja niemiecka. Podobne odczucia mieli także wtedy konspiratorzy. Jeszcze przed wejściem sowietów w Końskich odbyła narada dowództwa Armii Krajowej i Delegatury Rządu. Rozpatrywano kwestię ujawnienia się przed wkraczającymi wojskami jako reprezentacja Polskiego Państwa Podziemnego. Uczestniczący w naradzie Stefan Białobok, współpracownik Powiatowego Delegata Rządu odradzał takie rozwiązanie za przykład podając tragiczny los jaki spotykał żołnierzy AK w Okręgu Lublin skąd miał wiadomości.
Dylemat żołnierzy został rozstrzygnięty 19 stycznia 1945 roku kiedy to Komendant Główny Armii Krajowej rozwiązał organizację dając wszystkim „ostatni rozkaz”. Tego samego dnia sowieckie NKWD przy pomocy polskich współpracowników przeprowadziło w Końskich pierwsze aresztowania. Uwięzionych zostało 10 osób w tym kilka z kierownictwa Armii Krajowej. Nowi okupanci aresztowali m.in. takie osoby: Jan Kujdowicz – członek AK, Jan Świętochowski - „Smutny”, wtyczka wywiadu AK w koneckim Kripo, ppor. Artur Szpindler – „Szczęsny”, szef referatu IV kwatermistrzostwo Komendy Obwodu, Wilhelm Zamora – „Owczarek”, szef referatu II wywiad Komendy Obwodu, ppor. Mieczysław Zasada – „Wrzos”, żołnierz AK, partyzant oddziałów „Robota”, „Bogdana”, „Szarego” i 3 pp leg AK.
„Wyzwoliciele” swoim działaniem pokazali prawdziwe oblicze. Rozpoczęła się okupacja sowiecka o której można przeczytać w kolejnej części.

BIBLIOGRAFIA

Pamięć ludzka jest ułomna, są jednak źródła na których należy się opierać.
Borzobochaty W. „JODŁA”
Chlebowski C.: Cztery z tysiąca
Cmielowski T.: Wagary ze stenem
Heda A.: Wspomnienia „Szarego”
Jedynak M.: Robotowcy 1943
Sasal-Sadowska H.: W poszumie lasów koneckich
Tworzyański B.: Tak jak pamiętam
Tucholski J.: Cichociemni
Wroniszewski J., Kacperski B.: Końskie i Powiat Konecki 1939-1945